piątek, 10 października 2014

Jaką farbę wybrać – naturalną czy „chemiczną”?


Choć efekt końcowy jest podobny: mamy inny kolor włosów (ewentualnie niemal identyczny, ale bez siwizny), farbowanie „chemią” i „naturą” różnią się, niekiedy bardzo. Poza tym, zarówno farb chemicznych, jak i naturalnych (i pół-naturalnych) jest kilka rodzajów, które zachowują się nieco inaczej. W mojej głowie ten post rozrastał się i rozrastał, aż bałam się, że nie wystarczy mi na niego bloga. ;)

Nie chcę Was zanudzić, dlatego w dzisiejszej notce zajmę się porównaniem najbardziej charakterystycznych przedstawicieli: drogeryjnej farby z amoniakiem i czystej henny. W kolejnych za to opiszę różnice między farbami z amoniakiem i bez, tzw. szamponami koloryzującymi i farbami aptecznymi oraz między henną i mieszankami ziołowymi, czy to w proszku czy w tubce.


Przeróżnych farb jest niemal tyle co kobiecych głów. Niemal każda marka kosmetyczna ma swoje farby, najczęściej więcej niż jedną linię, a producenci prześcigają się w rozmaitych obietnicach. Fryzjerzy i ich klientki natomiast dość często powtarzają bezrefleksyjnie różne mity. Na razie powiem Wam tylko, że to wcale nie jest takie proste, że farba z amoniakiem jest zła, a bez niego lepsza. ;)

Dzisiaj skupimy się na porównaniu farby trwałej, z amoniakiem, jak choćby drogeryjna Londa, a henny/indygo/cassii. Przygotowałam tabelkę, w której umieściłam wszystkie aspekty farbowania, jakie tylko przyszły mi do głowy. Jeśli czegoś nie uwzględniłam, dajcie znać w komentarzu!

Piszę z perspektywy kogoś, kto:

  • przez kilka lat używał farb drogeryjnych, przez kilka lat fryzjerskich, i przez kilka lat henny;
  • pracował w salonie fryzjerskim, i ma do dyspozycji doświadczenie własne oraz historie koleżanek po fachu i klientów;
  • ma pewną wiedzę o składzie kosmetyków i fizjologii włosa.

Żeby tabelka była czytelna, każdej kategorii przyporządkowałam od jednej do trzech gwiazdek. Im więcej gwiazdek, tym lepiej. Pod tabelką znajdziecie szersze wyjaśnienie mojej oceny.



Jak widać, punktowo oba rodzaje farby wypadają podobnie. Mimo, iż osobiście jestem fanką henny i naturalnej koloryzacji, nie znaczy to, że takie rozwiązanie będzie odpowiednie dla każdego. Mam nadzieję, że dzięki tej notce będziecie mogły wybrać odpowiednią dla siebie farbę, świadomie. :)

Gama kolorów.

Farby chemiczne (FC): nieograniczona. Czy chcesz mieć włosy blond, fioletowa, białe, khaki czy zimny brąz – jest taka farba, która Ci to umożliwi.

Farby naturalne (FN): any colour you like, as long as it's black. ;) Wybór kolorów jest spory, ale ziołami nie da się znacząco rozjaśnić włosów. Jeśli masz naturalnie jasne włosy, łatwo Ci będzie pogłębić lub przyciemnić kolor, jeśli jednak jesteś naturalną brunetką, efekty jakie przyniesie naturalna koloryzacja są ograniczone. Jeśli jesteś fanką platyny, ziółka nie są dla Ciebie.

Pokrycie siwych włosów.

FC: Większość farb to robi, w mniejszym lub większym stopniu. Szczególnie te drogeryjne mają bardzo dużo pigmentu, żeby nie było pod tym kątem żadnych niespodzianek. Inna sprawa, że dzięki silnemu napigmentowaniu końcowy kolor wychodzi o 2, czasem nawet 3 tony ciemniejszy niż na opakowaniu. Sama swojego czasu za pomocą farby o kolorze „ciemny blond” stałam się kruczowłosą brunetką, dzięki czemu zdając maturę wyglądałam starzej niż obecnie. ;)

FN: da się to zrobić, ale trzeba umieć. Czyste indygo położone na siwe/białe włosy da nam różne odcienie ciemnego błękitu i granatu.

