czwartek, 23 kwietnia 2015

Chcę Wam coś powiedzieć. Może zbyt osobistego, może nie.

I nie na temat włosowy, ale z drugiej strony sprawny metabolizm na pewno na ładniejsze włosy się przekłada, no nie? I teraz mogę całkiem zręcznie przejść do części mnie jarającej: POJAWIŁ SIĘ. JEST. Zapał do ćwiczeń i odchudzania.

Może zdjęcie nie pokazuje wszystkiego, mam na sobie zimową kurtkę i w ogóle... jestem jednak przekonana, że tak jak ja nie chcę się dokładnie pokazywać, tak Wy nie chcecie oglądać. Dziewczyny, mam równe 40 kg nadwagi. Tyle samo co w zeszłym roku, i pewnie to jest jakiś wstyd, ale to nieważne.
 
Ważne jest, że na 30. urodziny chcę wrócić do mojej najzdrowszej wagi, czyli 90 kg (mam 188 cm wzrostu, to dla tych, według których 90 kg = wieloryb).

Do 16 października 2016 zostało mi 77 tygodni. To aż za dużo, żeby schudnąć 40 kg. Dlatego na fali niewiarygodnego entuzjazmu podniosłam poprzeczkę. Do 29 urodzin (25 tygodni) schudnę 25 kg. Może uda się ciut mniej, może ciut więcej. A jak już się uda, wierzę że pozostałe 15 kg to będzie monstrualny, ale jednak pryszcz.

Plan na teraz: kilka małych posiłków o stałych porach (ale nie żadne głodowe porcje, głodnej Doroty nikt nie zniesie, łącznie ze mną). Co najmniej 10 000 kroków dziennie. Co najmniej 3 treningi w tygodniu: do wyboru rower, bieg i basen, nie wykluczam rozszerzenia wachlarza możliwości. W zeszłym roku przekonałam się, że lubię biegać. Wczoraj odkryłam, że mimo miesięcy przerwy, ciało biegania nie zapomniało.

Będę ważyć się co tydzień i skoryguję mój plan, w razie gdyby okazało się, że nie przynosi dostatecznych efektów.

Dziękuję tym z Was, którym chciało się przeczytać. Nie zależy mi na poklepywaniu po pleckach, ani nawet na słowach wsparcia (te będą potrzebne w obliczu kryzysu, który z pewnością nastąpi), po prostu chcę się Wam pochwalić, że wreszcie, po kilku miesiącach wywołanego różnymi czynnikami doła, uważam, że jestem warta tego, żeby bardziej o siebie zadbać. I wiem, że mi się uda. Bo jestem gotowa do zmian.

I tak, wiem, że w zeszłym roku w kwietniu pisałam podobny artykuł. Porażki też są mi potrzebne i też są ważne.

136 komentarzy:

  1. Dobra rada na nową drogę życia: oprócz wagi zacznij się mierzyć. Waga może stanąć, a pomiary będą lecieć, będziesz mieć nad tym pełną kontrolę. To taki bonus :) trzymam za Ciebie kciuki, na pewno dasz radę! Potrafisz to zrobić, to w końcu nic trudnego. Mnie na w chwilach zwątpienia pomagała myśl, że to nie chwilowe, tylko na całe życie, to normalna część dnia, a nie coś wyjątkowego. Powodzenia :) ja też mam teraz co nie co do zrzucenia, może doda Ci to otuchy, że nie jesteś sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że coś da! W ogóle ten post zaczął w naszej fejsbukowej grupie, ale się rozrósł i ostatecznie pomyślałam, że opublikuję tutaj. Zielpy, za cholerę nie potrafię się zmierzyć. Mierzę, powiedzmy, talię 5 razy otrzymując 5 różnych wyników. Chyba mam za dużo miękkich krzywizn. Waga też kłamie, wiem o tym. Ale kłamie jakby mniej.

      Jakby mi motywacja padła, będę Ci zawracać głowę. I czyń to samo w razie czego. ;)

      Usuń
    2. Hm, jakby Ci tu pomóc... Zrób na wszelki wypadek dwa pomiary: jeden luznym (nie sciskajacym) metrem, a drugi najciaśniej jak się da, zapisz je i zapomnij o tym na miesiąc. Nie ma sensu w Twoim przypadku częściej się mierzyć, bo na początku masa powinna spadać, a nie ma co w sobie nakręcać obsesji.

      W sprawie motywacji - umowa stoi!

      Usuń
    3. OK, przekonałaś mnie, spróbuję. Pomierzę po kilka razy i zapiszę wszystkie wyniki. Po kilku miesiącach mimo wszystko coś się powinno pozmieniać. A jak nie, to wiadomo - Twoja wina ;)

      Usuń
    4. Ok, biorę to na siebie :)

      Usuń
    5. Zgadzam się z tym mierzeniem! :-)

      W sumie i ważenie i mierzenie bywa ciekawe (w tym sensie, że daje ciekawe obserwacje, przynajmniej u mnie, choć dawno tego nie robiłam...).

      Powodzenia! Trzymam kciuki! :-)

      (A tym 188 wzrostu wpędziłaś mnie nieco w kompleksy - jakim ja kurduplem jestem! :-) Zawsze chciałam być bardzo wysoka...)

