poniedziałek, 1 grudnia 2014

Loki/fale na lokówce stożkowej. Sposób na przedłużenie "falowaności" włosów dla uparcie prostowłosych.

W sobotę wreszcie udało mi się zrobić w miarę wyglądające fale na lokówce stożkowej, które obiecałam Wam pokazać chyba jeszcze we wrześniu... Lekki poślizg czasowy postanowiłam Wam wynagrodzić prostym sposobem dla prostowłosych dziewczyn, które chciałyby zakręconymi rano lokami móc cieszyć się jeszcze wieczorem. Brzmi znajomo? :) Zatem zapraszam!

Do zrobienia loków użyłam ceramicznej lokówki stożkowej Remington. To bardzo dobra marka na użytek domowy, nie wiem czy nie najlepsza - wszystkie znane mi egzemplarze prostownic, maszynek, lokówek czy suszarek działały bez zarzutu przez lata.O profesjonalnym ich sprzęcie się nie wypowiem, bo po prostu nie używałam, podejrzewam, że również jest niczego sobie.

Moją lokówkę chwyciłam w jakiejś super wyprzedaży w markecie za niecałe 60 złotych. Zależało mi właśnie na lokówce stożkowej, bo uważam, że jest najwygodniejsza do samodzielnego użytku, a efekt który daje, łatwo stopniować od drobnych kręciołków po luźne fale. Można też włosy u nasady nagrzewać dłużej, a wrażliwe końcówki "dokręcić" później, co jest nie bez znaczenia dla zdrowia i kondycji naszych czupryn. :)

W komplecie z lokówką znajdowała się za mała na mnie rękawiczka, ale udało mi się nie oparzyć używając nieosłoniętych dłoni. Głowica urządzenia jest ceramiczna, przez co podobno bardziej bezpieczna niż metalowa, ale mniej niż turmalinowa, jeśli ktoś wierzy w takie bzdury. ;) Na włosy nałożyłam silikonowe serum. Gdybym częściej traktowała włosy wysoką temperaturą, zakupiłabym odżywkę działającą pod wpływem ciepła (swoje propozycje wymieniłam już w poście o suszeniu włosów suszarką), ale szepnę Wam cichutko na uszko, że najlepszą ochroną jest umiar w stosowaniu takich urządzeń. ;)

Moje włosy są proste i niskoporowate, każda spinka i większość gumek zsuwa się z nich w ciągu sekund, ewentualnie minut. Włosy rozczesane po warkoczu stają się ponownie proste w ciągu mniej niż godziny. Nawet podzielenie ich na 3 warstwy do kręcenia przysporzyło mi sporo trudności, nie wspominając o tym, że pasma uparcie odwijały się z głowicy urządzenia, jeśli nie naciągałam ich wystarczająco mocno - więc chyba nawet dobrze, ze nie miałam warunków do stworzenia filmiku instruktażowego. Zresztą, co tu dużo pokazywać, chwytam włosy za koniec, lokówkę przykładam do włosów u nasady i nawijam wedle upodobań.

Zdjęcie zrobiłam bez lampy. Całe nawijanie zajęło mi około 5 minut, bo postawiłam na luźne fale. W celu uzyskania dość naturalnego wyglądu próbowałam nakręcać pasma naprzemiennie: jedno zgodnie, drugie przeciwnie z ruchem wskazówek zegara. Na zdjęciu widzę, że nie do końca tak wyszło. Nawijanie wszystkich w tę samą stronę skutkuje bardziej lalkowo-księżniczkowym lookiem. Im cieńsze wybierzecie pasma, tym drobniejsze i bardziej dopracowane loki otrzymacie.

Ponieważ poświęciłam całe 5 minut, aby się tak ponawijać, i święto było, bo kłaki nie wisiały prosto, i w ogóle tak mi już było przyjemnie, postanowiłam zadbać o to, aby przedłużyć trwałość fryzury. Spryskałam włosy wyimaginowanym lakierem (prawdziwego niestety nie posiadam, ale Wam polecam go użyć, gdybyście zechciały mnie naśladować), i zawinęłam je w koka na wypełniaczu.

