sobota, 6 września 2014

Dezodorant DIY, receptura SmykuSmyka z surowców EcoSpa.


Lato się kończy i być może problem świeżości przestaje być taki palący (pokiwa głową tylko ten, co nie jeździ zatłoczonym autobusem czy tramwajem), jednak produkt o którym dziś mowa jest tak ciekawy, że muszę Wam jeszcze o nim opowiedzieć.

Chodzi mianowicie o dezodorant. Nie byle jaki, bo własnoręcznie przygotowany przez SmykuSmyka. Jeśli znacie choć pobieżnie asortyment Craft'n'Beauty, wiecie, że Patrycja ma niezwykła smykałkę do ciekawych zapachów. Łatwo się więc było domyślić, że ten kosmetyk będzie charakteryzować intrygująca, świeża woń. :)


Sama receptura podana jest tutaj. Do produkcji dezodorantu potrzebna będzie woda, ałun w proszku, roślinna gliceryna, zagęstnik, konserwant i oczywiście olejki eteryczne.

Smyk połączyła i zamknęła w szklanej buteleczce aromaty: mięty zielonej, pomarańczowy, trawy cytrynowej i ylang-ylang. Pachnie bardzo orzeźwiająco, miętowa nuta dominuje, ale też ładnie łączy się z kwiatową, całości doprawia dosłownie muśnięcie cytrusów. Zapach gotowego kosmetyku jest świeży, oryginalny, bardzo mi się podoba.

Skład dezodorantu jest prosty, i powiedzmy sobie od razu: to nie jest antyperspirant. Zawarty w nim ałun przeciwdziała namnażaniu się na skórze bakterii, a w efekcie przykremu zapachowi, ale nie zapobiega wydzielaniu potu. Czyli fajnie go użyć do bluzki bez rękawów, albo przed trenigniem, kiedy wiadomo że i tak się spocimy, ale nie stosowałabym go w zestawie z zabudowaną, lnianą sukienką czy poliestrową koszulą. Osobiście często korzystam z ałunu w krysztale i takie rozwiązanie nie jest mi obce, a w dłuższej perspektywie muszę przyznać, że pocę się pod pachami mniej niż kiedyś, odkąd nie staram się za wszelką cenę zablokować tego procesu.

Zapach utrzymuje się do kilku godzin, olejek miętowy trzyma się skóry najdzielniej z całej mieszanki. Spora zawartość olejków eterycznych przekłada się niestety na delikatność produktu: mogę go użyć wyłącznie, jeśli wiem, że nie mam choćby w najmniejszym stopniu podrażnionej skóry. Kiedyś przez roztargnienie użyłam go po depilacji i polały się łzy, posypały klątwy, a Dorota przez kilka godzin poruszała się niczym typowy karku – "z telewizorami pod pachami".

Poza możliwością podrażnienia, jeśli skóra jest zadraśnięta lub otarta, nie mam temu produktowi nic do zarzucenia: schnie szybko, nie pobrudził ani ciemnych, ani jasnych ubrań (choć może to zależeć od ich składu, bo Smyk ostrzegała mnie, że może tak się zdarzyć). Nie chroni przed potem, ale tego się po nim nie spodziewałam, za to nie musiałam obawiać się nieprzyjemnego zapachu. I może pachnieć, tak jak nam się zamarzy, ogranicza nas tylko własna wyobraźnia. :)

Czy sama zrobię podobny dezodorant? Pewnie nie, bo wygodniej jest mi używać ałunu w kostce, który łagodzi podrażnienia po depilacji, albo typowego antyperspirantu. Natomiast kompozycja zapachowa jest idealna dla mnie i z pewnością ją odtworzę w olejku, kiedy SmykuSmykowe cudo dobije dna. 

***

Po ostatnim poście na temat stereotypów w analizie kolorystycznej u Arsenic ponownie zrewidowałam swoje nawracające co jakiś czas pragnienie powrotu do brązowych włosów. Miedzie, blondy i czerwienie podobają mi się najbardziej z wszystkich kolorów, ale dorosła ze mnie baba i pora wreszcie przestać się oszukiwać: nie jest mi w nich szczególnie do twarzy.

Pomęczyłam trochę koleżanki-blogerki (pozdrawiam! :*), pozasięgałam języka i zadziałałam. Na razie zmiana nie jest tak duża, jak chciałam, wskutek podrażnienia skóry głowy musiałam zmyć indygo wcześniej niż planowałam i wciąż jestem bardziej ruda niż brązowa... ale jest już ciemniej, czyli lepiej.

Tak, na ścianie jest Hello Kitty, w pokoju Zo było najlepsze światło. ;)

Polecacie jakąś brązową farbę do włosów, która nie podrażnia skóry głowy? Najlepiej, żeby była naturalna, ale nie musi być.  

