poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Sierpniowa wróżka śmieciuszka robi zdjęcia skarpetką, czyli Denko #5.


Sama nie wierzę w to, że już od pięciu miesięcy zbieram śmieci. Jak widać, w sierpniu przyłożyłam się do systematycznego zużywania zapasów, i jestem gotowa podzielić się z Wami moimi wrażeniami na temat bohaterów dzisiejszej notki.

Hity.

  1. Neem, które jest moim ulubionym ziołem działającym na skórę głowy. Używam go najczęściej w maseczce, o której niedawno Wam wspominałam (klik), jest zielonym proszkiem, który łączy się z wodą i pachnie dość charakterystycznie. Czasami nakładam go na włosy  solo, albo dodaję do henny. Przeciwdziała wypadaniu włosów, zmiejsza łojotok, likwiduje swędzenie skóry głowy, goi ropne krostki, jeśli jakieś się pojawiły. Podobno dobrze się sprawdza w maseczkach na twarz w przypadku skóry trądzikowej. Nie posiadam takiej, więc nie wiem. Za to z pewnością kupię kolejne opakowanie, i kolejne. Teraz w lodówce stoi olej z miodli indyjskiej, jestem ciekawa czy będzie podobny w działaniu do suszu ziołowego. :)
  2. Słynny olejek odbudowujący Yves Rocher, którego sporą odlewkę dostałam od Eter. Nie zużyłam go jeszcze do końca, wylądował w butelce z pompką. Już kiedy pierwszy raz rozprowadzałam go na włosach, wiedziałam, że będzie super: włosy natychmiast stały się gładkie i miękkie. Po wysuszeniu wyglądały tak dobrze, jak po rokitniku: dociążone, ale bez obciążenia, miękkie, gładkie, lśniące, ale zachowały objętość. Olejek pięknie pachnie i działa nałożony nawet na pół godzinki przed myciem, choć zwykle nakładam go na całą noc. Bazą kosmetyku jest olej rzepakowy i zamierzam w najbliższym czasie przekonać się, jak działa na włosy solo – miałabym najtańszy kosmetyk wszech czasów ever. :D
  3. Krem nawilżający Bübchen do pielęgnacji dzieci i niemowląt. Zawiera sporo olejku migdałowego, bardzo dobrze nawilża. Doskonały krem dla Zosi. Słoiczek ma 75 ml, więc używałam go również jako balsamu do ciała. Warto kupić.
  4. Olejek z drzewa herbacianego. Zawsze mam go w domu, poświęciłam jego zastosowaniom osobny post (klik).
  5. Ziaja Med, krem SPF 50+ (dla tych, którzy nadal nie wiedzą, nie jest to krem do stosowania po pięćdziesiątym roku życia, tylko kosmetyk zapewniający ochronę przed promieniowaniem słonecznym), wersja przeciwzmarszczkowa. Bardzo fajny krem, tylko coraz droższy, na rynek wchodził za około 10 złotych, za tę buteleczkę płaciłam już 23 i cena nadal rośnie. Zrobiłam sobie zapasy jego nowszej wersji (seria Sopot, krem SPF 50 z witaminą C) za 12 złotych i bardzo dobrze, bo chyba jest jeszcze lepsza. :)
  6. Kostka myjąca Isana Med, którą za radą Hexxanny kupiłam do mycia pędzli. Najlepiej wydane 3,50 w życiu. Myje pędzle dokładnie, nie skleja, nie zostawia osadu, nie zostawia zapachu, bo go nie ma. Nie ślimaczy się i szybko schnie.
  7. Ol'vita, olej z czarnuszki. Bardzo dobry olej. Używałam go namiętnie, potem znużył mnie głównie ze względu na zapach, po dłuższej przerwie z przyjemnością do niego wróciłam. Jest zbyt ciężki, aby używać go w pielęgnacji twarzy na co dzień, ale świetnie działa na ciało, skórę głowy, włosy na długości i jako intensywnie odżywcza maseczka na twarz. ;) Pełną recenzję znajdziecie tutaj.
  8. Olej Khadi Trifla, pięknie pachnący, relaksujący olejek do włosów i skóry głowy. Przeciwdziałał migrenom i łagodził ich objawy. Bardzo mocno odżywczy, po ostatnim strzyżeniu był już dla mnie za ciężki (bazą jest sezam). Szczegóły tutaj.
  9. Olejek z opuncji figowej ze sklepu Tajemnice Maroka. Drogi, ale bardzo, bardzo dobry. Odżywczy, ale nie ciężki, o delikatnym zapachu i widocznym działaniu rozjasniającym i liftingującym. Z pewnością go jeszcze kupię. (recenzja).
  10. Yves Rocher, jeżynowy balsam do ciała. Matko kochana, nie miałam pojęcia, że zwykły balsam może tak pięknie pachnieć i tak skutecznie odżywiać skórę. To na razie najlepszy kosmetyk do ciała, jaki kupiłam. (Zielpy, jego polecam!). ;)
  11. Floslek, żel pod oczy, tym razem wersja z zieloną herbatą. Jedyny kosmetyk nie-handmade, jaki akceptuje moja skóra wokół oczu. Łagodzi, nawilża, koi. Nie uczula. O wersji aloesowej przeczytacie tutaj.
  12. Ziajka, pasta do zębów z ksylitolem. Bardzo dobra pasta, Zosia ją bardzo lubiła. Niestety okazało się, że moje dziecko ma początki próchnicy i nasza pani stomatolog zaleciła mycie zębów pastą z fluorem i punktowe używanie żelu fluorowego. Najwyraźniej w naszym rejonie nie dodaje się tego pierwiastka do wody. Pastę zużyłam ja i nie znalazłam w niej wad, poza tym, że mogłaby bardziej odświeżać oddech.
  13. Czarne mydło afrykańskie z ZSK. Fajowe. Szczegóły tutaj.

