poniedziałek, 8 września 2014

Moje ulubione półprodukty.


Jestem z siebie całkiem dumna, ponieważ wszystkie moje zamówienia półproduktowe uważam za sukces. Nie kupiłam nic, co zdążyłoby się przeterminować, zepsuć, albo czego nie wiedziałabym, jak użyć. :) Jedną rzecz wydałam, była to hydrolizowana keratyna. Kupiłam małą pojemność, żeby przekonać się, czy rzeczywiście włosom moim szkodzi. Szkodzi.

Jak to robię? Każde zamówienie dobieram pod konkretną recepturę. Jeśli chcę zrobić tonik, sprawdzam zapasy, i dokupuję tylko to, co będzie potrzebne do produkcji toniku. Zwykle pozwalam sobie na jeszcze 1-2 rzeczy, ale również kupione pod kątem konkretnego zastosowania, nie na zasadzie "bo ma ładny opis", a raczej "do czego to dodam?". Jeśli wybieram nowe oleje, to w pojemnościach nie większych niż 50 ml. Nie kupuję składników, które nie sprawdziły się w gotowych kosmetykach.


Przedstawiam Wam zatem moich półproduktowych ulubieńców.

Hit ostatnich dni, czyli mocznik. Mam słoiczek z ZSK i nie wyczuwam żadnego zapachu, choć wiem, że u niektórych z Was wygląda to inaczej. Mocznik w stężeniu około 10% ma działanie nawilżające, w stężeniu 30% stosuje się go jako substancję keratolityczną (złuszczającą naskórek). Dodaję go do szamponów mocno oczyszczających, łagodzi ich wysuszające działanie. Niewielka ilość dodana do odżywki o prostym składzie zmiękcza skórę głowy, używam go w ten sposób przed peelingiem. Mocznik ma postać białych kryształków, łatwo rozpuszcza się w wodzie. Ładnie nawilża i jest niedrogi.

Twarzowe KWC, czyli potrójny kwas hialuronowy 1,5%. Nakładam go dwa razy dziennie, łącząc z olejem lub kremem. Bardzo dobrze nawilża i ujędrnia skórę, podobno działa przeciwstarzeniowo. Może i coś w tym jest, zważywszy że cera coraz młodziej wygląda na zdjęciach. :) Czasami dodaję go też do kosmetyków do ciała i włosów, ale zwykle jest mi go szkoda.

Mleczko pszczele w glicerynie. Dodaję do odżywek i masek do włosów, czasami też do kosmetyków do twarzy. O ile w tym drugim przypadku nie doznałam nigdy efektu wow, o tyle nawet ze średniego kosmetyku do włosów potrafi zrobić małe cudo. Zawiera proteiny w otoczeniu humektantów. Uwaga, przed użyciem tego półproduktu należy najpierw sprawdzić, czy nie mamy uczulenia na produkty pszczele, a także czy skóra/włosy lubią się z gliceryną.

Oleje. Najbardziej wszechstronny u mnie jak do tej pory okazał się arganowy, lubiły go włosy, skóra głowy i twarzy i ciało. Najlepszy do twarzy okazał się olejek z opuncji figowej (ach, czemu taki drogi?). Inne, które bardzo lubię, to jojoba, rokitnik, kokos, słonecznik, a także mieszanki na bazie oleju sojowego. Olejem smaruję ciało, używam go z kwasem hialuronowym jako uzupełnienie lub zastępnik kremu do twarzy, olejuję włosy i skórę głowy, robię z nim krem albo prostszą emulsję do ciała, a ostatnio nawet mydło. :)

Emulgator SLP. Jest tani, wystarczy jego niewielka ilość, jest stabilny w dość szerokim polu pH. Z jego pomocą można stworzyć olejek albo masło hydrofilne, prostą emulsję do ciała. Raczej nie nada się do zrobienia gęstego kremu, emulsje z jego udziałem są bardzo rzadkie, wodniste, jeśli robimy je z oleju, a nie masła.

Glukonolakton. Kwas PHA, doskonały dla tych, którzy z jakiegoś powodu nie mogą albo nie chcą używać kwasów AHA lub BHA. Nadal używam toniku z tego przepisu i odkąd to robię, nie mam problemu z suchymi skórkami, a skóra jest ładnie rozjaśniona, wygląda zdrowo, wydaje mi się że jest tez mniej podatna na alergie kontaktowe.

