piątek, 19 września 2014

Al Rehab, Africana.


W ciągu dnia jest jeszcze na tyle ciepło, że spokojnie można chodzić w krótkich rękawku i sandałach. Jednak noc już coraz dłuższa, rano trzeba założyć na siebie kilka warstw, żeby zęby z dołu trafiały w te z góry, a Zochy smarki i kaszel jasno przypominają mi, że Zima Nadchodzi. Aż chce się jeszcze trochę lata, prawda?

 A ja mam lato zamknięte w butelce. 

Sama nazwa: Africana, kojarzy mi się z nagrzaną od słońca, popękaną ziemią, która oczekuje na odświeżający deszcz. I właśnie woni suchej ziemi mieszającej się z chłodną nutą deszczu oczekiwałam odkręcając butelkę. I ten zapach tam jest… w tle. Jak wszystkie perfumy w olejku, z jakimi do tej pory miałam przyjemność, Africana nie okazała się dokładnie tym, czego chciałam, ale za to dokładnie tym, czego potrzebowałam. 

To zapach stworzony na lato. Otwieram butelkę, małą kuleczką dotykam nadgarstka, lekki olejek muska cienką skórę. Pochylam się, zanurzam w zapachu nos, i oczyma wyobraźni widzę drewnianą miskę, kipiącą dojrzałymi, rozgrzanymi pod kolorową skórką owocami. Po krzywiznach brzoskwini i mango spływają krople pozostałe po letniej ulewie i łączą się z piżmem muśniętym przyprawami.


Nie wiem, na ile brzoskwinia i mango nie powstały jedynie w mojej wyobraźni, percepcja zapachu to kwestia bardzo indywidualna. „Oficjalne” nuty zapachowe Africany to owoc maliny, róża, piwonia, piżmo.

Mój nos wyczuwa może dwie maliny w tej wielkiej misce mango-brzoskwiniowej. Nieopodal leży całe naręcze piwonii, z zagubioną herbacianą różą. Piżmo występuje tutaj nieoficjalnie, ma wolne, niemrawo ogania się od letnich owadów, jego ręka zanurzona jest w małej miseczce przypraw. Czuję nawet drewniany stół pod miską i kwiatami, a w chwilach jasności może nawet chłodny mech pod tymże stołem?

Zapach jest lekki, niepoważny, w sam raz na długie spacery na molo, oglądanie żniw w zachodzącym słońcu, otrzepywanie kropli z niepotrzebnej już parasolki, podnoszenie od ust szklanki z ostatnim łykiem owocowego drinka. To skondensowane wakacje, z wszystkimi ich implikacjami: ciężką pracą okrojoną słodką, soczystą nagrodą, ze smakami wyostrzonymi aktywnością na świeżym powietrzu, ze dotykiem suchego kurzu na języku, wreszcie z niezobowiązującą znajomością zawartą na pięć minut, która przeradza się w dojrzałe wspomnienie z naszego prywatnego katalogu.

Africana kusi szczodrością owoców z nutą przypraw, po to, by przywalić po głowie łychą słodkości, i wywołać westchnienie: to znów ty… Jednak spróbuj tylko użyć innego zapachu, zaraz będziesz tęsknić za zieloną, deszczową przyjaciółką. Na skórze olejek roztacza swe wdzięki przez kilka godzin, jeśli użyję go rano, wieczorem nadal pozostaje jego echo. Najbardziej lubię używać go przed snem, wtedy przy każdej nocnej zmianie pozycji czuję lekki powiew jędrnej słodyczy.

Ten zapach towarzyszył mi przez całe lato. Oczarował także moją Mamę, która z upodobaniem wczuwała się w aromat rozwijający się na skórze, po to by prawie-prawie uchwycić w nim nowe nuty. Africana jest niezaprzeczalnie słodka, ale i bardzo świeża. Myślę, że będzie się podobać kobiecie w każdym wieku. Może mieć i działanie aromaterapeutyczne podczas listopadowej pluchy.

Dziękuję Perfumerii Yasmeen za możliwość zapoznania się z tym zapachem. Olejek Africana i inne orientalne zapachy możecie zamówić tutaj.

