sobota, 25 października 2014

Na chandrę – nowy kosmetyk! Sobotnie DIY: żel aloesowy, odżywka do tłustej skóry głowy, odżywczy szampon na mleczku kokosowym.

Ponieważ mieli przyjechać goście, i nie przyjadą, z radością wykorzystałam pięknie odgruzowaną kuchnię w celach produkcyjnych. Kilka przepisów chodziło za mną od dłuższego już czasu i wreszcie zebrałam się, żeby je wymieszać.

Przygotowałam miejsce pracy i narzędzia, mniej i bardziej profesjonalne. ;) Wszystko zostało umyte i zdezynfekowane, łącznie z blatem, na którym kręciłam kosmetyki.

Skończył mi się żel Rabka SPA Minerale i zamierzałam wyprodukować jakiś zastępnik. Nadal uwielbiam potrójny żel hialuronowy, ale nawet najwytrwalszy fan potrzebuje czasem odmiany. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że żel przydał się też do następnego przepisu. :)

Przygotowałam najprostszy żel aloesowy, a w trakcie pomyślałam, że troszeczkę go wzbogacę. Składniki podaję w kolejności wrzucania do naczynia:

2,5 g d-pantenolu
szczypta gumy ksantanowej (mieszamy łyżeczką)
0,2 g alantoiny
0,2 g witamin all-in-one (ponownie mieszamy łyżeczką)
42 ml wody
5 ml aloesu zatężonego 10x (w ruch idzie mieszadełko)
6 kropli FEOG

Guma ksantanowa jest nie tylko zagęstnikiem, ale także ładnie nawilża skórę. Niestety, mieszanie jej z wodą to koszmar, za to w pantenolu rozpuszcza się łatwo, lekko i przyjemnie. Alantoina łagodzi skórę i przyspiesza jej gojenie, a witaminy ją „dokarmiają”. Powstał lekki, ale odżywczy żel, który bardzo przyjemnie rozprowadza się na skórze i ją wygładza. PH gotowego kosmetyku wynosi około 5.

Odżywka z biosiarką do tłustej skóry głowy. Na podstawie przepisu Arsenic (klik). Ola przygotowała swoją wersję jako odżywkę myjącą. Moja ma przede wszystkim dokarmiać skórę głowy, powstała na bazie olejków, które mój skalp lubi, a przy okazji pomogła mi się pozbyć kilku otwartych buteleczek. Taki produkt na wypasie, który jednocześnie wspiera inicjatywę śmieciową. ;) Kosmetyk powinien zachować świeżość przez pół roku od przygotowania.

Faza olejowa:
60 g olejów i/lub maseł
3 g SLP (może być inny emulgator, SLP jest proste w użyciu i wieczne, kupiłam rok temu jedną buteleczkę i wciąż jej używam)

Oleje mieszamy, jeśli w składzie odżywki/maski planujecie umieścić masła, należy je najpierw rozpuścić. Kiedy podstygną, dodajemy emulgator.

Faza wodna:
20 g żelu aloesowego
5 g pantenolu
2 g hydrolizowanego jedwabiu
5 g żelu hialuronowego
2 g biosiarki
15 kropli FEOG

Dodatek:
3 g ekstraktu wzmacniającego włosy (dodajemy go po połączeniu fazy wodnej i olejowej).

Fazę wodną przygotowujemy metodą wszystko kolejno wsypać/wlać do naczynia i wymieszać. Faz odną dodałam do lekko już tylko letniej olejowej. Tuż po zrobieniu zarówno żel aloesowy jak i odżywka będą rzadkie, guma ksantanowa jeszcze zgęstnieje w ciągu najbliższych godzin. Jeśli dacie radę, poczekajcie trochę z nakładaniem odżywki, ja się ciapałam taką lejącą. PH gotowego produktu oscyluje w okolicach 6.

Do fazy olejowej jak już pisałam, wykorzystałam oleje, które lubi moja skóra głowy. Długość włosów niekoniecznie się z nią polubi, ale też na długość takiej wypieszczonej odżywki mi szkoda. W mojej wersji znalazły się oleje: makadamia, kokosowy, laurowy (zmieszany z olejkiem z drzewa herbacianego), słonecznikowy macerat z żywokostu, kilka kropli tamanu oraz gotowa mieszanka 7 olejów).