      Usuń
  2. Ależ Ty wysoka :D Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam za Ciebie kciuki :). Aktywność fizyczna jest mega frajdą, na początku moze być pod górkę, ale później już tylko uśmiech na twarzy ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ruszałam się więcej w zeszłym roku. I szło mi nieźle... ale potem kilka rzeczy się posypało.. Ruszanie się sprawia mi dużo radości. A nawet jeśli jakiegoś dnia nie radości, to przynajmniej satysfakcji. ;)

      Usuń
  4. Trzymam mocno, mocno kciuki. Sama wiem jak to motywacja może spaść. :)
    Zacznij też się mierzyć, bo czasem waga stoi a centymetry lecą. Ja tak miałam. Buziaki i jeszcze raz kciuki trzymam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam wyżej Patrycji, nie potrafię się sensownie zmierzyć. Chyba że będę zapisywać jakieś przedziały ;)

      Usuń
  5. ambitny plan i bardzo dobrze! :)) będę mocno trzymać kciuki, od siebie mogę polecić ograniczenie węglowodanów, zobaczysz jak szybko waga będzie spadać, a Ty nie będziesz głodna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniej ambitny, a bardziej rozmemłany plan na niewiele się u mnie zdał, podobnie jak i zbyt restrykcyjna dieta. Pięć lat temu siłowałam się z Dukanem (gdybym wtedy wiedziała to co teraz!) i niestety, bardzo źle ta dieta odbiła się na moim zdrowiu. Schudłam bardzo dużo bardzo szybko. Za dużo, za szybko, za bardzo obciążając nerki. Dlatego teraz nie planuję tak drastycznie ograniczać węglowodanów. Ale postaram się, żeby pochodziły z sałaty i pomidora raczej niż z bułki. ;)

      Pozdrawiam serdecznie. :)

      Usuń
  6. Wiem, co masz ja w ciągu miesiąca schudłam 10kg, dzięki temu że wyeliminowałam słodycze na talerzy więcej niż połowa były warzywa, i kawałek mięsa gotowane bądz duszone. i pomogło i najważniejsze JEŚĆ śniadania. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę schudnąć 10 kg w miesiąc. Wolę 3-4, za to na stałe.

      Usuń
  7. Wytrwalosci ci zycze i oby tych kryzysow bylo jaknajmniej!!!
    Mi samej tez by sie przydalo wziac za siebie ale jakos brakmi tej motywacji...i mozliwosci zeby pocwiczyc czy pobiegac. Na dodatek w pracy non stop praktycznie codziennie ktos przynosi slodycze do kawki (no dobra, ja tez...) brzuszysko rosnie a z nim moja ogolna depresja :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem dobrze, o czym mówisz. Jest mi trudno znaleźć chwilę dla siebie z jednym dzieckiem, a u Ciebie po trzykroć tego szczęścia. ;) Na szczęście mogę teraz częściej korzystać z dobrodziejstwa, jakim jest Babcia Zosi. :)

      Zawsze możecie iść z dzieciakami na spacer. To nie to samo, wiem, ale zawsze coś.

      Usuń
    2. to moj jedyny ruch...8 godz za biurkiem ale za to popoludniami chlopaki na biegowkach sonia na hulajnodze i zasuwaja tak ze z wywieszonym ozorem za nimi lece

      Usuń
  8. W takim razie powodzenia, oddaj mi troche bo za to ja jestem wychudzona:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz mi wierzyć lub nie, ale też byłam za bardzo wychudzona. Zaburzenia odżywiania zaliczyłam z obu stron.

      Usuń
  9. Powodzenia :) i dużo wytrwałości - dasz radę !

    OdpowiedzUsuń
  10. Powodzenia Kochana, trzymam kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, trzymaj. Potrzebne będą, chwilami bardzo! ;)

      Usuń
  11. Trzymam kciuki i życzę z całego serca powodzenia i wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Trzymam za Ciebie kciuki :) Wiem jak to jest, już tyle razy się odchudzałam (zdrowo i niezdrowo), że mogłabym parę książek napisać. Po tych wszystkich próbach wiem jedno- najważniejszy jest ruch! Sama mam teraz jakieś 15kg do zrzucenia po ciąży, ale trudno mi się zmobilizować. Czekam tylko na wyprowadzkę od teściów do własnego mieszkania (może ud się już w maju) i mam nadziejé, że coś mi się w mózgu przestawi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czekam na przeprowadzkę, ale w drugą stronę - bliżej Zosinych Dziadków (niemniej w osobnych mieszkaniach). ;) Zgadzam się że ruch ważniejszy. I motywacja do ruszania się o wiele bardziej wpływa na efekt końcowy niż okazjonalne grzeszki (byleby były okazjonalne) jedzeniowe. Trzymam kciuki! Moje kilogramy też są pociążowe, mimo że Zo we wrześniu skończy 4 lata - wciąż tam są.

