sobota, 4 października 2014

Rozwodzę się nad śmieciami: Denko #6.


Wciąż jeszcze nie wróciłam do formy. Nie chcą się te wirusy od nas odczepić, choćbyśmy nie wiem jak śmierdzieli czosnkiem. Dlatego tak mało mnie i tutaj, i u Was. Wierzę, że mi wybaczycie. :)

Śmieci jak zwykle podzieliłam na kilka kategorii, bo zrobieniu zdjęć zdałam sobie sprawę, że mimo wszelkich chęci dość losowo. ;) W razie czego poza patrzeniem na obrazki sugeruję równie przeczytanie opisu. Sepia ma ukryć rozmazaność i brzydkość tych zdjęć.

Hity.


1. Lovena, Emulsja do higieny intymnej. Marka własna netto. Zaskakująco dobra, o niebo lepsza od domestosów biedronkowych (choć wiem, że wiele z Was je lubi). Myje dokładnie, ale delikatnie. Łagodzi podrażnienia. Wielka butla kosztuje jakieś grosze. Jedyna wada: lekko się „ślimaczy”, co często doskwiera tanim detergentom.

2. Alverde, olejek z dziką różą i rokitnikiem. Musiałam się przyzwyczaić do kwaskowatego zapachu dzikiej róży, spodziewałam się czegoś bardziej... kosmetycznego. Olejek okazał się wspaniale wielofunkcyjny, a butelka posłuży mi jeszcze wiele razy. Macie ochotę na pełną recenzję?

3. Omia, maska do włosów makadamia. Doskonała. Bardzo wydajna, odlewka wystarczyła mi na kilka tygodni. Pachnie jakoś nieokreślono, ale na włosach działała cuda, nawet położona na chwileczkę. Wygładzała, dociążała, nawilżała i nabłyszczała nie zżerając objętości.

4. Jak niemal co miesiąc, potrójny kwas hialuronowy 1,5% z ZSK.

5. D-pantenol 75%. Must have. Dodawałam go do niemal wszystkich własnoręcznie przygotowywanych kosmetyków, bo nie tylko nawilża i koi skórę, ale też jest doskonałym medium do rozpuszczania gumy ksantanowej, której wybełtanie z wodą graniczy z cudem. Fajnie się spisywał również dodawany do gotowych odżywek, kremów, szamponów. Na pewno kupię większe opakowanie.

6. Również po raz kolejny, olejek z drzewa herbacianego.

7. Serum DIY z ekstraktem czerwonego wina. Ładnie poprawiało koloryt cery i nawilżało. Trochę się kleiło, ale cóż to dla zagorzałego półproduktowca.


8. Alterra, mydło w kostce, tym razem lawenda. Lubię używać tych mydełek do mycia rąk. Kosztują grosze, są dość odporne na wilgoć, kostka mydła do końca używania jest twarda, ładnie pachną. Wersja lawendowa dodatkowo jest fioletowa, a to mój ulubiony kolor. ;)

9. Londa, trwała farba do włosów, kolor 32. Pewniak. Nie podrażnia mojej skóry głowy, kryje siwe włosy, kolor jest taki jak na opakowaniu, prawie się nie wypłukuje. W promocji w Rossmanie można było ją kupić za 9 złotych.

10. Eva Natura, szampon z czarną rzepą. Recenzja tutaj. Mam go na jeszcze jeden miesiąc, przelałam do wygodniejszego opakowania, z pompką.

11. KTC, woda różana. Czy też może raczej woda o aromacie różanym. Tym niemniej lubię jej używać do wszelkiego rodzaju maseczek, moja cera i nos są z niej zadowolone, portfel też lubi kosmetyki za 5 złotych.

Średniaki.

1. Myjadło DIY z algami z biedronki (klik). Co do działania myjącego nie mam zastrzeżeń, natomiast kolor gotowej mieszaniny i konsystencja pozostawiały nieco do życzenia, nie wspominając o rybim zapaszku alg. Za to pieniło się to to spoko, nie podrażniało i nie wysuszało skóry, nie wyżerało oczu. To dużo, dla mojej kapryśnej cery.

2. Maska tajska Planeta Organica. Kosmetyk o bardzo dobrym działaniu, i bardzo niedobrym zapachu. Kiedy zbliżałam się do końca opakowania, wolałam maskę tuningować nawilżaczami, wtedy była jeszcze lepsza. Niemniej smrodek sprawił, że nie kupię jej ponownie.

