sobota, 8 listopada 2014

Zosiowo: Baby&Mama Organics, Łagodny szampon dla dzieci bez mydła i łez, klasyczny krem dla dzieci do codziennej pielęgnacji.

Przy ostatnim zamówieniu ze Skarbów Syberii rozejrzałam się też za kosmetykami dla mojej Zosi, skuszona znacznym rozszerzeniem działu dziecięcego. Wybór padł na dwa kosmetyki, których używa chyba każde dziecko: krem i szampon. Marka Baby&Mama Organics może nie jest Wam znana, ale sławne Piervoje Reshenie, którego adres znajdziemy na tubie, już zapewne i owszem.

Zacznę od kremu, którego skład zachwycił mnie na tyle, że sama po niego sięgałam (i upewniłam się tym samym, że moja osobista facjata masła shea i gliceryny nie toleruje). W sporej tubce znajdziemy aż 75 ml kosmetyku. 


Tubka jest zakręcana najzwyklejszą zakrętką, co jest niedobre, jeśli usiłujemy nakremowaną łapką zamknąć opakowanie, i co jest nieocenione w przypadku noszenia kosmetyku w torebce – nic się nie ubabrze wskutek samoistnej ekspansji kremu na świat. Z pewnością jest bardziej higienicznie, niż w słoiczku – jak dla mnie OK. Z opakowania patrzy na nas uśmiechnięte dziecko płci nieokreślonej, choć bardziej skłaniam się ku wersji z siusiakiem, a także koślawy rysunkowy miś informujący, iż 10% dochodu ze sprzedaży kosmetyku przeznaczone jest na pomoc dla dzieci (www.helptobaby.ru). Nie wiem jak się ma do patriotyzmu pomaganie rosyjskim dzieciom, ja nie mam nic przeciwko, nawet w tych trudnych czasach. [sarcasm mode off]

Skład został zapisany w nieszczęśliwej formule „aquq with infusions of” i zawiera poza masłem shea i gliceryną emulgator, alkohole tłuszczowe, bardzo lubiany przez (nie tylko dziecięcą) skórę składnik aktywny rumianku czyli bisabolol, olej z dzikiej róży (duża zawartość witamin A i C, co czyni go pomocnikiem skóry dojrzałej), olej z pestek moreli, ekstrakt z dziurawca i bezpieczne konserwanty. Innymi słowy skład taki, że i mama właściciela bądź właścicielki kremiku powinna być zadowolona. Użyłam go i pod makijaż i sprawdzał się niezgorzej, nic się nie lepiło, nie rolowało, skóra była nawilżona przyzwoicie i nie produkowała więcej sebum niż zwykle. Całkiem nieźle jak za kremik za 13,90.

Krem jest biały, łatwo się rozsmarowuje, ale jest treściwy. Na skórze natychmiast czujemy nawilżenie i lekkie chłodzenie, jakość kosmetyku jest bardzo wysoka. Działanie nawadniające jest tak silne, że niestety nie spodobało się mojemu dziecku, które wszelkiego smarowania po prostu nie znosi. Nawet przełożenie kosmetyku do bardzo atrakcyjnego opakowania w kształcie sówki nie załatwiło sprawy – uczucie mokrej skóry Zosi się kategorycznie nie podoba i tyle, nawet jeśli dla mnie jest tym wymarzonym. Być może dlatego, że smarowałam nim Zosię, kiedy nie trzymała mydła, choć przynajmniej nie płakała (vide nieudana nazwa kosmetyku). Jeśli jednak udało mi się rozproszyć Zo podczas intensywnego pocierania policzków rękawem, skóra długo była nawilżona, spokojna, o ładnym kolorycie.

Podsumowując, to bardzo dobry kosmetyk, którego skład i działanie budzi moje uznanie. Używałabym go na co dzień, gdyby moja twarz nie reagowała fochem na wszelkie formuły zawierające więcej niż 3-4 składniki. Serio serio, przez całe dorosłe życie znalazłam tylko dwa kremy, które mi odpowiadały i zapewne większość z Was nie byłaby z nich zadowolona.

***

Teraz będą same ochy i achy, czyli kilka słów o szamponie.

Zosine włoski myję raz na tydzień, w rzadkich przypadkach dwa razy w ciągu tygodnia. Zbyt delikatny szampon powoduje na Zosiowej główce nieprzyjemny zapaszek (klik), zbyt mocny – brzydkie łuski w okolicach uszu, ogólne wysuszenie i nadmierne napięcie skóry. Z tego względu najczęściej używałyśmy marketowych szamponów typu Momo czy Pinio, o opłakanym składzie, ale minimalnym działaniu drażniącym (u nas).

