piątek, 24 października 2014

Najulubieńsza z ulubionych: maska nawilżająca Bioetika.

Wcale nie jest dostępna wyłącznie w Makro, jak nie wiedzieć czemu długo myślałam. Mój słoiczek kupiłam w lokalnej hurtowni fryzjerskiej. Staram się unikać takich miejsc, bo czuję się w nich jak alkoholik w monopolowym... ale przed rozmową kwalifikacyjną nie było siły, musiałam zaopatrzyć się w nowe klipsy fryzjerskie. No i stanęłam przed półeczką z maskami, i uśmiechnęłam się, i dopłaciłam 18 złotych, a maska na rozmowę pojechała ze mną, na osłodę.

Osłoda się przydała, bo z tamtej pracy nic nie wyszło. Maska została. Ze składem stworzonym dla moich włosów: z dodatkiem aloesu i kokosa. Jeśli Wasze włosy nie lubią tych składników, możecie odpuścić sobie dalsze czytanie, bo kosmetyk na 98% sprawdzi się u Was o wiele, wiele gorzej.


Wspomniany wyżej skład wygląda tak:

Woda, glikol propylenowy, alkohol tłuszczowy (myristyl alcohol), substancja powierzchniowo czynna o działaniu konserwującym i kondycjonującym (cetrimonium chloride), aloes (sok? ekstrakt? nie wiadomo...), olej kokosowy, kwas cytrynowy, zapach, konserwanty.

Ponieważ cetrimonium chloride występuje w składzie w funkcji kondycjonera, nie podlega ograniczeniu objętościowemu charakterystycznemu dla tej samej substancji w funkcji konserwantu (nie więcej niż 0,1% w kosmetyku gotowym), a zatem znajdujące się w składzie aloes i olej kokosowy nie występują w ilościach mniejszych niż śladowe, to tak na marginesie.

INCI krótkie i przemyślane, czyli takie jak lubię. Konserwantów jest kilka, dzięki czemu prawdopodobnie dodano ich w mniejszym niż maksymalne stężeniu. Moja bardzo wrażliwa i wymagająca skóra głowy nie protestuje, nawet jeśli produkt spłynie z włosów, a to nieczęsto się zdarza.

Maska jest biała, bardzo gęsta, woskowa. To „najwoskowsza” maska, jaką widziałam, wszystkie waxy przy niej to miałkie leszcze. Dzięki takiej konsystencji produkt cechuje niesamowita wręcz wydajność. Ta odrobina na zdjęciu wystarcza na pokrycie całej długości moich włosów. Serio serio.

Rozprowadzona na włosach i zmyta po chwili ma świetne działanie kondycjonujące: włosy błyszczą i łatwo się rozczesują. Potrzymana dłużej i wtarta lub przykryta czepkiem czyni na głowie cuda, a z dodatkiem mleczka pszczelego w glicerynie – cuda na drucie. Maski używam już od 4 miesięcy i przez ten czas jej działanie się nie zmieniło.

Znacie efekt włosów jak z reklamy? Mam taki właśnie po tej masce. Włosy nawilżone, sypkie, gładkie, ale nie przylizane. Wyglądają jak po świetnie skomponowanym kosmetyku z silikonami. A nie ma ich w tym produkcie, podobnie jak gumy guar czy poliquarteniów i quarteniów, co daje nam produkt bez oblepiaczy, odpowiedni dla osób, które stosują pielęgnację CG, albo po prostu mają włosy skłonne do obciążenia. Świetny wygląd włosów utrzymuje się do następnego mycia. Są miękkie, nawilżone, gładkie, gumka z nich spada. :) Wiem, że u niektórych z Was włosy najlepiej wyglądają przed myciem, u mnie jest dokładnie odwrotnie: po myciu jest cacy, a potem równia pochyła. Bioetika temu zapobiega.

Jedyna wada jaka przychodzi mi do głowy, to ogromne opakowanie maski. Biorąc pod uwagę wydajność produktu, przełożyłam sobie niewielką ilość do małego słoiczka – bo gdybym nabierała za każdym razem taką mikroskopijną ilość wilgotną ręką, szybko rozrzedziłabym kosmetyk, zmniejszając jego wydajność, komfort użytkowania i trwałość.

Podsumowując:

+ skład odpowiedni dla skłonnych do obciążenia włosów;
+ cena;
+ konsystencja ułatwiająca aplikację;
+ niesamowita wydajność;
+ efekt wow na włosach: blask, miękkość, nawilżenie i wygładzenie bez utraty objętościowe;
+ nienachalny, delikatny zapach;
+ działanie doraźne: kondycjonujące, i długoterminowe: włosy są po prostu zadbane i zdrowe
+ maska służy mi i jako maska, i jako odżywka;
+/- duża objętość opakowania, chyba wolałabym mniejsze słoiczki (ale co za problem sobie przełożyć?)


Podsumowując, to pierwszy włosowy produkt, o którym wiem, że zostanie ze mną na stałe, że zawsze będę go mieć w domu. Nawilżająca bioetika jest dla moich włosów tym, czym mydło aleppo dla ciała czy kwas hialuronowy+olej dla twarzy – pewniakiem, podstawą pielęgnacji.