      Usuń
    2. Mój Leon ma dopiero 5 miesięcy :) Ja w ciąży przytyłam 20 kg, bo pogłębił się mój problem z kręgosłupem i nie bardzo mogłam się ruszać. Po porodzie spadło mi od razu 10kg, ale reszta ani rusz :(
      Przed ciążą ćwiczyłam w domu tzw.dywanówki z Jillian Michaels i szczerze polecam :)

      Usuń
  13. Trzymam za Ciebie mocno kciuki :) ja mam 10 kg nadwagi i też staram się to zrzucić.... Będę trzymała kciukasy za Ciebie i proszę żebyś też trzymała je za mnie. :) Ja mam kurcze taki słomiany zapał... poćwiczę z tydzień i przerywam. 2 lata temu udało mi się przez 4 miesiące ćwiczyć (nie wiem jak to zrobiłam). Chciałabym do tego powrócić i chyba mnie właśnie zmotywowałaś. :)
    Dasz radę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie trochę mnie nie było i wydawało mi się, że jesteś świeżo po porządnym schudnięciu. :) Jeszcze trochę Ci zostało, tak? :) Będę trzymać mocno i cieszę się, jeśli chociaż trochę Ci pomogłam się zmotywować. Ostatnią szpileczką u mnie do zebrania pełnej motywacji był program Szybko utyć, szybko zrzucić z Katie Hopkins. Dosłownie szpileczką.

      Jakbyś jeszcze potrzebowała zachęty, to bardzo chętnie służę pomocą :)

      Usuń
    2. Ooo, to czasem zaglądasz? :D Dzięki :) Tak, jeszcze "trochę" mi zostało do zrzucenia (10 kg). Do tej pory schudłam niecałe 17 kg przez rok (i to dziwnym sposobem bez ćwiczeń a wtedy przy codziennych ćwiczeniach i katuszach tylko troszkę ponad 6 kg...)
      Więc jak widzisz też miałam spokojnie 27 kg nadwagi :) Ja z kolei jestem strasznie niska (150) i to jest bardzo widoczne, taki (nie)mały pulpet ;) Źle mi ze sobą, ale czasem myślę, że mam za słabą tę silną wolę ;) Mimo wszystko nie poddamy się! :D A tego programu, o którym wspominasz nie znam, zaraz sobie wygoogluję :)

      Usuń
    3. Z blogami jestem na bakier, ale na fejsbuczka dość często zaglądam. ;) To jesteś za połową drogi! :) Fajnie, fajnie! Te ostatnie kilogramy są podobno najtrudniejsze. Ale pogoda zachęca do aktywności za to, dasz radę :)

      Usuń
    4. ćwiczyłam godzinkę - dzięki Tobie, później jeszcze może pójdę pobiegać. :) obym tylko tym razem wytrzymała dłużej... :) powodzenia dla nas obu!

      Usuń
    5. Tak, tak, tak! Tym razem musi się udać. :)

      Usuń
  14. No to jak przyjdzie kryzys to daj znać - jesteśmy z Tobą! :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Trzymam kciuki - jazda, jazda, ogień, ciśnienie, akcja, reakcja !!!!!!! :D :*

    Świetnie byśmy razem wyglądały, ja mam 154 cm :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wiem, czemu te Twoje włosy takie długaśne ;)

      Usuń
    2. kurcze zdziwiłam się dzisiaj drugi raz. W życiu bym nie pomyślała, ze Dorotka jest taka wysoka, a Martuś niska. Na zdjęciach tego nie widać. Mam 175 cm :)
      Dorotko uważaj z bieganiem, to bardzo urazowy sport. Ja niestety mam zabronione bieganie. Mam słabiutkie oskrzela. Za to rowerem śmigam i na pilates chodzę. Po 8 godz za biurkiem pilates to wybawienie. Chciałam tez robić ok 10 tys kroków, ale kurcze nie mam juz kiedy :/ dobra za krótka

      Usuń
    3. Wiem, wiem, że muszę uważać. Dlatego nie zgrywam bohatera, jeśli coś mnie boli. Ale kiedy wszystko jest OK, to powolutku sobie truchtam.

      Usuń
    4. Ja polecam rower.
      Nie biegam bo żem ciężka. Kolana byłyby do wymiany ;-)
      Wspieram i dopinguję bo też walczę. 165cm-83kg < docelowe 68.

      Usuń
    5. Rower jak najbardziej! Jak tylko wezmę męża za uszy, żeby mi kupił odpowiedniejsze do tuszy siodełko, bo na razie po godzinnej przejażdżce musiałam tydzień się kurować.

      Wiem, że bieganie jest urazowe... ale lubię je. Bardzo. To radosna walka z ciałem i z lenistwem, a każdy krok przybliża do sukcesu. Kiedy biegam (człapię powolutku), czuję, że nic mnie nie powstrzyma. Rower mi nie daje takiej radości.

