wtorek, 30 czerwca 2015

Manicure japoński P.Shine – działa, czy nie działa? U kogo się sprawdzi?

Wiem, że wiele kobiet w ciąży promienieje, ma piękną cerę, olśniewające włosy i w ogóle wygląda jak ucieleśnienie gracji i piękna. Nie należałam do nich. Włosy przetłuszczały się jak zawsze, nogi puchły mi jak banie, waga rosła w zastraszającym tempie, twarz przypominała coś rozgotowanego, pryszcz gonił pryszcz, zęby psuły się na wyścigi, bynajmniej nie z braku higieny…

I tak jak większość rzeczy po zakończeniu ciąży i/lub karmienia zaczęła wracać do normy, tak paznokcie nie przyjęły tego do wiadomości. Walczyłam z nimi przez 4 lata wypróbowując wszystko poza formaldehydowymi odżywkami, których się boję do dziś.


Nie pomogło picie pokrzywy i skrzypu, nie pomogły witaminy z grupy B, nie pomogły odżywki do zmywania i te pod lakier, nie zadziałały drożdże, nie pomogło olejowanie, nie pomogło malowanie, nie pomogło niemalowanie. Trochę pomogła suplementacja witaminą D. W sensie że paznokcie nadal rozdwajały się do połowy płytki, ale przynajmniej nie pękały wzdłuż i nie krwawiły. Winne nie były czynniki zewnętrzne – zmywałam i sprzątałam zawsze w rękawiczkach, piłowałam je pieczołowicie w jedną stronę delikatnym pilniczkiem, nie miałam też grzybicy czy onycholizy.

Po wielu, wielu miesiącach usilnych starań udało mi się osiągnąć coś takiego. Aż żal patrzeć, prawda? Nawet jeśli udało się je skleić lakierem i uhodować ciut dłuższe, po jego zmyciu ukazywał się znów taki widok.

No i skusiłam się na ten manicure japoński, mimo że wydanie stu złotych na takie byle co jak moje pazury wydawało mi się dość szalone. Zastanawiałam się nad hybrydami, ale kosmetyczka stwierdziła, że nie będą się trzymać na tak zniszczonej płytce.

Sięgnęłam po markę P.Shine. I o niej właśnie będę pisać. Nie polecam „oszczędzania” i kupowania zastępników, bo nie wiem jaki jest ich skład i jakość wykonania, więc nie mogę ręczyć za ich efekty.

Zamówiłam na allegro za około 120 złotych, zestaw przyszedł. Zerknęłam na skład i było nieźle (choć sprzedawcy potrafią się ciut zagalopować w swych obietnicach, patrzcie na nie przez palce). Poza polerkami, pastą i pudrem w pudełku znajdziemy radełko do odsuwania skórek (polecam do wydłubywania małej porcji pasty ze słoiczka), 4 pilniczki i irchową ściereczkę do czyszczenia.

Po skróceniu paznokci i odsunięciu skórek przechodzimy do właściwego zabiegu. Przed pierwszym użyciem płytkę należy zmatowić, potem wystarczy robić to raz na jakiś czas. Następnie polerujemy paznokcie zieloną polerką przy pomocy pasty w zielonym pudełku (przypomina trochę podsuszone drożdże, ale można się przyzwyczaić). Na koniec to samo robimy z różowym pudrem, różową polerką.

Zarówno pasta jak i puder powstały na bazie ziemi okrzemkowej, czyli jak najbardziej mogą wzmacniać płytkę. Pasta zawiera też substancje nawilżające: glikol propylenowy i glicerynę, a puder emolienty: parafinę, wosk pszczeli, lanolinę. Skład jest zatem prosty, ale przemyślany: wzmacniamy płytkę, nawilżamy ją, a następnie zamykamy to nawilżenie warstwą olejową, która dodatkowo uelastyczni paznokieć i ładnie go nabłyszczy.

Samo polerowanie natomiast poza nabłyszczaniem i wygładzaniem poprawia ukrwienie płytki i przyspiesza jej wzrost. U mnie rosły 2-3 razy szybciej niż normalnie. Z tego względu mężnie polerowałam wykonując ruch polerką tylko w jednym kierunku, jak każe instrukcja, mimo że nieszczególnie rozumiałam sens tego działania.

