środa, 10 września 2014

O żyrafce, która pomogła Zosi wyzdrowieć: Hipoalergiczny żel rozgrzewający Pumo Vap bebe.


Do tej pory nie chwaliłam na blogu żadnego dziecięcego produktu, bo i nie widziałam takiej potrzeby. Jednak ostatnio odkryliśmy z Mężem coś, czym koniecznie muszę się podzielić ze światem, bo naprawdę warto.

Zocha moja po dziesięciu dniach w przedszkolu postanowiła się pochorować. W niedzielę rano pojechała z nami do zoo, gdzie robiła się coraz bardziej i bardziej marudna, w drodze powrotnej dokuczał jej katar, a po przyjściu do domu zauważyłam lśniące jak spodki gorączkowe oczy i wypieki na policzkach.

Na szczęście moje dziecko, kiedy choruje, jest kochane i pogodne (to kiedy zdrowieje trudno zachować cierpliwość). ;) Jednak z lekarstwami bywa różnie. Na gorączkę podaję jej któryś ze skoncentrowanych syropów dla dzieci, ostatnio bodajże nurofen. Działa też przeciwzapalnie i wyraźnie pomaga. I całe szczęście, bo jest paskudny w smaku. Dobrze, że Zo ogarnia już podstawy związków przyczynowo-skutkowych, czyli kojarzy, że jak wypije to ohydztwo, poczuje się lepiej.

Pozostaje jeszcze kwestia kataru. Kiedy Zosia była całkiem malutka, nosiłam ją w chuście, kiedy babole nie dawały jej spać. Dwie, trzy noce w pozycji pionowej i dziecko było jak nowe. ;) Pomagała też maść majerankowa, ale dało się nią posmarować nosek Zosiowy dopiero kiedy zasnęła, a najpierw katar musiał pozwolić jej zasnąć. Smarowanie czymkolwiek to czynność przez moją córę serdecznie znienawidzona, a tłusta maść majerankowa zdaje się być na samym szczycie listy produktów nieakceptowanych. Jeśli chodzi o krople, to ich aplikacja jest problematyczna. Najpierw trzeba oczyścić nosek, najlepiej solą fizjologiczną, potem go osuszyć, potem zaaplikować krople w taki sposób, aby nie przewędrowały do gardła. Na koniec moje serce krwawi, dziecko wyrywa się rozpaczliwie (torturują!), a katar jak był, tak jest. Kroplom na razie podziękujemy.

I dlatego potrójnie się cieszę z Mężowego odkrycia. Miał chłop fuksa, bo na składach się zna jak ja na obróbce metalu. Może powinnam też dziękować pani w okienku, która poleciła preparat? Pytał o plasterki do naklejenia na piżamkę, ale ich akurat nie było.

18 złotówek mąż zostawił w aptece, za to przywędrował do nas z żyrafką. Już samo opakowanie spodobało się Zosi. No bo jakie dziecko nie lubi żyrafy? :) Mnie z kolei spodobał się skład. Woda, gliceryna, olejki eteryczne, zagęstnik, regulator pH, łagodząca alantoina, zapach waniliowy będący jednocześnie rozgrzewaczem, mentol, dwa dość bezpieczne konserwanty, barwnik, składniki kompozycji zapachowej.

Nie ma tu: alkoholu, parafiny i jej pochodnych, zbędnych dodatków, silikonów, parabenów. Są olejki eteryczne: majerankowy, anyżowy, eukaliptusowy, rozmarynowy, sosnowy – czyli wszystkie te, które pomagają zakatarzonemu noskowi oddychać.

Żel jest pomarańczowy i dość rzadki, dzięki czemu możemy dowolnie stopniować ilość nakładanego produktu. Producent zaleca stosowanie go dwa razy na dobę, głównie przed snem. Smarowałam Zosi klatkę piersiową i szyję, a także plecy i stópki. Na swojej skórze nie zauważyłam efektu rozgrzewającego, ale dzieci mają cieńszą skórę i Zo orzekła, że jak mama posmaruje, to robi się ciepło. Olejki zapachowe pachną, nie śmierdzą, nie są mocno stężone, dzięki czemu maleje ryzyko podrażnienia skóry.

Pumo Vap nie klei się i nie brudzi ubrań. Najważniejsze jednak, że działa. Katar odczuwalnie się zmniejszał natychmiast po nasmarowaniu, a po dłuższym czasie zanikał całkowicie. Ten żel polskiego producenta można stosować od pierwszego roku życia, a także u starszych dzieci i dorosłych.