Naturalnie wyglądający kolor.

FC: choć często zachwycam się kolorem, jaki udaje się osiągnąć, uwielbiam perłowe i miodowe blondy, ale podbite fioletem brązy, kolor farbowany zawsze ma w sobie coś sztucznego. Włosy są pięknie zrobione, ale widać, że zrobione.

FN: kto śledzi blogowego Facebooka, może zauważył już moją najnowszą fotę (powyżej) po niedawnym henndigo. Gdyby to nie były moje własne włosy, orzekłabym, że to naturalki.

Trwałość koloru.

FC: dość szybko wypłukują się, płowieją, tracą blask. Farbując włosy na czerwono mniej więcej co tydzień używałam jeszcze pianki koloryzującej, bo z długości kolor już się wypłukiwał.

FN: kolor po pierwszych aplikacjach się wypłukuje, jednak z każdą kolejną staje się trwalszy. Osobiście po kilku farbowaniach, nie nakładałam już w ogóle koloru na hennowaną długość, a miedź wciąż była piękna.

Kolor farb naturalnych jest aż za trwały, o czym wie każdy, kto usiłował się go pozbyć. Jak już henna czy indygo utrwali się na Twoich włosach, zostanie tam na zawsze niezależnie od prób utlenienia, wypłukania czy rozjaśnienia koloru. Jeśli byłaś blondynką przez całe życie, a teraz szukasz czerni... zastanów się piętnaście razy. Bo z indygo do blondu nie wrócisz, chyba że podobasz się sobie w centymetrowym jeżu.

Cena.

FC: farba wystarczająca na pokrycie odrostu to koszt od 6 do nawet 50 złotych w zależności od marki (niekoniecznie składu, niestety). Niemniej w większości marketów można kupić za te 6-7 złotych farbę, która skutecznie zmieni kolor naszych włosów.

FN: farba wystarczająca na pokrycie odrostu to koszt od 3 do 15 złotych. Całkiem przyzwoitą hennę Mumtaz możemy kupić już za 7 złotych, Khadi w puszce za 30-40 złotych (150 g wystarczy na kilka aplikacji), do tego niestety zwykle trzeba doliczyć koszt wysyłki. Czyli henna jest tańsza od farb profesjonalnych, za to kosztuje podobnie lub więcej od tych z niższej drogeryjnej półki.

Dostępność.

FC: bywają nawet i na stacjach benzynowych.

FN: nieliczne sklepy zielarskie, większość jednak trzeba zamawiać przez internet.

Czas działania.

FC: 20-60 minut.

FN: od 60 minut w nieskończoność. U mnie wystarczający efekt daje półtorej godziny, ale znam dziewczyny, które noszą ziółka nawet i 8-10 godzin na włosach, żeby kolor był trwały. Nie zazdroszczę.

Łatwość aplikacji.

FC: Chyba większość farb do użytku domowego jest pakowana w butelki z aplikatorem, są też takie w formie pianek i buk jeden wie czego jeszcze. Nakładanie pędzelkiem również nie jest szczególnie trudne, choć czasem warto mieć kogoś do pomocy, z tyłu.

FN: Pierwszy raz zwykle jest trudny ze względu na błotnistą, tępawą konsystencję ziół. Po kilku farbowaniach osiąga się stan, gdzie można to zrobić w trzy minuty, z zamkniętymi oczami. I tylko trochę nachlapać.

Bezpieczeństwo.

FC: każdy kosmetyk, zanim trafi na rynek, musi być szczegółowo przebadany. Nie może zawierać niektórych szkodliwych substancji, inne dopuszczalne są jedynie w niewielkim stężeniu. Niemniej wiele substancji znajdujących się w farbach bardzo podrażnia skórę głowy. Włosy farbowane „ostrymi” farbami stają się cienkie i łamliwe, podrażnienie skalpu często owocuje też zwiększonym wypadaniem włosów.