      Usuń
  16. Trzymam za Ciebie mocno kciuki i wierzę, że dasz radę!:* początki bywają trudne, wiem po sobie. Gdy zaczęłam ćwiczyć bardzo się męczyłam i czasem miałam ochotę rzucić to wszystko w kąt. Ale teraz po dwóch miesiącach regularnej aktywności fizycznej z utęsknieniem wyczekuję czasu następnego treningu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech Ci następne miesiące coraz łatwiej przychodzą :)

      Usuń
  17. Kibicuję!!! Jam 2 lata temu zrzuciła na samej diecie 10 kg, a co dopiero by było, jakbym ćwiczyła :))
    A i te pięć posiłków dziennie to też nie zawsze dobra opcja, u mnie organizm pracuje lepiej, gdy dostaje jeść wtedy, gdy poczuje głód, a nie wtedy, gdy "oho, 14, minęły 3 h, czas na obiad". Choć, oczywiście, u każdego działa to inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ufam swojemu organizmowi pod kątem poczucia głodu. Na razie chcę jeść o ustalonych godzinach, bo bez nich jadłabym pewnie częściej. A na pewno łatwiej mi w ten sposób kontrolować co zjadłam, i ile. I że nie muszę jeść dużo, bo niedługo znów coś zjem. Ale zgadzam się, że stresowanie się, żeby zjeść równo co 3 godziny z dokładnością do 5 minut to nie jest dobra sprawa. ;)

      Usuń
  18. Dorotko trzymam za Ciebie mocno kciuki i bardzo polecam tego bloga http://qchenne-inspiracje.blogspot.com/
    Koniecznie dawaj nam znać o postępach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już kiedyś mi mignął ten blog, chętnie zajrzę znów, dzięki za polecenie. Postaram się dawać znać, aczkolwiek pokazywanie się jest dla mnie trudne. Może chociaż opisowo? Wymyślę jeszcze. :) Bardzo mi miło czytać takie ciepłe słowa.

      Usuń
    2. Pewnie ze opisowo wystarczy, a foto nam pokażesz z efektem WOW jak juz będziesz szczuplutka.
      Z quchennych inspiracji robiłam ostatnio kasze pęczka z suszonymi grzybami. Cała rodzinka sie zajadała.

      Usuń
  19. Mój wujek w ciągu roku schudł 30 kg bez żadnej diety, codziennie biegał i nie jadł po 18 tyle wystarczyło aby zrzucił nadmiar kg. Sama też chcę schudnąć 15 kg niestety marnie mi to idzie. Życzę powodzenia w walce o szczuplejsze ciało ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. POWODZENIA, trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Życzę powodzenia! Jednak pamiętaj, że odchudzać trzeba się z głową, żeby nie wpaść w manie odchudzania. Zaskoczył mnie twój wzrost:) Ja też jestem wysoka, aczkolwiek niższa od cb o 10cm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie jestem w tym wieku, żeby się głodzić. ;)

      Usuń
  22. Powodzenia! I pamiętaj, że zawsze mały progres lepszy niż żaden! Życzę wytrwałości:) I mam nadzieje,że będziesz pisać o efektach, żebyśmy mogły Cię jeszcze bardziej motywować! Powodzenia! I mam pytanie Twój wzrost to zasługa genów?Twoi rodzice też są tacy wysocy? Czy może uprawiałaś jakieś pływanie czy coś? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to od pływania się rośnie? O.O

      Rodzice jak na swoje czasy są dość wysocy, moje rodzeństwo też trudno nazwać niskim.

      Usuń
  23. Muszę pisać, że trzymam kciuki? Chyba nie, doskonale wiesz, że Ci kibicuję w każdym działaniu jakie podejmiesz!
    Masz pewną cechę, która pozwala mi wierzyć, że Twój cel osiągniesz - jesteś uparta i dążysz do celu. A jakby jakiś wredny batonik albo inny psikus zabardzo Cię męczył to odeślij go do mnie - skopie mu dupę, albo ją odgryzę... :)

    :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tak, bardzo proszę już mi nie wysyłać kilograma twixów. :D:D:D

      Usuń
  24. Świetnie, że czujesz się już gotowa, sama wiem, jakie to ważne - przekonać samą siebie, że jest się gotowym i chce się wreszcie naprawdę schudnąć :) Ostatnio było Cię tu mniej i się już troszkę martwiłam, trzymam kciuki, żeby wszystko się ułożyło, przesyłam buziaki i ciepłe myśli :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było mnie mniej, bo nie mam teraz laptopa. Okazuje się, że jednak sporo mi dawało zabieranie komputera na wyjazdy. No i miałam tych parę godzin, kiedy Zosia chodziła do przedszkola, jeśli akurat chodziła. Ale w kontekście odchudzania mniej internetu to czysta korzyść. ;) Pozdrawiam Cię, Kasiu, serdecznie! :)

      Usuń
  25. Kochana trzymam kciuki!! Napewno dasz radę, jak już uświadomiłaś sobie swój cel i masz plan to będzie dobrze :) Pamiętaj, że podejmując walkę o swoje zdrowie (bo to o to powinno głównie chodzić) jesteś zawsze krok dalej niż byłaś wczoraj, powodzenia :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Powodzenia! Skoro czujesz sama, że musisz schudnąć to najwidoczniej tak jest ;) Oby Ci się udało a w obliczu kryzysu pomaga suszone mango :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Suszone mango? Nie wiem, czy jadłam kiedyś :) Świeże bardzo lubię.

