czwartek, 4 września 2014

Majka. Zwykły-niezwykły pies.


O mojej kochanej suczce pisałam już przy dwóch okazjach: chwaląc zalety, jakie ma posiadanie psa w domu z małym dzieckiem (tutaj), i po części żartobliwie narzekając na irytujące zwyczaje innych właścicieli czworonogów (tutaj).

Dzisiaj chcę Wam napisać, jaki jest mój pies, skąd się u nas wziął, i dlaczego nie zamieniłabym go na milion dolarów.


Wychowałam się w leśniczówce, i zawsze jakiś pies, przynajmniej jeden, na podwórzu był. Nie był traktowany jak członek rodziny, ale i nigdy nie miał źle. Kiedy wyjechałam na studia, bardzo mi kontaktu ze zwierzęciem brakowało. Jednak nie chciałam brać na siebie odpowiedzialności za żywe stworzenie, kiedy mieszkałam w mieszkaniu studenckim, i/lub całymi dniami nie było mnie w domu. U mojego Męża wyznawano podobną filozofię, zatem zwierzaka nigdy nie miał, a nawet bał się psów. Zgodziliśmy się jednak, że kiedy będziemy mieć warunki, przygarniemy jakiegoś czworonoga. Psa, bo to zwierzę, które i obroni wieczorową porą, kiedy zachce mi się spacerować po zmroku, i ugrzeje stopy w listopadowy dzień, i można je klepnąć w bok i się od tego nie rozpadnie (przepraszam od razu wszystkich fanów „froterek”, ale nie mogłabym mieć psiaka, któremu groziłby śmierć przez rozdeptanie, to nie na moje nerwy).

Warunki stworzyły nam się szybciej niż myśleliśmy. Postanowiliśmy zacząć się starać o dziecko i starania te zadziwiająco prędko przyniosły efekty. Ponieważ w momencie zajścia w ciążę byłam zatrudniona w miejscu, które traktowałam typowo tymczasowo, podjęcie decyzji o przeprowadzce do mniejszej miejscowości, a większego mieszkania, było dla nas bardzo łatwe.

Jeszcze przed rozpoczęciem pakowania znalazłam ogłoszenie o szczeniaku, który szuka domu. Majka była  ostatnim szczeniakiem z miotu, który najdłużej nie mógł znaleźć domu. Kiedy ją poznałam, miała prawie 6 miesięcy. Znajdowała się w domu tymczasowym w Poznaniu, opiekowali się nią bardzo mili państwo, którzy mieli też dzieci, więc wiedzieliśmy, że pies jest z nimi zaznajomiony. Nasza Majka była podopieczną Fundacji Animalia, która czynnie pomaga wszelakim zwierzakom, głównie psom i kotom. Jeśli mieszkacie w Wielkopolsce i chcielibyście pomóc zwierzakom, a nie wiecie jak – zajrzyjcie na http://fdz-animalia.pl/ . Przydadzą się pieniądze, oczywiście, ale także: smycze, obroże, wartościowe karmy, i przede wszystkim Wasz czas. Adoptujcie zwierzaka jeśli możecie, jeśli nie możecie – zabierzcie chociaż na spacer takiego, którego nikt nie chce, a który też potrzebuje ludzkiej uwagi. Zapewnienie zwierzakowi domu tymczasowego to jeszcze piękniejsza, ale i bardzo trudna sprawa: przygarniasz takiego, troszczysz się jak o swoje, przepracowujesz ewentualne problemy, uczysz go... a potem oddajesz. Trzeba mieć wielkie serce, żeby podołać takiemu zadaniu.