FN: warto dopłacić i kupić takie z pewnego źródła. Indyjskie i arabskie normy dotyczące kosmetyków są mniej restrykcyjne niż nasze, i bywa, że nie wszystkie substancje znajdujące się w produkcie zostały wyszczególnione na opakowaniu. Nawet jeśli kupimy czyste zioło, nie wiemy czym było nawożone, gdzie rosło, czy hodowca zastosował opryski. Bezpiecznie można kupować hennę BAQ (body art quality), i mieszanki ziołowe z ekologicznymi certyfikatami.

Pozytywne efekty uboczne.

FC: brak, farba to farba. Farbuje włosy.

FN: niewiarygodny, pohennowy blask. Wielowymiarowość koloru, który będzie bardzo się zmieniać w zależności od oświetlenia. Łagodzenie i kojenie skóry głowy, ograniczenie wydzielania sebum, korzystny wpływ na wypadanie włosów. To jest ten punkt, który sprawia, że zawsze wybiorę naturalną farbę nad chemiczną: bo nie jest tylko farbą, jest też odżywką, która nie ma sobie równych.

Negatywne efekty uboczne.

FC: możliwe alergie i podrażnienia, a także zniszczenie włosów.

FN: o ile zniszczyć włosów ziołami się nie da (można je najwyżej przesuszyć, co jest odwracalne), o tyle podrażnienia i alergie są jak najbardziej możliwe. Zarówno w przypadku farby chemicznej, jak i henne ZAWSZE przed użyciem wykonajmy próbę uczuleniową. Lepiej za uchem niż na nadgarstku.

Sprzątanie „po”.

FC: łatwiej nią nie nachlapać, ale jeśli już to się zdarzy, musimy działać szybko. W przeciwnym razie wszelkie tkaniny i powierzchnie trwale się odbarwiają (albo zabarwiają).

FN: trochę chlapie. Ale też zmywa się i spiera. Wanna po zmywaniu ziółek jest do szorowania. Nie ma zmiłuj.

Wiedza profesjonalistów:

FC: Duża. Zauważcie, że napisałam „profesjonalistów”, nie „fryzjerów”. Jeśli ktoś dba o rozwój zawodowy, uczestniczy w wielu szkoleniach, zna się na farbach. Potrafi doradzić, dobrać kolor, pomieszać farby, rozjaśnić, zdjąc kolor, zrobić pasemka panelowe i rozmaite „aże”.

FN: Bardzo, bardzo słaba. O hennie się nie mówi, lub powiela zasłyszane mity. Według mojej wiedzy w Polsce jest zaledwie kilka salonów, które zajmują się koloryzacją ziołami. Jeśli moje informacje są przestarzałe, poprawcie mnie, proszę. :)


Farby chemiczne – dla kogo?

Prawie dla wszystkich. Są łatwo dostępne, przyjemne w obsłudze, jest wiele kolorów i rodzajów, stosunkowo łatwo zmienić kolor, jeśli mamy taki kaprys.

Nie nadadzą się dla osób o bardzo wrażliwej skórze głowy i bardzo uwrażliwionych włosach.

Farby naturalne – dla kogo?

Dla cienkowłosych. Dla wrażliwców (oczywiście w granicach rozsądku). Dla tych, którzy szukają koloru podobnego do własnego lub ciemniejszego. Dla ceniących naturalne rozwiązania.

44 komentarze:

  1. Epopeje stworzylas :) Mysle ze na niekorzysc henny dziala zbyt mala wiedza na jej temat i mnostwo mitow :(
    Sama ostatnio u fryzjerki jak powiedzialam ze moj piekny wielowymiarowy kolor to efekt farbowania domowego henna- spotkalam sie z reakcja : no i co nie niszczy wlosow? A wie Pani ze juz farby nie mozna na nia nalozyc bo wlosy zzielenieja?
    Uswiadomilam Pania ze zzielenieja pod wplywem utleniacza/rozjasniacza a nie kazdej farby chemicznej. A poza tym ze jestem tak zadowolona z henny ze powrotu do chemii nie przewiduje. Bo: kolor podobny do wlasnego, naturalny, zywy, siwe wlosy ladnie pokryte, kondycja wlosa bardzo dobra, uwielbiam pohennowa gestosc :). Dostepnosc? Jak zamowie 2 duze henny Khadi to mam zapas na pol roku (kupuje na all lub w sklepach internetowych po okolo 23 za 150 gr plus wysylka)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zielenieć może tylko indygo, lub henna z dodatkiem soli metalu (i to tylko bardzo krótko po nałożeniu, takiej kilkutygodniowej hennie nic już nie będzie).

