czwartek, 28 sierpnia 2014

Złożona pielęgnacja, z ukierunkowaniem na skórę głowy. :)


Zwykle wieczorem nakładam na włosy odrobinę olejku (1 pompka od alterry/alverde na długość) i zaplatam wysoko warkocz. Rano zwilżam włosy, emulguję olej odżywką, skórę głowy myję szamponem i zabezpieczam końcówki. Co któreś mycie oczyszczam skalp dwukrotnie: najpierw mydłem aleppo, a dopiero potem szamponem. Nie robię tego częściej, bo włosy na długości oliwy nie znoszą i wyglądam po takim zabiegu trochę jak utuczony strach na wróble. ;) Raz albo dwa razy w tygodniu potrzymam dłużej jakąś maskę, i częściej jest to 10 minut niż godzina.

Taka pielęgnacja sprawdza się nie najgorzej na co dzień, ale ponieważ mój skalp jest bardzo kapryśny, co jakiś czas należy mu się szczególne traktowanie. Wiem, że zagląda tutaj trochę osób z cienkimi, wypadającymi, przetłuszczającymi się włosami, więc być może komuś przyda się post z informacją, co robię krok po kroku aby utrzymać względne zdrowie skóry głowy.

Raczej nie występuje u mnie łuska, pojawiła się może raz czy dwa razy. Pierwszy objaw, że coś się dzieje nie tak, to swędzenie. Odkąd regularnie stosuję szampon Head&Shoulders, nie jest ono już notoryczne i nie wpędza mnie w nerwicę. ;) Przy niewielkim natężeniu wystarczy właśnie ww. szampon i kolejnego dnia już nic mi nie dolega. Doraźnie staram się też nawilżać skórę głowy, ostatnio całkiem nieźle mi służy w tej roli eliksir Green Pharmacy z rumiankiem.

Kolejne stadium to (początkowo) niewielkie ropne krostki i podskórne gule. To ostatni moment, żeby zacząć działać. Ogniska zapalne nie są bolesne, i znajdują się najczęściej na skórze nad karkiem, zdarzają się również na skroniach. Próbowałam uchwycić je na zdjęciu, ale po kilku bezskutecznych próbach poddałam się. U mnie takie gule oznaczają, że skóra jest przesuszona i rozpoczęła się już nadmierna produkcja łoju.

W razie wystąpienia powyższych objawów – oraz od czasu do czasu profilaktycznie – staram się:
  1. zmiękczyć i złuszczyć wysuszony naskórek,
  2. wykonać peeling skóry głowy,
  3. stonizować i nawilżyć skórę głowy.

Na wilgotną skórę głowy (jeśli jest bardzo przetłuszczona, najpierw ją myję) nakładam odżywkę o prostym składzie z dodatkiem mocznika. Mam mocznik półproduktowy, dodaję go mniej więcej ćwierć łyżeczki na 2 łyżki odżywki. Ostatnio używałam w tym celu Glorii, nada się też Isana, Dramers, Hegron, Serical Latte, Mrs. Potters czy co tam macie. W odżywce nie powinno być ciężkich silikonów i oblepiaczy.

Zamiast takiej mieszanki możecie użyć Cerkogelu 30, oliwki Salicylol lub nawet balsamu do ciała z 10% mocznikiem z Rossmana czy rumiankowego żelu do twarzy Sylveco (zawiera kwas salicylowy).

Mieszanka pozostaje na mojej głowie przez 10-15 minut, w przypadku łuski można ten czas wydłużyć do pół godziny. Pilnuję przy tym zegarka, i zwracam uwagę czy skóra głowy nie zaczyna szczypać albo swędzieć. W przypadku niepokojących objawów należy natychmiast wypłukać skórę głowy.

Po zmyciu odżywki przychodzi pora na peeling. Osobiście zwykle dodaję korundu do szamponu, którego akurat używam, ale dzisiaj wymieszałam mydlano-brzozowy scrub z Banii Agafii z szamponem Natura Siberica przeciwłupieżowym. Rozprowadzam peeling dokładnie na skórze głowy. Staram się rozdzielać włosy i nakładać go tylko na skalp, bo nie zależy mi na szorowaniu drobinkami włosów.

Nie lubię peelingu cukrowego, bo u mnie kryształki rozpuszczają się natychmiast i nie zdążę wszystkiego porządnie, po fryzjersku wymasować, ale jeśli Wy go lubicie, jak najbardziej będzie to dobry moment, aby go użyć. Inny sposób, który kiedyś bardzo lubiłam, to mycie skóry głowy szamponem z dodatkiem glinki zielonej albo ghassoul.