Majka okazała się mniejsza, niż się spodziewałam. W ogłoszeniu były nieaktualne zdjęcia, za to pojawiła się informacja, że jej mama była tak-jakby-owczarkiem.  Na pierwsze spotkanie z Majką kupiłam prasowaną kość, która okazała się prawie tak duża, jak Majeczka. :D

Majka bardzo przeżyła rozstanie z dotychczasowymi opiekunami, mimo że poznała nas wcześniej na kilku wspólnych spacerach. Źle zniosła jazdę samochodem, kiedy już dojechaliśmy, bała się wejść na klatkę schodową i musiałam ją wnosić. Dość szybko okazało się, że szczeniak ma sporo problemów: Majka bała się schodów, piwnic i nisko umieszczonych okien, bała się też kotów, kafelków i innych śliskich nawierzchni, worków na śmieci, gwałtownych ruchów. Miała też lęki separacyjne, piszczała i wyła nawet kilka godzin, kiedy zostawała sama w domu. Cierpi również na alergie pokarmowe, i nie może jeść większości karm, nawet weterynaryjnych. A te, które je, wynosi z miski po jednej chrupce, biegając z każdą na swoje posłanko. Sprawowanie odpowiedniej opieki wymagało od nas zdobycia sporej ilości wiedzy, dużo czasu, wysiłku i cierpliwości. Myślę, że mogę spokojnie powiedzieć, że teraz jesteśmy najlepszymi właścicielami jakimi potrafimy. :)

Była hiperaktywnym szczeniakiem. Żadna ilość biegów nie była dla niej wystarczająca, w domu nudziła się i piszczała. Na szczęście przekonaliśmy się, że ma niezwykły talent do aportowania. Szybko zakupiliśmy frisbee, wyrzutnię i masę piłeczek i pies był szczęśliwy, a ja mogłam ją wybiegać i na ostatnich ciążowych nogach.

Pewnego dnia Majka bardzo nas nastraszyła. Jakiś @&^#% zbił na łące butelkę, i sunia odcięła sobie opuszkę z jednej łapy, tak, że wisiała na wąskim pasku skóry. Stało się to w sobotę wieczór i był problem za znalezieniem opieki. Znajomy weterynarz polecił nam założyć ciasny opatrunek i obserwować psa, a w razie konieczności zadzwonić i w środku nocy – to przyjedzie pomóc. Łapa musiała być szyta... kilkakrotnie. Wystarczyło spuścić psa z oka na kilka sekund – i szwy znów były wylizane/wygryzione, a łapa wilgotna. W końcu wymyśliliśmy Majce widoczny powyżej strój skarpetkowy, w którym paradowała po domu i w końcu po kilku miesiącach łapa się zagoiła.

Te (może i Ci?) z Was, którzy oglądali kiedyś Zaklinacza psów, pamiętają może takie zdanie: „Nie dostajesz takiego psa, jakiego chcesz, tylko takiego jak potrzebujesz”. I u nas coś w tym jest. Zamiast leniwego, flegmatycznego ogrzewacza do kończyn dostaliśmy psa, który wymaga pracy, psa, który zmusza nas do większej dawki ruchu. Ale też i psa, który kocha nas nad życie, któremu ufam bezgranicznie jeśli chodzi o zabawy z Zo. Psa, który nigdy pierwszy nie zachowa się agresywnie na spacerze i nie drze papy niepotrzebnie (chyba, że jesteś listonoszem, wtedy nie ma zmiłuj). Psa, który zawsze wie, kiedy jest mi źle i zwykle potrafi temu zaradzić.

Majka niedługo skończy cztery lata, ale nadal bardzo lubi ze mną tańczyć, nadal po spuszczeniu ze smyczy robi swoje szalone kółka, biega szybko jak błyskawica i pięknie skacze po piłeczkę. Mam wielką nadzieję, że będzie z nami jeszcze długo i w dobrym zdrowiu.

Jeśli przeczytałyście/przeczytaliście aż tyle, mam dla Was jeszcze jeden akapit: kastrujcie/sterylizujcie wszystkie zwierzaki bez rodowodu. Nie jest prawdą, że każda suka przynajmniej raz w życiu powinna mieć szczeniaki. Z medycznego punktu widzenia dobrze jest wykastrować zwierzę, kiedy tylko osiągnie dojrzałość, zmniejszamy wtedy znacznie ryzyko zachorowania na raka, a u suk ropomacicza. Nawet jeśli znajdziecie dom wszystkim kociętom i szczeniętom z własnego miotu, zabieracie go innym, tym, które już czekają w schronisku lub poza nim. Postarajmy się o lepsze życie dla wszystkich futrzaków. Zasługują na nie.