A teraz to, co podoba mi się najbardziej: dostosowanie produktu do grupy docelowej. W pudełku znajdziemy dużą ulotkę wydrukowaną na kredowym papierze. Z jednej strony zamieszczono informacje na temat stosowania leku w kilku językach, z drugiej – komiks z żyrafką wyjaśniający dziecku prosto i zrozumiale, do czego służy żel i jak się go stosuje. Zo najpierw słuchała jak „czytam”, a potem razem ze mną opowiadała: że żyrafka bawiła się w parku, ale przyszły chmury i zaczął padać deszcz. I żyrafka źle się poczuła, a mama położyła ją do łóżka i poszła po lekarstwo. Bohaterka komiksu zachwyciła Zosię na tyle, że po kilkukrotnym opowiedzeniu historii ochoczo poddała się znienawidzonemu smarowaniu, a nawet dała sobie założyć na stópki jeszcze bardziej znienawidzone skarpety. Przeżywanie żyrafkowej historii to wielka atrakcja, dzięki czemu dziecko z niecierpliwością oczekiwało kolejnego seansu bajkowo-smarowaniowego.

Wystarczyły dwa dni, aby moja córa poczuła się całkiem dobrze. Już wczoraj roznosiła ją energia, chciałam mieć jednak pewność, że nie dołączy się kaszel, ani nie pozarażamy innych dzieci. O katarze zdążyłyśmy już zapomnieć.

Żel z czystym sumieniem polecam, jest niedrogi, wydajny, wygodny i atrakcyjny dla Młodszych. Jest też bezpieczniejszy od czystych olejków eterycznych, które bałabym się stosować bezpośrednio na skórę małego dziecka, nawet po rozcieńczeniu. No i działa. Urocza żyrafka uwiodła i mnie!

47 komentarzy:

  1. o, super ze o takim produkcie piszesz, moj jeden mlodzieniec juz biega z gilem po pas. Ja zazwyczaj przy poczatkach kataru wyciagam inhalator z sola fizjologiczna, chlopcy maja faze na strazakow wiec ta maska od inhalatora jest bardzo pozadanym elementem. Nie lubie dzieciow faszerowac niepotrzebnie lekami, przy przeziebieniach podaje zazwyczaj Sambucol- to jest na bazie bzu czarnego
    Bardzo przyjemnie ta zyrafka sie zapowiada, na pewno wyprobuje :) A pomysl z ulotka dla dzieci mnie oczarowal :) mam tylko jednego lekomana ktory chetnie wszystko zje-syropki, tabletki i inne, da zakropic nos, wysmarowac sie itd. Pozostala dwojka broni sie recami i nogami przed jakiakolwiek forma podania leku, musze sie uciekac do roznych podstepow, przekupstw, szantazu i innych wielce nieetycznych metod- a mysle ze taka historyjka moze pomoc. Prosty pomysl, ale na pewno dzieki niemu dziecko latwiej moze "oswoic" i wlasna chorobe i aplikacje preparatu. No i czuje sie wazne, no bo w koncu rozchodzi sie o nie i ma ulotke skierowana do siebie :)
    Obecnie zastanawiam sie nad czyms na odpornosc, ale mam watpliwosci bo wg moojego pediatry "nie ma czegos takiego, sa preparaty zazwyczaj drogie, ktore sluza tylko temu zeby rodzic sie poczul lepiej= nabijanie kasy firmom farmaceutycznym" W znaczeniu kupilem, staram sie itd.

    OdpowiedzUsuń
  2. To coś z czarnym bzem też pani w aptece zachwalała, ale nie zamierzam kupować, mam własny miodek mniszkowy. :) U nas na odporność bardzo dobrze robił olej z pestek dyni, właśnie muszę się zaopatrzyć w nową butelką. Może nie było tak, że Zo nie chorowała w zeszłym roku wcale, ale lekarzy odwiedziłyśmy tylko przy okazji bilansu dwulatka. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. moi chlopcy maja za soba troche chorob, jak mieli mniej wiecej roczek- poszli do zlobka, przez pierwsze 3 mce byli w nim gora 10 dni...co szli na dzien- dwa, wracali z chorobskiem. Chyba z 5 antybiotykow przerobilismy. Skonczylo sie nieciekawie, szpital- i zrezygnowalam ze zlobka, zatrudnilam nianie. Drugie podejscie bylo w ubieglym roku, w sumie cala zime przechodzili zdrowo, choroby zaczely sie gdzies od marca, ale antybiotyk chyba raz podany wiec nie jest zle. Za to corka, ktora poszla do przedszkola jako 3-latka pierwszy rok nie chorowala ani razu (!) ...a rok temu wstretny kleszcz, borelioza i bidulka do grudnia byla w przedszkolu tylko kilka razy

    OdpowiedzUsuń
  4. Matko, jak tak czytam to wszystko, to się nawet cieszę, że nie udało mi się jeszcze znaleźć pracy...