D-pantenol. Nawilża i koi skórę. Sprawdza się jako dodatek do gotowych kosmetyków, dorzucam go tez do większości DIY. Ma jeszcze jedną zaletę: bardzo łatwo rozmieszać w nim gumę ksantanową, dzięki czemu tworzenie różnego rodzaju żelów bez grudek jest dziecinnie proste. :)

Korund. Akurat mi się skończył, więc nie ma go na zdjęciu. Najczęściej dodaję go do szamponu lub lekkiej odżywki i delikatnie masuję skórę głowy. Taki peeling pomaga mi w walce z nadmiernym przetłuszczaniem się skalpu. Obecnie korund zastąpiłam mielonymi pestkami dzikiej róży i tez są fajne. Przy korundzie ważne jest, żeby nas nie zmyliły małe rozmiary drobinek: są naprawdę ostre. Masować trzeba delikatnie, i niezbyt długo, w przeciwnym razie uszkodzimy skórę i/lub włosy.

Glinki, zwłaszcza ghassoul. Lubię kupować je w sklepie z półproduktami. Nie płacę wtedy za markę, a za samą glinkę. Często są to glinki drobno zmielone, albo wręcz mikronizowane, co znacznie uprzyjemnia zabiegi z ich użyciem i ułatwia połączenie ich z wodą. Na zdjęciu glinka ghassoul z (a jakże!) ZSK, ale byłam bardzo zadowolona też z glinek z Zielonego klubu. W moim odczuciu są o wiele lepszej jakości niż ich odpowiedniki dostępne w sklepach z kosmetykami rosyjskimi, które bywają ziarniste, a nawet zawierają... piasek. Glinkę ghassoul używam do maseczek na twarz i na skórę głowy, a także dodaję ą do szamponu czy żelu pod prysznic. Niektórzy nawet myją nią włosy, osobiście wciąż zbieram siły do takiego eksperymentu. ;)

Olejki eteryczne. Uwielbiam je! Dodaję do podgrzewacza z woskiem pszczelim, tworząc swój własny wosk zapachowy. Wzbogacają większość moich kosmetyków DIY, a także część gotowych. Poza tym, że pięknie pachną, mają wspaniałe właściwości: róża działa przeciwstarzeniowo, podobnie jak cytrusy, lemongrass i eukaliptus odstraszają owady, sosna i cedr pomagają przy przeziębieniu, rozmaryn wzmacnia cebulki włosowe i przeciwdziała wypadaniu i przetłuszczaniu, olejek z drzewa herbacianego działa bakterio- i grzybobójczo. Olejków eterycznych używam w niewielkich stężeniach, są bardzo skoncentrowane i łatwo sobie nimi zrobić krzywdę.

Na koniec jeszcze tylko jedna mała uwaga: poprawiając sklepowe kosmetyki warto przygotowywać jednorazowe lub możliwie małe porcje, chyba że dodacie do nich jeszcze konserwantu, lub nie przeszkadza Wam rozwarstwienie się produktu końcowego, czy inna zmiana konsystencji.

A Wy używacie półproduktów kosmetycznych? Macie jakieś ulubione? :)

41 komentarzy:

  1. Widzę kilka moich ulubionych półproduktów ;) Mocznik, glukonolakton, żel ha potrójny (do tej pory używałam tylko tego 1%), SLP faktycznie robi rzadzizny ;) Ostatnio przyszedł do mnie olejek eteryczny lawendowy, robię sobie z nim relaksujące kąpiele :) U mnie do ulubionych półproduktów dodałabym kompleks na naczynka z naturalisa, wspaniale działa, używałaś go już Dorotko?

    OdpowiedzUsuń
  2. zdjęcia Ci się do boku przesuneły:)
    ja jak kupuje półprodukty to się marnują - więc odstąpiłam od tego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. szykuje sie do piierwszego zamowienia :) na liscie mleczko pszczele, zel aloesowy, keratyna (ja tez musze sproboac, a co!) i glinki...czekam tylko na przyplyw kasy

    OdpowiedzUsuń
  4. Kusi mnie to mleczko pszczele ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Glinka ghassoul do mycia jest na prawdę fajna! :) Polecam

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę w końcu kupić mleczko pszczele w glicerynie!
    Jak będę zamawiać kwas migdałowy to na pewno wrzucę je do koszyka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pink Lipstick21 marca 2015 20:36

    uwielbiam olejki eteryczne :) mam sosnowy, ale muszę sobie kupic rozmarynowy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeju jeju jeju, czy Ty musisz kusić glukonaktonem? :D myślę intensywnie o jego zakupie, ale chyba zamówię na święta. Bo od razu wezmę keratynkę, a tę od Ciebie mam do grudnia akurat ważną, plus może jakaś promo gdzieś będzie :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Tonik z glukonolaktonem rzeczywiście nie jest najtańszy. Ale mam go już kilka miesięcy i cały czas mi służy. Na pewno będą powtórki, następną partię zrobie wg. przepisu Arsenic na żelowy tonik. ;)
    http://arsenicmakeup.blogspot.com/2014/05/diy-level-hard-tonik-pha-w-zelu-ze.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozmarynowy to mój ulubiony, lubię wszystko co pachnie rozmarynem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Z tą moją skórą głowy już się boje eksperymentować...