Skład znów jest „z infuzyjami”, bazą myjącą jest jeden mocny (magnesium laureth sulfate) i cztery delikatne detergenty, dodatkowo znajdziemy w nim olej z pestek brzoskwini, pantenol, ekstrakt z nagietka lekarskiego, mydlnicy i kwiatów lipy. Umyłam nim i własną głowę i rezultaty były zadowalające (a to najwyższa pochwała z moich ust/klawiszy). Szampon nie zawiera żadnych oblepiaczy, dlatego może lekko plątać dziecięce włoski. My i tak używamy zawsze odżywki, więc nie jest to żadna niedogodność. Dla mnie niezwykle ważne jest to, że skóra jest dobrze oczyszczona bez przesuszenia i spokojnie oddycha. Zioła oczywiście mogą uczulać bardzo wrażliwą skórę, dlatego warto i w tym przypadku przez użyciem wykonać próbę uczuleniową.

Klik na butelce dość trudno się otwiera, ale za to pewnie zamyka. Ktoś oszczędził mi zszarganych nerwów i nie zamontował tu nakrętki typu press – chwała mu za to. Otwór dozujący jest nieduży, co zapewnia mi miłą świadomość, że na głowę mojego dziecka nie chluśnie pół szklanki detergentu. Za pojemność 300 ml zapłacimy 17,90, mojej Zosi dzięki wydajności taka pojemność wystarczy pewnie na rok. Tak jak w przypadku kremu jest i miś, jest 10%, są bezpieczne konserwanty. Jestem bardzo na tak – jak macie dziecko, kupcie mu dobry szampon.

INCI: Aqua with infusions of: Organic Calendula Officinalis Flower Extract, Organic Saponaria Officinalis Root Extract, Tilia Cordata Extract, Organic Prunus Persica Kernel Oil, Magnesium Laureth Sulfate, Disodium Cocoamphoacetate, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Lauryl Glucoside, Decyl Glucoside, Panthenol, Sodium Chloride, Citric Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid.


Poza kremem do twarzy i szamponem trzyletnia Zosia używa jeszcze za moim pośrednictwem pasty do zębów, kremu z wysokim filtrem i naturalnego mydła – choć skłamałabym mówiąc, że nie interesują jej wcale moje kosmetyki (najbardziej lakiery do paznokci). Jakich kosmetyków używają Wasze dzieci? :)

9 komentarzy:

  1. śliczne zdjęcia Dorota dzis nam pokazała ;d
    notuję w kajeciki, że nie lubisz masła Shea na facjacie co by kiedyś babola nie strzelić :D
    tak sobie myślę, czy te Zosiowe łuski to nie jakieś pseudołuszczycowe dziwadła? bo Damiś ma z tym przeboje i tak jakby objawy podobne (jeśli o tym juz pisałaś to wybacz, ale dziś mało kontaktuje... nie jest to mój najlepszy dzień ;d )

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieci mi wyczerpaly caly limit internetowy na bajeczki, w zwiazku z czy otwieraja mi sie strony aale zdjecia juz nie :/
    Ten szampon wyglada bardzo przyjemnie ale w sumie typowo dzieciecych szamponow juz nie kupuje- chlopakom myje wlosy mydlem z lawendowej farmy (o ile moje wlosy oblepia tak szczecine chlopcow cudownie zmiekcza, nablyszcza- ideal), Soni dlugie wlosy chetnie myje odzywka, czase balsamem sylveco lub mydlem agafii. I nawet mialam cie pytac czy mozna dziecku myc wlosy sama odzywka bez szamponu oczyszczajacego? Skalp praktycznie sie nie przetluszcza, innych problemow tez nie widac

    kremik zapowiada sie fajnie, ale jesli tak nawilza to na zime do zabezpieczania dziobow podczas spacerow chyba sie nie nada? W tej roli widze na zime miodowy mix planety organica z maselmiem shea i innymi dobrociami w skladzie

    jesli chodzi o pozostale kosmetyki to u moich dzieci skromniutko, do kapieli olejek myjacy z rossmana ktory pozostawia lekko natluszczajaca warstwe i juz niczym nie smaruje.
    Moj dominik ma w ogole manie czystosci ( kropla wody na koszulce i jest placz ze on nie bedzie w bridnej chodzil), uwielbia myc wlosy czym popadnie- jak juz wszystkie e swoje myjadla pochowala pdzed jego zapedami to umyl wlosy mydlem do rak i szczotka do plecow).