Średniaki.

  1. Hobbitowy żel pod prysznic zakupiony w Netto. Jakiś czas później widziałam te same żele z Batmanem i Green Lantern (albo innym podobnym zielonym, lepiej znam się na Marvelu niż DC, i jest wyłącznie winą mojego Męża, że w ogóle wiem cokolwiek o komiskach i postaciach zeń – indoktrynował mnie wbrew mojej woli przez wiele lat). Żel jak żel, do śreniaków trafia dzięki potwornej wydajności i suchemu dowcipowi na opakowaniu (Bath and Shire Gel). Po dłuższym stosowaniu podrażnił i wysuszył nawet słoniową skórę mojego TŻ.
  2. Gliss Kur Ultimate Color, maska do włosów. Sama w sobie podsuszała moje kłaki, cuda zaczynały się po wzbogaceniu jej mleczkiem pszczelim w glicerynie i/lub aloesem i gdyby była tańsza, tobym się nie czepiała. Ale kosztuje prawie 20 złotych, więc mogłaby działać lepiej. Taka moja logika.
  3. Heenara, tym razem szampon do włosów, a nie farba. Bardzo fajny skład, warto kupić. Używałam jako dodatek do mycia szamponem, a nie zamiast niego, bo w przypadku mojego łojotoku ziółka najwyżej rozmazują sebum, zmyć go nie zmyją. ;)
  4. Maka. Nie wiem czy przyciemnia włosy, i tak mam ciemne, poza tym regularnie je farbuję. Ładnie nawilża skórę głowy, po prostu nie jest tak fantastyczna jak Neem.
  5. Dabur, Amla. W tej wersji olejku na pierwszym miejscu w składzie jest olej słonecznikowy, a nie parafina. Jednak moja skóra głowy olejów mineralnych bardzo nie lubi, z tego powodu, jak i dzięki intensywnie zielonemu kolorowi używałam ją tylko, kiedy miałam rano czas, aby nałożyć olej, poczekać i dopiero umyć włosy, czyli rzadko. Przyjemnie dociążała włosy i nadawała im blasku i sypkości, dyscyplinowała je. Może jeszcze kupię... ale naftę, za złotych 5, dostępną w każdej aptece. ;)
  6. Bananowa odżywka The Body Shop. Nie wiem, o co tyle szumu. Polskie Biovaxy są o wiele lepsze. Na opakowaniu ani be, ani me po polsku. Działała dobrze tylko używana do emulgowania oleju, w każdym innym razie było lekko i fruwająco, czego nie cierpię. Przede wszystkim jednak butelka jest twarda i niewygodna, cena bardzo wygórowana, dostępność kiepska, a zapach paskudny. Nie polecam.
  7. Jeżynowy żel pod prysznic Yves Rocher. Nie dorasta balsamowi do pięt, choć krzywdy nie zrobił. Pachnie tak samo, ale podsusza skórę i jest podobnej jakości jak Rossmanowa Isana.
  8. Lovena, delikatny żel do mycia twarzy (Netto). Użyłam go do zrobienia algowego zelu do mycia twarzy (klik). Pachnie zbyt mocno, jak na produkt do twarzy, skład jest taki sobie, a używany solo miał dla mnie jakość średniego mydła do rąk, więc raczej go nie kupię ponownie. Ale kosztował piątala, więc też nie ma co szaleć z wymaganiami.
Kity.