    OdpowiedzUsuń
  12. Warto kupić przy jakimś zamówieniu. Jest długo ważne.

    OdpowiedzUsuń
  13. O, jak ja to znam. :) Moje pierwsze-pierwsze zamówienie zrobiłam po to, aby stworzyć szampon z mleka kokosowego... i nigdy się za niego nie zabrałam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiem, że się przesunęły, ale nie wiem jak je popchnąć w prawo. :) Mówią, że są na środku, bezczelne.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie zrobiłam w końcu u nich zamówienia. Kompleks na naczynka miałam kupić razem z tym do skóry tłustej, który miał trafić do szamponu. A szamponów ostatnio u mnie dostatek, i tak zamówienie czeka na lepsze czasy. :) Ale nie narzekam na naczynka ostatnio. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Glinkę uwielbiam ♥ reszty niestety nie znam :[

    OdpowiedzUsuń
  17. Masz dobry sposób na półproduktowe zakupy. Niestety ja kupowałam wszytsko na hurra i część zmarnowałam. Teraz kupuję rozsądniej. :D Praktycznie wszystko znam z tego co pokazałaś :D Jedynie mleczko pszczele w glicerynie jest mi obce, ale to pewnie kiedyś się zmieni :D Jedynie nie lubię glinek z zsk. No nie wiem, nic prawie nie czułam po ich użyciu, żadnej zmiany. Glinki Nacomi albo z L'Orientu są dla mnie dużo lepsze i zastanawiam się czy to nie autosugestia czasem :D Ale naprawdę tak jest. A i rosyjskie glinki to dla mnie kompletny niewypał.

    OdpowiedzUsuń
  18. O rosyjskich mam podobne zdanie. Z ZSK miałam tylko ghassoul, pozostałe kupowałam na Zielonym Klubie i były git. Nie miałam za to Nacomi ;)

    Mój kolejny glinkowy zakup to na pewno będzie chwalony przez Smyka i Angel Rapan. :) Szkoda tylko, że te kilogramowe worki nie są słoikami, będzie trzeba jeszcze kombinowac jakieś naczynie zastępcze.

    OdpowiedzUsuń
  19. Moje tez następne będą Rapan :D Serio, już prawie raz kliknęłam kupuj, ale się jeszcze wstrzymałam, bo na razie mam właśnie z Nacomi mały zapas. Bez glinek ani rusz.

    A z zsk miałam czerwoną i zieloną, za to nie miałam ghassoul. Nic po nich nie czułam, no nic :D Teraz z Nacomi mam ghassoul i jest fajna.

    OdpowiedzUsuń
  20. Czaję się na żółtą glinkę i błotko solankowe. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Mleczko pszczele to moj bezdyskusyjny ulubieniec :) Wlasnie mi sie skonczylo, nad czym ubolewam, a cos nie moge sie zebrac do zakupow ;) Widze zmiany w avatarku, juz po ;)? Ladne zdjecie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Po, i w trakcie. Jest jaśniej niż chciałam, więc będzie ciąg daldzy. Dziękuję! :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Justyna Wiśniewska21 marca 2015 20:37

    Na razie boję się po nie sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  24. 3mam kciuki za powodzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Chyba muszę sobie kupić jakieś olejki :)

    OdpowiedzUsuń
  26. A do czego byś chciała ich używać? :) Bo na początku zaszalałam z drogimi, a potem nie zdążyłabym ich wszystkich zużyć, i musiałam porozdawać, więc tak staram się innym oszczędzić tego błędu. ;) Fajny na początek jest Babydream Fur Mama z Rossmana, dużo osób go chwali, i włosowo, i "cieleśnie". Sama używałam go w ciąży, jak mi się jeszcze olejowanie włosów nie śniło, i byłam bardzo zadowolona z jego działania. :)

    OdpowiedzUsuń
  27. o proszę, to mam ciut innych ulubieńców;)
    u mnie musi być kwas hialuronowy, aloes, d-pantenol też oczywiście, jakiś hydrolat, jakiś konserwant, witaminki, zwłaszcza cenię A i E...
    to tyle co pamiętam... aaa glinki i olejki eteryczne też zawsze mam pod ręką:)

    pozdrawiam ciepło
    :*

    OdpowiedzUsuń
  28. Aloes mi sie przejadł, po roku zachłyśnięcia się nim. Teraz sam zapach mnie drażni. ;) Hydrolaty lubię, ale nie płaczę jak mi się skończą, nie gardzę też wodą demineralizowaną ani świeżo zaparzoną zieloną herbatą. Konserwant też oczywiście mam, nie mam pojęcia dlaczego tu się nie znalazł. Wcale nie tak różnie u nas. :)