    Jak już wiesz, ze henna to coś dla Ciebie to dostępność nie jest problemem, kupuje się właśnie po kilka opakowań i to jest zapas na kilka miesięcy. Jednak jeśli jeszcze się wahasz, to łatwiej chwycić coś z drogeryjnej półki i już mieć, niż wybierać coś na czym się nie zna, czekać kilka dni, aż przyjdzie, a potem jeszcze bać się nałożyć na włosy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zanim zaczelam hennowac, przejrzalam kilkadziesiat blogow/galerii z efektami hennowania- oczarowal mnie blask ktory pojawial sie praktycznie przy wszystkich zdjeciach; balam sie nakladania packi, gubilam w przepisach (woda goraca, letnia, z dodatkiem soku z cytryny czy nie). W sumie na pierwszy rzut wzielam henne z amla ktora wg opisu przyciemnia o 1-2 tony. Do henny byla dolaczona 2-stronicowa instrukcja z wyjasnieniami od sprzedawcy, dzieki ktorej rozwialy sie moje watpliwosci.

    A dodam jeszcze od siebie ze jak dla mnie minusem henny jest nieprzewidywalnosc efektow- nakladajac nigdy nie wiemy z czym tak naprawde wyjdziemy, duzo zalezy od temp wody, dlugosci trzymania itd. Chociaz z drugiej strony, troche farb chemicznych przez moje wlosy tez sie przewinelo i rzadko kiedy efekt byl taki jak obiecywalo opakowanie. wiec w sumie to 1:1

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały wpis Dorotko! Rzetelny i zawarłaś w nim chyba, co tylko możliwe :)
    Fryzjerzy - miałam do czynienia z dwoma, z którymi zaczynałam temat henny, od razu pada, jak to niszczy włosy i bardzo często wychodzą zielone. Niestety mity pokutują i pewnie szybko ich się nie wypleni.

    Wybieram hennę, już ją pokochałam, po 2 hennowaniu, wcześniej się cassiowałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że tak go oceniasz. :) I że polubiłaś hennę, bardzo mi się podoba Twój nowy kolor. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. dokladnie z identyczna reakcja fryzjerki sie spotkalam , niszczy i zielone :) A najsmieszniejsze jak takie opinie wychodza z ust osoby z wlosami przezartymi rozjasniaczem w kolorze kurczakowego blondu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajnie to porównałaś :)
    Ja uwielbiałabym hennę, gdyby nie ten zapach, który towarzyszy mi przez dłuugi czas.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja tam się henny boję. Mity, nie mity ale jakaś prawda w tym musi być. W końcu nie wzięło się to z niczego. Kiedyś chciałam „hennować", czytałam trochę o tym, zakupiłam cassię i nadal sobie leży w szafce. Rozjaśniam włosy o jakiś ton-dwa od czasu i do czasu w domu lub u fryzjera. Dlatego myślałam o cassi. Jednakże obawiam się tej całej papki, procedury tworzenia. Tego, że nie nałożę sobie tego odpowiednio, wyjdzie nie równo, wyjdzie coś źle, brzydko i nie będę miała możliwości przykryć tego farbą chemiczną. Dlatego niech sobie ta henna tam leży bo czuję się dużo bezpieczniej ze zwykłą farbą ma głowie :).