To taki specjalny wypełniacz, który można rozpiąć i zapiąć, a także w niewielkim stopniu regulować jego obwód dzięki gumce. Do kupienia w chińskich sklepach i na ebayu. Zwykła skarpetka też się nada, jeśli radzicie sobie z zawijaniem, sama i tak się naklęłam nad uciekającymi włosami i nielubiącymi wysokich upięć cebulkami. Za piątym zawinięciem nawet się nie powstydziłam efektu, więc podjęłam nieudaną próbę uwiecznienia go na zdjęciu.

Po kilku godzinach rozwinęłam koka i do końca dnia fale przetrwały całkiem nieźle, choć oczywiście nie idealnie. Myślę, że to fajny sposób dla tych z Was, którym sam ślimak nie wystarczy do uzyskania ładnego skrętu, tak jak mi. Na taki rodzaj wypełniacza szczególnie powinny zwrócić uwagę dziewczyny cienkowłose, bo łatwo kilka razy wokół niego owinąć kitkę, i te, którym koczki związane gumką puszą i nieładnie odginają końcówki.

Jak myślicie - fale na drugim zdjęciu prezentują się w miarę przyzwoicie? :)

43 komentarze:

  1. bardzo mi się podoba :) i masz fajny "multikolor" na głowie, tak pomyślałam widząc te zdjęcia :) po włosach widać, że są bardzo śliskie, aż chciałoby się je miziać i miziać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Multikolor dla leniwych: farbowanie wyłącznie odrostu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. fajny efekt, a kolor <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny pomysł z nawijaniem w obie strony :-) I efekt końcowy moim zdaniem idealny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi też się podoba ten multikolor :) I blask *.*

    OdpowiedzUsuń
  6. Chcę taki wypełniacz, koniecznie :) Lokówka stożkowa też jest fajną sprawą, pytanie tylko, czy moje 3 włosy na krzyż warto katować wysokimi temperaturami, czy lepiej zostawić je w spokoju ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam 3 włosy na krzyż, 6,5 cm w kucyku :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To nie mój pomysł, tak się robi w salonach ;) Bardzo się ciesze, że się podoba! :) To bardzo mila odmiana dla mnie, bo zawsze mam takie same włosy - a w sobotę były inne, cały dzień.

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety multikolor zaczynał jako paskudny odrost. ;) - a ja Tobie gratuluję trzeciej rocznicy bloga! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolor Ci się podoba? To świetnie, bo przecież masz taki sam :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Nigdy nie miałam sobiście styczności z lokówą stożkową , ale Twoje włosy prezentują się bardzo ładnie, i ten cudzny kolor <3

    OdpowiedzUsuń
  12. W takim razie ja mam 2 na krzyż, bo ledwo 6 cm w kucyku.

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękny, wielowymiarowy kolor.:) Włosy po koczku podobają mi się bardziej niż przed. Fale wyglądają prawie naturalnie, tak jak lubię. :) Poza suszarką nie posiadam żadnych innych wynalazków i raczej mnie do nich nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziękuje :) Podoba mi się połączenie ciemnych włosów(a tak wyglądają na tych zdjęciach) z elementami czerwieni, lub rudości *.*
    Kiedyś kupię sobie hennę, przez ten blask :D Pewnie postawię na czarną Santę, wymywała się do rudości. Raz zaszaleję :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Justyna Wiśniewska21 marca 2015 21:02

    Lubię takie fale , dobrze że ja mam naturalne loki ;D

    OdpowiedzUsuń
  16. Wyglądają uroczo :)
    Dziwna jestem, ale lubię lalkowo-księżniczkowy look no :P

    OdpowiedzUsuń
  17. No bo są ciemne u nasady, okazuje się wreszcie że posiadam oczy w twarzy, a nie tylko nos, i że nie jestem czerwonawym prosiaczkiem, cieszę się że w końcu zaakceptowałam swój "naturalny" kolor włosów.