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzieci niestety nie mam więc się nie wypowiem na temat produktów ale w tle zdjęć widzę kwiatki które sama mam na balkonie - zresztą zdjęcia jak zwykle prześliczne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A jesli chodzi o pozostale kosmetyki to jestem naturalnie piekna i poza podkladem mineralnym w ogole nie uzywam kolorowki, ostatni raz makijaz robilam rok temu do zdjecia do prawka (co strasznie ubawilo mojego meza i z miesiac z tego mial ucieche), wiec moje dzieci ciagot do innych kosmetykow nie maja, za to lubia sie wysmarowac nutella.
    Raz sonia jak byla mala to w kapieli zuzyla na siebie cale duze opakowanie cudokremu; a ostatnio Adam mi umyl okno moja olejowa mgielka w sprayu i chustkami do pupy. I tyle naszych doswiadczen kosmetycznych. Aha no i dominowi udaremnilam wysmarowanie sobie wlosow kremem do depilacji

    OdpowiedzUsuń
  5. Kwiatki nie moje, niestety - ale przekażę właścicielce :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli chodzi o mycie włosów dziecięcych odżywką - zależy od wody. W mojej twardzielce to nie przeszło, po dwóch tygodniach zaczęło się robić ze skórą nieciekawie. Jak dzieciak zadowolony i nic złego się nie dzieje - pewnie, że można, kim ja jestem, żeby zabraniać? ;)


    Krem się na zimę nie nada w sensie ochronnego, tutaj tak jak piszesz lepsze będzie masło.

    Kropla wody na koszulce albo odrobina soku owocowego na rączce to i dla Zochy jest tragedia wymagająca natychmastowej interwencji. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Raczej nie łuszczycowe, występuje tylko w jednym miejscu, za uszkami - Zosia ma tam charakterystyczne fałdki skórne, i najszybciej widać tam wszelkie niedomycia. Jej skóra jest też jasna, delikatna i cienka i łatwo ją wysuszyć zbyt mocnym detergentem. Po nawilżeniu goi się błyskawicznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ooo czyżby to sówka ode mnie grała rolę opakowania na kremy Zo? :D Co do łuski, to mój młodszy brat miał identycznie, jak był mały. Samo przeszło, ale niestety też ma dość wrażliwą skórę.

    Co do kremów to... o jakże ja Cię rozumiem! Dwa lata temu porzuciłam wszelkie nadzieje, że trafię na krem, który będzie mi pasował. Przez długi czas w ramach nawilżenia stosowałam jedynie olej z żelem hialuronowym. A teraz znów odwrotnie. Używam na co dzień serum a od święta lekki krem Vichy Idealia (który posłuży mi jeszcze sto lat) i jest wszystko w najlepszym porządku. Nie wiem czy to czasem nie zasługa glinek albo kwasów. W każdym razie bardzo mi się to podoba, bo po umyciu twarzy nawilżenie dobrym serum albo kremem jest bardzo przyjemne, takie kojące. Olej mi tego nie dawał. No i sam kwas hialuronowy nie nawilżał tak, jakbym chciała.

    OdpowiedzUsuń
  9. No pewnie, że sówka od Ciebie! :) Zosia jest nią zachwycona (podobnie jak i ja). :)

    Prawda, że sam olej i HA nie działa tak dobrze jak formuła z emulgatorem, ale też dłuższe składowo rzeczy mi szkodzą: podskórne gule, krostki, kaszki, strupki, zaskórniki i oczywiście podrażnienia, zaczerwienienia, uwrażliwienie skóry. Udało mi się mniej więcej skonstruować listę, rzeczy, których muszę unikać, i to działa. Najczęściej wieczorem używam zestawu HA+olej/serum, rano po toniku wklepuję ziają spf 50, która choć nie dziala na skórę idealnie, nie szkodzi też jakoś znacznie. Muszę bardzo się pilnować jeśli chodzi o słońce - jeszcze przed ciążą mogłam się i opalać (choć nie lubiłam tego), w tym roku tylko raz wyszłam na spacer z przedramionami odkrytymi i pozbawionymi ochrony UV... natychmiast pokryły się bąblami, a teraz mam je w wielkie białe placki, jak krowie łaty. Strach pomyśleć, co działoby się z twarzą/szyją, gdybym o tym zapomniała.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...