Po pierwszym razie byłam głęboko rozczarowana. Paznokcie może były odrobinę bardziej błyszczące, ale nic więcej. Wręcz śmiem twierdzić, że byle jaka drogeryjna polerka nabłyszczyłaby je lepiej. W dodatku skórki „najadły się” szarawej pasty i wyglądały jak zagrzybione. Mina trochę mi się poprawiła następnego dnia, kiedy cała płytka nabrała o wiele ładniejszego odcienia: różowa na dole i biała jak śnieg na górze, co od dłuższego czasu mi się nie zdarzyło. Z każdym kolejnym użyciem zestawu paznokcie błyszczały też piękniej, aż zaczęły przypominać lusterka. Wciąż jednak rozdwajały się, a w oczekiwaniu na zupełnie nową płytkę nie robiłam im zdjęć.

Zabieg wykonywałam dwa razy w tygodniu, jak każe ulotka. Akurat po trzech dniach połysk robił się mniej wyrazisty, więc ta częstotliwość była odpowiednia też ze względów estetycznych. Nie ma żadnych przeciwwskazań względem stosowania manicure japońskiego pod lakier, aczkolwiek na nabłyszczonej i lekko natłuszczonej płytce trzyma się on o wiele krócej, więc lepiej zachować kilkudniowy odstęp.

W różnych miejscach w internecie spotkałam się z zaleceniem, aby zabieg stosować raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie. Z pewnością nie odżywi płytki tak intensywnie jak stosowany częściej, nie będzie równie skutecznie poprawiał kolorytu ani stymulował wzrostu. Z drugiej strony, najdelikatniejsza polerka to też polerka i po kilku tygodniach regularnego stosowania przekonałam się, że wierzchnia warstwa paznokcia jest cienka jak papier. Nie na całej powierzchni, ale w miejscach poprzecznych zgrubień. Korzystając z zestawu wykonywałam też manicure na mojej Mamie, i tu miałyśmy pewne trudności z racji głębokich pionowych bruzd na paznokciu. Nadmiar pasty wyjmowałam z nich… wykałaczką. Nie wyobrażam sobie podobnej praktyki w salonie. ;)

Efekty? Paznokcie dość szybko (po 2 miesiącach) prawie przestały się rozdwajać, pomijając miejsca, gdzie z racji „górki” płytka stała się bardzo cienka. Nabrały ładnego koloru, błyszczały, stały się bardziej elastyczne, słowem urosły na tyle, żebym mogła spokojnie wrócić do ich malowania. Uważam, że to właśnie manicure japoński w połączeniu z suplementacją witaminą D zakończył moje kilkuletnie problemy z paznokciami i choć nie są jeszcze idealne, nie muszę już mieć kompleksów z ich powodu.

Na zdjęciu płytka zażółcona z powodu któregoś lakierowego łobuza

Na koniec muszę jeszcze wspomnieć o niesamowitej wydajności. Po trzech miesiącach stosowania na spółkę z Mamą zużyłam może 1/10 pasty i pudru, a polerki nadal wyglądają jak nowe. Wydajność po stokroć wynagradza cenę zestawu, choć z drugiej strony warto przemyśleć zakup, żeby nie stać się właścicielką kosmetyku, który nigdy, przenigdy się nie kończy.


Plusy:
- fajny skład, choć nie zachwyci eko-ortodoksów, a sprzedawcy lubią go jeszcze ubarwiać,
- łatwość przeprowadzenia zabiegu: nie trzeba być fachowcem, żeby sobie poradzić z jego wykonaniem,
- ogromna wydajność, opakowanie wystarczy spokojnie na 100-200 zabiegów,
- wysoka jakość wykonania narzędzi, przemyślane pudełko, w którym wszystko wygodnie się mieści
- systematycznie stosowany poprawia koloryt, rozjaśnia płytkę, wzmacnia ją i przyspiesza wzrost paznokciami
- połysk ściera się bardzo równomiernie, nie ma tu odprysków jakie zdarzają się przy odżywkach w formie lakieru, nie musimy też męczyć paznokci zmywaczem
- spokojnie można go wykonać też na paznokciach u stóp.

