wtorek, 14 października 2014

Zdrój, szampon leczniczy.


Nie jestem wierząca. Ale odkąd używam szamponu z czarną rzepą, który cudownie uzdrowił moją skórę głowy, na moim ramieniu pojawił się nie kto inny jak diabeł. Diabeł siadł, szczypnął mnie w ucho i rzekł: jak z takim tanim, niespecjalnym szamponem osiągnęłaś taką poprawę, pomyśl jak byłoby z szamponem leczniczym! Skubany diabeł ubrał się na jasno, kopytka ukrył pod przydługimi spodniami (passe!), na ogonie usiadł, a widełki skurczył i prysnął złotolem, więc pomyślałam „ot, anioł urwał się z branczu, widelec jeszcze trzyma w małej rączce”.

Diabeł towarzyszył mi w podróży do pobliskiego zielarskiego. 


Pokierował oczy moje okularzaste na skalpową półkę (no dobra, to nie on, sama tam zerkam przy każdej jednej wizycie, sklep jest ciekawie zaopatrzony). Szepcze: „zoooooooooooobacz, jedyny szampon, który ma status leku! Polski produkt! Na prawdziwej solance! Masz go tutaj w łapce (jak to w łapce, przed chwilą był na półce?), za wysyłkę nie musisz płacić, pomyśl, kuracja trwa tylko trzy tygodnie, po których będziesz szczęśliwym, pozbawionym nadmiaru łoju, człowiekiem. Pomyśl o tej lwiej grzywie, która ci wyrośnie, kiedy włosy przestaną wypadać, pomyśl, jak czynsz pięknie spadnie, kiedy rzadziej będziesz myć włosy i zużywać mniej wody, pomyśl, jak Twoje życie się zmieni! 20 złotych tylko kosztuje, a znasz blogerkę, która bardzo ten szampon chwaliła...” (klik do Łojotokowej Głowy).

No i co? I kupiłam 130 ml w schludnej białej buteleczce. Aniołek z mojego ramienia szybko przepoczwarzył się w swoją prawdziwą postać, przed jego pospieszną ewakuacją usłyszałam jeszcze dziki chichot, kiedy odkręciłam szampon i sztachnęłam się gorzkozgniłojajcowym zapachem siarki.

Zaiste, diabelski to wynalazek. Przedstawiam Wam listę wątpliwych zalet, które temu lekowi wybaczyłabym, gdyby zadziałał:

  • Szampon trzeba rozcieńczać z wodą w proporcji 1:4 (więcej wody). Wskutek czego osiągamy nadal śmierdzącą, za to tragicznie rzadką substancję myjąco-piorącą.
  • To byłoby nic, gdyby nie to, że proporcja 1:4 jest do niczego. Nie domywała sebum z włosów nawet przy dwukrotnym myciu. Czy naprawdę nie można było odżałować plastiku na większą butelkę i wymieszać szampon tak, żeby dało się go używać po ludzku? Ostatnio mam wrażenie, że ktoś wymyśla szampon (albo inny kosmetyk) apteczny, idzie z nim do szefa i słyszy: „Oszalałeś? Z wygodną pompką? Z dozownikiem? Ładnie pachnie/nie ma zapachu? Skład podałeś cały na opakowaniu? Gorzej ci? Proszę mi tu zrobić, żeby śmierdział, był za rzadki albo za gęsty, a zamiast składu napisać Blablablabla 11180CEfghx Complex, niech sobie alergicy sami zgadują co jest w środku. I jeszcze dwa razy droższy ma być, bo nikt nie kupi. O, i najlepiej, żeby trzeba było z czymś wymieszać, albo stosować naprzemiennie z trzema innymi naszymi specyfikami.”
  • Proporcja wyraźnie większa niż 1:4 też jest do niczego, bo moje cienkie włosy zmienia w żałosny filc i kołtun.
  • Jeśli umknęły Wam dwie pierwsze wzmianki, powtórzę: szampon ten śmierdzi. Okrutnie. Dziegieć przy tym to perfumy. Zgniłe jaja z goryczką. Ble.
  • Opisywanie składu sobie daruję, nie jest podany w formie INCI i nie udało mi się z niego wywnioskować na jakim bazuje detergencie.
Nawet kiedy już uzyskałam w miarę dobrą proporcję, wymerdałam z wodą, zakonserwowałam i przelałam do butelki pianotwórczej, żeby szampon lądował na włosach zanim ścieknie do odpływu, nie było dane się nim nacieszyć. Okropnie wysuszał i podrażniał skórę, kołtunił włosy, jednocześnie miałam wrażenie, że u nasady kosmyki są niedomyte. Podobne wrażenie miałam używając kiedyś szamponów Green Pharmacy: że włosy jednocześnie są brudne i przesuszone.

