sobota, 21 marca 2015

Zosiowo: Dlaczego książki są lepsze od telewizji?

Oczywiście oprócz oczywistego argumentu, że wypoczywając na plaży raczej nie osłonimy sobie twarzy przed słońcem za pomocą telewizora. Ale co ja tam wiem, nawet telewizora nie posiadam.

Nie znaczy to, że dziecko moje nie ogląda bajek. Bywają wyświetlane w przedszkolu, puszczam jej też filmy na komputerze. Dziadkowie Zo mają telewizor, a nawet specjalnie wykupione stacje dla swojej wnusi. Nie będę pałać hipokryzją i udawać, że zajęcie dziecka ciekawym programem w celu uzyskania chwili dla siebie to nie jest coś, czego nie używam i nie lubię.


Niemniej książki są w jakiś sposób niezastępowalne.

Piszę to trochę jako to dziecko, które było o rok młodsze i o głowę wyższe zarazem od wszystkich pozostałych, co jak sobie łatwo wyobrazić nie owocowało jakimś przyjemnym życiem towarzyskim. Piszę to jako dziewczynka, która sporo czasu spędzała w domu w czasach, kiedy nie było internetu.

Piszę jako osoba, która z miłości do książek, jakże naiwnie, wybrała studia polonistyczne i jako ktoś, kto na wieść o śmierci Terry'ego Pratchetta ronił szczere łzy.

Wreszcie piszę ten tekst jako mama Zosi, która chce dla niej jak najlepiej.

Wiem, że nadeszły takie czasy, że trudno urwać z rozkładu dnia godzinkę albo pół na poczytanie książki. Zwłaszcza odkąd nie jeżdżę tramwajem ilość przeczytanych przeze mnie książek spadła.

Zdaję sobie sprawę również i z tego, że nowości wydawnicze są stosunkowo drogie. Przez wiele smutnych miesięcy omijałam księgarnie, żeby nie wzdychać tęsknie do tytułów, po które nie mogę sięgnąć. A te 10 lat temu, kiedy zaczynałam studia, wiele powieści poznawałam siedząc na śmiesznej okrągłej kanapie w Empiku.

Mimo to warto skraść trochę fejsbuczkowo-serialowego czasu na korzyść ebooka albo jeszcze lepiej pachnącej, papierowej książki. Wiele osób oszczędza na książkach odsprzedając je zaraz po przeczytaniu (część kosztów się zwraca), inni – w tym ja – korzysta z tego ich zwyczaju kupując je taniej, używane. Warto zajrzeć też do dyskontów księgarnianych i antykwariatów (także online), tanich książek i do bibliotek. W mojej gminie jest ona zadziwiająco dobrze wyposażona. Podobno w senacie trwają prace nad ujednoliceniem cen książki, co na Zachodzie doprowadziło do spadku cen i zwiększenia oferty wydawniczej. Aczkolwiek nie do końca jestem przekonana, czy taki efekt będzie i w Polsce.

Moja trzy(i pół)letnia córka szanuje książki na tyle, że i dla niej wypożyczam je z biblioteki. Na razie najczęściej są to pozycje będące streszczeniem odcinków jej ulubionych bajek. I choć nie jest to literatura wysokich lotów, spełnia te dające najwięcej radości i satysfakcji z czytania funkcji.

Czytam Zosi, bo:

Bo ją kocham. Po prostu. Lubię spędzać czas z moim dzieckiem i chcę to robić jak najczęściej zanim urośnie i nie będzie już chciała marnować czas na starą.

Lubię wyraz jej twarzy, kiedy widzę, że wyobraża sobie to, o czym akurat czytamy. Cieszą mnie te wielkie, błyszczące, zamyślone oczyska, kiedy myśli na temat tego, co właśnie usłyszała.

Uczymy się nowych słów, takich których nie używam na co dzień. Zosia wie, kim jest astronom, w rozmowach używa takich zwrotów jak „to jest skomplikowane, mamo”, mówi swobodnie zdaniami wielokrotnie złożonymi.