Minusy:
- cena i dostępność: powyżej 100 złotych za zestaw, wyłącznie wysyłkowo, a oficjalny dystrybutor na Polskę sprzedaje wyłącznie hurtowo (30 opakowań), w dodatku ceny na stronie widoczne są po zalogowaniu. Pozostają sklepy internetowe i allegro,
- choć nie ma zakazu malowania paznokci, lakier o wiele gorzej trzyma się po manicure japońskim, u mnie odpryski pojawiały się już następnego dnia
- zabieg jest problematyczny na płytce rozdwajającej się (w dłuższej perspektywie mi pomógł, ale doraźnie polerowanie rozdwojonej powierzchni kończyło się pogłębieniem rozdwojeń), z bruzdami lub zgrubieniami,
- na efekt trzeba poczekać: przepiękny połysk pojawił się u mnie i u mojej Mamy dopiero po trzecim zabiegu, a płytka „wydobrzała” mniej więcej po 2 miesiącach,
- regularne polerowanie może, ale nie musi, doprowadzić do nadmiernego starcia wierzchniej warstwy paznokcia,
- mam mieszane uczucia co do zachowania higieny: polerki wykonane są z bardzo delikatnej skóry naturalnej i nie mam bezpiecznego pomysłu na ich dezynfekowanie.

W tej chwili na paznokciach mam już hybrydy, ponieważ doceniam ochronę, jaką dają płytce przed uszkodzeniami mechanicznymi. P. Shine z kolei dba o paznokcie mojej Mamy. Jeśli czegoś żałuję, to że nie dowiedziałam się wcześniej o manicure japońskim. ;)

45 komentarzy:

  1. Stosuje już niemalże 2lata i jestem bardzo zadowolona. Robię dwa razy w tygodniu. Szczerze mówiąc co trzy dni to raczej za często. Po jakimś czasie moze to przynieść odwrotny skutek od zamierzonego, a paznokcie staną się bardzo cienkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robię dwa razy w miesiącu miało być;)

      Usuń
    2. Po pierwszym miesiącu tez przestawiłam się na używanie co 2 tygodnie, ale nie widziałam żadnych efektów.

      Usuń
    3. w takim razie ja też muszę wypróbować, choć moje paznokcie już teraz są bardzo cienkie.

      Usuń
    4. Właściwie to było tak: po pierwszym miesiącu widziałam znaczną poprawę, więc zaczęłam używać co tydzień. Potem dostrzegłam że płytka miejscami rzeczywiście jest bardzo cienka, więc postanowiłam używać jeszcze rzadziej. W każdym razie już się tak nie rozdwajały same z siebie, choć były bardzo delikatne.

      Niezbyt uważam na uszkodzenia mechaniczne, często zdarza mi się gdzieś puknąć albo np. potrzeć niechcący paznokciem o tynk, piach itp i pomyślałam, że paznokcie wydobrzały na tyle, że już mogę założyć hybrydy, i miałam rację.

      W każdym razie przy rzadszym stosowaniu P.Shine paznokcie nie były już takie ładne: mniej błyszczały, wolniej rosły, nie były różowe. Myślę, że znalezienie równowagi między ścieraniem płytki a podtrzymaniem efektu odżywienia to sprawa indywidualna.

      Usuń
    5. Ja powiem szczerze, że już po pierwszym użyciu widziałam efekt i mega połysk. Z tym, że pierwszy raz byłam na manicure japońskim u kosmetyczki. Jak zobaczyłam jakie to proste to stwierdziłam, że kupię zestaw i tak też zrobiłam:) Można powiedzieć, że szybko się zwraca;)
      Hybrydy bardzo lubię, ale moje paznokcie źle wyglądały po zmyciu. Może dlatego, że usuwałam sama:D

      Usuń
    6. Pierwszy raz robiłam na bardzo porozdwajanych paznokciach, więc bardzo delikatnie - może dlatego efekt nie był widoczny? :)

