czwartek, 29 maja 2014

Nowości.


Ostatnio dopisało mi szczęście. Wygrałam dwa apetyczne rozdania, pewna dobra duszyczka uszczęśliwiła mnie najlepszą szczotką na świecie, i zostałam obdarowana prezentem z okazji Dnia Matki. Albo Dziecka. Nie jestem pewna okazji. Wiecie, intencje się liczą, nie preteksty. ;)

 SmykuSmyk obdarzyła mnie cudownymi czekoladkami do kąpieli (przepis tutaj). Są superwypasione pielęgnacyjnie, a pachnią bardziej delicjowo niż same ciasteczka Delicje. Rozkosz razy osiem, w dodatku przepięknie zapakowana. Jakby tego było mało, Patrycja obdarowała mnie jeszcze jedna wspaniałością – rozświetlającą oliwką do ciała. Przelałam ją do buteleczki z atomizerem, żeby łatwiej mi było ją dozować, i żeby Wam pokazać jak piękna jest jej barwa. Drobinek jest idealna ilość, nadają pięknego kolorytu skórze (w czym dzielnie pomaga im olejek marchewkowy) i delikatnie ją rozświetlają. Oliwka jest smarowna, mocno odżywcza, ale nie ciężka. Pięknie się wchłania, nie klei i mimo intensywnego koloru nie brudzi ubrań.

środa, 28 maja 2014

Maska algowa wybielająca – Ars et natura.


Zwykle sama przygotowuję maseczki do twarzy, i raczej z rezerwą podchodzę do gotowych produktów. Często mnie uczulają. Jednak bardzo lubię algi, i zaciekawiła mnie żelowa formuła kosmetyku peel-off.

Tę maseczkę otrzymałam jako gratis do zakupów w sklepie Ars et natura (klik). Lubię takie niespodzianki w postaci pełnowymiarowych opakowań. :) Porcja w słoiczku wystarczy mi na 4 użycia. Przy okazji – warto zajrzeć do sklepu, ma bardzo korzystne ceny naturalnych olejów, mydeł aleppo czy olejków i henny Khadi, kosmetyki indyjskie, rosyjskie i skarby Maroka.

sobota, 24 maja 2014

Nakręćmy się na wiosnę: loki na chusteczkach nawilżanych.


To ostatnia już fryzura w ramach akcji Ewy Bl „Nakręćmy się na wiosnę”. Udział zmobilizował mnie do prób wydobycia skrętu z moich prościelców, co z miesiąca na miesiąc okazuje się trudniejsze. ;) Myślę, że wiele prosto- i cienkowłosych dziewczyn się ze mną zgodzi, że mimo trudności, to prawdziwa frajda, kiedy coś się dzieje na głowie zamiast zwykłego przyklapu z przylizem. ;)

 Tym razem udało mi się zakręcić włosy z pomocą chusteczek nawilżanych, takich do pupy niemowlęcej. Użyłam tylko czterech, bo owinięcie włosów wokół chusteczki zamiast chusteczki wokół włosów okazało się nie lada wyzwaniem. Niemniej pół tubki żelu (i miliard przekleństw) później udało mi się uzyskać takie „supełki”.

czwartek, 22 maja 2014

Jak zacząć olejowanie włosów? (FAQ)


Dość często odpowiadam na to pytanie, dlatego postanowiłam zebrać wszystkie rady w post i z czystym sumieniem Was do niego odsyłać.

Jak wyglądało olejowanie w moim wykonaniu kilka miesięcy temu, możecie przeczytać tutaj (klik). Od tego czasu sporo się zmieniło i myślę, że obecny sposób pielęgnacji zostanie ze mną na dłużej. Przede wszystkim nakładam olej tylko i wyłącznie na czystą skórę głowy. Najczęściej przed olejowaniem myję włosy odżywką i w jeszcze wilgotne wcieram odrobinę olejku. Olejowanie na mokro daje jeszcze lepsze efekty niż na sucho, uelastycznia włosy, zatrzymuje w nich nawilżenie, dzięki czemu zapobiega zniszczeniom. Czysta skóra głowy natomiast czerpie więcej korzyści z oleju. Zmniejsza się ryzyko wypadania włosów wskutek przekształcania testosteronu w DHT, o wiele rzadziej dokuczają mi również rozmaite podrażnienia skóry głowy.

poniedziałek, 19 maja 2014

Kilka sposobów na zużycie olejowych resztek.