41 komentarzy:

  1. Mi od kiedy pamiętam marzył się czworonożny przyjaciel. Niestety zawsze było nie po drodze, a to alergie a to wieczne nieobecności w domu, a wiadomo że pies potrzebuje opieki, nie jakiejś z doskoku. Ale obiecałam sobie że będąc już na swoim przygarnę jakiegoś szczeniaka : ) Jesteś fantastyczną Panią dla swojego psiaka i na pewno jest Ci niesamowicie wdzięczny za dom i miłość którą mu podarowałaś : )

    OdpowiedzUsuń
  2. Pink Lipstick21 marca 2015 20:33

    super piesek, kocham zwierzątka :) sama mam zmarszczonego psiaka Shar Pei <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Strasznie lubię czytać takie historie psiej miłości :)
    Też nie jestem fanką psów "do torebki" - możliwe, że haszczaki przyćmiły mi mózg i to one są dla mnie ideałem :)
    Muszę zgapić pomysł z wyrzutnią piłeczek :) ale to dostaną na Mikołajki :D
    I ROWNIEŻ APELUJĘ O KASTRACJĘ/STERYLIZACJĘ PSÓW.... mój Karramba mimo, że rodowodowy jest także idzie niedługo pod nóż :) Rozmnazanie psów zostawmy hodowcom - i tak już wiele bid wygląda za schroniskowych krat ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mam wielkich nadziei co do skuteczności takiego apelu: ci, co się z tym zgadzają, nie potrzebują dodatkowej informacji, a ci, którzy wierzą, że w ten sposób krzywdzi się zwierzaka i powielają mity, prawdopodobnie nie zmienią zdania po przeczytaniu wzmianki na blogu. Ale zawsze warto próbować. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyrzutnię zawsze kupuję od tej pani http://allegro.pl/miotacz-rzutka-zabawka-psa-wyrzutnia-pilek-i4562810431.html, to jest nasza trzecia. Warto kupić też tanie woreczki na qpy, są dobrej jakości i trochę tłumią zapaszek.

    OdpowiedzUsuń
  6. masz rację, niemniej może chociaż jedna osoba zmieni zdanie:) a to już sukces :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tez mialam "trudengo" psiaka- 2 razy zlamana lapa (ta sama), ropomacicze ktore musialo byc leczone operacyjnie, po tej operacji zrobila sie przepuklina i kolejna operacja :(...cukrzyca- psina musiala codziennie rano przyjmowac insuline i pol godziny po niej jesc, w powiklaniach pocukrzycowych slepota i padaczka :/ SMialismy sie ze przy niej przydalby sie weterynarz na pol etatu, bo wizyty i leczenie kosztowaly majatek...Ale...byla czlonkiem naszej rodziny, do tej pory niezastapionym

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspieraliście ją tak długo, jak tego potrzebowała, to się nazywa rodzina, i opieka! :) Na razie uparcie powtarzam, że Majka będzie żyć wiecznie. Myślę, że decyzja o skróceniu cierpień jeśli nawet nie członka, to wieloletniego przyjaciela rodziny, będzie jedną z najtrudniejszych w całym moim życiu.

    My się śmialiśmy, że jak się bierz psa za darmo, to potem się za weta płaci. ;) Ta łapka, plus sterylizacja, kilka zatruć, kiedy Majka była szczeniakiem-odkurzaczem, choroba lokomocyjna wymagająca leków, wydatki też były. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Prawda. :) Może też ktoś pomoże Fundacji? Mnie fundacja pomogła, kiedy znalazłam Kirę i nie miałam kasy na jej wysterylizowanie i szczepienia. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale ciepło mi się zrobiło, gdy czytałam o Majce. Jak skończyłam to się dopiero zorientowałam, że się szczerzyłam. :) Ja niestety nie mam psa, ale kiedyś chcę mieć. Tymczasowo nie mam na to warunków (mieszkam z rodzicami). :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To bardzo odpowiedzialne podejście. Żeby wszyscy takie mieli. :) Życzę Ci, żebyś znalazła swoje własne miejsce na świecie i żeby Twoje marzenie się spełniło. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale słodziak z niej, na tych fotkach no cukiereczek :) od razu się robi ciepło na serduszku, gdy się słyszy, że są dobrzy ludzie, którzy pomogą.