    OdpowiedzUsuń
  29. no wcale nie, faktycznie :)
    no to pewnie i mnie się aloes przeje, póki co kupiłam całą flaszkę pitnego, ale do wód i toników:)
    cieszę się, że masz disqus, bo wreszcie można pogadulić.. nie zawsze pamiętam, by zajrzeć jeszcze raz do kogoś u kogo komentuję, a tu mam info na maila - cudownie:)

    OdpowiedzUsuń
  30. mam pytanie z innej beczki,
    kupilam balsam do ciala z takim skladem:
    Skład: Organic Vutyrospermum parkii (shea butter) (organic shea butter (shea butter), Mel (manuka honey Australian), Propolis (floral propolis), Hyssopus Officinalis Leaf Extract (extract bee herb), Organic Juglans Regia Seed Oil (organic walnut oil) Medicago Sativa (Alfalfa) Extract (alfalfa oil), Tocopherol, Hippophae Rhamnoides Oil.

    Myslisz ze mozna go na wlosy dac??? fajne rzeczy ma w srodku, miod i oleje...

    OdpowiedzUsuń
  31. Można. Mocno go rozgrzej w rękach i zacznij od niewielkiej ilości, może się kiepsko zmywać z tym porpolisem. :)

    OdpowiedzUsuń
  32. OOO dowiedziałam się że 10% mocznik nawilża a 30% złuszcza a jak jest np w 20% ? :D
    Może kupię sobie korund żeby pozbyć się łuski na skalpie - dobry pomysł?

    OdpowiedzUsuń
  33. Dorotko a propos Twojej potrzeby przyciemnienia wlosow znalazlam przypadkiem takie cus:
    http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=54679

    nie wiem jak z dostepnoscia ani skladem bo nigdzie nie moge znalezc danych- ale ogolnie kosmetyki Naturvital sklady maja niezle :)
    no i maseczka o ktorej dzis pisala Eter :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Dziękuję, Kochana!

    Trzymałam to kiedyś w łapce w naturze, i nie zachwyciło mnie wtedy. Więcej szczegółów nie pamiętam. :)

    OdpowiedzUsuń
  35. 20% powiedziałabym, że bardzo zmiękcza - czyli zależy, co zrobisz potem. Co do łuski, to lepiej spróbuj najpierw czegoś grubszego, żebyś sobie nie poraniła skóry głowy, z korundem bardzo łatwo poszorować za mocno. Może lepiej na skalp nałóż najpierw cerkogel 30, lub salicylol, lub squamax, a potem peeling cukrowy z szamponem?

    W przypadku łuski lepiej jest zdejmować ją pomału i delikatnie, niż raz a dobrze, zbyt mocno szorowanie może skończyć się skórą głowy pokrytą strupami.

    OdpowiedzUsuń
  36. aaa, jak nie zachwycilo to nie ma o czym mowic...KWC tez potrafi klamac,
    przykladowo taki produkt:
    http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=68756
    niby zel delikatny do stopniowego rozjasniania wlosow- ma opinie super produktu...specjalnie wyguglalam sklad i az sie za glowe zlapalam

    OdpowiedzUsuń
  37. fanabellaconea21 marca 2015 20:38

    Dorcia, ale mi zrobiłaś chciejkę na zapachową ucztę z olejkami
    eterycznymi : > Mogłabyś co nieco więcej napisać na temat Twoich
    własnych wosków zapachowych, jak jest tworzysz (ja kompletnie się na tym
    nie znam :O ), czego do nich potrzebujesz, jakich kominków do nich
    używasz, czy jakkolwiek się to nazywa? Idą chłodne dni i byłoby
    wspaniale otulić się jakimś zapachem ; )

    OdpowiedzUsuń
  38. Nie robię własnych wosków, jestem na to zbyt leniwa. W podgrzewaczu siedzi sobie wosk pszczeli z pasieki, a ja w zależności od nastroju wkapnę sobie do niego trochę kropli olejku eterycznego, ostatnio najczęściej ylang ylang. ;) Niedawno zamówiłam gotowe woski na craft'n'beauty i to moje pierwsze zapachowe zakupy w życiu. Na pewno jednak napiszę o swoich wrażeniach. Kominek mam jak kominek, najprostszy porcelanowy, najtańszy jaki był w sklepie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  39. Też mam bardzo podobnych ulubieńców z tym, że nie miałam przyjemności używać mleczka pszczelego oraz SLP

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...