Możecie się śmiać, ale owszem, cała moja rodzina pochodzi z Poznania, a i ja urodziłam się gdzie indziej zupełnym przypadkiem. Spędziłam w Pyrlandii zdecydowaną większość dorosłego życia, i nadal mieszkam w Wielkopolsce. Po takim wstępie chyba nie zdziwi Was wyznanie, że nie cierpię czegoś marnować, wyrzucać? :)

W swoim czasie posiadałam szaloną kolekcję olejów do wypróbowania na włosach. Jednocześnie ilość, jaką spijają moje włosy z dwóch łyżek spadła do mniej niż łyżeczki. Dopóki orientujemy się w porę, że olejowi pozostał na przykład miesiąc przydatności do użycia, możemy się z kimś nim podzielić (oczywiście informując go o takim terminie). Spożywcze oleje możemy po prostu zjeść. :) Ale co, jeśli olej jest typowo kosmetyczny, i już obdarowałyśmy pół rodziny i znajomych przeróżnymi kosmetykami, i bronią się przed nowymi buteleczkami i słoiczkami?

Jeżeli oleju jest niewiele, zużywam go na długość włosów. Niestety (albo i stety) w ten sposób przez miesiąc zużywam mniej więcej 40 ml. Moje końcówki nie są wybredne pod tym względem, więc wcieram i olej po terminie, dopóki nie zjełczeje. Ale jeśli zostanie mi go więcej?

sobota, 17 maja 2014

Update pielęgnacji włosów. Ewolucja olejowania skóry głowy i długości, dalszy ciąg ograniczenia produkcji sebum.


Kiedyś już pisałam Wam, że nakładam olej na suche włosy, na całą noc. Tak mi było najwygodniej, jako że myję je rano. Od tego czasu moja pielęgnacja trochę się zmieniła, i choć nie twierdzę, że taka jest najlepsza dla każdego, może się sprawdzić u tych z Was, które tak jak ja mają włosy w sumie zdrowe, ale mogłoby ich być więcej i borykają się z przetłuszczającą się skórą głowy.

Główna zmiana polega na tym, że olej nakładam na wilgotne włosy, dzięki czemu są wizualnie zdrowsze, bardziej lśniące i jedwabiste, olej też łatwiej się zmywa. Włosy zwilżam odżywką w sprayu, czasami samą wodą z kranu. Raczej unikam oleju rycynowego, gliceryny i parafiny w kremach czy olejkach do włosów: olej będzie na nich całą noc, a ja dużo się wiercę i śpię na brzuchu, w efekcie niejednokrotnie już budziłam się z bolącymi, podskórnymi gulami na policzkach, które wywoływały włosowe kosmetyki.

piątek, 16 maja 2014

Włosowe mity (8): moje włosy po strzyżeniu nagle zaczęły/przestały się kręcić!


Na pewno znacie przynajmniej jedną taką historię. Kiedy byłam bodajże w piątej kasie podstawówki, koleżanka obcięła długie do pasa, proste druty (jak mi się wtedy wydawało), a od fryzjera wyszła w aniołkowych kręciołach do ramion. ;)

Pomysł na dzisiejszy post zawdzięczam Kasi:

Chciałabym bardzo prosić o zbadanie pewnego mitu. Chodzi mi mianowicie o wpływ diametralnego obcięcia włosów na ich skręt. Mianowicie od maleńkości miałam włosy falowane, które kręciły się w spiralne loki dopiero "od ucha", a po bardzo ostrym cięciu (maszynką na jeżyka) okazało się, że odrastające włosy zaczęły się wywijać i skręcać już od nasady (a pozostawało to niezmienne nawet kiedy ich długość przekroczyła talię). Zaś moja sąsiadka mająca od dzieciństwa włosy całkowicie proste (bardzo gładkie i śliskie - pamiętam jak podczas skakania na skakance potrafiła spaść jej frotka), po pierwszym strzyżeniu (które miało miejsce dopiero po pierwszej komunii) "dorobiła się" włosów łagodnie falowanych i już nie tak śliskich (mimo imponującej długości, bo zostały obcięte niewiele ponad talię i od dawien dawna są utrzymywane właśnie tej długości), a owe efekty utrzymują się już w obu przypadkach przeszło 10 lat (no dobra, u mnie się póki co nie utrzymują, bo od kilku dni jestem dumną posiadaczką dwu centymetrowych "zapałeczek" - więc można powiedzieć, że pielęgnację zaczynam od zera).

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy zastanowić się, co decyduje o skręcie włosa, lub jego braku.

czwartek, 15 maja 2014

Foszki i rozpacze - Zo.


Jeśli jest istota bardziej ofochana niż kobieta przed miesiączką, to z pewnością jest to dwu- lub trzylatka.

Mojej Zosi ostatnio nie podoba się niemal nic. I byłoby mi o wiele trudniej się z tym uporać, gdyby nie... absurdalne odpowiedzi na zadane pytania.

środa, 14 maja 2014

Przypominam o konkursie.



Do 31 maja możecie wziąć udział w konkursie TUTAJ. Do wygrania fantastyczne mydełko z Łaźni Agafii: miodowe lub cedrowe.

Zapraszam też do skorzystania z urodzinowej promocji w sklepie Kosmetyki prosto z natury. Promocja urodzinowa łączy się z rabatem dla czytelników bloga - wystarczy przy podsumowaniu zamówienia wpisać kod rabatowy włosowelove.

Dobrego dnia! :)

wtorek, 13 maja 2014

Jak kupować kosmetyki? Kilka słów o czytaniu składów. Gdzie szukać pomocy w rozszyfrowywaniu INCI?


Po pierwsze, moja radość z faktu, iż coraz więcej Polek stara się świadomie robić zakupy, zwracając uwagę nie tylko na cenę i obietnicę producenta, jest ogromna. Kupujemy nie tylko to, co jest na wysokości wzroku w sklepowych alejkach i co widziałyśmy w prasie czy telewizji, interesuje nas również, czy dana firma testuje kosmetyk na zwierzętach, czy jest zagraniczna czy rodzima, i przede wszystkim – skład produktu.

Nie musimy mieć ogromnej wiedzy, żeby potrafić nieco zorientować się czy dany kosmetyk ma szanse zadziałać, tak jak obiecuje nam to opakowanie. Jeżeli mamy problem z podjęciem samodzielnie decyzji, pytamy o opinię sprzedawcę (bywa to ryzykowne), sprawdzamy oceny na Wizażu, szukamy recenzji na blogach.

I z tym ostatnim mam, choć sama bloga piszę, kłopot. Bo z jednej strony rozumiem, że chętnie dowiemy się jak dany produkt pachnie, jak działa, jak wygląda, bez kupowania go niepotrzebnie. Z drugiej strony, opinia osoby, którą się sugerujemy, nie zawsze jest wiarygodna. Odkąd zaczęłam świadomą pielęgnację, odwiedziłam blogów naprawdę wiele. I z bólem serca przyznaję, że część z nich działa na zasadzie „nie znam się, to się wypowiem”.

poniedziałek, 12 maja 2014

DIY: Tonik nad tonikami. Tonik z glukonolaktonem według przepisu Mademoiselle Eve - instrukcja krok po kroku.


Dzisiaj mam dla Was świetny przepis na najlepszy na świecie tonik do twarzy. ;) Nie jest on mojego autorstwa, udostępniam go Wam za wiedzą i zgodą autorki -  Mademoiselle Eve. Jeśli jakimś cudem nie znacie jeszcze jej bloga (LINK), serdecznie Was zapraszam. Dziewczyna starannie dopracowuje swoje posty, jest w nich całe mnóstwo konkretnej, przydatnej wiedzy kosmetycznej. Przez jakiś czas prawie wszystkie jej notki zapisywałam sobie do zakładek, aż w końcu zajmowały mi za dużo miejsca. ;) Bardzo polecam zajrzeć do ostatnich postów Eve, o filtrach przeciwsłonecznych (część I i II).