      Usuń
  27. Aleś ty wysoka ! :) Trzymam kciuki, sama chcę trochę schudnąć i już zaczęłam ćwiczyć a jak miną te cholerne wietrzyska przez które mam zapchany nos (roznoszą pyłki a na jakieś jestem uczulona) t też zaczynam biegać :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Według mnie najważniejsza jest Twoja postawa i motywacja - skoro robisz to dla siebie jest to już ogromny sukces.
    -Oczywiście, że jesteś tego warta! I wszystkiego innego dobrego co sobie wymarzysz - walcz o siebie, o satysfakcję z własnego życia, o uśmiech, o ciało, na którym Ci zależy. Z osobistego doświadczenia mogę tyle powiedzieć, że przy odpowiednim nastawieniu i motywacji (świadomości - po co się człowiek tak stara) nawet trudy stają się przyjemne. Pokonywanie własnych słabości staje się mobilizacją do dalszych działań i daje prawdziwą radość :)
    Życzę Ci zadowolenia, trzymam kciuki bardzo mocno za Ciebie i wierzę w Twój sukces!
    PS
    Z cyklu "dobre rady"- polecam dużo pić wody :). Bardzo dużo :)

    Serdeczności!
    Roulina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję, dziękuję. :) Wody zawsze piłam dużo (razem z herbatami 3-4 litry dziennie). :) Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  29. Po wielu wzlotach i upadkach coraz częściej zaczynam wychodzić na rolki - mały krok dla ludzkości, wielki dla mnie. Może i u mnie w końcu pojawił się zapał :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam rolki. Siedzą w szafie od lat. Boję się na nich jeździć. Ale bardzo lubię rower :) A robisz na tych rolkach jakieś wygibasy, czy tak sobie jeździsz do przodu? Przyznam się, że osobiście nie opanowałam nigdy sztuki hamowania. :D

      Usuń
  30. Powodzenia :) Ważne, że mądrze to rozplanowałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy mądrze, to się okaże .- po efektach. Ale ważne, że jest plan. Mój mąż to często powtarza, a to dość mądry człowiek jest ;)

      Usuń
  31. Jaka jesteś wysoka! Ja mam jedynie 168.. :D
    Powodzenia, trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wysoki wzrost to nie tylko same zachwyty i zalety. ;) Najbardziej uciążliwe jest chyba to, że wszystkie ubrania i buty są za krótkie i zakupy w "normalnym" sklepie to niemożliwość.

      Usuń
    2. Jaki nosisz rozmiar obuwia ? Ja przy 175 mam 41/41,5 i czasami mam problem z doborem butów a o długości nogawek w spodniach nie wspomnę ;(

      Usuń
    3. Ja przy 178 buty mam w rozmiarze 38. Ale ze spodniami to ja mam straszny problem bo wszystko za krótkie :(

      Usuń
    4. ja mam 174 i rozmiar buta 40, a mój chłopak jest niższy ode mnie o 6 cm i ma mniejszą stopę :P

      Usuń
    5. Rozmiar buta? 45. Damskie dostępne tylko na zamówienie.

      Usuń
    6. Ja też mam problem z długością nogawek w spodniach i doborem butów, ale w drugą stronę, bo mam 160 cm i but rozmiar 35. Irytujące jest dla mnie to, że każde spodnie muszę skracać, ale przypuszczam, że przedłużanie spodni to jeszcze większy problem.

      Usuń
    7. Nie problem, tylko niemożliwość. No i jest mnóstwo ładnych butów dziecięcych. Męskich.. nie tak wiele ;)

      Usuń
  32. 40 kg! Ja nie potrafię schudnąć 5 kg a Ty planujesz 40! Szok, jestem pod ogromny wrażeniem. Trzymam kciuki! Mam nadzieję, że osiągniesz swój cel. Powodzeni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, albo schudnę, albo w końcu się bardzo, bardzo rozchoruję i zostanę ciężarem dla swojej rodziny. Przy takiej nadwadze to już nie jest kwestia estetyki.

      Usuń
    2. Doskonale Cię rozumiem. Może będziesz robiła jakieś aktualizacje ? Może to by mnie w końcu zmotywowało do działania ;)

      Usuń
    3. Super pomysł, jakbys zrobiła akcje wlosomaniaczki tracą kilogramy, to natychmiast dolaczam! :)