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiedziałam, że to będzie coś super, szczerze mówiąc sama mam ochotę kupić żel, jak będę przeziębiona. Ulga przy zakatarzeniu jest nieoceniona. Kiedyś była taka maść w słoiczku Vicks Vaporub, pamiętasz?

    No i żyrafka, wiadomo <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Nadal jest. Nie wiem, czy w polskich aptekach, ale na pewno widziałam ją niedawno w jakimś sklepie internetowym. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na odporność polecam kurację cynkiem (warto przy okazji zasuplementować magnez, znalazłam ostatnio nawet preparat z Olimpu, nazywa się MZB i ma wszystko, czego potrzeba, tylko kapsułki dość duże). U mnie cynk zdaje egzamin zarówno w czasie choroby, jak i zapobiegawczo, bo wspomaga układ immunologiczny. Do tego kuracja nalewką z czosnku raz w roku i można żyć bez chorób :)

    I jeszcze w kwestii myślenia o odporności dodam, że warto traktować ją jako utrzymanie w prawidłowym stanie flory bakteryjnej naszego organizmu. Nie trzeba pić actimelków, wystarczą kiszonki (nie: kwaszonki!), np. surówka z kiszonej kapusty, ogórki kiszone i już nasz organizm powiększa armię obrońców. Ponadto wątroba w dobrej kondycji, nie przeciążana lekami, alkoholem - ostropest to fajna sprawda, można się z nim bezboleśnie zaprzyjaźnić :) wątroba też ważna jest, kiedy mnożą nam się drożdżaki, bo zagrzybiony organizm = dużo trucizny = obciążona wątroba = słabe zdrowie, kondycja i zły nastrój. Wiem, sprawdziłam, przerobiłam :) A jeśli nie nalewka z czosnku, to może kuracja citrokapem (citroseptem) dla najmłodszych?

    OdpowiedzUsuń
  8. Magnez od teraz będę zapodawać przez skórę. Natomiast kurację cynk+A+E mam w planach jak tylko skończę Priorin. Kasi chłopaki są w wieku Zo, więc celują bardziej w żyrafkę niż w cynk i czosnek. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zyrafka <3 Moze i to marketing, ale ulotka z plakatem jako szansa odwrócenia uwagi albo nawet zabawienia dziecka mnie ma. Bo efekt jest. Ten kto to wymyslil zasluzyl na buziaka. Moze mysli o swojej kasie, ale moze mysli o dzieciach? :-)
    Sama kupie zel! :-) Dla siebie i Krola Malzonka.
    Bardzo, bardzo, bardzo chciałabym, żeby udalo mi sie chustowanie jak juz bedziemy mieli małą Henri albo malego Henryka ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dokładnie. Moja pierwsza myśl: ale żerują na dzieciecej wyobraźni, chłyty matetindode jedne.. a potem zobaczyłam zachwyt w Zosinych oczkach i jednak pomyślałam, że bardzo mi się to podoba. :)
    Są tylko dwa przeciwwskazania do chustowania: chory kręgosłup i chore nerki rodzica. Co się ma nie udać? :) Dla spokoju ducha dobrze się skonsultować przez chustowaniem z pediatrą i/lub ortopedą, a pierwsze wiązanie wykonać pod okiem fachowca. Bo chustowanie jest proste jeśli się już umie to robić, ale trzeba uważać na błędy, która znacznie zmniejszą komfort i rodzica i dziecka. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiem, wiem, ale tak piszę, bo jak podrosną, to można próbować. Jak magnez przez skórę? Na mnie i mojego chłopa zbawiennie działa ZMA/MZB czyli magnez z cynkiem w kapsułkach, odkryłam to przy suplementacji dla sportowców, a teraz kupuję opakowania z Olimpu, bo najkorzystniej wychodzą. Łykamy to wieczorem, jedną kapsułkę, w nocy śpi się bosko, rano wstaje od razu z wyrka, no i działa długoterminowo, jeśli oczywiście dietę mamy w porządku i na ogół obfituje ona w mikroelementy.

