poniedziałek, 2 lutego 2015

Styczeń bez zakupów kosmetycznych? Za to z prezentami. ;)

W styczniu wzięłam już drugi raz udział w akcji u Balbiny Ogryzek. Po średnim sukcesie listopadowego odwyku miałam nadzieję na pełną satysfakcję w styczniu. Pełna wiary w to, że „teraz to już wszystko mam” rozpoczęłam miesiąc przekonana, że żadnych zakupów nie zrobię.

Jak mi poszło? Bardzo dobrze, a może tak sobie, w zależności od punktu widzenia. Złamałam się (a jakże!) na lakierach do paznokci. Takie tanie były, takie kolorowe, tak się przyklejały do dłoni, że nie sposób było nie kupić. Nawet do biedronki nie można wejść spokojnie!


A w każdym razie nie można było, bo choć kolor i krycie lakierów bell (i be beauty, czyli też bell) podoba mi się niezmiernie, to jednak trwałość pozostawia wiele do życzenia. W związku z czym już mogę spokojnie robić zakupy nieskuszona kolorami i ceną. Po dobie są kompletnie do niczego, końcówki starte, jakbym co najmniej usiłowała grać na gitarze. ;) Lakiery Golden Rose jak zwykle świetne, szczególnie czerwień urzekła i mnie, i nawet chłopa mojego (co to mu się żaden, ale to żaden lakier nie podoba). Numer jej 56, jeśli ktoś by poszukiwał. Wibo był zakupem tak niezbędnym i koniecznym, że nic o nim powiedzieć nie potrafię – bo pomalowałam nim dokładnie jeden paznokieć, raz.

Polazłam też do Rossmana po rękawice do zmywania naczyń (porządne i za 2 złote, kupuję po kilka par) i poczyniłam zakupy. Skusiłam się wreszcie na szampony Alterra, a nuż się u mnie sprawdzą? W decyzji pomogła mi promocja, 5 złotych za sztukę zamiast zwykłych 10. Do domu poszło ze mną również trzecie z kolei opakowanie najlepszego na świecie kremu do stóp. Jeśli jeszcze go nie miałyście, popełniacie duży błąd. ;) To cudeńko, dzięki któremu nasze stopy mogą prezentować się całkiem nieźle bez wielkiego wysiłku. Zakup kremu jest dobry i słuszny, bo poprzedni się ewidentnie kończył. Ciekawostka: przyjrzyjcie się, co robią nogi na opakowaniu od kremu. Usiłowałam sobie wyobrazić, co tam się dzieje pod kołdrą i doszłam do wniosku, że na małostopej pani leży wielkostopy pan, w dodatku z jedną nogą wykręconą, chyba boleśnie. ;)

Moje Święta trwały w tym roku 2 tygodnie, do domu wróciłam dopiero 7 stycznia. Potem miałam spore problemy sprzętowe (znacie wiele blogerek bez komputera i bez aparatu?), potem znów wyjechałam… Od wczoraj mam i komputer, i internet, i nawet aparat (dzięki Kochanym Dobrym Duszkom, które pomogły :*) i mogę… pokazać Wam, co przyszło do mnie w grudniu, odebrałam w styczniu, a sfotografowałam w lutym – grunt to mieć refleks.

Od kochanej Gosi z bloga Esy, floresy, fantasmagorie (prawda, że nazwa ładna?) wygrana w konkursie muzycznym na fanpage'u. Nie żebym miała jakiś talent muzyczny, trzeba było pod zdjęciem wkleić link do piosenki, która nam się z nim skojarzy. Nie wiem dlaczego, acz podejrzewam, że ze względu na Janerkę, zostałam laureatką. Gosia wysłała mi nagrodę niespodziankę, która sprawiła zapewne, że sąsiedzi uznali, iż mam romans, bo w środku dnia, kiedy mąż w pracy, westchnienia głośne i emfatyczne wydawałam. :) Same cudeńka! Pianka do mycia od Craft'n'Beauty o legendarnym zapachu Bąki małpy, jaśminowy tonik do twarzy Orientany – byłby idealny, gdyby miał lepszy atomizer – i pięknie pachnące, ogromne motyle mydło, również spod skrzydeł CnB, oraz sterta próbek i próbeczek. :)

W drodze zawiłej wymiany sekretów, adresów, drobnych usług i serdecznych pozdrowień dotarła do mnie paczka od Aswertyny. Mój wymarzony szampon Logona Age Energy i Aritha, czyli zmielone na puder orzeczy piorące. Warto wyskrobać wszystkie wyskrobki z dna portfela i szampon Logony jakiś wypróbować. Jest tak samo dobry jak własnoręcznie przeze mnie przygotowywane – skromność to przecież podstawa – a nawet i lepszy, bo gotowy. ;)