      Usuń
  33. Pierwsze wow - 30 urodziny?! Nigdy w życiu bym nie pomyślała.. z zdjęcia profilowego i innych brałam Cię za moją rówieśniczkę tj. 23 latka :D no dobra w październiku 24.. :P
    Po drugie jeeenyyy 188 cm wzrostu? A ja myślałam że jestem wielka z moimi 174 cm :D
    Po trzecie głodny Kamyczek rozumie głodną Dorotkę ;)
    Ważne że wiesz co się dzieję i masz świadomość :) To już naprawdę wiele ! :D I wiesz co Ci powiem ja od 6 dni ćwiczę, nie cierpię się męczyć, kocham jeść, jedzenie jest radością mojego życia, zwłaszcza pizza, mcd, chipsy, fryyyyyytkiiiii <3
    Mój przyszły teść z wagi 106 kg (170cm wzrostu, wiek 48 lat) w pół roku zszedł do 85 -> głownie biegając truchtem na około bloków :) Na początku waga szła w doł, potem coraz wolniej ale to zrozumiałe i u Ciebie też to wystąpi więc się nie martw że w pierwszym tygodniu schudniesz 3 kg, a w drugim tylko 1 kg - mniej Ciebie do chudniecia - mniejsza utrata wagi :)
    Basen jest świetny - działa na każdą partie mięśni, świetnie wyciąga, ale ja nie cierpię chloru. Mam po nim zawsze czerwone gałki przez dwa dni i katar przez trzy dni.. No i po basenie zawsze jestem głodna..
    Od marca (na dzień kobiet mężczyzna mojego życia sprezentował mi blender) minimum 3 raz w tygodniu robię sobie koktajle z wszystkim co mam zazwyczaj jest to: szpinak (kocham go <3), jabłko, kiwi, natka pietruszki, koperek, siemie lniane i imbir. I bardzo mi smakują :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blender jest na mojej liście zakupów, na razie mam taki, który sieka tylko zieleninę na małe kawałki i naprawdę trudno to potem przełykać. ;) I też lubię pływać, ale też mam zawsze potem czerwone oczy. I jeszcze zapchane zatoki. :) Zjeść lubię, nie będę kłamać, ale moje przekleństwo to był brak ruchu zimą. Teraz choćby wchodzić po schodach będę. ;)

      Pozdrawiam Cię ciepło i życzę, żeby 6 dni zmieniło się w 60, a te 60 w zdrowy tryb życia już na stałe. :)

      Usuń
  34. Dorotko, trzymam kciuki, żeby udało Ci się osiągnąć upragniony cel. W końcu: w zdrowym ciele, zdrowy duch!
    Kiedyś ktoś powiedział: "Śniadanie zjedz sama, obiadem podziel się z przyjacielem, kolację oddaj wrogom". Tego się trzymam, dodatkowo opieka nad moją dwójką maluchów i.. kilogramy stoją w miejscu. Teraz muszę się tylko ujędrnić :P

    OdpowiedzUsuń
  35. A ja już się wystraszyłam że wstępujesz do klasztoru. Wczytała mi się początkowo tylko góra Twojego zdjęcia, co wraz z tytułem posta jakoś mi się tak idiotycznie skojarzyło. Za powodzenie akcji trzymam kciuki.
    Aneczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, po prostu wiał wiatr. :) Nie mam nic przeciwko istnieniu klasztorów, ale sama nie zamierzam się do żadnego zbliżać. :)

      Usuń
  36. Pewnie, że Ci się uda :) Powodzenia. Ja muszę przytyć, widzę jak chudnę. W moim przypadku nie jest to takie proste. Raz zaczynałam widzieć, że ważę zbyt dużo(prl), jakoś udało mi się dietą i ćwiczeniami dojść do idealnej wagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.s ale tu się pozmieniało :D

      Usuń
    2. Przytyć jest trudniej niż schudnąć, podobno. Zwłaszcza jeśli główną rolę odgrywają tutaj kwestie zdrowotne. Ale wszystko z czasem się wyrówna, pamiętam jakie życie było zwariowane, kiedy Zo miała kilka miesięcy. ;)

      Usuń
  37. Ja schudłam 15 kg po tym jak postanowiłam podobnie jak Ty. W sumie nie odchudzałam się, ale wpadłam w fascynację treningami z Ewką :D hehe, może i śmieszne, mnie to zmotywowało,nadal z nią ćwiczę i nie tyle waga ważna, co robienie zdjęć i mierzenie się centymetrem. Pisałam w notatniku wymiary i tydzień za tygodniem były mniejsze. Waga często dobija, bo kg wolniej spada, czasami wzrasta (okres itp) i łatwo stracić motywację. Wagę wyrzuciłam, wzięłam centymetr. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Acha, żeby oszukać organizm i nie zrobić sobie jo-jo można chudnąć maks. 4 kg w miesiąc (wtedy organizm nie wychwyci utraty wagi). Pisałam o tym tutaj, po mojej wizycie u dietetyka :http://wlosymuszabycdlugie.blogspot.com/2014/11/jak-chudnac-by-schudnac.html

      Usuń
  38. Bardzo Ci kibicuję! Ja zrzucam powoli moje 20 kilogramów.
    Chciałabym Ci polecić dwie książki: "Nowoczesne zasady odżywiania" i "Skrobia która leczy". Te podejścia są trochę... niekonwencjonalne, ale warto je na spokojnie przeanalizować. Ja jem wegańsko od pół roku i czuję się lepiej niż kiedykolwiek, waga spada i nawet wyleczyłam niedoczynność tarczycy. Polecam też Joe Best na youtube :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanuję wegan, ale sama wierzę w mięcho ;) Dziękuję za polecenia, chętnie zajrzę w poszukiwaniu dietetycznych inspiracji. ;)

      Usuń
  39. trzymam kciuki, również chcę zrzucić kilka kilogramów

    OdpowiedzUsuń
  40. Trzymam kciuki:D ja tez z wiosna mam jakis power do cwiczen:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, ta długa zimna plucha (bo trudno to nawet nazwać prawdziwą zimą) każdego mogła dobić. :)

      Usuń
  41. Jak napisalas, ze masz 40 kg nadwagi to mysle sobienpatrzac na zdjecie ze noł łej, ale rzeczywiscie przy takim wzroscie to sie zupelnie inaczej rozklada. Powodzenia w walce o zdrowie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, rozkłada się inaczej. I mam to "szczęście" w nieszczęściu, że tyję wszędzie równo, nie na przykład tylko w brzuchu. Dziękuję bardzo za dobre myśli, o zdrowie głównie tu chodzi.