    OdpowiedzUsuń
  12. http://www.herbiness.com/krem-magnezowy/
    http://arsenicmakeup.blogspot.com/2014/08/ancient-minerals-balsam-do-ciaa-z-atwo.html
    http://arsenicmakeup.blogspot.com/2014/09/diy-mleczko-do-ciaa-z-sola-magnezowa.html
    http://naturaiuroda.blogspot.com/2014/06/prosty-i-przyjemny-sposob-na.html
    http://naturaiuroda.blogspot.com/2014/08/diy-krem-magnezowy.html

    OdpowiedzUsuń
  13. potwierdzam, chustowanie jest absolutnie super :) Jedna z wiekszych bolaczek jakie mialam przy blizniakach to wlasnie niemozliwosc chustowania dwojki na raz...oczywiscie, probowalam, ale na dluzsza mete sie nie sprawdzilo. Za to starsza corka pol swiata ze mna w chuscie zwiedzila :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zielpy dzieki :) ale tabletek raczej mlodym nie daje, do czosnku tez chyba sie nie dadza namowic.
    A jest citrosept dla najmlodszych? chodzi o ten wyciag z pestek grejpfruta, tak? bo ostatnio pytalam farmaceutke i mi powiedziala, ze u dziecisie nie stosuje.
    Celowalam raczej w tran/ jakis olej (kolezanka podaje corce 6-lat olejek pichtowy i oregano i bardzo chwali...ale ja sobie jakos nie potrafie wyobrazic podania tego dzieciom, sama kiedys oregano probowalam i myslalam ze mi gardlo wyzre

    OdpowiedzUsuń
  15. tez sie ostatnio zastanawialam nad cynkiem dla siebie, raz na wlosy i wypadanie, dwa ze mam problemy skorne. SPojrze sobie na ten Olimp

    OdpowiedzUsuń
  16. taa, ja jakos w lipcu wrocilam do pracy po macierzynskim a od wrzesnia co chwila zwolnienie :/

    OdpowiedzUsuń
  17. No właśnie olejek z oregano trzeba umieć pić, dorosły to ogarnie, a dziecko może się poparzyć. Z samą wodą jest moim zdaniem najłatwiej, bo łykasz bez kontaktu z jamą ustną prawie (o ile nie moczysz warg itd.), próbowałam też z miodem, który zemulgował olejek, niby w smaku lepsze, ale strasznie pali, bo rozchodzi się po całej jamie ustnej. Citrosept nie piecze, w sumie nie wiem, czy można to stosować u dzieci (skoro olejek pichtowy można?), za to na pewno jest bezbolesne w użytkowaniu, bo po prostu rozpuszcza się w wodzie, nie parzy ani nic.

    Aha, no i tran jak najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Myślę jeszcze o oleju z krylu, zamiast tranu na odporność, też właśnie z olimpu. :) Ale na razie tylko myślę, nie chcę łykać pół apteki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Z kiszonkami u nas nie ma problemu, gorzej że to słodkie niedobre człowiek zżera. ;) O Citrosepcie czytałam, ale jakoś w końcu się nie przekonałam. Spróbuj, Kasiu z tym olejem z dyni, jest dość tani (od 30 zł/250 ml) i Zofii smakował. No i nie ma przeciwwskazań dla dzieci, a i pomaga w profilaktyce pasożytów wewnętrznych.

    OdpowiedzUsuń
  20. Z dwójką sobie nie wyobrażam, chyba że po prostu masz druga osobę do noszenia. Mimo chęci TŻ chustowania nigdy do końca nie opanował, brakowało mu wyczucia i wprawy, denerwował się, Zocha to czuła i też się denerwowała. Ale znam i chustujących z powodzeniem tatusiów.

    OdpowiedzUsuń
  21. a jak podawalas ten olej? Na lyzce do picia czy w jakis salatkach?