Po dokładnym oczyszczeniu zajmuję się ukojeniem skóry głowy i nakarmieniem cebulek. Tutaj z pomocą przychodzą mi ukochane zioła indyjskie. Tym razem wymieszałam dwie łyżki maski Biotique Bio Musk Root z taką samą ilością Glorii i odrobiną żelu Rabka Spa Minerale, ale częściej do proszku ziołowego dodaję glinkę, wodę i kropelkę oleju. Na długość włosów nakładam coś z silikonami, żeby nie wysuszyły się nadmiernie. Wczoraj użyłam do tego maski tajskiej, która chyba ciut zwietrzała, bo zapach odrzucał mnie mniej niż zwykle.

Dzień po takiej rozbudowanej pielęgnacji lubię naolejować skalp na mokro ziołowym olejkiem, wtedy efekt nawilżenia i uspokojenia skóry głowy utrzymuje się dłużej.

Na zdjęciu widzicie włosy po całym aktywnym dniu, tylko rozczesane przed pstryknięciem fotografii. Takie zabiegi może i są czasochłonne, ale mnie osobiście potrzebne. Skóra głowy uspokaja się, produkcja łoju zwalnia (choć jak widzicie na zdjęciu, nie jest cudownie), długość też nie narzeka. Końcówki w jednym miejscu, nad literką W, „sfilcowały się” od koczka ślimaczka, były tak pomarszczone, że przez chwilę zastanawiałam się, czy ich nie spaliłam pochylając się nad kuchenką gazową. Dziś już wyglądają normalnie. :)

Takie zaawansowane SPA wykonuję mniej więcej 3 razy w miesiącu, niestety nie udało mi się do tej pory znaleźć jednego produktu, który taką złożoną pielęgnację mógłby mi zastąpić. I nawet nie wiem kiedy przestałam wierzyć, że to mi się uda, i przeszukiwać internet w nadziei na cud.

Każda złożona pielęgnacja u mnie wygląda mniej więcej tak samo, długość traktuję dość po macoszemu i nie jest źle. Pewnie będę się musiała bardziej postarać, kiedy włosy urosną i będą się znacznie różnić porowatością. :)

31 komentarzy:

  1. O mamo. Disqus. Jak uda mi się opublikować komentarz przez to zło, będzie dobrze.


    Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czemu tak wiele zmian na głowie zaczyna się od karku. U mnie (u nas, ja i ŁZS) jest właśnie tak. Nadmiar naskórka pojawia się wszędzie, jeśli go nie złuszczam regularnie Cerko 30, ale swędzenie zawsze było tylko nad karmiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Udało mi się... Ale bardzo nie podoba mi się to, że wyskakuje tu moje imię i nazwisko przy próbie rejestracji. I mail. Zostaję chyba taka... na ręczny podpis, jako gość.

    OdpowiedzUsuń
  3. Serio, imię i nazwisko? Może się przez FB logowałaś? Zakładałam konto dość dawno, ale jestem przekonana, że wystarczył nick i email.

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że gdybym się przespacerowała do dermatologa, to właśnie ŁZS zostałoby zdiagnozowane. Ponieważ jednak taka diagnoza nie jest mi do szczęścia potrzebna, jeszcze się nie wybrałam. :) Zmiany zaczynają się od karku, bo tam jest najciemniej i najcieplej. Włosy rosną najgęściej i najgrubsze, pot i sebum często się zbierają w tych okolicach i drożdżaki mają imprezkę. W zależności od pozycji, w jakiej myje się głowę, zdarza się też, że ten rejon nie został umyty tak jak powinien (choć takiej weterance jak Ty nie muszę tego mówić). :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobruśka Kalińska21 marca 2015 20:31

    Kurcze, nie wiedziałam, że można robić peeling skóry głowy!!!!! Niezła ze mnie pielęgnowacielka włosów ;-).
    Nie mam problemów ze skórą, odkąd porzuciłam szampony z silikonami, parabenami i innym badziewiem, przestało mi się sypać z głowy. Nawet jak raz umyję głowę cięższym szamponem (podobno raz na jakiś czas trzeba porządnie oczyścić włos??) od razu problem wraca, może jeszcze nie trafiłam na odpowiedni szampon... Ale opcja pilingu z korundem plus szampon bardzo mi się podoba, będę musiała spróbować.