A jak już o Martynie mowa – to sio do niej na rozdanie z okazji dobrego humoru! :) Tylko proszę odpowiadać nieciekawie, bo chcę wygrać. ;p

Kochana Patrycja Pieguska zaskoczyła mnie totalnie, wysyłając kartkę z przepięknymi, spersonalizowanymi życzeniami w środku. :) Niesamowita Dziewczyna, ja nawet teściom kartki nie wysyłam i o urodzinach rodziców nie pamiętam, taka wyrodna jestem. A Patrycja pamiętała o mnie, wysłała karteczkę z Wysp, chociaż nasza znajomość jest tylko wirtualna. Dziękuję Ci bardzo! :)

Bardziej aktualnie, wygrałam u Angel zestaw trzech serum do twarzy od Ava Laboratorium. Nie wiem czemu myślałam, że nagrodą jest jedno, znów były piski i zachwyty. Otrzymałam serum z witaminą C, którego zakup planowałam już od dawna, tylko jakoś nigdzie stacjonarnie nie mogłam go wypatrzyć, a także wersję z kolagenem morskim i z epidermalnym kwasem hialuronowym, który podobno działa 3x szybciej od zwykłego HA, cokolwiek to znaczy. Składy wszystkie trzy mają spoko i za kilka tygodni możecie się spodziewać o nich mojej opinii. :)

Co mi dał styczniowy odwyk zakupowy, nawet taki niepełny? 

Zużyłam mnóstwo próbek, również inspirowana Balbiną. Oparłam się kilku fajowym promocjom, które normalnie zakończyłyby się zakupami odłożonymi do szafy „na potem”. Miałam dużo czasu, żeby przemyśleć sobie co chcę kupić w tym roku – i lista ta zawiera mniej niż 10 kosmetycznych pozycji, na cały rok. Mimo wszystko, z jednej strony jestem nieco zawiedziona, że nie udało mi się wytrwać całego miesiąca. Z drugiej, nie wydałam dużo, i nie kupiłam nic, czego nie będę używać, więc już jest lepiej niż bywało. ;) Może pomału wyrastam z pogoni za nowościami?

W lutym są moje imieniny, więc zapewne coś sobie sprawię, ale nie będzie to dziki rajd po sklepach internetowych. Zastanawiam się nad lakierami Essie i Flormar, nawet już podpytywałam Was na Facebooku.

Czy chciałybyście poczytać więcej o którymś z kosmetyków?

13 komentarzy:

  1. Serum z Ava i to aż 3 - super! Ja właśnie kończę to dla starszych pań - czyli peptyd coś tam coś tam i jestem zadowolona (będzie o nim jutro), a witaminkę C też sobie sprawię.
    Na tym zdjęciu ze stopami to jakieś 2 osoby bardzo koślawe muszą leżeć, albo to są 4 nogi luzem, każda od innej osoby - sama już nie wiem...?

    :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne nowości prezentowe - zaciekawił mnie ten HIT szampon :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki, całkiem fajny ten szampon :)

    OdpowiedzUsuń
  4. z Tobą zawiłe sekret są najlepsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam kilka lakierów wibo i niektóre ścierają się natychmiast, a inne trzymają się ładnie 5 dni, nawet lakiery z tej samej serii. Na przykład mam 2 odcienie glamour sand i jeden po pół dnia już jest starty, drugi trwa na płytce przez 3 doby.

    Dawno już nie miałam oleju z rokitnika, trochę za nim tęsknie. Ciekawe czy na takich zdrowych włosach będzie się sprawdzał tak dobrze, jak zapamiętałam to na rozjaśnianych? ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. To dobrze, bo warto się nim zainteresować. Po myciu odżywka jest niezbędna, ale skórze głowy robi świetnie. I miałam o wiele bardziej "kołtuniaste" myjadła. Skład nadaje się do codziennego mycia dla osób z ŁZS.

    OdpowiedzUsuń
  7. gdzieś kiedyś czytałam, że myjadła sądobre do użytkowania czasem nawet do roku "po terminie" :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale to pantiny i inne loreale, a eko kosmetyki często się psują i przed terminem (przynajmniej mi).

    OdpowiedzUsuń
  9. Najbardziej zainteresowały mnie kosmetyki Ava :) Ostatnio ich warzywne kremu i serum pojawiło się w Rossmannie, jestem więc ciekawa jak u Ciebie sprawdzą się powyższe cudaki :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  10. Trzeba tylko przyjrzeć się składom - bo niektóre są piękne, aż się wierzyć nie chce. inne doprawiono na przykład parafiną.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...