    OdpowiedzUsuń
  22. Czasami mieszałam pół łyżeczki z jakimś jogurtem, ale najczęściej po prostu pół łyżeczki do dziecięcej buzi. Zosia wypijała pół łyżeczki, a ja całą i tak nam razem było raźno. ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Przyda się. Przede wszystkim mnie, bo kiedy mam katar, to idzie od razu na zatoki, potem osłabienie i z powodu samego kataru jestem zupełnie nie do życia. Potem mojej 11letniej siostrze, która ma podobnie jak ja. Fajnie jak polski produkt z fajnym składem okazuje się działać :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Na Facebooku kilka osób pisało, że u nich się nie sprawdził. Myślę, że mimo wszystko warto spróbować, nie kosztuje majątku, a nawet jeśli nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Będziemy na pewno pamiętać o żyrafce, jak dopadnie nas przeziębienie, na razie, odpukać, krótki katarek mieliśmy tylko raz ;) Komiks z żyrafką - pomysł rewelacja, Kubuś też uwielbia takie rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Prawda? :) Wszystkie leki dla dzieci mogłyby mieć takie graficzne objaśnienie dla najmłodszych. :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Chłyt matetindody, dokładnie! :D (A chińska zupka robiona w Radomiu.) A jednak jest super. Zaraz pokażę Małżonkowi, bo strasznościowo mi się żel spodobał :) Serio sobie kupimy na jesień ;)


    My się nastawiamy właśnie oboje na chustę. Widziałam kiedyś w Dreźnie pana z dzidzią w chuście ;) A teraz oboje wyłapujemy na ulicach i mamusie i tatusiów z chustami. Cieszę się, że to się robi popularne, może znajdę w Toruniu fachowca na kilka lekcji. Myślę, że damy radę, jak juz przyjdzie czas. Kręgosłupy w porządku. Nerki też. A uzależnienie od przytulania musi się czymś karmić.

    OdpowiedzUsuń
  28. I jeszcze raz to napiszę: Dorota, bardzo, bardzo chciałabym być kiedyś taką mamą jak Ty.

    OdpowiedzUsuń
  29. A ja właśnie miałam Tobie odpisać, że będziesz wspaniałą mamą, bo widać to już teraz, że będziesz to dziecko kochać, mocno, prosto, tak "uczciwie". :)

    Nie jestem idealna, naprawdę, a czasami mam wszystkiego dosyć... Ale przez większość czasu bardzo się staram. W moim miasteczku widuję jedną mamę z maleństwem w chuście i trochę jej zazdroszczę, bo Zocha dawno wyrosła, bardzo szybko nie chciała już w chuście siedzieć. Choć tulić się nadal uwielbia.

    OdpowiedzUsuń
  30. Dziękuję że jesteś na www.kosmetoblogi.blogspot.com,
    zapraszam teraz do grupy na fb KosmetoBlogi na której sama możesz dodawać swoje
    posty i konkursy. https://www.facebook.com/groups/707980639250291/ POZDRAWIAM

    OdpowiedzUsuń
  31. Justyna Wiśniewska21 marca 2015 20:37

    Kupiłabym ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Jak ja swoja corke 5 lat temu nosilam to ludzie sie na nas gapili jak na widowisko ;) ale szczerze mowiac nadal widok chustomamy ( a taty to juz w ogole) na ulicY nalezy do rzadkosci, a szkoda. Henri mysle ze jak pezyjdzie pora to dasz rade. I bez instruktora, to tylko wyglada zawile ale obejrzenie kilku filmikow na yt naprawde rozjasnia.

    A moim cudownym odkryciem na miare chusty wiazanej przy chlopakach bylo wiaderko kapielowe tummy tub, rewelacja

    OdpowiedzUsuń
  33. O krylu ostatnio czytalam art na takim blogu farmaceutki i mnie zaciekawil, rozwaze :)
    O ile sama sie posilkuje suplementami( glownie wlosowymi bo odpornosc i zdrowie mam konskie), tak przy dzieciach bardzo rozwazam czy dawac czy nie, ma szanse zadzialac itd, nie chce ich od malego faszerowacp

    OdpowiedzUsuń
  34. Nigdy się nie przekonałam do tego wiaderka, głównie ze względu na cenę. Zo kąpaliśmy... w plastikowej misce za 15 złotych. :D

    Co do chusty, mimo wszystko jestem za opcją skorzystania z porady specjalisty. Nie jest to droga sprawa (30-50 złotych), a masz pewność, że nie robisz dziecku krzywdy. Noszenie w chuście jest bezpieczne, o ile robisz to dobrze: musi być symetrycznie (wyjątkiem jest oczywiście kołyska, ale wtedy pamiętamy o zmianie stron), biodra i plecki prawidłowo podparte, oba kolanka podciągnięte do tej samej wysokości, kręgosłup dziecka prosto, a rodzaj chusty i "naciąg" dostosowane do wieku i wagi dziecka. Dzieciaki poradzą sobie z wieloma preszkodami na swojej drodze do rozwoju, ale na niektóre z nich moim zdaniem nie ma potrzeby ich narażać./