Taka odżywka to fajna alternatywa dla olejowania skóry głowy: dzięki zawartości emulgatora nie musimy aż tak pilnować się, żeby skóra głowy była czysta i świeża przed aplikacją, nie musimy też martwić się, czy szampon domyje nam olej. Po prostu nakładamy naszą odżywkę, trzymamy pół godziny, myjemy włosy szamponem – ot i koniec akrobacji, szast prast, cała pielęgnacja załatwiona. Olejowanie i odżywienie w jednym. Dzięki ekstraktowi wzmacniającemu mogę odpuścić sobie i wcierki. Skład ekstraktu znajdziecie na stronie sklepu

Po aplikacji odżywki pojawia się przyjemne mrowienie. W połączeniu z wodą odżywka zmienia się w bardzo łatwo zmywalne, tłustawe mleczko, moje włosy wymagają jeszcze użycia szamponu. Pachnie siarką, ale nie jest to odpychający smród jak na przykład w szamponie Zdrój. ;) W dalszej perspektywie odżywka teoretycznie powinna ograniczyć przetłuszczanie się włosów. Kosmetyk będzie ważny tak długo, jak oleje z fazy olejowej lub do pół roku od przygotowania - zależy co będzie pierwsze.

I wreszcie przepis, który śnił mi się po nocach dniami, tygodniami i miesiącami: szampon z mleczka kokosowego, pomysłu – a jakże – Arsenic (klik). Podmieniłam tylko detergent na ciut mocniejszy i mój przepis wyglądał tak:

200 g mleczka kokosowego (mam dość podłe mleczko, porządne możecie zakupić na przykład w Zielonym Klubie)
40 g lauryl glucoside
16 g SCI (wymieszać)
1 g all-in-one (wymieszać)
2 g FEOG
około 0,5 g kwasu mlekowego do zakwaszenia szamponu

Po ustaleniu pH w okolicach 4,5 (przypominam, najpierw odżywiam, a potem myję włosy, dlatego lubię gdy szampon ma bardziej kwaśny odczyn niż odżywka), dodałam jeszcze zapach, aby doznać głębi kokosowego luksusu. Szampon/żel/mleczko/mydło (można się nim umyć od stóp do głów) jest sam z siebie wystarczająco gęsty, ale jeśli koniecznie chcecie możecie w osobnym naczyniu wymieszać 5 g pantenolu z gumą ksantanową i dodać do całości.

Szampon pieni się minimalnie, to raczej myjące odżywcze mleczko. Skóra sucha będzie z niego zadowolona, skóra mieszana i tłusta powinna go używać na zmianę z czymś mocniejszym. Ważny przez 6 miesięcy.

Oto efekty mojej pracy. :) Radość z używania kosmetyku idealnie dobranego do moich potrzeb jest ogromna. Świadomość, że przygotowałam go sama, dodaje mu +20 do atrakcyjności.

Poza zapachem kokosowym oraz sodium cocoyl isethionate, które zakupiłam w Zielonym Klubie, wszystkie składniki pochodzą ze sklepu Zrób Sobie Krem.Olejek Sana do kupienia jest w Perfumerii Yasmeen.

32 komentarze:

  1. Nie wiedziałam, że SCI można kupić! Kuuurczę, ale bym chciała własne myjące cudo. Tylko że pomijając nawet problem tworzenia (nie mam nic, wagi, mieszadełka, nic) boję się, że by mi zrobiło bałagan na skórze. Jak wszystko co nie jest szamponem NS. I wtedy wyszłoby na to, że kupiłam sprzęt na raz. Chyba zostanę przy szamponach Natura Siberica. Chociaż nie jest tak satysfakcjonująco. Ach, samodzielnie robione cuda... :)


    No i na chandrę mieszanie jest najlepsze. Kupowanie wcale nie aż tak. Ja sobie robię olejowe serum w sprayu i to jest szczyt moich biochemicznych osiągnięć :D Ale działa uśmiechotwórczo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nooooooo to zrobimy tak: skończę ten szampon kokosowy, a jak będę robić następny to się z Tobą podzielę. Będziesz mogła sobie wypróbować. Bo na raz wychodzi rzeczywiście cholernie drogo. Ale jak się te szampony przyjmą, wychodzi cenowo super. :)