    OdpowiedzUsuń
  6. A może skóra głowy nie toleruje SLeS-u albo soli? :) Niekoniecznie trzeba oczyszczać włosy i skórę głowy bardzo mocnym detergentem, to zależy od rodzaju włosów, skóry głowy, składu szamponu używanego na co dzień i odżywek, a nawet od stopnia twardości wody. ;) Jeśli myjesz włosy jakąś ziołową babuszką i nie masz włosów oklapniętych i bez życia, to nie ma po co ich szorować. :) W takim wypadku lepiej własnie od czasu do czasu zrobić peeling. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobruśka Kalińska21 marca 2015 20:31

    Teraz myję włosy szamponem dr Organic z olejem kokosowym i z tej samej serii mam odżywkę, wcześniej myłam szamponem który sama robiłam też z mleka kokosowego i było git. Generalnie moja skóra i włosy nie lubiły się z drogeryjnymi szamponami, a nawet z tymi, które kupowałam u fryzjera.
    Tak zrobię, że sypnę ciut korundu do szamponu, który obecnie używam i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ani jeden, ani drugi nie ma oblepiaczy, więc szorowanie Ci niepotrzebne. W zdzieraku umyj podłogę albo wypierz sweter. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czasami też pojawiają mi się na skórze głowy takie bolące gule/strupki. Spróbuję Twojego sposobu z peelingiem, może pomoże :) Nigdy wcześniej nie robiłam peelingu skóry głowy - boję się, że mi to bardziej podrażni i powyrywa włosy, ale czas się przekonać.

    Przepiękny masz kolor włosów! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobruśka Kalińska21 marca 2015 20:31

    Oooo dzięki. Jeszcze bym sobie kuku zrobiła, zdzierak pójdzie na pięty :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeśli z wyprysków sączy się wydzielina, lepiej będzie je podsuszyć maseczką z białej glinki. Peeling też możesz zrobić, ale omijając bolące miejsca, żeby nie rozprzestrzeniać stanu zapalnego. A włosów na pewno nie powyrywasz. :)

    I dziękuję bardzo za komplement! :) Ostatnio nie byłam z niego zbyt zadowolona, więc cieszę się podwójnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobruśka Kalińska21 marca 2015 20:31

    Oooo, dzięki jeszcze bym sobie kuku zrobiła. Korund pójdzie na pięty ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj u mnie skóra głowy nie ma aż takiego luksusu ;)
    Serwuję jej peeling (ale nie cukrowy, również mnie denerwuje), mieszam teraz szampon z peelingiem z nasion róży z ol'vita - idealny peeling skóry głowy, szykuję o nim właśnie post :)

    Długość u mnie co 1-2 mycia musi być dopieszczona porządnie, nie ma bata ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Korund mi się kończy, a pestki róży dostałam jakiś czas temu od Kasi Si i mam zamiar wykorzystywać je do tego samego celu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Justyna Wiśniewska21 marca 2015 20:31

    Muszę taki peeling wypróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Również przykładam bardzo dużą wagę do pielęgnacji skóry głowy, z powodów takich samych jak u Ciebie. Mam wrażenie, że przez ostatnie tygodnie moja skóra bardzo dobrze współpracuje z mocniejszym oczyszczaniem, "kosmetycznym" i naturalnym. Glinki, pilingi, mocniejsze szampony - czuję po nich, że skóra jest bardzo świeża i jakby lekka, ciężko mi opisać to uczucie. Jest to dla mnie o tyle dziwne, że pielęgnację dotychczas opierałam raczej na łagodnych środkach myjących właśnie ze względu na problematyczną skórę głowy. Nie wiem czy jest to efekt po drożdżach, ale odpukać, mocniejsze oczyszczanie zaczęło działać i na mnie z pozytywnym skutkiem. Co do obsługi skalpu po odsączeniu go z łoju, polecam Cerkogel, świetny jest. Uwielbiam również maskę aloesową Natur Vital, sok z aloesu i żel z siemienia lnianego.

    OdpowiedzUsuń
  17. Aloes i żyworódka jak najbardziej. Cerkogelu jeszcze nie miałam, jakoś nie zebrałam się, żeby go kupić. Żel lniany się ze mną nie lubi za bardzo: skalp swędzi, a włosy są po nim jednocześnie oklapnięte i spuszone, nie potrafię tego dobrze opisać. :)

    Ostatnio najczęściej używam szamponów z siarczanami, u mnie wynika to ze zmiany wody po przeprowadzce, teraz mam bardzo twardą i skóra swędziała mnie właśnie po delikatnych szamponach. Teraz się cieszę, bo mogę sięgnąć nawet po szampon z drogerii, ale zanim na to wpadłam, byłam załamana, bo lista substancji podrażniających wydłużała się i wydłużała... :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Henri mi tez przez jakis czas wyswietlalo imie i nazwisko-tak jak sie logowalam. A dzis wlazlam w opcje tego calego disqus i zedytowalam sobie