    Kasiu, mam nadzieję, że się nie gniewasz, nie mówię, że na pewno wiązałaś chustę źle, bo nie skorzystałaś z rad specjalisty. :) Po prostu sama taką wizytę zaliczyłam i bardzo, bardzo mi pomogła. :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Absolutnie sie nie gniewam i tez uwazam ze jesli jest mozliwosc skorzystania z porady specjalisty to warto, po to oni sa. Ja po prostu takiej mozliwosci nie mialam, do wszystkiego doszlam metoda prob i bledow, przerabiajac po drodze 3 chusty zanim trafilam na ideal :), bardziej na czuja, bo mala po prostu uwielbiala byc noszona i nie dawala sie odlozyc ;) Pierwsza chuste dostalam od przyjaciolek na urodziny, sling, niezbyt wygodna ale spodobala mi sie idea i dopiero wtedy zaczelam szukac wiecej informacji w necie. Jedyna porade odnosnie chustowania mialam od ortopedy i fizjoterapeutki bo mala miala napiecie wzmozone w nozkach i chusta "na zabke" byla jak najbardziej wskazana :)-tzn potwierdzili mi ze takie noszenie jak najbardziej moze pomoc, na co zwrocic uwage (to o czym piszesz, symetria, kolanka na wysokosci bioder itd). "technicznie" radzilam sobie sama...
    jesli chodzi o wiaderko to kupilam uzywane za jakies 50zl a potem oddalam za paczke pieluch (czyli okolo 30zl), wiec koszt prawie zaden a jaka oszczednosc i wygoda :) Przy blizniakach to naprawde bylo mega ulatwienie i chlopcy je kochali :)

    Natomiast jesli chodzi o specjalistow to mi bardzo pomogla wizyta w poradni laktacyjnej :) to tak w temacie mamusiowania

    OdpowiedzUsuń
  36. Dobrze, że ten specyfik zadziałał ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. No pewnie, że dobrze! Przedszkole Zosi służy. :D

    OdpowiedzUsuń
  38. Dobrze ze trafił się dobry specyfik w przystępnej cenie i dobrym składzie :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Teraz już wiem co kupić w razie choróbska. Dziękuję za super przydatny post i podzielenie się info!

    OdpowiedzUsuń
  40. Pani w okienku to farmaceutka, skupi się Pani na tym czy żel dla dziecka zawiera parafinę i parabeny. Proszę sprawdzić jaki skutek może mieć stosowanie mentolu, który występuje w Pumo Vap bebe u malutkich dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  41. ale... tam nie ma parafiny ani parabenów, więc tu jest spokój. Pewnie dlatego mają napisane hipoalergiczny. Dla mojego Małego ok, najważniejsze że nie drażni i nie brudzi, a zabawa ze smarowaniem opowieści i historie żyrafy też działają zachęcająco Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  42. Ja ten żel stosuje odkąd mój maluszek skończył rok teraz 19mcy. jak mały dorwie tubkę w swoje ręce to przynosi żeby go posmarować i nie odpuszcza dopóki chociaż trochę mu nie posmaruje. tak samo jak ma zapchany nos to przychodzi pod odkurzacz ;) ściągamy gile katarkiem na początku trochę się bał tak jak i ja (gdzież to dziecku odkurzaczem glutki ściągać) ale po namowie kuzynki (miała identyczne obawy- włącznie czy mu mózgu nie wyssie;) odważyłam się po wielkich oporach męża zamówiłam i uważam że to chyba najlepszy gadżet jaki mógł ktoś wymyślić. katar ściągnięty w kilka sekund jedną ręką bez problemów i dziecko nie zdąży się zdenerwować (przy fridzie mały się wkurzał wierzgał a tu moment i zadowolony) jeśli ktoś ma takie obawy co do katarka jak ja na początku to się nie martwcie jest bezpieczny możecie śmiało wypróbować na sobie-ja tak zrobiłam żeby mieć pewność że dziecku krzywdy nie zrobię w końcu mały miał wtedy tylko trzy miesiące.. pozdrawiam wszystkich i życzę duuużo zdrówka Wam i Dzieciaczkom ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. Ten preparat nie działa, rozcieńczony na maxa , cena chora, większej ściemy nie widziałam, ludzie co to za kłamliwy blog, ile wzięłaś za takie okłamywanie ludzi w zywe oczy.!!!!

    OdpowiedzUsuń
  44. Wspaniały żel rozgrzewający ale niestety nie rozgrzewa.. Wogole nic nie robi...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...