    Co do kupowania na chandrę, czasem pomaga. A czasem wywołuje większego doła, bo jestem na siebie zła że problemy usiłuję rozwiązać przez zakupy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też. Doszłam w końcu do tego, że chodzi o sam akt kupowania. To to ma pełnić funkcję poprawiania nastroju. Bo z nowej rzeczy cieszę się ze dwa, trzy dni. A użyję jej najczęściej wcale nie od razu. Bywało tak, że maski i odżywki czekały rok w kolejce! I po co je kupowałam? Zauważenie tego pozwoliło mi od razu przestać robić zapasy. Jak super teraz jest! :)


    Robione samodzielnie kosmetyki do mnie bardzo przemawiają ideologicznie, chociaz nie jestem eko ani nic.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pisałam dzisiaj na FP, na kolejny komentarz z kategorii "po co tak wydziwiasz" (tylko oczywiście przyjaźniej ujęte) ;) że gdybym mogła kupić takie kosmetyki, których chce używać, może nie kusiłoby mnie tak mieszanie. Ale albo takich nie ma, albo ja o nich jeszcze nie słyszałam, albo prędzej zjem tatar niż zapłacę tyle kasy za jeden kosmetyk. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tatar z surowym jajkiem na górze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mądrości ludowe głoszą: "chcesz mieć zrobione coś dobrze, zrób sobie sam" i widzę, że wciąż aktualne. Jestem pod wrażeniem chęci i wytrwałości bo u mnie z tą ostatnią cechą trochę kiepsko. Kiedyś zamówiłam kilka półproduktów z Biochemii Urody, ale cała zabawa polegała wsypaniu do jednego pojemnika i dokładnym wymieszaniu. Bez warzenia, odmierzania i liczenia. Teraz poczułam się zachęcona do działania. :)

    Oklaski za szampon :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Radość z kosmetyku zrobionego samodzielnie-bezcenna,zainteresował mnie szampon z mleczka kokosowego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szampon z mleczkiem kokosowym mnie zauroczył, cudnie wygląda :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Buee to juz lepiej krec Dorota te swojee cuda :) i pochwal sie co wyszlo z mydel jak wyschly

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale naprodukowałaś, o rety :D żebym ja miała taką moc twórczą, tak mi się ostatnio nic nie chce, że szok. I jeszcze włosy lecą, prześwity coraz większe :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Podziwiam za talent tworczy :) Mnie krecenie srednio kreci, choc oczywiscie lubie krecic proste, domowe maski ;) Poza tym, w wiekszosci polproduktow mi brak, a wysylka 50 zl do Niemiec (jak ostatnie, kiedy skladalam zamowienie na ZSK), jednak troche spora. Niestety nie udalo mi sie tutaj dorwac jakiegos sklepu, ktory bylby w te wszystkie cuda zaopatrzony ;) Zycze milego uzytkowania ukreconych dobroci :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciekawa jestem tego kokosowego szamponu.
    Szkoda, że ja nie dysponuję większą ilością wolnego czasu, bo sama chętnie bym coś ukręciła :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiesz co stwierdzam ze twoja metoda jest duzo lepsza niz terapia zakupowa, czlowiek sie cieszy potrojnie- raz z zakupu półproduktów, dwa ze cos robi sam i ma ta satysfakcje z wlasnej kreatywnosci trzy z nowego kosmetyku. Na dodatek ma kosmetyk idealnie dostosowany do swoich potrzeb

    OdpowiedzUsuń
  14. czemu zaraz podłe mleczko?:D ja też je mam i mam zamiar coś orientalnego z niego zrobić :D jakąs kure w jakims sosie :D

    OdpowiedzUsuń
  15. a jak ci sie sprawdza ten ekstrakt wzmacniajacy? Ostatnio tez sie nad nim zastanawialam i w sumie zaluje ze nie wzielam, zwlaszcza po przeczytaniu u Kociambry o wcierce z jego uzytkiem

    OdpowiedzUsuń
  16. Kupiłam go nie doczytawszy, że to liposomy - czyli nie można go łączyć z etanolem ani z detergentami. Czyli użytek szamponowy odpadł, a z taką myślą go kupiłam. Skład jest fajny, a jak będzie działać to jeszcze się okaże - na razie użyłam go raz, w tej odżywce. Ale powiem Ci, że miałam po niej zupełnie inne włosy, nabrały hmm.. miąższości? Wydawały się grubsze i gęste, o były o całe pół dnia dłużej świeże (i capiły siarką jeszcze po następnym myciu).