Glukonolakton należy do polihydroksykwasów (PHA). To nowa generacja kwasów używanych w kosmetyce. Działa delikatniej niż AHA i BHA, i w moim odczuciu łączy wszelkie korzyści kwasów przy jednoczesnej minimalizacji ich wad. Nie złuszcza wyraźnie, wręcz przeciwnie, skóra po użyciu toniku jest dobrze nawilżona i po prostu zadowolona. Glukonolakton nie uwrażliwia skóry na światło, choć jeśli chcecie dobrze dbać o skórę i tak zabezpieczycie ją przed słońcem.

niedziela, 11 maja 2014

Jak pokryć naturalną farbą siwe włosy? Farbowanie dwuetapowe: henną i indygo.


Zazwyczaj w przypadku włosów siwych, które chcemy pofarbować na ciemny kolor, zalecam farby drogeryjne lub fryzjerskie. Wiele z Was jest rozczarowanych faktem, że gotowe farby ziołowe typu Khadi siwych włosów w 100% nie pokrywają. Jest możliwe skuteczne zafarbowanie ich z pomocą henny, ale wymaga to wprawy i cierpliwości. Moja modelka zniosła dzielnie wszystkie moje zabiegi, nieśmiało tylko skarżąc się na „smród zielska”, po całym przedsięwzięciu wyznała mi też, że indygo nieco podrażniło jej skórę głowy (lekkie swędzenie podczas trzymania mieszanki na włosach, brak łupieżu czy zaczerwienienia po jej zmyciu). Z drugiej strony, intensywny rudy kolor, jakie włosy osiągnęły po farbowaniu samą henną sprawił, że sama zapragnęłam więcej siwych włosów, żeby paradować z piękną, intensywną miedzią. ;)

 Farbowanie dwuetapowe polecam tym siwowłosym, które z jakiegoś powodu nie mogą korzystać z farb drogeryjnych i chemicznych, lub zależy im na odżywieniu i wzmocnieniu cebulek włosowych, czy też pogrubieniu włosów. Wszystkim pozostałym wystarczą łatwe w obsłudze i przyjemne farby chemiczne lub apteczne typu Biokap, Herbatint, Sanotint, Color&Soin. Ze swojej strony dodam, że u siebie bardzo lubię siwe, po hennowaniu lekko pomarańczowe włosy, które dodają fryzurze nieco charakteru.

sobota, 10 maja 2014

Konkurs: wygraj miodowe lub cedrowe mydło do włosów i ciała z Łaźni Agafii!

Wraz ze sklepem Kosmetyki prosto z natury przygotowałam dla Was konkurs. Do wygrania mydełka, które podbiły moje serce, a wszystkie moje zachwyty nad nimi umieściłam tutaj. :)

Aby wziąć udział w konkursie, należy być obserwatorem bloga Włosowelove i uzupełnić formularz konkursowy. Wygra jedna osoba, która udzieli najciekawszej moim zdaniem odpowiedzi na pytanie:

Las czy pasieka?

Popuśćcie wodze fantazji.

  1. Sponsorem nagród jest sklep Kosmetyki prosto z natury.
  2. Warunkiem koniecznym, aby wziąć udział w konkursie, jest obserwowanie bloga włosowelove.blogspot.com i prawidłowe wypełnienie formularza konkursowego.
  3. Zgłoszenia można wysyłać do 31 maja 2014 roku włącznie.
  4. Zwycięzcę wyłonię w ciągu 5 dni od zakończenia konkursu.
  5. Wygrywa jedna osoba, która wybiera nagrodę: cedrowe lub miodowe mydło do włosów i ciała z serii Łaźnia Agafii.
  6. Jedna osoba = jedno zgłoszenie.
  7. Wysyłka nagród wyłącznie na terenie Polski.
  8. Będzie mi bardzo miło, jeśli w jakiś sposób udostępnicie informację o konkursie, ale nie jest to warunkiem koniecznym.
  9. Zastrzegam sobie prawo do nie publikowania zwycięskiej odpowiedzi.