41 komentarzy:

  1. oj tak, z tymi olejkami trzeba ostrożnie :) sama przeżywałam podobne "katusze" po depilacji ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostrzegałaś mnie uczciwie, a ja i tak zapomniałam. :D Pokarało. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mamahelenki m.21 marca 2015 20:35

    "z telewizorami pod pachami". - dobre :D
    Z olejkami eterycznymi trzeba uważać. Pamiętam swoje kąpiele z dodatkiem olejku pomarańczowego - niemal odparzyłam sobie tyłek :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobrze Ci w Tym kolorze, ja trwam przy rudościach, bo nie chce mi się bawić z mieszankami henny, zresztą bardzo lubię rudości :-)
    Co do dezodorantu, to używam ałunu w krysztale, ale niechętnie - kupiłam taką kostkę na sznurku, niestety, jest niewygodna w aplikacji, brzegi od moczenia wodą zaczęły drapać. Żałuję, że nie kupiłam ałunu w sztyfcie, np. z Rossmanna. A tak w ogóle to uważam, że jest skuteczny, tyle, że nie w upały :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobruśka Kalińska21 marca 2015 20:35

    Bardzo ładnie Ci w brązie :-) Kombinuj dalej.
    Co do dezodorantu sama go sobie zrobiłam wg przepisu Smyka i jestem zadowolona. Też kiedyś go sobie zapodałam po depilacji... Oj bolało

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozumiem doskonale Twój ból ;) Użyłaś tych samych olejków, czy zmieniłaś zapach? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Te w sztyfcie też z czasem robią się tnące", woda wchodzi w kryształ i pojawiają się szczeliny. Ale też następny kupię z Rossmana, ma doskonałą cenę za taką dużą pojemność.

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzeba, trzeba. Chociaż na zdrowej skórze w tym przepisie nic się nie działo. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurcze, na mnie najlepiej działał orzechowy brąz Khadi lub jasny brąz, tylko potem je trzeba rozrabiać żeby nie zrobił się ciemny aż do czarnego (mi się tak stało:D). Z chemicznych nie dawałabym się nabrać, ze coś "nie podrażni skóry głowy", amoniak albo jego pochodne mają jednak swoją toksyczność i zawsze narobią trochę bigosu. Poza tym color&soin dają ładne brązy, ale dość szybko rudzejące. Chyba że Ci to nie przeszkadza :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobruśka Kalińska21 marca 2015 20:36

    Tych samych, kreatywność u mnie leży poniżej Rowu Mariańskiego.
    Jak przepis karze tak robię, cud, że za mydełka się wzięłam :-/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ladny ten braz wyszedl, ale nie przesadzasz z tym starobabieniem??? Rudy tez byl piekny :) jesli chodzi o farbe to ja byl oczywiscie polecila brazowa palete khadi- osobiscie uzywalam jasnego brazu, moge pokazac efekt. Kolezanka miala ciemny i wychodzila jej czekolada gorzka- ale nie o taki ciemny braz chyba Ci chodzi?

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajny kolor :) Mi ze wszystkich mieszanek najbardziej podobał się orzechowy brąz Khadi, tyle że z natury jestem brunetką. Mnie z kolei ciemne brązy znudziły, po wielu latach postanowiłam stosować tylko hennę i wychodzi mi ciekawa ruda czekoladka ;)
    Naturalnego dezodorantu jeszcze nie miałam okazji używać, lubię "psikacze" Garniera, rzadko kupuję coś innego.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zatłoczone autobusy - brrr! Najgorzej jest dzien przed Wszystkimi Świętymi - jeżdżę autobusem, który z dwóch strom okrąża jedyny cmentarz w mieście - łatwo sobie wyobrazić, jaki jest ścisk... :D
    Na farbach się nie znam, jeden jedyny raz zaszalałam z szamponietką w kolorze chyba wiśni (?) od połowy włosów - podobało mi się, ale jednak wolę swoje naturalne. :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Justyna Wiśniewska21 marca 2015 20:36

    Ładny ten brąz ;) ten deo musi mieć fajny zapach :)

    OdpowiedzUsuń
  15. ciekawy dezodorant no zapachem mnie zaciekawiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kupiłam olejek ylang-ylang, żeby móc go odtworzyć. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardziej kasztan na razie - ale będzie i brązem! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wyobrażam sobie, jakie wonie muszą roztaczać powyjmowane z szaf babcine futra. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Właśnie o taki. :) Khadi na pewno spróbuję, ale i bardzo się go boję. Indygo naprawdę mnie podrażniło, skóra głowy boli jeszcze dzień później. Nawet nie swędzi, tylko właśnie boli.

    Z tym starobabieniem chodzi o to, że nastolatką już nie jestem i pora trochę się ogarnąć. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Moja siostra tez bardzo lubi psikacze garniera, a konkretnie jeden, zielony. Sama wolę z nivei, ale używam go tak rzadko, że butelkę mam na pół roku. Jestem zdecydowanie kulkową kobietą. ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Rudzenie mi nie przeszkadza, przynajmniej to hennowe (bo chemiczna farba tak stara, że aż zrudziała, jest be). Co do farb chemicznych, to poza amoniakiem i PPD, jeśli jest w składzie, to wcale nie jest tak źle, a i sam amoniak kiedyś mnie nie uczulał (teraz nie wiem). Zastanawiam się nad farbą Londy, mam identyczną skórę głowy jak moja Siostra, a u niej to jedyna farba, która nie podrażnia. Indygo zadziałało okropnie, więc i przed khadi mam jakieś opory. Trudne jest życie wrażliwca. ;) Color&Soin również rozważam, a co bym nie wybrała, zamierzam nakładać głównie na odrosty, żeby nie sczernieć. ;) Dzięki za rady!