      Usuń
  42. Kibicuję! :) W ciągu najbliższych dni oddam rower do naprawy. Odczułam potrzebę ruchu, bo za bardzo przykleiłam się do krzesełka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwo się przykleić, niestety. Ale taką piękną wiosną trochę się tyłki same odklejają. Mój rower w tym miesiącu wrócił z naprawy, jeszcze tylko muszę zainwestować w lepiej amortyzujące siodełko. ;)

      Usuń
  43. Kochana, dasz radę :) Kibicuję, nie wiem czy lubisz ale może zdecydujesz się na rolki ? super przyjemna sprawa :) Polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jak trochę schudnę? Na razie czułabym się na rolkach jak Humpty Dumpty na murku ;)

      Usuń
  44. Powodzenia! :) u mnie też na wiosnę obudził się zapał do ćwiczeń. Do zrzucenia jakieś 15 - 20 kg :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie smutaj się, to tylko połowa mojej wagi. Najważniejsze to się ruszać, choćby to miał być spacer. :)

      Usuń
  45. Super! Gratuluję decyzji i trzymam kciuki za powodzenie! Tylko Dorota nie szalej! 5 posiłków dziennie - dobrze, nawet bardzo! Miej tylko na uwadze, żeby w ramach tych 5 posiłków się właściwie odżywić (nie mylić z "najedzeniem" ;) ) Basen - super, bo odciąża kręgosłup i stawy, ale bieganie przy 40 kg extra może dać im w kość. Z własnego doświadczenia (pozbyłam się trwale ok 10 kg nadwagi) polecam ostatni posiłek jeść o 18 i spróbuj callanetics. Do dzisiaj się nie mogę nadziwić, że te ćwiczenia nie zrobiły furrory co najmniej jak Chodakowska w naszym kraju :) Są genialne!! Zabrzmi jak spam, ale efekty były widoczne po kilku godzinach ćwiczeń (ćwiczyłam sama, co drugi dzień, w swoim pokoju, z książką). System wyjątkowo efektywny, a jedyna cierpliwość, którą się musisz wykazać, to ta przy liczeniu do 100. Kilkakrotnie, w w czasie ćwiczeń.

    Przy ćwiczeniu nie patrz na wagę tylko na cm - w miarę ćwiczeń będziesz wzmacniać mięśnie, które są cięższe niż tłuszcz.

    Powodzenia!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że bieganie obciąża stawy. Dlatego nie szaleję z nim, ot truchtam sobie dwa albo trzy razy w tygodniu. Bo poza tym, że rzeczywiście może być źródłem kontuzji, sprawia mi wiele przyjemności i jednocześnie najszybciej przynosi widoczne efekty. Nie tylko kilogramowe, ale też, powiedzmy, wydolnościowe.

      Ćwiczenia na dywanie są bardzo, bardzo nie dla mnie. :) Nie cierpię ich i tyle, nawet kiedy działają. Może kiedy waga już się poprawi i zacznę się skupiać na poprawie sylwetki zamiast ogólnym chudnięciu, poszukam czegoś w tym stylu. Dotychczasowe próby podjęcia takich domowych ćwiczeń kończyły się moim znużeniem po 2-3 tygodniach.

      Usuń
  46. Życzę Ci powodzenia. Chcieć to mój. Małymi kroczkami dojdziesz do celu. Ja tak schudłam na razie 17 kg. :) a dieta trwa.

    OdpowiedzUsuń
  47. Trzymam kciuki! Uważaj tylko z tym modyfikowaniem na podstawie cotygodniowego ważenia, bo z doświadczenia wiem, że bywają tygodnie kiedy się nie chudnie, po których następują większe spadki (albo po prostu powrót do poprzedniego tempa chudnięcia), bo po prostu organizm tak działa, a nie dlatego że coś w diecie czy planie ćwiczeń było nie tak. Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chodzi mi o modyfikowanie diety co tydzień. Po prostu gdyby okazało się, że po 2 miesiącach schudłam 3 zamiast 8 kilo, będzie to dla mnie sygnał, że muszę się bardziej postarać. :)

      Usuń
  48. Jestem z Tobą . od jakiegoś czasu sama nie mogę znaleźć motywacji ale damy rade w kupie zawsze razniej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  49. Dorota, wielki szacun za ten post. Sama od lat zmagam się z nadwagą/otyłością. Wiem jaki to duży problem fizyczny i psychiczny. Trzymam za nas kciuki. Mocno ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też ściskam mocno! :) Oczywiście zacząć się musi od głowy.... Ale jak na razie moja motywacja nie słabnie. A waga już tak ;)