Zapraszam Was na strony na Facebooku: Włosowelove blog i Kosmetyki prosto z natury.

Możecie też skorzystać z urodzinowej promocji w sklepie Kosmetyki prosto z natury. Łączy się ona z rabatem dla czytelników bloga (zyskacie dodatkowe 5% rabatu po wpisaniu hasła: włosowelove) i promocjami na FB. Sklep wysyła paczki również za granicę.

Dla chętnych, banerek (300 pikseli).

Powodzenia!

piątek, 9 maja 2014

Zachwyt nad zachwytami: Miodowe i cedrowe mydełko, Łaźnia Agafii.


Zacznę z grubej rury: to najlepszy gotowy kosmetyk do mycia włosów (a właściwie dwa), jakiego używałam w ciągu kilku ostatnich lat. Ostatnio byłam tak zadowolona z uspokajającego skalp szamponu Kerastase, i było to 5 lat temu, podczas których moja skóra głowy uwrażliwiła się i wydziwia jeszcze bardziej, a ja nie jestem skłonna wydać 100 złotych na szampon jak wtedy.

Moje mydełka pochodzą ze sklepu Kosmetyki prosto z natury i kupiłam je podczas wiosennej promocji za około 15 złotych (obecnie w sklepie obowiązuje promocja urodzinowa, która łączy się z rabatem dla czytelników bloga, wystarczy wpisać w polu na kod rabatowy: włosowelove). Miałam wziąć tylko cedrowe, ale na sekundę przed złożeniem zamówienia uśmiechnęło się do mnie jeszcze miodowe – i nie żałuję.

czwartek, 8 maja 2014

Bez szału: maska drożdżowa Babuszki Agafii.


Długo czekałam na spotkanie z tą legendarną już w blogosferze maseczką. Jednak kiedy wreszcie nadeszło, dotknęło mnie lekkie rozczarowanie. Może było tak jak z marką Sylveco – tyle się naczytałam o tym produkcie, zapachu ciasteczek, przyspieszaniu porostu, unoszeniu włosów i wydłużaniu świeżości, prasowaniu spodni i odrabianiu lekcji za Ciebie – że spodziewałam się cudów na kiju.

A może było tak jak z lekkim kremem brzozowym – że to kosmetyk dla mnie tylko w teorii? ;)

środa, 7 maja 2014

Szungit.


Wielokrotnie żaliłam się Wam, że w nowym miejscu zamieszkania mam okropnie twardą wodę. Na wannie powstaje osad z mydła, który trudno zmyć. Kamień na umywalce jest nie do ruszenia, czego bym nie próbowała. Delikatne szampony, jak Love2mix, nie dają sobie rady w takiej wodzie i nie działają tak jak powinny (szczegóły w recenzji tutaj).

Najgorsze jednak jest to, że mimo filtrowania (od lat używam dzbanka Brita), woda pozostaje po prostu niedobra w smaku. Gotowanie tylko częściowo niweluje ten problem. Kupowania butelkowanej wody nie lubię. Nie lubię tony plastikowych butelek. Nie lubię, że albo muszę codziennie biegać do sklepu, albo wygospodarować mnóstwo miejsca na kilka zgrzewek wody. Już wystarczy, że w kuchni wielkości luksusowej budy dla psa, mam osiemnaście wiader na śmieci, dzięki „wspaniałej” nowej ustawie.

Ale znalazłam coś, co spieszy mi z pomocą, a w przeciwieństwie do przepływowych filtrów, kosztuje grosze. To coś to szungit.

wtorek, 6 maja 2014

Wyniki rozdania.


Witajcie! :)

Wiem, że z niecierpliwością przewijacie na koniec posta, aby przekonać się, czy szczęście się do Was uśmiechnęło. Jeśli jednak sprawdziłyście już i wiecie, może nawet jesteście ciekawe kilku moich wrażeń jako organizatorki i wrócicie na początek. ;)

Po pierwsze, pięknie Wam dziękuję za udział, za wszystkie ciepłe słowa i krytyczne uwagi w pytaniach „wolnych”. Część Waszych propozycji wykorzystałam od razu. Możecie mnie bić, ale naprawdę nie zwróciłam uwagi, że poprzednia czcionka tematu postów nie miała polskich znaków. Jeśli ta też nie ma, wysyłajcie mi maile z pogróżkami, macie prawo.

