piątek, 3 kwietnia 2015

Wrażenia z lektury: Katarzyna Majgier, „Stuletnia Gospoda”.

Rzadko jara mnie literatura, z braku lepszego określenia, kobieca. Jeśli czytuję sagi, to najchętniej o wojownikach czy wikingach. Jestem jednak łasa na dobrze opowiedziane historie.

Katarzyna Majgier ma do opowiadania historii talent. Kiedy ostatnio połknęłyście książkę „na raz”? Ja właśnie teraz, kilka chwil przed napisaniem pierwszych zdań recenzji. Gospoda jeszcze się nie „uleżała”. Kiedy dobra opowieść, zbiór liter, akapitów i zdań wciąga, z konglomeratu znaków staje się czymś więcej. I działa wtedy jakaś magia.

Jestem fanką takiej magii.


Jako nastolatka zaczytywałam się Márquezem, trochę mniej Cortázarem, za to chyba porównywalnie Jonathanem Carrollem. Sięgając po Gospodę niespodziewanie natknęłam się znów na to zapomniane, a niesamowicie przyjemne uczucie: radość z odkrycia zwykłego świata, który potrafi zmienić się w niezwykły.

Nie do końca byłam pewna, czego się spodziewać. Przeplatanie się przepisów z fabułą? Mogło być nieźle, mogło być drętwo, mogło być infantylnie i płasko… na szczęście nie jest. Po początkowej dezorientacji, jaka zwykle czyha na moją główkę, gdy bohaterów jest na starcie więcej niż troje, z przyjemnością zapoznałam się z losami tych pewnymi kreskami zarysowanych postaci. Jeśli spodziewacie się słysząc food fiction, że to chłam z gatunku czytadeł-romansideł, mylicie się.

Stuletnia Gospoda tak naprawdę nie ma stu lat. I nie jest gospodą. Obdarzona jest za to odrobiną przychylności losu i miłością swoich właścicieli. Dla każdej z mieszkających w niej osób jest czymś nieco innym. Dla wszystkich jednak – a dla gości w szczególności – pięknie pachnie prostą, polską kuchnią. Słynnymi w kraju i na zachodzie Europy pięciogwiazdkowymi pierogami ruskimi, bigosem, plackami ziemniaczanymi. Pod swoim dachem wiąże los różnych dusz: dobrych, złych, artystycznych, pospolitych, bardzo niezwykłych... Czasami do natchnienia pobudza zapach egzotycznych perfum na kobiecej szyi, a czasami dobrze przyprawiony wegetariański bigos.

Każdy rozdział rozpoczyna przepis na danie, zwykle związane z jego treścią. W końcu akcja powieści toczy się w (czy też może: wokół) lokalu gastronomicznym. Pomijałam je łakoma dalszej treści, po skończonej lekturze jednak do nich wracam. Aczkolwiek przepis to tylko sugestia – bo jak każda kucharka z sercem do gotowania wie, nie o odmierzanie i odważanie tu chodzi, a o uzyskanie dania za każdym razem odrobinę innego. Czyli takiego z duszą.

To książka, którą najlepiej zrozumie osoba, która pamięta jeszcze co nieco z poprzedniego ustroju, lub tak jak ja – z wczesnego polskiego kapitalizmu. Te przemiany, choć nie zajmują wiele miejsca w fabule, w oczywisty sposób wpływają na życie bohaterów.

Majgier w niepozbawiony życzliwości sposób prezentuje galerię postaci. Zdania, z jakich zbudowana jest powieść, są cudownie proste, jednak świat jaki kreują, cechuje pewna kompleksowość. Oświadczyny w wieku lat czterech. Przeznaczenie. Równouprawnienie kobiet na tle popeerelowskiej kultury całowania kobiecych rączek tudzież babskiego piastowania dzieci i szorowania garów. Znienawidzone wiadra ziemniaków do obierania kontra czysta radość z komponowania własnych potraw. Chochliki i diabeł. Co tam diabeł, pojawia się i mafia. Jak dalece na postępowanie osoby wpływa wychowanie, a na ile wrodzony charakter? Czy jeśli uciekniemy od tego, co nas gnębi, dostatecznie daleko, nie okaże się przypadkiem, że wróciliśmy do punktu wyjścia? Świat opisany został z perspektywy trzech pokoleń. A to całkiem sporo perspektywy.

Jasne, niektóre momenty są dość naiwne, uproszczone, pozbawione kantów, a i wbrew przeciwnościom bohaterom sprzyja zadziwiająco dużo szczęścia i dobrej karmy. Ale właśnie upraszczanie i wygładzanie jest nieodłączną cechą dobrej opowieści. Specjalną nagrodę przyznaję, od serca, za stworzenie ujmującej postaci wuja Lucka.

Cieszę się, że Stuletnia Gospoda wylądowała na mojej półce, bo wiem, że będę do niej wracać. Nie tylko po przepisy – ale kto wie, może kiedyś odważę się nawet przygotować barszcz z kiszonych buraków?

Jeśli zainteresowała Was ta pozycja, zapraszam na stronę autorki, gdzie dostępny jest między innymi wywiad na temat StuletniejGospody.

Dziękuję Katarzynie Majgier za udostępnienie zdjęć do posta.

7 komentarzy:

  1. Też mam te książkę i zbieram się do recenzji :).

    OdpowiedzUsuń
  2. A więc ja poprzedniego ustroju nie pamiętam i chociaż recenzja jest przychylna to nie sięgnę po tą książkę (przynajmniej w tej chwili) bo mam całą półkę książek które na mnie czekają. Może, jeśli spotkam ją w antykwariacie to kupię. Zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo, choć recenzja wygląda ciekawie i w moim typie. Lubię takie historie :)

      Usuń
    2. To nie jest o "poprzednim ustroju", tylko o ludziach. ;-) Najmłodsze pokolenie (o którym jest najwięcej) żyje całkiem współcześnie.

      Usuń
  3. a ja sie czuje zachecona i poszukam tej pozycji :) i mamie tez podetkne :)
    jesli chodzi o polykanie ksiazek "na raz" to niestety odkad zostalam wielodzietna matka to rzadko sobie na cos takiego pozwalam majac na uwadze fakt ze dzieci nie maja litosci i wzgledow dla faktu ze sie zaczytalam i zawalilam pol nocy.
    Ale ostatnio wlasnie przedwczoraj cos takiego mi sie zdarzylo. przy czym ksiazka byla tak glupia i niewiarygodna ze czytalam z ciekawosci co jeszcze autorka wymysli ;) i tak do blisko 2 w nocy, az skonczylam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie słyszałam o tej książce, ostatnio mało czytam, za dużo pracy, nauki... :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Jednak brakuje poprzedniego systemu komentarzy :/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...