Podrażniona skóra głowy raz dwa zaczęła produkować jeszcze więcej łoju. Nie sądziłam, że to możliwe. Powróciło swędzenie, które łagodniało, kiedy myłam włosy z powrotem moją rzepką. Po dwóch tygodniach kombinowania machnęłam ręką na to ustrojstwo i posłałam je w świat.

To drugi produkt z siarką, który nie wpłynął u mnie pozytywnie na przetłuszczanie się skalpu (o pierwszym pisałam tutaj).

Stwierdzenie, że szampon jest niewygodny w stosowaniu, wydaje mi się dość uniwersalne, choć już zapach może i znajdzie swojego amatora. Podobnie fakt, że nie sprawdził się u mnie, nie znaczy, że każdy tak zareaguje, powyższy post to zapis moich bardzo subiektywnych odczuć (zajrzyjcie też na linka do pozytywnej recenzji na innym blogu, który podałam wyżej). Jeżeli chodzi o konieczność rozcieńczania, z linii produkcyjnej Sulphur możecie kupić też szampon, który używa się już standardowo, dostępny na przykład tutaj.

Też Wam coś szepcze do uszka głupoty, czy zawsze robicie zaplanowane zakupy? A może takie spontaniczne zakupy okazują się u Was trafionymi? :)

50 komentarzy:

  1. A to dziwo, mój w ogóle nie śmierdzi, zapach jest prawie niewyczuwalny. Jednak zgadzam się, że aplikacja go na wlosy jest beznadziejna, szybciej spłynie niż my zdążymy pianę wytworzyć... Jednak u mnie działa całkiem nieźle, skalp mi się uspokoił. Ino na wypadanie średnio działa.

    OdpowiedzUsuń
  2. nawet gdyby cuda działał to bym go nie wypróbowała :D chyba że ze spinaczem na nosie :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Zależy od przyczyn wypadania oczywiście, u mnie wypadają włosy z powodu łojotoku ostatnio (większe niedobory wydaje się, ze już wyeliminowałam przez kilka miesięcy). Mi śmierdziało to to niemiłosiernie, chociaż gdyby krzywdy nie robił ten szampon zapewne spojrzałabym łaskawiej na zapaszek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Postrzeganie zapachu to kwestia indywidualna, nie każdy odbiera ten zapach aż tak źle (dowód choćby w komentarzu poniżej). Ale osobom ze zdrową skórą głowy nie polecam tego szamponu, nie widzę sensu się bawić w rozcieńczanie, mieszanie i doprowadzanie do ładu splątanej długości włosów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mama mi go kiedyś podarowała bo sama dostała w gratisie (cóż xD) i muszę się niestety zgodzić z Twoją opinią. Gdyby produkt działał to jeszcze bym zniosła zapach ale co go całkowicie wyklucza to fakt, że miałam tłuste włosy po kilku godzinach od mycia. Czas świeżych włosów się proporcjonalnie skracał do długości stosowania szamponu. I te czasochłonne mycie, rozcieńczanie... to nie dla mnie. Poza tym to mam wrażenie, że producenci kosmetyków potencjalnie leczniczych na siłę chcą pokazać, że produkt leczy i nie martwią się zapachem, konsystencją czy opakowaniem. Taka prosta logika, jak śmierdzi to musi działać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ech, właśnie wydaje mi się, że nie tylko się nie martwią, ale wręcz specjalnie piętrzą trudności. Przyszedł do mnie babuszkowy szampon dziegciowy (Apteka Agafii) i co? Otwór jak od Kubusia, brak jakiegokolwiek dozownika. W XXI wieku spodziewam się chociaż dozownika w szamponach (choć marzą mi się pompki). ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. O nie, nienawidzę takich otworów, znając moją ciapowatość to wylałabym połowę za pierwszym razem. Też uwielbiam pompki! To najlepszy sposób dozowania produktów. Dlatego kupuję lub zbieram je namiętnie (:D) np. z żelu Sylveco i często udaje mi się dopasować pompkę do danego szamponu czy innych produktów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też namiętnie zbieram opakowania z pompką i przelewam produkty z niewygodnych opakowań. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. uwielbiam Cię za ten post :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Za taki fetorek 20 zł. O losie..Trochę lipa że nie pokusili się nawet o dokładne rozpisanie składu. Dobrze że sumiennie oceniłaś produkt , zaoszczędzisz wielu osobom kupna bubla. A równocześnie współczuję wywalonej gotówki i komplikacji po stosowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie nie, skład jest opisany po aptecznemu: (100 g): substancja czynna: 58,8g 2,1% wody chlorkowo-sodowej (solanka) siarczkowej, jodkowej z odwiertu Szyb Solecki. Substancje pomocnicze: Plantacare 818 UP, Texapon NSO, Dehyton PK 45, Eumulgin HRE 455, Dehyquart E, Lamesoft PO 65, Bronidox L.