3. Micel z biedronki. Ani dobry, ani niedobry, za to tani.

4. Facelle w piance, obecnie już wycofane. Pianka spoko, szkoda tylko że każda z trzech kupionych przeze mnie butelek miała wadliwą pompkę, która psuła się w pierwszym tygodniu używania. Sprężynki padały i musiałam ręcznie wyciągać pompkę w górę. A co za pożytek opakowania z pompką, jeśli trzeba używać do nie obu rąk? Poza stosowaniem pianki zgodnie z dedykacją, używałam jej też do zakwaszania włosów, do mycia ciała, sporadycznie nawet twarzy. Fajny kosmetyk na wyjazd, bo zastępuje kilka innych.

5. Gloria. Średni średniaczek. Nie podrażniała skóry głowy.

6. Dezodorant Alterra. Nie wiem, za co go tak chwalicie, pachnie jak nalewka spirytusowa, podrażniał skórę pod pachami. Zużyłam do stóp, tam się lepiej nadawał z tą całą szałwią. Za to szklana butelka z atomizerem na pewno mi się jeszcze przyda.

7. Mydło dla dzieci Bobini. Kiepski skład, fajowe działanie. Myło delikatnie wrażliwą skórę, nie odtłuszczając jej nadmiernie. Może nawet jeszcze kupię.

Kity.

1. Ocet jabłkowy. Śmierdział i nic nie robił, nawet stosowany masochistycznie regularnie. Nie łagodzi podrażnień skóry głowy, nie ogranicza przetłuszczania, nie wygładza i nie nabłyszcza włosów. W każdym razie moich.

2. Odżywka do rzęs i brwi Ladycode (Bell). Nie wydaje mi się, żeby robiła cokolwiek, a kupiłam ją z naprawdę małymi wymaganiami: chciałam nią dyscyplinować brwi.

3. Indygo z Mazideł. Fatalnie podrażniło moją skórę głowy. Zamówiłam indygo z pola henny i spróbuję je wymieszać z ziołami, które skalp lubi, i głośno się modlić podczas nakładania. Jeśli i ten plan nie wypali, wrócę do Londy.

4. Bioluxe, krem do rąk z nagietkiem. Używając go miałam wrażenie, że smaruję się czystym alkoholem cetylowym. Strasznie bielił, nie chciał się wchłaniać, był tępawy, nie nawilżał. I co to za krem z nagietkiem, co nie jest żółtopomarańczowy? To co to za ekstrakt, i ile go tam jest? Kiepścizna.

5. Olej rycynowy. Zużyłam go do produkcji mydła (klik). Moja skóra i włosy go nie lubią.

Odlewki i próbki.

1. Czarna maska szungitowa przeciw wypadaniu włosów. Na długość kiepska, okropnie podrażniła moją skórę głowy. Cieszę się, że dostałam odlewkę (dziękuję, Żan! :*), byłabym na siebie zła, gdybym ją kupiła.

2. Eucerin, mleczko do ciała. To pierwszy kosmetyk, w którym wyczuwam zapach mocznika. A ja nie czuję zapachu mocznika nawet wąchając czysty półproduktowy mocznik.

3. Maska wygrana u Kasi, która przypomniała mi, dlaczego w pielęgnacji twarzy unikam produktów z gliceryną.

4. Odżywka Biotique o ciekawej konsystencji lekkiego żelu. Ładnie pachniała, nawilżała i koiła skórę głowy bez obciążenia, nie widziałam jej w Polsce, a szkoda.