      Usuń
  2. Wow :-) fajnie, że znalazłaś coś, co podziałało. U mnie szał zrobiło olejowanie, ale żebym to ja była regularna. Na szczeście nie mam problemów z rozdwajaniem, ale łamały mi się w środku płytki. Olejowanie i lepsze jedzenie mi je wzmocniły i prawie się nie łamią. Jedyne co bym chciała teraz osiągnąć, to żeby wyglądały ładnie GOŁE. Twoje mi się tu bardzo podobają - gładka i jednokolorowa płytka, białe końcówki, nie przebarwione (nawet na tym zdjęciu, na którym piszesz, że zażółcone :D) i mają ładną, wyraźną linię uśmiechu (o ile to dobra nazwa, ale wiesz o co chodzi). A z hybryd jestem mega zadowolona i obiecałam sobie, że kupię w tym roku swój własny zestaw. Na razie za dużo wydatków, ale na jesień będzie jak znalazł. Sama kosmetyczka mnie namawiała na kupno - bo skarżyłam się jej, że nie mam pewnej ręki i chyba to nie ma sensu, to pocieszała mnie, że wg niej hybrydą łatwiej namalować równo niż zwykłym lakierem :D Ile masz kolorków hybryd? Bo widziałam ten piękny czerwony i ten jasny teraz, ale mogłam coś przeoczyć, bo sporadycznie zaglądam na fejsa i wiele mnie omija.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, ja bym strasznie chciała mieć takie ładne paznokcie jak Ty. :) Ot, narobiłam w ciągu ostatnich tygodni wiele zdjęć i wybrałam najładniejsze, teraz mam nałożone świeże hybrydy (5 dni mają, prawie jak świeże), i są pod nimi zmatowione, więc się do zdjęć nie nadają. Wciąż jeszcze nie mogę ich zapuścić tak jak chcę, pokutują resztki zimowych rozdwojeń.

      Dobrą hybrydą o wiele łatwiej pomalować niż lakierem, bo masz cały czas świata na poprawki. Na próbę kupiłam też takie taniutkie za 5 zł i to po prostu masakra, malowało się jak wodą po czymś tłustym, lakier natychmiast się ściągał i zbijał w krople, a na brzegach znikał w ogóle.
      Mam zestaw cosmetics zone, trzy kolorki: ten jasny pst15, czerwony 011 i taki pomarańczowy 169 (ten pomarańcz najmniej mi się podoba, pomalowałam nim raz jeden paznokieć - tak to jest jak się kupuje wysyłkowo). I jestem z nich bardzo zadowolona, choć dopiero za trzecim malowaniem udało mi się to zrobić idealnie, jak na mnie, nie mówię tu o poziomie profesjonalnym. Ale kryją ładnie, nie kurczą się, odprysnęły mi tylko raz i to dlatego, ze paznokieć się nadłamał pod lakierem. Chcę na jesień sobie kilka kolorów dokupić. Przed ostatnim malowaniem położyłam samą bazę, bo z jakiegoś powodu nie miałam czasu dokończyć malowania, i na nią nakładałam zwykły lakier. Trzymał się bardzo dobrze, a bezacetonowy zmywacz usuwał tylko lakier, baza ładnie trzymała się 2 tygodnie. Więc można i tak sobie radzić, żeby zwykłe lakiery nie stały smutne, podczas gdy na paznokciach goszczą na zmianę 2 kolory.

      Semilac jest bardziej znany, ma więcej kolorów i mnóstwo dobrych opinii, ale kosztuje prawie dwa razy tyle. A nie widzę potrzeby takiego przepłacania, skoro cosmetics zone daje radę w 100%. Planuję post o nowych nabytkach jak użyję już wszystkich trzech kolorów. :)

      Usuń
    2. apropo hybryd --> czekam na post z ich udziałem w Twoim wykonaniu :)

      Usuń
    3. Chcę porobić zdjęcia wszystkim kolorom na pazurach, więc to potrwa ;)

      Usuń
    4. A jak wyjedziesz za linię hybrydą, to potem nie zejdzie ze skórek? Bo ja mam problem z tym :D

      Usuń
    5. Gdzieś podpatrzyłam, żeby usunąć hybrydę ze skórek jeszcze na mokro, przed włożeniem do lampy: albo korektorem do paznokci (takim zmywaczem w pisaku) albo choćby patyczkiem drewnianym do skórek. I zdejmuję tym patyczkiem i jest spoko. Hybryda nie zastyga, więc nawet jak zajadę patyczkiem za głęboko i zrobię "rysę" na paznokciu, to mogę to jeszcze raz przejechać prawie suchym pędzelkiem i wygląda jakby od początku było dobrze. Wprawdzie takie poprawki zajmują trochę czasu, ale nic potem nie odłazi. Za pierwszym razem niechcący utwardziłam zalane skórki i bardzo szybko mi zaczął lakier schodzić w takim miejscu.