    OdpowiedzUsuń
  17. Bo odtwarzane z koncentratu kokosowego. Prawdziwe mleczko to to, co się wyciska z wiórków.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zważ jednak, że na blogu pokazuję jedynie udane eksperymenty. ;) Przez moją łazienkę przewinęło się mnóstwo uczulających serów, kaszkowatych lotionów do ciała, czy porozwarstwianych mleczek. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Też jestem ciekawa, jeszcze nie miałam okazji go użyć. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Talent bardziej odtwórczy niż twórczy! :)

    Koszty wysyłki ogromne, poczta tyle kasuje, czy sklep przegina? Sklepów z półproduktami jest sporo, może któryś ma tańszą wysyłkę za granicę?

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam nadzieję, że przesadzasz. :* Wcieraj smrodliwe olejki i walcz z infekcjami - ja znów kaszlę i psikam i włosów zaraz dwa razy tyle leci.

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja właśnie jeszcze nigdy nie kupiłam takiego gotowca, nie wiedzieć czemu - a strasznie mnie kuszą. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Arsenic jest genialna, jeśli chodzi o wymyślanie niekonwencjonalnych receptur. :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Bo odtwarzane z koncentratu, czyli z dodatkami i mniej wartościowe od "prawdziwego" mleczka. Ale tez jem właśnie takie ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Kupiłam go nie doczytawszy, że to liposomy - czyli że nie współgra z detergentami ani etanolem. Więc główne założenie, jakie mi przyświecało przy zakupie, czyli dodanie ekstraktu do szamponu, upadło. Niemniej skład jest bardzo fajny, a na temat działania długofalowego nie mogę się wypowiedzieć - użyłam go dopiero raz, w tej odżywce myjącej. Ale włosy po niej miałam niesamowitej jakości, wydawały się zdrowsze i grubsze, i już po jednym użyciu były świeże o całe pół dnia dłużej, u mnie to bardzo dużo.

    OdpowiedzUsuń
  26. znowu bloger ci wariuje? to ten ekstrakt siarka wali??? Buu nie przepadam...za to skusilam sie na ta odzywke petrosterol i powiem ci ze wali ropa az milo ;) normalnie jak na stacji benzynowej

    OdpowiedzUsuń
  27. Mam problem z przeglądarką. I komputerem. Umiera ze starości. ;)

    Nie kusił mnie ten petrosterol ani przez chwilę, ale trzymam kciuki, żeby u Ciebie się sprawdził.

    OdpowiedzUsuń
  28. a, przeoczylam ze dodalas biosiarke czysta. Bardzo kuszaco ta twoja odzywka wyglada :)
    Chyba sobie na imieniny zrobie zamowienie w zsk :)
    a mialas moze ten roslinny sikilon? karagenian? bardzo mnie zaciekawil :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie miałam, staram się nie wykupić całego sklepu na raz ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Raczej faktycznie tyle wychodzi przy tej wadze. Z polowy zamowienia musialam zrezygnowac, bo nie palilo mi sie wydac 70,80 zl. za wysylke ;/

    OdpowiedzUsuń
  31. A czy ten żel aloesowy nie wyciągnie wody ze skóry z powodu braku emolientów? Leczniczy szampon z SLeSem strasznie mi przesuszył skórę głowy i szukam czegoś DIY do nawilżenia jej. A akurat te półprodukty mam :) Tylko właśnie mam obawy co do odwrotnego efektu.

    Guma ksantanowa super też rozpuszcza się w glikolu propylenowym, choć wiem, że niektórych może on podrażniać.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...