5. Pharmaceris, odżywka stymulująca wzrost włosów. Po jednym użyciu mogę powiedzieć tylko, ze nie śmierdzi i nie podrażnia. ;)

6. Pat & Rub, krem pod oczy. Fatalny zapach, kolor i konsystencja, nie zaobserwowałam żadnego działania.

Jeśli miałyście któryś z tych kosmetyków, podzielcie się koniecznie doświadczeniami z używania. :)

47 komentarzy:

  1. Tak, tak koniecznie napisz o olejku Alverde :) To mleczko Eucerin faktycznie podśmierduje trochę ale jest dobre - ale już nie wrócę też hehe :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze wiedzieć, że krem pod oczy u Ciebie też nei zdał egzaminu! Już myślałam, że moja skóra jakaś dziwna, bo tyle osób się nim zachwyca! Męczyłam go chyba z dwa miesiące, może dłużej, aż w końcu się wkurzyłam i zużyłam do rąk. Świetnie nawilża ręce :D Jednak tak drogich kremów do rąk nie planuję kupować :D Tajska jak na razie bardzo mi się podoba w działaniu, choć fakt, zapachem nie urzeka. Już wolę ajurwedyjską, choć też ma charakterystyczny zapach, ale lubię to jak się zmienia na włosach. Za to tajska jedzie mi pianką do golenia mojego dziadka, chyba Ci już o tym pisałam, pewnie się powtarzam :D Ale jak tylko odkręcam wieczko to widzę dziadka przygtowującego się do golenia, miał taką fajną drewnianą skrzynkę, pędzel, brzytwę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. MI zapach tej tajskiej maski nie uprzykrzał życia :) ja lubie takie zdecydowane mocne i charakterne wonie :D
    Jak stosowałaś ocet jabłkowy?? Ja kiedys czytałam, że dziewczyny piją go z wodą podczas odchudzania -.-

    OdpowiedzUsuń
  4. Próbowałam go wypić, raz. Tak silnego odruchu wymiotnego nie miałam nigdy wcześniej ani później. :)
    Ocet rozcieńczałam w różnych proporcjach z wodą (od jednej pompki do jednej łyżki na szklankę), i używałam jako płukankę. To nie dla mnie.

    Również lubię zdecydowane zapachy, ale wolę mniej kościelne. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podejrzewam, że prezentował się ten krem w butelce z pompką lepiej niż w słoiczku. Dziwny jest, pachnie nieładnie, ma nieciekawy kolor i nie nawilża dostatecznie. Organoleptyczne wrażenia były tak nieprzyjemne, że tez zużyłam go do rąk, czując się jak maharadża. ;)

    Tajska dla mnie pachnie jak kadzidło w kościele, jak księża i ich komże i różne inne kościelne rzeczy na K. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawilżyło rzeczywiście ładnie, ale ten smrodek to nieporozumienie. Nawet wymyśliłam ostatnio teorię, że niektóre preparaty apteczne specjalnie są przygotowywane śmierdzące i/lub w niewygodnych opakowaniach, żeby wyglądać dostojniej i przez to skuteczniej. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Może się prezentował, bo nie widać było zawartości, ale po wydobyciu cała prezencja spadała o minus 100 pkt! :-) Brzydki, brązowy i śmierdzi. Ale co to dla mnie, jeśli by działał. Ale nie zadziałał :-) Przynajmniej wiemy, że trzeba omijać z daleka :D różne inne kościelne rzeczy na K :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz troszkę tych śmieci :D
    Maska tajska bardzo mnie kusi, tak samo jak OMIA z makadamią, mimo że Ty je lubisz ;);)
    Ostatnio mam 3% kwas hialuronowy z naturalis - wspaniały.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo fajni kolorzy Ci wyszli na zdjęciach. Tak w połowie B&W, w połowie sepia. Super!
    Smierdzenie czosnkiem to jest to! Koniecznie trzeba cala rodzina :-D

    OdpowiedzUsuń
  10. Maski Gloria nie mogę zmęczyć, nie odpowiada moim włosom. Tak patrze i ciągnie mnie do półproduktów znowu, nie chce jednak na sile zmawiać aby się opłacało płacić za przesyłkę. Kusisz mnie jednak. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Photoscape tak robi sepię, żadne to osiągnięcie z mojej strony. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozumiem. Też kilka rzeczy mi się skończyło, na inne mam ochotę... ale nie będę na razie zamawiać, pozużywam trochę gotowców.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie miałam jeszcze 3%, jestem bardzo zadowolona z tego. :) Wydaje mi się, że tajska może Ci puszyć włosy, ale nie potrafię tego naukowo uzasadnić.