21 komentarzy:

  1. Buuuu... moje nie lubią aloesu za bardzo a kokos szału na nich nie robi... krzywdy też nie, ale i nic dobrego. Więc pewnie się nie skuszę. Ale opisujesz tak, że chcę taki sam efekt!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobny efekt dawała u mnie cedrowa odzywka Planeta Organica, wszystkie gumki zjeżdżały z włosów! Dostałam tylko odlewkę, dlatego nie pisałam pełnej recenzji - bo nie wiem czy z czasem nie wyszłyby jakieś wady.

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie, maska jest swietna, konsystencja zbita mnie zachwycila, nie lubie rzadkich i splywajacych- chocby super dzialaly jak maseczki agafii, przez rzadkie konsystencje do nich nie wroce. Sklad fajny taki prosty :) Jak wydenkuja ta odleweczke od Ciebie to na pewno kupie pelne opakowanie zwlaszcza ze stosunek ceny do jakosci i wydajnosci powala :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że jesteś zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  5. kurde :D będę musiała odwiedzić miejscową hurtownię fryzjerską :D raz użyłam oleju kokosowego i już wiem, że moje włosie go pokochało :D

    OdpowiedzUsuń
  6. O dziwo - również ją uwielbiam :D
    Odlewkę 100ml miałam chyba 3 miesiące na zmianę z innymi odżywkami i maskami, efekt faktycznie jak po silikonach, zatęskniłam za nią :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś czuję, że byśmy się polubiły ze względu na kokos i Twoją recenzję. Rozumiem takie dodawanie sobie otuchy :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Moje włosy już na początku odpadły :D Póki co to tylko od nasady do karku byłyby zadowolone, ale nie nakładam tam dużo odżywek - wystarczy, że olej kokosowy przed myciem tam leci:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy jej nie miałam, ale na pewno wypróbuję :)
    Myślę, że spodoba się moim włosom.

    OdpowiedzUsuń
  10. Już od dawna marzy mi się ta maska :) O ile aloes uwielbiam to kokos tak naprawdę sprawdziłam tylko w konsystencji mleczka kokosowego, które pięknie dociążyło mi włosy. Maska u mnie mogłaby się sprawdzić głównie w zimę, bo mocne ogrzewanie, częste zmiany temperatury i używanie suszarki bardzo je wysusza. Rok temu ratowała mnie aloesowa Natur Vital, ale może w tym roku skuszę się na Bioetikę? Też myślałam, że dostępna jest tylko w Makro, ale dzięki informacji u Ciebie Kochana, rozejrzę się w hurtowni fryzjerskiej :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zachęciłaś mnie :) rozejrzałabym się za nią, ale mam 3 maski na zbyciu i na razie staram się zużywać to co mam, a dopiero potem kupować nowe (nawet sporo kasy dzięki temu oszczędzam :)). Nie jestem pewna, czy moje włosy lubią się a aloesem (mam aloesowy Facelle do mycia głowy i działa ok), a kokosa nigdy nie próbowałam. Jednak opis włosów jak z reklamy skutecznie na mnie podziałał :)
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Justyna Wiśniewska21 marca 2015 20:51

    Mam masek trochę ale zapisuję sobie na kartce żeby nie zapomnieć jak te wykończę ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja tez jutro chyba sie udam do fryzjerskiego sklepu ;) chociaz niedobra Martusia mnie pokusila maskami PO i juz sama nie wiem ktora chce najbardziej

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak im wystarczy, to po co kombinować. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Tak sobie myślałam ostatnio, że Tobie by przypasowała. :) A jak eksperyment "inwersyjny"? :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Pamiętałam, że też ją lubisz :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Warto odwiedzić, jak nie będą mieli Bioetiki, to może jakiegoś Scandica albo Sericala przygarniesz. ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. To fajne, że myślimy o sobie w łazience - blogerska girl power! :D

    Inwersja mi nie idzie, zrobiłam dwa razy póki co. Mam kłopot z systematycznością, może dlatego, że mój olej niewiarygodnie śmierdzi.

    OdpowiedzUsuń
  19. Z recenzjami "Bioetiki już się zetknęłam i wszystkie były pozytywne. Moim włosom aloes nie szkodzi, kokos jest obojętny. Skład maski jest krótki i zachwycający, a zwroty "odpowiedni dla włosów skłonnych do obciążenia", "nawilżone, sypkie, gładkie, ale nie przylizane" bardzo do mnie przemawiają. Choć woskowa konsystencja nieco odrzuca. Nie lubię masek wodnistych bo potrafią spłynąć do oka lub gorzej, na kark i po kręgosłupie a woskowych bo kojarzą mi się z klejem, kisielem itd. i to skojarzenie powoduje, że aplikacja jest nieprzyjemna. Gdybym mieszkała bliżej chyba przyszłabym do Ciebie na "żebry" po odlewkę a tak, to wpiszę na listę "do przemyślenia".

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...