    Fightthedull- naprawde sporo podrosly wlosy, mam nadzieje ze i u mnie priorin pod tym wzgledem pomoze :)
    Dzis pierwszy raz w zyciu po zastosowaniu henny wypadlo mi mnostwo wlosow :( bylam w szoku bo wczesciej henna pomagala- przygotowalam ja jak zawsze, z dodatkiem miedzianej heenary, amli, kalpi tone i glutka. Przetrzymalam blisko 3 godz pod czapka. Jakas teoria co moglo pojsc nie tak???

    OdpowiedzUsuń
  19. ja tez dopiero ostatnio je wykorzystalam jako peeling do skory glowy, balam sie ze drobinki zostana na wlosach ale na szczescie dosc dobrze sie wyplukuja- tak ze polecam

    OdpowiedzUsuń
  20. Całe szczęście mój skalp się nie buntuje. Jest zadowolony z peelingu raz na 2 tygodnie i maseczki nawilżającej :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Wróciłam do regularnego używania Darsonvala, mam nadzieję, że i mnie się uda osiągnąć taką skalpową równowagę...

    OdpowiedzUsuń
  22. o rany, aż tak na szczęście o włosy dbać nie muszę :D chociaż może gdybym to robiła to wyglądały by dużo lepiej :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Chetnie bym pielegnowala ten moj skalp intensywniej, gdyby tylko "dal sie" pielegnowac ;) "W przypadku niepokojących objawów należy natychmiast wypłukać skórę głowy." - u mnie w wiekszosci ;/ Nie tykam, nie ruszam, ostatnio nawet srednio podrazniam, wiec nie jest zle ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. O, dziękuję. Może to ogarnę. Przez FB właśnie się nie logowałam, pilnuję zawsze żeby tego nie robić i jeśli jakaś strona tego wymaga, żegnamy się ozięble.

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie ruszaj, nie dotykaj, i nie podrażniaj. :) Próbowałam takiego minimalizmu skalpowego, ale szybko nastąpił bunt. Tak źle i tak niedobrze! :)

    OdpowiedzUsuń
  26. A może wyglądałyby tak samo; nie powiem, że nie jest to uciążliwe. Od czasu do czasu mam nawrót marzeń o szamponie, który sprawi, że umyję włosy i nie będę musiała tak cudować. :)

    OdpowiedzUsuń
  27. u mnie też cukier nie sprawdza się do konńca w roli peelingu, bo na wilgotnej gęstwinie włosów mych zanim zdążę się wymasować to już jest rozpuszczony, a jak użyję peelingu z drobinkami nierozpuszczającymi się to potem wiele litrów wody musi upłynąć nim je dokładne wypukam :(

    OdpowiedzUsuń
  28. Otóż to. Glinka jest łatwiejsza w użyciu, choć i szoruje słabiej.

    OdpowiedzUsuń
  29. A ja nadal boję się peelingu skóry głowy :D I szkoda, że nie widziałaś jak opadła mi szczęka na myśl o korundzie. Takie maleńkie robinki można później wypłukać bez problemu? Serio? :D Czytając o Twoich problemach czułam się, jakbyś pisała o mojej skórze głowy. Nie radzę sobie z nią chyba tak dobrze jak Ty, ale regularne używanie oleju Khadi na skórę głowy zapewnia jej równowagę, a masowanie skalpu podczas mycia dodatkowo pozwala pozbyć się martwego naskórka. W takim trybie skóra głowy nie szaleje, ale jak tylko dany szampon jej się znudzi, potrzebuję zmiany i wtedy właśnie przydałby się peeling. Mam nadzieję, że w końcu zbiorę się na odwagę :D
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  30. Serio da się dopłukać, choć nie ukrywam, że czasem wspomagam się odżywką w tym celu. Ale nie wyczuwam pod palcami żadnych drobinek po wyschnięciu. Z moją skórą głowy jest jak z moim odchudzaniem: dwa kroki w przód, jeden w tył, ale pomału do przodu. :) Tez nie mogę zbyt długo używać jednego produktu, choćby był najlepszy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Spróbowałam! Bombowo! :) Nie musiałam uważać aż tak jak z korundem, więc masaż był jak ta lala. ;) I wypłukało się grzecznie wszystko.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...