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo fajna, przydatna notka :)
    Uwielbiam hennę!
    Miałam przerwę w hennowaniu i wróciłam do szamponetek, ale włosy po nich leciały mi garściami. Po przejrzeniu blogów (w głównej mierze Twojego) znowu farbuję henną i nie planuję kolejny raz jej zdradzać ;) Mój naturalny ciemny brąz w połączeniu z czerwienią/rudością henny daje piękny żywy kolor. Dostępność mnie nie przeraża, bo kupiłam od razu 2 kg na zapas ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wzięło się to z dawnych czasów, kiedy hennę przywoziło sie z Bułgarii albo Francji i zawierała ona sole metali. Właśnie te sole mogły wchodzić w reakcje z amoniakiem i rozjaśniaczem. Jednak i wówczas to nie henna niszczyła włosy, tylko reakcja dodatków z "chemią". Dzisiaj raczej się już nie dodaje soli metali do henny (znam tylko jedną markę, która to robi, NJD, francuska). I tak jak napisałam w notce, musiałabyś natychmiast po takiej hennie nałożyć na włosy rozjaśniacz, bo tego typu dodatki bardzo szybko się z włosa wypłukują przy normalnym myciu.

    Akurat cassię można nakładać na rozjaśniane i farbowane włosy, można też na nią położyć farbę chemiczną. Wiem to nie tylko teoretycznie, praktykowałam na własnych włosach (przydaje się pełen przekrój kolorów na własnej głowie, hehe). Kasja zwykle nie zmienia wcale odcienia włosów, ewentualnie lekko go ociepla, więc jak położysz ją nierówno, to też nic nie zauważysz. Jeśli i tak się boisz, zawsze możesz wymieszać mikroskopijną porcję na próbę uczuleniową, i pofarbować dodatkowo jedno wybrane pasemko. Mogą to być nawet włosy, które pozbierałaś ze szczotki, ziółkom to wszystko jedno.

    OdpowiedzUsuń
  11. Niech zgadnę, w przedsprzedaży na polu henny? Jak wypróbuję hennę khadi i lass, to też tak właśnie zrobię, te hermetycznie zapakowane torebeczki mogą leżeć i leżeć.

    I niech zgadnę, włosy już nie wypadają? :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wrócę do naturalnych mieszanek, gdy zacznę siwieć. Na chwilę obecną nacieszę się własnym odcieniem :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Niestety kilka lat temu straciłam już możliwośc takiego wyboru ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadłaś 2 razy ;) Po hennie włosy nie zatykają odpływu, wypadają, ale ilość jest w normie.


    Długo używałam różnych odcieni brązu lub indygo z Khadi i w porównaniu z nimi henna z pól henny nakłada się rewelacyjnie - ma dużo lepszą konsystencję i łatwiej błotko się zmywa.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja też, ale lubię farbować, więc zbytnio nie żałuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nic mi nie mów, dziś mija piąty dzień, kiedy wonieję pieczonym kurczakiem. Niestety, katar już mi przechodzi i sobie śmierdzę. Chociaż zapach samej henny mi się podoba, tylko heenara mi zalatuje.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja uwielbiam efekt jaki daje mi henna, kolor włosów wygląda tak naturalnie i ten blask!
    a susz poziołowy znika po dwóch myciach :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo dziękuję za obszerny post i wyjaśnienie :). Fajnie jest przeczytać coś konkretnego od osoby, która wiele przetestowała na swojej głowie :). I internecie znalazłam masę sprzecznych opinii, jedne powielały znane mity o hennie, inne wychwalały ją pod niebiosa wyśmiewając innych o nakładanie chemii, przez którą czeka tylko śmierć xD. Brakuje rzetelnych opinii i faktów. Może rzeczywiście się przekonam się do spróbowania henny, w końcu sobie grzecznie w szafce leży. Czyli mówisz, że spokojnie można na rozjaśniane włosy nałożyć cassię? Bliżej chyba się jej przyjrzę jednak :).
    Czekam na Twoje kolejne posty o różnicach pomiędzy farbami z amoniakiem i bez i tym o farbach aptecznych :).