      Usuń
  3. Na mnie działa dieta. Konkretnie podjadanie różnych nasionek(słonecznik, dynia) :) U mnie ucierpiały włosy i skóra, ale paznokcie się nie zmieniły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasiona i pestki jem codziennie od lat, więc nawet ich tu nie uwzględniałam w poście :)

      Usuń
  4. Myślałam nad wizytami w salonie, ale widzę, że taki zestaw bardziej się opłaca. Nie zdążyłam się jeszcze na to zdecydować, dałam szansę balsamowi 2x5 oraz odżywce Lovely z wapniem i jak na razie paznokcie całkiem ładnie wyglądają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli paznokcie masz w dobrym stanie i do tego lubisz je malować, to taki zestaw nie jest Ci niezbędny. Nada się raczej dla osób, które lubią "gołą" płytkę. :)

      Usuń
  5. Ciekawe, muszę to kiedyś wypróbować, pochodziłabym sobie trochę w "gołych" błyszczących paznokciach :)
    Fajnie, że znalazłać coś, co pomogło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, byłabym zła, gdyby nie pomogło, bo jednak takie systematyczne polerowanie to o wiele więcej zachodu niż pomalowanie zwykłą odżywką. ;)

      Usuń
  6. Kurde, kurde, kurde. Zastanawiałam się, co to. Może pomogłoby mi na moje rozdwajające sie paznokcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można wybrać się na 2-3 zabiegi na próbę... tyle że u mnie efekty było widać o wiele później.

      Usuń
  7. Kochana, efekt jest powalający :))) super sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi pomaga oliwa :] Myślałam i o tym ale lubię malować paznokcie i byłabym zła musząc czekać po zabiegu kilka dni. Jak oliwa przestanie dzialać to pewnie zaryzykuję i kupię to. Fajna kosmetyczka że powiedziała ze hybryda nie bedzie się trzymać, pewna jestem że większośc by zrobiła bez mrugnięcia i wzięła kase i niech dzieje się co chce:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olejowanie pomogło mi na skórki, ale na same paznokcie niestety już nie. Zgadzam się, że szczery fachowiec to skarb ;)

      Usuń
  9. O! Jest moc! Na prawdę fajny efekt! Dobrze, ze znalazłaś coś, co ci pomogło :)
    Zabieg nie jest jednak dla mnie - ogólnie paznokcie mam w bardzo dobrym stanie, męczę sie tylko ze skórkami. Poza tym ten szybszy wzrost - dla mnie byłoby to masakrą! Nie cierpię skracać paznokci a muszę je mieć króciutkie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony cieszyłam się, że tak szybko rosną, z drugiej męczyło mnie piłowanie dwa razy w tygodniu. ;)

      Usuń
  10. wygląda dość ciekawie, może w przyszłości się skuszę na niego :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moje paznokcie również się rozdwajają, trudno zapanować nad nimi. Chyba muszę się skusić na manicure japoński :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zauważyłam, że gdy wypoleruję sobie raz na jakiś czas płytkę, to dużo rzadziej obserwuję rozdwojenia. Obecnie w końcu udało mi się wyhodować długie, owalne paznokcie - długo już nie były w tak dobrym stanie. Niestety na ogół z pomocą przychodzą mi te okropne formaldehydy. Maluję nimi raz na jakiś czas, potem już się w to nie bawię, a paznokcie się trzymają. To będą chyba pierwsze wakacje od 3 lat, kiedy moje pazury będą w naprawdę dobrym stanie... Chyba, że trafi się robota w polu :D

    Z mniej kontrowersyjnych rzeczy - pomagała mi zawsze odżywka z Avonu Strong Results, taka, która się wchłania w płytkę. Była w domu, odkąd pamiętam i np. w gimnazjum mogłam pochwalić się zawsze pięknymi paznokciami (zawistne koleżanki chyba rzucały uroki, bo zawsze mi się musiał jakiś złamać).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żadna z odżywek mi jeszcze nie pomogła całkowicie, choć jakieś minimalne efekty widziałam po takiej białej z pierre rene (nie wiem czy jeszcze jest tak samo dobra, bo się im opakowania pozmieniały, używałam jej z powodzeniem z 10 lat temu(!)) i po balsamie do paznokci z herbapolu.