35 komentarzy:

  1. Uwielbiam ich perfumy w olejku, trwałość i wydajność szczególnie jak na taką cenę powala :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie! I nie śmierdzą wódką, w przeciwieństwie do popularnych wód toaletowych i perfum (mam trochę skrzywiony węch).

    OdpowiedzUsuń
  3. skusze sie jak zdenkuje pozostalosci mojej perfumomanii...czyli pewnie za jakies 10 lat. To najlepszy przyklad ze wszelkiego rodzaje manie szkodza dlugofalowo ;) Teraz nie ulegam tak latwo zachciankom -i nie kupuje na zapas.
    Bardzo obrazowa recenzja

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do manii, zgadzam się całkowicie - na dłuższą metę szkodzi. :) Na krótszą czasem też (chudy portfel). Cieszę się, ze recenzja się spodobała, opisywanie zapachu było dla mnie wyzwaniem. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale dałaś czadu z opisem!!
    Normalnie można się rozpłynąć z zachwytu tylko czytając!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję! :)

    PS. Dokładnie Twoją awatarkową żyrafkę własnoręcznie malowałam na Zosinym regale cztery lata temu. Zieloną.

    OdpowiedzUsuń
  7. pięknie zachwalony :) aż można się rozmarzyc ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. :)))
    Bo ta żyrafka cudna jest! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie to opisałaś! Ja od jakiegoś czasu czaję się na któryś z olejków Al Rehab, pewnie padnie na Choco Musk :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo, bardzo lubię Choco Musk. Troszeczkę o nim napisałam tutaj.

    http://wlosowelove.blogspot.com/2014/07/moje-maluchy-drozbiazgi-fraszki-perfumy.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Przepięknie opisałaś zapach, aż wszystko sobie wyobraziłam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak pięknie go opisałaś... Aż każda komórka mojego ciała krzyczy: kup, kup go!

    OdpowiedzUsuń
  13. Jejku, Dziewczyny, tak chwalicie, a ja tak się bałam tej recenzji. :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobruśka Kalińska21 marca 2015 20:41

    Kochana, pięknie, smakowicie i kolorowo opisalaś zapach!! Do tej pory tylko jedna osoba potrafiła tak opisać zapach, że po przeczytaniu recki leciałam ęternetem do sklepu i nabywałam zapach. Teraz Ty to robisz, dobrze, że jestem w pracy to może do wieczora chęć na zakupy mi przejdzie :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo, ale to bardzo mi miło. :) Czy ta pierwsza osoba to może Arsenic? ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobruśka Kalińska21 marca 2015 20:41

    Tak :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Tym większy to dla mnie komplement. :) Dziękuję. :)

    Ja też chciałam wydać ostatnie grosze po jej postach perfumowych. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Dobruśka Kalińska21 marca 2015 20:41

    Parę razy tak się zdarzyło, na szczęście instynkt matczyny się włączył i się opamietałam :-)
    Do lata daleko na szczęście. A na jesień i zimę coś polecasz?

    OdpowiedzUsuń
  19. Na jesień Choco Musk. Na zimę sama muszę się jeszcze zaopatrzyć. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Dobruśka Kalińska21 marca 2015 20:41

    Dzięki, poczytam i pewnie zrobię sobie prezent :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Tak sie rozmarzylam po Twoim opisie, ze chetnie bym ich powachala, a najlepiej natychmiast nabyla :) Nie mialam jeszcze tego typu perfum ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Opis tak bajeczny że kusi natychmiast - ja jednak swoje zapędy hamuję bo posiadam sporo perfum czekajacych w kolejce na zużycie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Kusisz, oj kusisz...
    Czuję, ża zapach przypadłby mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Odkąd kupiłam pierwsze małe buteleczki, nie używam innych. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Amelia Chwila21 marca 2015 20:41

    Chcilabym go powachac :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Od niedawna mam Choco Musk - mój mąż mówi, że pachnę po nim, jak świeżo zrobione kakao :))))

    OdpowiedzUsuń
  27. Piekny opis, chyba uczeń przerośnie mistrza :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Długie Włosy21 marca 2015 20:42

    Recenzja jest cudowna!

    OdpowiedzUsuń
  29. Prawda? :) Jest super, właśnie taki jesienny, pasuje do grubego swetra i szalika wokół szyi. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...