    OdpowiedzUsuń
  13. Otóż to, nasza pienia (owczarek niemiecki) złapana na wsi, chuda, wyleniała, jak już odzyskała prawidłową masę i wygląd, zaczęła przechodzić coraz to gorsze choróbska, choćby z uszami problemów było bez liku. Powtórzę też Twój apel o kastrację i sterylizację - ropomacicze u psa to naprawdę nic przyjemnego, dowiedzieliśmy się o nim dopiero, gdy z psa wylała się paskudnie śmierdząca ciecz. Psiunia dożyła z nami 13 lat, dzisiaj u weta zobaczyłam, że to tyle, co ludzkie 120.

    OdpowiedzUsuń
  14. Maja podobna jest do mojego kundelka Farusia.
    Cieszę się zawsze po przeczytaniu wpisu osoby, która tak samo jak ja ma ciepłe serce w stosunku do zwierząt ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo pieknie opisana historia :) Majka na zdjeciach prezentuje sie super - slodka psina :) Przypomina mi troche mojego pierwszego kundelka, ktory byl "najmadrzejszym psem na swiecie" ;) Niestety obecne psiaki (na szczescie udalo mi sie ich nie zdeptac ;D), choc bardzo kochane, wspaniale, cudowne, itd., nie dorastaja poziomem inteligencji do tamtego mieszanca. Jeden z nich ma rowniez dziwne nawyki wyciagania po jednym kawalku karmy i noszenia na kojec ;) Zycze Wam jeszcze wielu wspolnych, szczesliwych lat w zdrowiu :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Pięknie opisana historia! :) Suczka jest śliczna!
    My z rodzinką jak na razie ratujemy psiaki... Ale nie ze schroniska tylko te porzucane po lasach. Ludzie są po prostu okropni :/.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ochhh :) wzruszyłam się naprawdę :) Śliczna Lala <3 Kochane psiątko :))
    "Nie dostajesz takiego psa, jakiego chcesz, tylko takiego jak potrzebujesz” - jakiez to piękne i mądre zdanie :)
    Belcię moją wzięłam ze złej hodowli i bała się przez tydzień wychodzić zza kanapy i bała się też ręki :((
    Oczywiście jest wysterylizowana :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Podpisuję się pod Twoim apelem całym sercem! Niestety mit, że suczka powinna przynajmniej raz w życiu mieć szczeniaki ciągle żywy :( A schroniska przepełnione...

    OdpowiedzUsuń
  19. Żywy, i to nawet wśród wykształconych i wydawałoby się, że światowych ludzi...

    OdpowiedzUsuń
  20. Dobra z Ciebie dusza. :) Majka bała się też mopa, miotły i wysokości. :) Teraz już ogólnie jest OK, choć czasem się trochę cofnie i znów ma mały napad lęku.

    OdpowiedzUsuń
  21. Przeokropni. Nie wierzę, że ktoś, kto potrafi tak potraktować zwierzę, nie zrobi tez krzywdy człowiekowi, jeśli będzie miał okazję. Powinny być większe kary za bestialstwo wśród zwierząt, i jakiś sposób weryfikacji przed zakupem/adopcją zwierzaka. Wiem, że to nie do zrobienia, ale chciałabym, żeby był.

    OdpowiedzUsuń
  22. Dziękuję, Ewuś! :) Majka nie jest może najmądrzejsza, ale jest bardzo bystra. Potrafi złapać zabawkę w locie, a jeśli rzucam jej kija do wody nie wpada do niej na oślep, tylko czeka na plusk i płynie dopiero kiedy widzi, gdzie badyl leży. Tak mi się dzisiaj skojarzyło, bo było ciepło, zabrałam Majkę na plażę i obie byłyśmy całe w wodzie i piachu. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Prawda? Niby rozumiem, że nie każdy musi lubić zwierzęta, ale jakoś lepiej dogaduję się z tymi, co lubią. :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Są, są, są od nas o wiele lepsi. Choć jak będę miała większe możliwości, to i moja pomoc na pewno będzie większa. Zwierzęta nie oszukują i nie mają głosu, więc moje serce szczególnie jest wrażliwe na ich krzywdę.