Poza tym przekonałam się, że jeszcze się taki nie narodził, coby wszystkim dogodził, komuś u mnie jest za kolorowo, komuś za szaro, jednemu linki wyglądają niewyraźnie, drugiego drażnią żarówiastością. Niniejszym oświadczam również, że zdaję sobie sprawę z mody na proste białe szablony i ignoruję ją z premedytacją. ;) Najbardziej dziękuję Wam za sugestie dotyczące tematyki bloga i zagadnień, o jakich chciałybyście dowiedzieć się więcej, postaram się jak najszybciej spełnić Wasze prośby.

Pozostaje też kwestia oszustów. Przekopałam się przez każde zgłoszenie i odrzuciłam wszystkich krętaczy i wyłudzaczy. Mimo wszystko pozdrawiam Was serdecznie i życzę Wam miłego dnia. :)

A teraz to, na co czekacie najbardziej: wyniki.

Złota maska ajurwedyjska trafia do:

Rudaaa12.

Czarną maskę marokańską otrzyma:

Senses Angel.

Gratuluję Wam i czekam na podanie danych do wysyłki.

piątek, 2 maja 2014

Hej, Grubasie! Czy wiesz, że teraz jest dobra pora na ruszenie tyłka?


Dlaczego?

  1. Bo jeszcze masz szansę schudnąć na tyle, żeby zmieścić się w strój kąpielowy, który choć w zeszłym roku wyglądał jak dla słonia, w tym jest podejrzanie mały.
  2. Bo wiosną i latem jest łatwiej, taniej i przyjemniej chudnąć.
  3. Bo zdążysz sobie wyrobić dobre nawyki pod względem diety i ćwiczeń. Masz kilka miesięcy zanim nadejdzie następna zima, może uda Ci się nie przeżreć całej i nie przeleżeć jej na kanapie.
  4. Bo zdążysz jeszcze ogarnąć się na tyle, że nie będzie Ci wstyd w październiku pokazać się na siłowni. Ja wiem, że nawet byś chciała iść, ale się wstydzisz, sama tak mam.
  5. Bo zawsze jest dobra pora, żeby ruszyć tyłek.

Ja biegam. Ty też możesz biegać. Choć pewnie mi nie uwierzysz, polubiłam bieganie. Bardziej człapię niż biegnę, i zwykle niemal pół trasy zajmuje mi marsz okraszony chwytaniem oddechu i wycieraniem potu i łez z twarzy. Ale nawet jeśli przejdę 2/3 z trzykilometrowej trasy, mogę sobie powiedzieć „przebiegłam kilometr!” i już jestem z siebie niesamowicie dumna. Biegnąc przyspieszam swój metabolizm, podczas gdy zaostrzając dietę robię dokładnie odwrotnie. :) Teraz jeśli mam ochotę na czekoladę, po prostu sięgam po kostkę lub pięć i nie mam z tego powodu myśli samobójczych. 

Źródło obrazka i kilka dobrych rad KLIK

Przede wszystkim, żeby nasz trening miał sens, musimy polubić siebie. Uwierzyć, że jesteśmy warte zachodu i pracy, wystawić za drzwi myślenie „nawet jeśli dupsko mi się zmniejszy, wciąż zostanie ten sam ryj”. Przekonać się, że świat się nie zawali, jeśli zamiast pozmywać przywdziejemy dresik i pobiegniemy kawałek. Że ojciec/ciocia/babcia może się zająć dzieckiem przez godzinę i nie nastąpi żadna katastrofa. Że „Moda na sukces” czy „Trudne sprawy” będą mieć jeszcze milion powtórek, a nawet jeśli nie obejrzymy ich nigdy, nasze życie duchowe nie będzie uboższe.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...