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetny wpis i będę tu odsyłać osóbki, które mi mailem zadają pytania o farby rozmaite! :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. U mnie już się nawet nie pojawia. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Zgadzam się, brakuje głosu rozsądku. Nie tyko w kwestii henny. :)

    Można cassię nałożyć na rozjaśniane włosy, i można położyć blond farbę na cassię. Chociaż pewnie lepiej nie robić tego dzień po dniu. DO pasty z cassii możesz dodać miodu, o ile nie jesteś uczulona. Miód nawilża włosy i pomoże uzyskać jaśniejszy odcień. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Lubię takie rzetelne tasiemce, mam potem poczucie dobrze spełnionego obowiązku. ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Justyna Wiśniewska21 marca 2015 20:47

    Ja mam swojego Loreala ;) marzyła mi się kiedyś FN ale po tym jak przeczytałam , że ciężko później sie przefarbować to rzuciłam ten pomysł ;D

    OdpowiedzUsuń
  24. O, to, to, ja się na przykład wyleczyłam z głupich pomysłów dzięki Tobie :*

    OdpowiedzUsuń
  25. Osobiście farbowałam henną raz i mimo czterogodzinnego trzymanie, postępowania zgodnie z instrukcją itp., kolor w ogóle nie chwycił :(. Następnym razem spróbuję zafarbować henną Khadi, może pójdzie lepiej, bo tamta to jakaś mniej znana była.

    OdpowiedzUsuń
  26. Niskopory trudno chwytają hennę. "Chemię" też. Jaki masz naturalny kolor włosów i jaką hennę kładłaś? :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Całym sercem zazdroszczę damom, które mają naturalnie brązowe włosy i mogą sobie pogłębiać kolor odpowiednią henną. Ja na swoim odrastającym chłodnym blondzie boję się nieco używać nawet kasji, bo blogosfera pełna jest posiadaczek podobnego koloru, które po bezbarwnej hennie otrzymały delikatnie rudziejący odcień. A szkoda, bo henna to jedyny środek, który z moich dość cienkich włosów zrobił grubą lwią grzywę :P

    OdpowiedzUsuń
  28. A i jeszcze tak mnie naszło - chyba największą różnicą między farbą chemiczną a henną jest to, że farba chemiczna zawsze w pewnym stopniu niszczy włosy i długotrwałe stosowanie zdecydowanie tego nie poprawi. Moim skromnym zdaniem z farbą chemiczną dobrze wyglądają tylko posiadaczki prawdziwie niskoporowatych, z natury odpornych włosów.

    OdpowiedzUsuń
  29. A ja ostatnio miałam pomysł zainwestować w hennę ale ciągle jeszcze się waham:) Nie lubię trwałych farb, przez jedną z nich doprowadziłam swoje włosy do ruiny dawno temu

    OdpowiedzUsuń
  30. Farba ton w ton, odpowiednio dobrana, nie poczyni ogromnego spustoszenia, ale zgadzam się, że henna w tym samym czasie będzie pielęgnować włosy i cebulki, więc podsumowując, chemiczna wychodzi gorzej.

    Niestety, jeśli chodzi o zimne odcienie, to henna "obsługuje" tylko ciemne i bardzo ciemne. W kilku zdaniach podsumowałaś cały post, to są najważniejsze moim zdaniem różnice. :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Kilka tygodni zbierałam się z zadaniem pytania o cassię i rozjaśniane włosy a dziś trafiłam na odpowiedź :) Chyba zamówię pod koniec miesiąca. Poza tym fajny, rzetelny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  32. Póki co zrezygnowałam całkowicie z farbowania włosów ale pewnie przerzuciłabym sie na te naturalne :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Przez samą farbę, czy przez próby usunięcia jej z włosów?

    OdpowiedzUsuń
  34. Mariola Roberto K21 marca 2015 20:49

    Ciekawy wpis.Mnie interesuje jak uzyskac farba ziolowa chlodny odcien sredniego brazu na wlosach 1/3 siwych...jest to mozliwe??
    Bo niestety mi( tzn komus komu robilam) wychodzil cieply odcien z brazu Khadi i musielismy sie przeniesc w rejony farby chemicznej( JOICO), co bylo Ok na ok rok, teraz wlosy zaczynaja byc zniszczone bo sa to wlosy falowane a do farby niestety trzeba dodawac rozjasniacz 6%.