    OdpowiedzUsuń
  25. Tak, dla owczarka to sędziwy wiek. Miała szczęście, że zaznała w życiu miłości i troski. :) Kurczę, strasznie emocjonalnie podchodzę do tego posta i Waszych komentarzy. :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Przyszłam jeszcze popatrzeć na Twoją kochaną mechłatą Mordeczkę - moim faworytem jest ta z zębulkami na wierzchu i druga od dołu :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Wcale nie jest łatwo zrobić jej zdjęcie, bo ciągle jest w ruchu. Nie uwierzysz, ile napstrykałam kadrów z samym ogonem albo rozmazanym czubkiem ucha. :)

    Na tym drugim od dołu zdjęciu chyba właśnie coś gadała. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Wydaje mi się, że to jest po prostu zbyt mało nagłaśniane. Może część osób nie zdaje sobie sprawy z tego że przyczynia się takim zachowaniem do zapełniania schronisk. No bo przecież na "swoje" szczeniaki chętnych znaleźli.

    OdpowiedzUsuń
  29. Justyna Wiśniewska21 marca 2015 20:34

    Pies ma fajne życie z wami :) Nie jestem zwolenniczką kastrowania/ sterylizowania . Dlaczego? Psy i koty żyja po tym do 3 lat, i juz nie są takie jak dawniej ;/

    OdpowiedzUsuń
  30. Co za bzdury. Mój kot żyje juz do ponad trzy lata po kastracji.

    OdpowiedzUsuń
  31. Mam podobne zdanie jeśli chodzi o sterylizację zwierząt tzn kotów i psów. Ale Twoja Majka jest cudna - zresztą ja wszystkie zwierzęta uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Widzę, że nie masz żadnej wiedzy w temacie.

    OdpowiedzUsuń
  33. Majka merda ogonem w podziękowaniiu. :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie dziwię Ci się, u nas pies to był jak członek rodziny. Przepadała za ojcem, a ojciec za nią, w końcu ją uratował i odkarmił. Potem w hierarchii była mama, bardzo wysoko, zaraz po ojcu, a ja to taki dodatek do tego :D jejku, tyle bym mogła o niej opowiedzieć, nawet teraz ma swoje miejsce na podwórku, trawka tam zieleńsza rośnie :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Śliczna ta Twoja Majeczka :) W ogóle z przyjemnością czytało się całą notkę, pełną miłości, widać że bardzo kochasz swojego psiaka :) U nas aktualnie nie ma pieska, kilka lat temu odszedł niestety nasz owczarek, był już stary i schorowany, niestety przyszedł na niego czas :( Teraz mam dwa szalone kocurki, a jakiegoś pieska planujemy wziąć na wiosnę w przyszłym roku.

    OdpowiedzUsuń
  36. Świetny piesek:) Mnie się marzy co prawda w pierwszej kolejności kolejności kot, bo było to moje pierwsze zwierzę, ale na pewno wezmę ze schroniska i kota i psa :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Ja na pewno przygarnę kota, jak będę mieć warunki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  38. Wyobraziłam sobie dwa psotne koty. :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Wpis czekał w zakładkach prawie miesiąc, wreszcie przeczytałam. Wiedziałam, że warto. Chyba na zawsze zapamiętam fragment z Zaklinacza psów (nie widziałam, więc trafiłam na te słowa dopiero u Ciebie). Mój pies został u rodziców, bo w sumie to pies mamy ;) Sama kilka dni temu przygarnęłam z Małżonkiem z Azylu dla Królików futrzaka. Jest opcja domu tymczasowego, ale to jest kompletnie nie dla mnie. Coś takiego zostawiłoby mnie w kiepskim stanie, nie dałabym rady nagle oddać zwierzaka. Poszliśmy na całość i nowy członek rodziny kica po kawalerce.
    Na większym metrażu przygarniemy też psa i kota :) Nie wiem jak towarzystwo się pogodzi, ale to się da zrobić :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...