    OdpowiedzUsuń
  18. Gdyby nie promocja to, że czasem zdarza mi się kogoś czesać, pewnie też nie kupiłabym lokówki.

    OdpowiedzUsuń
  19. Kolor p[o hennie bardzo się zmienia w zalezności od oświetlenia, czasem wygląda bardziej korzystnie, czasem mniej - ale nigdy nie jest nudno. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja też lubię, ale na co dzień wolę coś bardziej naturalnego. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeej:) chyba bardziej mi się podobają te po lokówce:D ale ta temperatura.. sama już prawie rok i 5 miesięcy nie prostuję:D

    OdpowiedzUsuń
  22. Piękne fale!!!
    Zawsze o takich marzyłam!
    Śliczne masz włosy *:

    OdpowiedzUsuń
  23. Ale cudne! A jakie ciemne u nasady! Super efekt kolorystyczny! Przyznaję uczciwie, że mnie zatkało z wrażenia, jak zobaczyłam to pierwsze zdjęcie!

    OdpowiedzUsuń
  24. lubię efekt po takiej lokówce, muszę sobie w końcu ją sprawić, bo jak do tej pory korzystałam u kogoś :) tylko, że na mojej gęstwinie z nawijaniem zejdzie się 15 min, więc za często mi się nie będzie chciało jej używać :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Zawsze możesz sobie trochę pokręcić ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja mam i zawsze miałam proste, więc nie prostowałam. Nawet nie suszę suszarką, bo mi się nie chce ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Zarumieniłam się niczym pensjonarka :*

    OdpowiedzUsuń
  28. Zawsze możesz na pasmach od spodu podkręcić tylko końce, nie stracisz tyle na długości i roboty mniej ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. No i jak zakręcisz je w fale będą wyglądały tak jak moje, serio. To jest piękno fal, że zawsze objętości jest więcej. W salonie miałam klientki, które miały skrajnie mało włosów (hormony + wiele lat doczepiania), ze 3-4 cm w kucyku - i z pomocą fal dało się wyczarować całkiem ładne fryzury. Więc nie wpadaj w doła bez potrzeby! :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Mam dwie lewe ręce, brak mi Twoich umiejętności. No i ze sprzętów fryzjerskich mam tylko suszarkę :) i szczotki.

    OdpowiedzUsuń
  31. Jest "w internetach" milion sposobów na loki i fale bez użycia ciepła, poszukaj sobie n youtube, może któryś Ci wpadnie w oko? Na moim blogu też jest kilka różnych bałaganów na głowie, w zakładce fryzury.

    OdpowiedzUsuń
  32. Świetny efekt - bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  33. aneta mikołajska21 marca 2015 21:03

    bardzo lubię stożkowe lokówki pracowałam na takiej kiedyś była jednak z Firmy Babyliss i była świeta

    OdpowiedzUsuń
  34. Joanna Polańczyk21 marca 2015 21:03

    Miałam możliwość testowania wielu lokówek (głównie od koleżanek) i każdą się oparzyłam :) W końcu muszę się zdecydować na jakąś, najlepiej taką która jak najmniej niszczy włosy :)

    OdpowiedzUsuń
  35. u mnie po takim koku z wypełniaczem są fajne fale, ale krótko się utrzymują :/ lepiej sprawdza się sposób z nawijaniem włosów na szmatkę i tak po całej nocy potem trzymają się cały dzień :D

    OdpowiedzUsuń
  36. Po samym nawijaniu na cokolwiek włosy prostują mi se maksymalnie po godzinie, tutaj wypełniacz po prostu przedłuża "falowaność" fryzury po użyciu lokówki. :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Nawet bardzo przyzwoicie się prezentują :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Bardzo długo czegoś takiego szukałam, moje włosy są naprawdę bardzo oporne na kręcenie. Wzięłam nawet pożyczkę na lokówkę za kilkaset złotych i nadal nic. Z pewnością wypróbuję ten preparat. Dzięki!!! :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...