    Zgaduj-zgadula. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Taaaaaaaaaaaaaak, myślałam sobie o Tobie i Twoich kreatywnych recenzjach przy jego pisaniu. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. popatrz a mialam na niego ochote ;) Usciskaj ode mnie swojego diabelka bo mam dzieki niemu 2 dychy w kieszeni ;) . Nie skusze sie bo nie lubie jak mi cos na wlosach smierdzi. i tyle.
    Co do siarki i lojotoku...dzis przy zamowieniu na ZSK ogladalam wlasnie biosiarke, ale nie skusilam sie ze wzgledu na zapachowa fobie (jak kiedys wspominalam, pracuje w sprzedazy nawozow, juz nieraz rozkminialam przydatnosc probek mocznika na wlosy...mamy nawoz z 90 proc czystej siarki, wali jak diabli-doslownie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. a ja przy czytaniu ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Biosiarka z ZSK właśnie do mnie wędruje z pomocą poczty, przekonam się empirycznie, może w odpowiednim towarzystwie jednak coś u mnie zdziała? Ten szampon nie pachnie samą siarką, czuć tam inne smrodki, takie mineralne. Nie wiem jakie, bo się nie znam dokładnie. ;)

    A diabełka tobym w rzyć kopnęła, dopiero co mi się głowa uspokoiła, a ten mnie namówił na eksperymenty.

    OdpowiedzUsuń
  16. Przecież to są nazwy gotowych kompozycji substancji . Takie coś nie występuje nigdzie poza farbryką tegoż szamponu. A nie , sory w googlach coś znajdziesz ale i tak nic z tego nie wynika.

    OdpowiedzUsuń
  17. Podobnie, jak Ty, zapach moze i bym jeszcze zniosla, gdyby zadzialal ;) W sumie nawet niezle u mnie domywal, calkiem fajnie nawet nablyszczal, jednak skalpowi bardzo nie przypadl do gustu - swedzenie na potege ;) Jak juz wielokrotnie powtarzalam, moj skalp jest jednak powalony na maksa. Wczoraj np. oczyszczalam Syossem (ktorym zawsze oczyszczam, znaczy sie raz, dwa razy w m-cu), dzisiaj jazda i swedzenie gorzej niz po wcierkach :/

    OdpowiedzUsuń
  18. No ale rozpisane jest. Tylko nie wiadomo co tam rozpisali.

    OdpowiedzUsuń
  19. Znam to, niestety. Modlę się, żeby się skalp nagle nie obraził i na tę rzepę nieszczęsną.

    OdpowiedzUsuń
  20. a siarka doustnie z tego co kojarze , tez nic nie zdzialala?

    OdpowiedzUsuń
  21. O matko z córką, ale skład! Aż ciekawa jestem, cóż to za substancje pomocnicze - ale bez zaawansowanej znajomości chemii nic się nie zrozumie z tego.. ;_;

    OdpowiedzUsuń
  22. Poza dyskomfortem żoładkowym, nic. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Szampon zdecydowanie nie dla mnie, zapachu siarki bym nie zniosła! Chociaż gdybym go zobaczyła na półeczce, to też bym się skusiła na zakup, no bo w końcu to jedyny szampon, który ma status leku..

    OdpowiedzUsuń
  24. Tak jak pisze Em, to zlepki substancji o nazwach chronionych prawem patentowym, zarejestrowane dla tego producenta. Chroni się w ten sposób produkt przed podróbkami, ale z drugiej strony uniemożliwia klientowi eliminację czynników drażniących.

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie polubiły go ani moje włosy, ani skóra głowy. Ale przynajmniej wypróbowałam go i wiem, że nie zadziałał, jedna złudna nadzieja mniej. ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. O widzisz, mojej głowie się spodobał i zapewne jeszcze go kupię, ale na dozie, bo tam jest za 15 zł ;) Jego zapach to i tak pikuś w porównaniu z zapachem płukanki z l-cysteiną (nigdy więcej jej nie zrobię, choć na włosy działała dobrze).

    OdpowiedzUsuń
  27. Chciałam dać linka na doz, ale tam jest niedostępny. Płukanka z cysteiną mnie nigdy nie kusiła. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja właśnie przerzucam się na Nizoral z polecenia lekarki na o dziwo wypadające włosy i właśnie łojotok :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Nigdy nie używałam specjalistycznych szamponów, bo mój skalp całe szczęście nie protestuje.
    Oj chyba nie dałabym rady z zapachem tego jegomościa :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Justyna Wiśniewska21 marca 2015 20:49

    Za dużo z nim roboty przed użyciem ;D

    OdpowiedzUsuń
  31. Jestem bardzo ciekawa efektów. Trzymam kciuki, żeby były dobre! :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Zgadzam się. Ale wybaczyłabym mu, gdyby pomógł.