    OdpowiedzUsuń
  22. Szkoda ze cie indygo tak podraznia , tez bym sie bala zaryzykowac. Kolezanka stosowala tez " henne w kremie" venita ale tobadziew, wyplukiwal sie z 3 tygodnie, co mycie woda brydna, spacer w deszczu=zacieki.
    A moze pokombinuj z ziolkami indyjskimi ktore przyciemniaja ( kalpi i brahmi chyba???) - plus plukanki z kory debu i kawowa?

    OdpowiedzUsuń
  23. Kurde Dorotka wlasnie mi wyszlo ze jakas dziewczyna prowadzi blog wlosovelove.blogspot.com, wiedzialas o tym?????

    OdpowiedzUsuń
  24. Wiedziałam. Chyba nawet koleżanka zaczęła go prowadzić pierwsza, a dopiero potem powstał mój, więc to do mnie można mieć pretensje. ;) Wyszukałam w googlach "włosowelove" zanim utworzyłam bloga, ale nie znalazłam jej wtedy w wynikach wyszukiwania. Najwyraźniej takie rzeczy się zdarzają.

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie dla mnie takie zabawy. ;) ZIółka indyjskie niby-przyciemniające u mnie nie przyciemniały, zresztą moje zdanie w tej kwestii jest takie, że ewentualne przyciemnienie wynika z tego, ze włos rośnie grubszy i inaczej odbija światło. Siwych to to nie pokryje. Z kolei kora dębu bardzo wysuszała mi włosy, a przyciemniała bardzo śladowo. ;)

    Venity kiedyś używałam, i po której tubce przestała się wypłukiwać, ale początki była strasznie wkurzające. No i znów, boję się podrażnienia. Próby uczuleniowe u mnie niewiele dają - za uchem nie podrażni, a na czubku głowy już tak. :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Może tak i lepiej? Musiałam wyrzucić kiedyś całkiem dobry krem DIY, bo postanowiłam w zapachu połączyć różę z rozmarynem... i smród powstał nieprzeciętny. ;) Olejki reagują ze sobą, nie wzięłam tego pod uwagę. :)

    OdpowiedzUsuń
  27. No bo pisane inaczej... Troche sie zdziwilam jak mi nagle wyszlazupelnie inna grafika a pote cala reszta

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie pomyślałam o takiej pisowni, to i nie znalazłam bloga. :) Myślę, że mimo wszystko nasze blogi różnią się na tyle, że nie będzie pomyłek. ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. No to color&soin ma dobre opinie, lepsze od biokap. Kiedys na niemieckim ebayu ogladalam takie farby naturalne, cenowo chyba korzystniek wychodzily- jak wykopie z pamieci nazwe to ci napisze

    Ok juz wiem, chodzilo mi o logona i sante- ale to chyba jednak zwykla henna jest

    OdpowiedzUsuń
  30. Lubię ałun właśnie za to że spokojnie mogę go używać gdy mam podrażnioną skórę :)
    Nawet swojemu W. go kupiłam by miał po goleniu :).

    A w tych bardziej brązowych włosach Ci ślicznie!

    OdpowiedzUsuń
  31. Sama zamierzam sprobować kiedyś ałunu :)
    Ładny kolor Ci wyszedł. Ja właśnie dzisiaj kupiłam Khadi z Amlą, ponieważ zachęcił mnie do niej Twój post. Mam nadzieję, że nie będzie takiego przesuszu i 3 tygodniowego smrodku jak zwykle.

    OdpowiedzUsuń
  32. Ooooo, to ja też mam taką nadzieję! W moim odczuciu smrodek był wyrażnie mniejszy niż przy innej hennie. :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Logonę kiedyś oglądałam, ale nie pamiętam co tam ma w środku;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Uff... nie wiem dlaczego, ale zapach starowinki obwieszonej równie starym zielskiem utrzymuje się na mojej głowie wyjątkowo długo...

    OdpowiedzUsuń
  35. Ja kiedyś byłam rudsza od Kate Winslet w Titanicu, kochałam ten kolor, ale postanowiłam, że pora pokochać własny kolor i przestać katować włosy co miesiąc farbą chemiczną. Kupiłam hennę, pofarbowałam na ciemny brąz i... pełen zachwyt. Teraz schodzę do naturalnego, bliżej nieokreślonego koloru (bo po hennie wypadają mi włosy), który zaczęłam lubić, właśnie dlatego, że zawsze wygląda inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Cielawe rzeczy, buraki, orzechy- ale w brazie jest tez indygo :/ dzis sprawdzilam

    OdpowiedzUsuń
  37. Mój naturalny niestety zawsze wygląda tak samo: siwo na skroniach. Mam ciepły ciemny blond/jasny brąz i kolor sam w sobie jest całkiem ładny. Tylko siwków nie lubię.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...