    Mam tez pytanie: czy farbe bez rozjasniacza mozna dodac do odzywki by odswiezyc kolor wlosow miedzy farbowaniami? Jesli tak to ile na ile?


    pozdrawiam serdecznie


    dzieki za blog, zaczynam korzystac z informacji na nim zawartych:-) np kupilam sobie olej laurynowy w polecanym przez Ciebie sklepie (i jeszcze kilka innych rzeczy- tam :-) )


    catty_ie

    OdpowiedzUsuń
  35. Do farby nie dodaje się rozjaśniacza, tylko utleniacz, czyli wodę utlenioną. Rozjaśniacz to co innego. :) W przypadku siwych włosów zalecane stężenie to 6%. Jeśli chodzi o farby ziołowe, im ciemniejszy kolor docelowy, tym łatwiej o chłodny odcień. Czy możesz mi podać konkretny numer farby Joico? Będę potrafiła pełniej odpowiedzieć Ci na pytanie czy można taki efekt uzyskać naturalnymi metodami, i jak ewentualnie zapigmentować długość włosów między farbowaniami.

    Jeśli masz taką możliwość, napisz do mnie maila ze zdjęciem Twoich włosów, ich opisem i stosowanymi kosmetykami, a także odcień, jaki chciałabyś uzyskać, będę mogła Ci najszerzej odpowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  36. Mariola Roberto K21 marca 2015 20:49

    Bardzo dziękuje za odpowiedz.OCZYWISCIE, ze utleniacz nie rozjaśniacz heh pisałam jakoś chyba nieuważnie.Farba Joico była z tych poltrwalych, zmieszane ze sobą były 2: średni popielaty brąz i popielaty ciemny blond + utleniacz 6% .Farba. K pak chrome A 5 i A 7.Wyszedl kolor B naturalny co jest bardzo istotne bo farbowane sa męskie włosy i wiadomo zależy na naturalnym efekcie ;-). na FB sa fotki mozna pooglądać , o co chodzi :-)Tak chyba bedzie najszybciej ? :-)
    Przedtem z 2 lata farbowałam mu henna z lusha, brązem i było fajnie kilka razy a potem raptem kolor wychodził ciepły z odcieniem rudawym, spróbowałam pomieszać z niewielka ilością czarnej tez z lusha i przeczernily sie niestety...ale juz udało sie ich pozbyć przez regularne podcinanie.Od grudnia prźeszlismy na to Joico k pak chrome i było B Ok i z kolorem i kondycja wlosow ale od ostatniego farbowania ( czwartego) sie zrobiły w strukturze gorsze- to sa włosy B ładnie falowane ale ostatnio zsianily sie a namów faceta na regularne odzywkowanie ..eh :-) nie da sie.Wolalabym juz męczyć sie z ta henna bo jednak jakość włosa jest po niej fajna, nie ma sie poczucia niszczenia gdy sie farbuje.Jakis taki komfort psychiczny odczuwam.Nie lubię niszczyć wlosow ani swoich ani cudzych.

    Ale henna niestety mam wrażenie jest nieprzewidywalna.Nawet ta super chwalona w blogosferze - khadi.Farbowalismy nią 3 x, za pierwszym razem było dość OK a potem odcień ciepły :-(.Farbowalam tez kuzynce, miało byc docelowo na brąz, najpierw jak radzą czysta henna na rudo i potem na brąz...przebijało jak nie wiem co...a edukowałam sie w necie z 3 dni przed tym farbowaniem :-) :-).

    OdpowiedzUsuń
  37. Tzw. farby półtrwałe właśnie tak działają, jak bomba z opóźnionym zapłonem. Nie napisałam jeszcze swojego tekstu, ale zajrzyj tutaj, do Mysi: http://kokardka-mysi.blogspot.com/2012/04/ten-grozny-amoniak-zalety-i-wady.html

    Naturalne farby zawsze spłukują się do odcieni ciepłych, nie ma na to rady. Możesz albo zostać przy brązach z henny i zalecić Mężczyźnie mycie włosów szamponem tonującym, albo wybrać jednak farbę chemiczną, z amoniakiem (ja nie bez powodu tak chwalę tanią i prostą składowo Londę) i tej odżywki używać.