    OdpowiedzUsuń
  33. Szampon na mur nie dla mnie, ale i tak przeczytałam wpis z zainteresowaniem, bo fajnie piszesz. :-)

    OdpowiedzUsuń
  34. ja stosowałam go w tej proporcji 1/4, ale nie z wodą, tylko z łagodnym szamponem i spisywał się rewelacyjnie!!! starałam się też zostawić tę mieszankę na głowie 1-2 minuty, choć nie było to regułą. działa dopóki się go stosuje ; ) oczywiście nie ma co liczyć na długotrwały efekt, ale spróbuj mojej metody, bo może akurat coś pomoże : )

    OdpowiedzUsuń
  35. Ten smród pewnie szampon zawdzięcza wodzie zdrojowej. Pomyśl, że są ludzie, którzy jadą na całą kurację się nią leczyć :D

    OdpowiedzUsuń
  36. Od mamy dostałam tę wersje, którą zalinkowałaś czyli Mineralny Szampon Zdrojowy i byłam z niego zadowolona. Stosowałam 2 razy w tygodniu na zmianę z innymi. Działał!
    W moim osiedlowym sklepie wielobranżowym widziałam nową wersję rzepki od Eve Natura z łopianem i skrzypem polnym. I jeszcze szampon ułatwiający rozczesywanie z lawendą :) i dwoma innymi ziółkami.

    OdpowiedzUsuń
  37. O lawendowej wiem, łopianową zaraz sprawdzę! :) Zajrzałam na stronę producenta, i jest też z brzozą, wierzbą i dziegciem. Bajka! :) http://sklep.pollenaewa.com.pl/19-szampony-300-ml

    OdpowiedzUsuń
  38. Dziękuję za radę, ale nie mam już tego szamponu. Zeźlił mnie strasznie i poszedł w świat. :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Hmm. Na w Busku nie byłam, ale zapach ciechocińskiej wody bardzo lubię. :) Chyba tę wodę co nieco zagęścili przy produkcji szamponu. :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Mamy takie same odczucia co do szamponów GP...tego cudu nie miałam, ale po opisie zdecydowanie podziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  41. hahaaha
    a tak poważnie bosze, co to za ustrojstwo, gotów był Ci szkody poważnej jakiejś narobić - masakra... I ten zapach zgniłych jaj... już się widzę:P

    Ps. Wreszcie dotarłam...;)
    :*

    OdpowiedzUsuń
  42. Akurat krzywdą się za bardzo nie przejmuj, bo niemal wszystko przy dłuższym stosowaniu mi ją robi. ;)

    Witam! :*

    OdpowiedzUsuń
  43. Ufff, fajnie, że nie jestem sama, bo co widzę recenzję, to zachwyty ;)

    OdpowiedzUsuń
  44. :)
    nie masz łatwej sprawy z włosami...pewnie na próżno pytam (mam na myśli, że wszystkiego już próbowałaś), ale jakieś półkanki ziołowe czy cuś? No dobrze, że chociaż ten z rzepą łagodzi objawy...

    OdpowiedzUsuń
  45. Nie jestem wielką fanką płukanek. Po pierwsze, zawsze zapominam je przygotować. Po drugie, niewiele robią, wolę zrobić sobie wcierkę i zakonserwować wtedy mam większe szanse na jakiś efekt. Bardzo dobrze spisują się też olejki. Ogólnie odkąd znalazłam szampon, który nie szkodzi i dbam o regularne złuszczanie, jestem bardzo zadowolona. :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Dorota co produkujesz lub co sprzedajesz bo jak komuś nie odpowiada to pisze to i koniec a Ty się podniecasz nim przez tyle wpisów to jest widoczna konkurencja ble

    OdpowiedzUsuń
  47. Zastosowałem ten szampon w łusZCZYCy głowy.Skuteczność jak dla zmarłego kadzidło.

    OdpowiedzUsuń
  48. Stosuje ten szampon od jakiegoś czasu (około pół roku). "Zapach" jest absolutnie znośny i nie spodziewałabym się też niczego innego po szamponie siarkowym. Dodatkowo ładnie myje mi włosy, idealnie działa na skórę mojej głowy- w ciągu tych kilku miesięcy pozbyłam się wielu problemów łuszczycowych i została mi tylko plama wielkości kciuka do wyzbycia. Faktycznie proporcje 1:4 są męczące, ale przyznaje, że nie zawsze je zachowuje, mam długie włosy, ale nie miewam problemów z rozczesywaniem, gdyż po umyciu nakładam odżywkę od połowy włosa i jestem poważnie zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...