Świetnie się przy tym bawię, robiąc śmieszne miny, naśladując głosy czy nucąc piosenki. Moja niewielka publiczność bywa zachwycona, ale i bardzo krytyczna (mamo, nie gadaj tyle).

Czytanie spokojnej historii wycisza dziecko, wprawia je w pogodny nastrój, ułatwia dobry sen, jest ważnym elementem wieczornego rytuału.

Z pomocą książeczek możemy rozmawiać o różnych sprawach, emocjach, uczymy się empatii. Dzięki temu jest nam łatwiej rozmawiać o uczuciach, także w nerwowych sytuacjach. Staram się poruszać każdy temat, jaki interesuje moje dziecko, nie tylko te „ładne”. Jednak rozmowy o seksie, śmierci, kalectwie, kolorze skóry staram się przeprowadzić tak, aby dziecko mogło zrozumieć. I ostrożnie dobieram słowa. Zosia często mnie zaskakuje uznając za najważniejsze z danej wypowiedzi coś zupełnie innego niż ja. ;)

Bo czytanie dało mi wiele radości i satysfakcji i chcę, aby Zosia mogła również ich doświadczyć. Mój Mąż także pochodzi z domu, w którym czytało się i czyta. Niektóre z Zosi książeczek pochodzą jeszcze z jego dziecięcej biblioteczki i nasza córa lubi je tak samo bardzo, jak te nowe, kolorowe, z naklejkami.

Był czas, kiedy Zosia nie chciała czytać. Nie potrafiła się skupić na wystarczająco długo, aby wysłuchać całej strony wydrukowanego wielkimi literami tekstu. Nie naciskałam wtedy, po prostu następnego dnia próbowałam jeszcze raz. Zo widzi, że my czytamy, i sama też chce. Zna już kilka literek i dopytuje się o następne.

Czytacie? Jeśli tak, to co możecie polecić – dla Zosi i/lub dla jej mamy? :)

6 komentarzy:

  1. Ze mną książki były od zawsze. Pamiętam, że najbardziej lubiłam "Dziewczynke z zapałkami" i jakąś bajke o sierocie, która przędła przy pomocy krowy. Czytaniem zaraziła mnie siostra i od podstawówki kocham książki. Jednak czytam relatywnie mało, dla książki trzeba mieć czas, a ja go nie mam, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  2. no to jak nie potrzebuje obrazkow to cale :) ja tez mam gdzies cale ale jak trafilam na to wydanie fragmentow to kupilam bo ladne :)
    w takim razie i pippi jej sie spodoba :)

    super ksiazka-jak moglam zapomniec to "dzieciaki swiata" Wojciechowskiej, naprawde z przyjemnoscia ogladamy zdjecia i dowiadujemy sie jak ludzie na swiecie zyja. bardzo fajny punkt wyjscia do rozmow o tolerancji :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje dzieci uwielbiały serię przygód Koszmarnego Karolka, ale nie wiem, czy to się już dla trzylatka nadaje, sama musiałabyś ocenić. Kiedy jeszcze nie umiały czytać, ja im to robilam z prawdziwą przyjemnością, kiedy się nauczyły, to już im się nie chciało za bardzo słuchać i dość szybko mnie "zwolniły" z etatu czytacza. Pamiętam, jak chcialam je wciągnąć w starą serię Pana Samochodzika, za którym w dzieciństwie przepadałam. Niestety, jego przygody nie wydały się im ciekawe i ku swemu rozczarowaniu musiałam odpuścić. Ciągle sobie obiecuję, że i tak jeszcze Pana Samochodzika sobie powtórzę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszmarnego Karolka też lubiłam. :)

      Usuń
  4. Moje dziecko (wiele lat temu) uwielbiało książki o kubusiu puchatku i martynce :)
    Teraz woli kinga :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jako mała (hmmm... chyba tak to można nazwać :D) dziewczynka uwielbiałam (nadal uwielbiam) Mikołajka. Zresztą była to moja pierwsza tak gruba książka i z dumą paradowałam z jej egzemplarzem po całym domu. :)
    Lubiłam również wypożyczać z biblioteki Martynkę czy Franklina. :)) Do tego oczywiście klasyki, czyli baśnie braci Grimm czy Andersa. ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...