      Poka paznokcie!

      Usuń
    2. Dla ciekawych: wrzuciłam paznokcie na insta, patrzcie, bo nie wiadomo, ile ten stan potrwa.

      Balsam do paznokci z Herbapolu? Nie znam, ciekawe, idę szukać :D

      Usuń
    3. OMG, cudne masz te pazury. Normalnie zapiszę se zdjęcie i będę do takiego stanu dążyć.

      Usuń
  13. Przyznam, że do tej pory nawet nie do końca wiedziałam co to jest manicure japoński, słyszałam, że coś się wciera ale nawet się nie interesowałam. Różnicę widać na zdjęciach i to zdecydowanie na plus, myślę, że mimo wszystko ten wydatek się opłacił :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie kusi od jakiegoś czasu, widzę opinie że warto może i ostatecznie skusi ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Widziałam na YT efekty tego cacka i muszę przyznać, że bardzo ciekawie to wygląda.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Agi Grzelak? Po jej filmie właśnie się zdecydowałam - i nie żałuję. :)

      Usuń
  16. Ja mam na co dzień takie paznokcie, jak Ty na początku. Rozdwajają mi się odkąd pamiętam...

    Efekt osiągnęłaś super - wiem, jak to jest cokolwiek osiągnąć na słabych paznokciach. Jak mi się moje uda choć tak trochę zapuścić, to jestem dumna (chociaż moje "zapuszczenie" wygląda jak porażka przy większości paznokci blogerek ;-)). Dostałam ostatnio kosmetyk z krzemionką, ale podchodzę jak do jeża i jeszcze nie otworzyłam. Podobno wzmacnia paznokcie, to może spróbuję i on coś zrobi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie potrafię ocenić, na ile "okładanie" płytki krzemionką pomogło, a na ile masaż. Gdybym miała zgadywać, powiedzialabym że ogólnie wzmocniły się właśnie od polerowania i od tej woskowej otoczki, ale że wybielanie końcówek to zasługa właśnie krzemionki. To takie moje rozważania niepoparte niczym. ;)

      Kiedyś miałam ładne paznokcie, na studiach, kiedy NIC nie robiłam rękami z wyjątkiem trzymania pióra i papierosa. ;)

      Usuń
  17. Kupiłam go ostatnio na spółkę z teściową. Maluje paznokcie 2-3 razy w tygodniu i w ostatnim czasie bardzo podupadly na zdrowiu ;)
    Żadne odżywki, nawet eveline która wcześniej pomagała, teraz nie zadziałała...
    Skusilam się na właśnie ten zestaw i jestem bardzo zadowolona :)
    Dla mnie jedyną wadą jest to, że nie mogę malować paznokci ok 2 dni po zabiegu^^

    OdpowiedzUsuń
  18. Witaj w klubie :) Też mam problem z paznokciami ;/ rozdwajają się i łamią ;/ masakra jakaś ;/ Tez kupuję ten manicure, mam nadzieję że mi też pomoże :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jeśli chodzi o ''japońca'' to cały zabieg czyli pasta + puder robimy co dwa tygodnie. A raz na 2/3 dni dokładamy tylko różowy puder w celu zabezpieczenia paznokci przed wypłukiwaniem zielonej pasty. ;) Matowienie raz na 2 tygodnie lub raz w miesiącu spokojnie wystarczy, zapobiegnie to nadmiernemu ścieraniu płytki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz jest bodaj najbardziej pomocny ze wszystkich!

      Usuń
  20. Beznadziejny zabieg. Paznokcie po zabiegu są miękkie i łamliwe. Nie polecam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...