      Usuń
  50. Porażki są po to by je przekuć w sukces.Też muszę zrzucić ale tylko 3kg więc nawet nie ma o czym mówić.Mi pomaga w tym zawsze układanie dań wg indeksu glikemicznego mogę wtedy nakładać więcej na talerz nie obawiając zbytnio.A tak naprawdę podziwiam cię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zeszły rok był dla mnie bardzo skomplikowany. ;) Ale mimo wszystko poprzedniego planu nie uważam za kompletną porażkę. Bo fakt, że polubiłam bieganie, uważam za wart naprawdę wiele. :)

      Usuń
  51. Dorotko od kilku miesięcy czytam skrycie Twojego bloga . Chyba nadszedł najwyższy czas by się trochę poudzielać :) Kochana 3mam za Ciebie kciuki nie poddawaj się pamiętaj ze czytelnicy są z Tobą. Jeśli mogę coś poradzić gdy musiałam przejśc na przymusową dietę (problemy zdrowotne i kuracja antytrądzikowa) kilka rzeczy pomagało mi trzymać wszystko pod kontrolą i wzmocnić swoją siłę woli. Po pierwsze nie katuj sie nie rób nic na siłe na szybko masz czas a każde zmiany należy robić stopniowo. Dlatego nie zmieniaj od razu całego swojego jadłospisu i nawyków żywieniowych. Masz ochotę na coś słodkiego? Zjedz nie odmawiaj sobie. Kawałek czekolady potrafi czynić cuda, prawda dziewczyny? Po drugie zastępuj niezdrowe słodkości tymi bardziej zdrowymi brzmi troche nie logicznie, już spiesze z wyjaśnieniami. Jeśli czujesz wielką potrzebę na czipsy coca cole cokolwiek byle słodkie i kaloryczne zamień te produkty na np gorące kakao doda energi i zaspokoi apetyt na słodkie. Jedz małe porcje ale często nie głoduj staraj sie jeźć zdrowe przekąski między posiłkami. Polecam pokrojone owoce (masz co wybierac wlasnie zaczyna sie sezon,) wafle ryzowe orzechy , pestki dyni slonecznika itp Jedz pożywne ale lekkie śniadanie daruj sobie kanapki zamień je na pyszna owsianke na mleku jesli nie lubisz jej solo dodaj miód polecam lipowy mniamm To chyba wszystko :) powodzenia . Ale sie rozpisałam mam nadzieje ze wytrwałaś do końca mojego monologu.. daj znać koniecznie jak poszło, gorąco pozdrawiam Wiki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Twojej wypowiedzi bije tyle ciepła! :) Dziękuję za dobre rady. Owsianka jest pyszna. :) Zjadłam przez ten tydzień też ciacho czy loda, ale pamiętałam żeby był na podwieczorek, a nie oprócz podwieczorku - i następnego dnia ruszałam się więcej. Taka dieta bez diety bardzo mi odpowiada. A im więcej się ruszam, tym bardziej organizm domaga się więcej zieleniny i białka ;)

      Usuń
  52. Trzymam kciuki!!! Mnie te liczby nie przeradzają, sama mam 178 wzrostu i po prostu u wysokich kobiet waga jest inna. Mamy mózgi wyprane przez media, które trabia o modelkach ważących 55 kilo, a to jest bzdura! Szczupłe dziewczyny przy moim wzroście ważą 70-75 kilo, sama rekordowo zjechałam kiedyś do 65 i przy mojej budowie wygladalam jak szkielet z szerokimi barkami. Teraz chce schudnac do 75. Też mam do zrobienia liczbę dwucyfrowa ;) Mysle, ze Twoj plan jest bardzo dobry! Dorotko, uważaj tylko z bieganiem-nigdy po asfalcie i przy jakimkolwiek bólu kolan stopuj! Zreszta, biegalas, to wiesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważyłam kiedyś 68 i wiem, co mówisz o tym szkielecie. ;) Uważam na kolana i kostki, biegam w dobrych butach i nigdy kiedy coś kłuje. Pozdrawiam ciepło! :)

      Usuń
  53. I jeszcze polecam Ci dwie rzeczy: 1. Yerba mate - u mnie eliminuje apetyt na słodycze. Wyrobilam sobie nawyk że zamiast po przekaske siegam po yerbe. 2. Czystek - u mnie działa genialnie, pije na wieczór i rano schodzi ze mnie mnóstwo wody, zupełnie jak po ostrym treningu. Moj organizm strasznie kumuluje wode, to naprawde pinaga :) moze u Ciebie tez zadziala :) Wspieram Cię z całych sil!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do mate robiłam kilka podejść, ale mimo wszystko jakoś mi nie smakują nawet te smakowe wersje. Za to czystek piję rano i wieczorem jakoś od początku roku i rzeczywiście widzę że oczyszcza. Do tego jest całkiem smaczny i sądzę, że będzie mi już zawsze towarzyszyć.

      Usuń
    2. Widocznie nie każdemu wszystko pasuje :) podobno yerbe lubią byli i obecni palacze, a ja mam to na sumieniu ;) trzymam kciuki nieustająco :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...