    Można jeszcze chodzić w siwkach, które facetowi zdecydowanie bardziej dodają uroku niż nam.

    Jeśli wybierzecie jednak hennę i szampon tonujący, wybierzcie taki do czarnych, nie do brązowych włosów. Te do brązowych podbijają ciepłe tony. Zamiast takiego do czarnych włosów możecie wybrać też ochładzający kolor do włosów blond, któryś z niebieskich albo fioletowych. :)

    A, farbując henną i indygo, hennę trzeba podłożyć na siwe włosy, żeby były niebieskie. Jednak na długość włosów, gdzie ta henna już jest, wystarczy położyć samo indygo, wtedy kolor będzie chłodny. Żeby włosy nie wyszły czarne indygo rozrzedzamy innymi ziółkami lub bezsilikonową odzywką. Proporcji niestety nie podam, bo to zależy od wielu czynników i trzeba do niej dojść metodą prób i błędów.

    OdpowiedzUsuń
  38. Mariola Roberto K21 marca 2015 20:49

    Dzieki za odpowiedz./A nie przeczerni to indygo? bo tego sie obawiam/a jaki np mialby to byc szampon tonujacy?Konkretnie? Gdybym wrocila do brazow z henny


    A czy mozesz mi napisac:czy henne z indygo mozna dodac do odzywki i uzywac jej na ozywienie koloru? Jesli tak to w jakich proporcjac i ile trzymac?

    OdpowiedzUsuń
  39. Mariola Roberto K21 marca 2015 20:49

    przeczytalam ten artykul u Mysi- no tak- cos takiego sie dzieje:-(

    OdpowiedzUsuń
  40. Nada się jakikolwiek szampon, niebiesko-fioletowy, dowolnej marki od taniej joanny i venity, przez profesjonalny L'oreal i podobne, cenowo można się piąć w górę w nieskończoność, zależy czego oczekuje się od szamponu. Nie polecam żadnej marki wybitnie w tym względzie, równie dobrze możesz dodać kilka kropli gencjany do porcji używanego do tej pory szamponu, wyjdzie na to samo. Efektów na ciemnych włosach nie będzie widać od razu, dopiero po kilku myciach.

    Na ożywienie koloru dodałabym do odżywki samego indygo, po co Ci ciepły kolor z henny? :) Zacznij od proporcji łyżeczka indygo na 2 łyżki odżywki i w razie potrzeby dodaj indygo więcej lub mniej w zależności od efektu. Im mniejsza ilość indygo, tym mniejsza szansa, że przyciemni kolor.

    Odżywki ożywiające kolor (tzw. gloss) i szampony odratują spłukujący się, już pofarbowany kolor, ale odrost trzeba będzie zafarbować. U mnie naturalnie wyglądający brąz dało wymieszanie heenary z indygo w proporcji 2:1, ale wyszło ciemno (bo miało).

    OdpowiedzUsuń
  41. Mariola Roberto K21 marca 2015 20:49

    Dzieki bardzo za odpowiedz.Sprobuje tego glosa z indygo bo wlasnie sie nieco spraly, rozumiem, ze to dziala tylko na pofarbowane:-).Zdam relacje jak juz uskutecznie:-)


    pozdrawiam serdecznie i dziekuje za poswiecony mi czas:-)


    A Ty, zawodowo zajmujesz sie wlosami?:-)

    OdpowiedzUsuń
  42. Pracowałam w salonie, ale potem życie się inaczej poukładało. Obecnie szukam pracy, fajnie gdyby udało się w zawodzie. :) Przeprowadziłam się w ciąży, potem jeszcze raz... mieszkam w małym miasteczku, gdzie konkurencja jest duża, a ofert pracy jak na lekarstwo.

    OdpowiedzUsuń
  43. Mariola Roberto K21 marca 2015 20:49

    Jak kochasz wlosy i jestes dobra w swoim zawodzie bo jest Twoja pasja to moze bedzie tak jak w przypadku Mysi?;-) Tego Ci zycze:-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...