    OdpowiedzUsuń
  14. Gratuluję aż tylu zużyć :) Ja na razie nie kupuję nic włosowego ani nic takiego nie dobija dna. Bardziej brnę w kolorówkę :>

    OdpowiedzUsuń
  15. prawdziwie kościelny zapach ma balsam na kwiatowym propolisie :D ten przy tym jest piękny i uroczy :P

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja się nie pomalowałam od tygodni, mam fazę lenia makijażowego. ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Coś Ty, kwiatowy propolis ma pszczeli zapach. ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Sporo tego :) Zastanawiałam się ostatnio nad zakupem kwasu hialuronowego. Aha - chętnie przeczytałabym recenzję olejku alverde :)

    OdpowiedzUsuń
  19. W takim razie będzie recenzja. :) Co do kwasu hialuronowego, to się nie ma co zastanawiać, to kosetyk, który każdej babeczce się przyda. Nawilżenie i młodość zawsze w cenie. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Zwłaszcza, jeśli ktoś zmaga się z takim przesuszem cery, jak ja ostatnio... :D
    No nic, trza będzie wrzucić do koszyka :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Justyna Wiśniewska21 marca 2015 20:44

    Nie lubię farb z Londy ;/

    OdpowiedzUsuń
  22. Jeśli szukasz czegoś do ujarzmiania brwi to polecam żel z Catrice bezbarwny :))

    OdpowiedzUsuń
  23. Spore denko, choć gdybyś napisała "zakupiłam" to byłby dopiero szał :)
    Osobiście mam dziwny problem ze zużyciem kosmetyków. Bywa, że w łazience zalega kilka produktów z symboliczną zawartością na 1 lub 2 użycia a ja nie mogę się przemóc, aby wykonać ten ostatni ruch a potem wyrzucić opakowanie do kosza.
    Z hitów: olejek z drzewa herbacianego - jest bezkonkurencyjny! Smarowałam paznokcie, dodawałam do szamponów, wysuszałam wypryski, stosowałam do płukania odzieży. Mydło Alterra w kostce - całkiem fajne i niedrogie. I też lubię kolor fioletowy :)
    Z średniaków: maska tajska - mój pierwszy rosyjski kosmetyk. U mnie znakomita! Nie spowodowała spektakularnego wizualnego efektu, ale stosowana regularnie znacznie poprawiła jakość włosów. Bardzo wydajna. Wrócę do niej jak skończę obecną maskę. Micel z Biedronki - podrażniał oczy, nie rozumiem zachwytów. Maska Gloria - kupiłam pod wpływem blogosfery, ale nie byłam zachwycona. Swędziała mnie skóra głowy a włosy były trochę przyklapnięte. Po tuningu działała lepiej.
    Z kitów: ocet jabłkowy - nie szkodzi, ale stosuję jako płukankę w innej proporcji - 1 łyżka stołowa na 1,5l wody (butelka po Muszyniance) co kilka myć. Zauważam subtelny połysk. Olej rycynowy - używam do spółki ze słonecznikowym jako OCM. Działa i jestem zadowolona.

    Jestem zainteresowana recenzją olejku Alverde. Bardzo lubię zapach róży.

    OdpowiedzUsuń
  24. Poczekam jeszcze, i szarpnę się na lily lolo :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Część z tych rzeczy była otwarta od kilku miesięcy. Maska tajska i u mnie była wydajna, część posłałam w świat, i i tak miałam ją i miałam i miałam. Kondycja włosów była po niej dobra, ale i przed nią nie mogłam narzekać - dwa lata regularnego olejowania nie przeszły bez echa. W ogóle im zdrowszą mam długość włosów, tym bardziej wybrzydzam, a ten zapach wyjątkowo mi nie pasuje.

    Micel z Biedry nie podrażniał mi oczu, ale tez miał z nimi kontakt może ze 4 razy - makijaż zmywam przede wszystkim olejami, potem myję twarz żelem lub mydłem, i dopiero na koniec ewentualnie zbieram nędzne resztki micelem. Nie ma u mnie ten produkt wielkiego pola do popisu.

    OCM mi w ogóle nie służyła, a z zawartością rycyny w szczególności. ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Widzę, że z odgruzowywaniem się z kosmetyków idziemy 'łeb w łeb' :D
    Znam tylko micel z biedronki, ale o ile pierwsze opakowanie było dla mnie ok, tak później (już niby po tym wycofaniu, co powrócił) zaczął strasznie podrażniać mi oczy i przestał radzić sobie z tuszem :/

    znam jeszcze w sumie olejek z drzewa herbacianego, bo jest w domu, ale jakoś nigdy go nie stosowałam..

    OdpowiedzUsuń
  27. Makijaż zmywam olejami, więc micel nie mial możliwości się wykazać w tym względzie.

    A tutaj pisałam o olejku tea tree http://wlosowelove.blogspot.com/2013/09/olejek-z-drzewa-herbacianego-dlaczego.html, od tego czasu używam go też do smarowania paznokci. ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. widziałam widziałam ten wpis, u mnie to że go nie stosuje polega bardziej na to że każde znane mi jego zastosowanie mam już coś sprawdzonego 'swojego' ;)
    ale do paznokci spróbuje, chociaż wolałabym zrobić mieszankę z laurowym ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Z laurowym w moim odczuciu działa lepiej. Do mojego miksu dodałam jeszcze tamanu i hydrolizowany jedwab i widzę, że mam w ogóle super wypas. :)

    OdpowiedzUsuń
  30. No właśnie troszkę się jej obawiam, ale nie będę sobą, jak nie spróbuję, marokańską np. bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Wypróbowałam 3/4, po toskańską nawet nie zamierzam sięgnąć znając nienawiść kłaków do oliwy. :)

    OdpowiedzUsuń
  32. nie kuś! zauważyłam ostatnio, że moje włosy lubią proteiny jedwabiu więc chyba sobie go kupię :) zwłaszcza, że półprodukty mam na wykończeniu... ale poczekam jeszcze trochę, jakoś zima nieodłącznie kojarzy mi się z półproduktami, inne pory roku niekoniecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. również sobie cenię d-pantenol i kwa hialuronowy, zawsze lubięje mieć:)

    :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Nigdy nie miałam wody różanej, ale naczytałam o niej tyle dobrego, że kiedy następnym razem zauważę ją stacjonarnie, na pewno kupię. ;]
    Używałam niedawno octu jabłkowego i nabłyszczał moje włosy, ale za cenę ich spuszenia...

    OdpowiedzUsuń
  35. jesli chodzi o indygo czy tez ciemnobrazowa farbe, moze wyprobuj LASS ajurwedyjska? Zawsze to mieszanka wiec indygo bedzie mniej, kolor czekoladowy wychodzi, kolezanka robila. Sporo tansza od khadi a jakosciowo swietna

    OdpowiedzUsuń
  36. kwiatowy propolis ma kwiatowy zapach ;) Ocet jablkowy rozcienczony w smaku przypomina skiszony sok jablkowy. Jako odzywke sotoswalam 1-2 lyzki na litr wody ale i tak mam wrazenie ze wlosy mi wysuszal

    OdpowiedzUsuń
  37. ooo to koniecznie musze wyprobowac, uwielbiam koscielno- kadzidlane zapachy. Moze byc nawet lekki aromat koscielnej krypty ;) taki ziemisty

    OdpowiedzUsuń
  38. Dziękuję za polecenie. :) Na pewno się skuszę, ale khadi też chcę wypróbować. :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Moje cieniasy błyszczą i bez octu, za to spuszenie było obecne. Mam zbyt delikatne włosy, żeby bawić się z octem.

    OdpowiedzUsuń
  40. Mam wrażenie, że mogłabym się z Tobą wymienić połową posiadanych kosmetyków i obie byśmy były zadowolone. Między innymi dlatego lubię do Ciebie zaglądać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  41. Kolezanka wlasnie uzywala khadi dark brown i sie przerzucila na ta. Ja chyba tym razem sie skusze na khadi orzechowy braz

    OdpowiedzUsuń
  42. Kurcze ale dobrze wyszło Ci wykańczanie kosmetyków w tym miesiacu. Sporo ciekawych produktów choć większości nie miałam okazji mieć :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Jak się nie otwiera nowych, to się zużywają stare. Pisanie denek pomaga powściągnąć zapędy grzebalskie, podobnie zresztą jak kapryśna skóra twarzy i głowy - kiedy nie jest dobrze albo chociaż w miarę dobrze, wolę nie ryzykować nowości. I starości się denkują. :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Dopiero odkrywam świat brązowej henny, planuję wypróbować co się da. ;)

    Ps. Kasiu, sprawiłaś Zosi i mi mnóstwo radości :*

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...