  1. No 36, dezodorant do stóp. Już lepiej psikać stopy jakimś Fa albo odświeżaczem powietrza do kibla... Bielił, atomizer się zapychał, nie likwidował pocenia ani nieprzyjemnego zapachu.
  2. Zmywacz do paznokci za 1,35 zł. ;) Kupiłam go w wielkiej potrzebie, ale obawiam się, że zmywał emalię razem z paznokciem.
  3. E-naturalne, masło kakaowe do ciała. Co to za nierafinowane maslo kakaowe, które w ogóle nie pachnie? Nie polecam.
  4. Bioluxe, krem do stóp cytryna i mięta. Porobiłam mu i jego nagietkowemu naręcznemu kuzynowi ładne zdjęcia do recenzji, ale te kremy są tak średnie, że aż się klikać nie chce.
  5. L'oreal, Elseve, Arginine Resist, odżywka do włosów. Dzięki temu kosmetykowi przekonałam się ostatecznie, że moje cienkie włosy nie lubią alkoholu izopropylowego i powinnam unikać tego składnika. Po pierwszym użyciu był efekt wow, przy kolejnych już coraz gorzej. To cudo potrafiło wysuszyć moje włosy nawet użyte do emulgowania oleju.

I jak tu podsumować denko? „Tak tak, mam dużo śmieci, mogę teraz opróżnić kosz, aby powstało miejsce na nowe śmieci”. Kiepsko. „Znacie te kosmetyki”? Sztampowo. Hmm... To może: co myślicie o ustawie o segregacji odpadów? :)

62 komentarze:

  1. Nawet nie wiesz, jak wielka radość rozpiera me serce gdy oto się dowiaduję, że wysłany przeze mnie kosmetyk się sprawdził! :) uffff. Naprawdę bardzo, bardzo się cieszę :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się bardziej cieszę! :) Maska z arganem niestety musi jeszcze poczekać, bo mam inne, wcześniej otwarte, do zużycia na długość. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mialam te jezynowe cuda YR ale bedac w ciazy, tak mnie od nich mdlilo ze hoho... Z kolei czarnuszke uwielbiam i tez na pewno do niej wroce. Olejek YR juz trzeci zuzywam, pewniak i tyle :)

    a przy okazji jeszcze Cie pomecze o mydlo z lawendowej farmy- sprawdza sie lepiej niz np Tuli i/lub aleppo? Czy porownywalnie? Moze niepotrzebnie sie na nie tak strasznie napalam???

    OdpowiedzUsuń
  4. a niech czeka :) grunt, że kogoś uszczęśliwiłam tym olejem, nawet nie wiesz jak wielki kamień spadł mi z serca :D strasznie nie lubię wyrzucać kosmetyków, a niepodobna było się męczyć z tym olejem, więc chciałam komuś wysłać, tylko modliłam się żeby się u tej osoby sprawdził. No i udało się :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zmywa emalię razem z paznokciem <3 A co do masła kakaowego, byłabym na nie śmiertelnie obrażona. Przez wzgląd na zapach je głownie kupuję, a tu klops.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wybacz, ale ten hobbitowy żel mnie rozbawił :D

    OdpowiedzUsuń
  7. widziałam tą maskę z Gliss Kur dzisiaj w Lidlu za 12zł i zastanawiałam się jaka jest :))

    OdpowiedzUsuń
  8. I słusznie, był kupiony dla Męża jako prezent-żart. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dokładnie. Nie wiem czy to tylko partia, czy w ogóle kiepski dostawca, ale na kilku innych bogach też czytałam, że masło z e-naturalne nie pachnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Lepiej i potrzebnie. :)

    Jeszcze nie miałam okazji wypróbować tych nowych, potasowych, ale strasznie mnie kuszą.

    OdpowiedzUsuń
  11. Doskonale Cię rozumiem - i dziękuję bardzo raz jeszcze! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzika Wózkowa21 marca 2015 20:28

    Dużo tego! Ja nakładam rzepakowy i słonecznikowy, w moim wypadku efekt jest dokładnie taki sam jak po droższych olejach ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Muszę pamiętać o tym Neem :).
    Miałam ochotę na odżywkę TBS, ale skoro jest gorsza od Biovaxów, które u mnie szału nie robią, to dla mnie to chyba będzie turbobubel :D.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ahh aż zatęskniłam za triphalą z khadi i jej świeżym zapachem :)

    OdpowiedzUsuń
  15. ale Tobie szybko idzie to zużywanie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Prawdopodobnie. O wiele, wiele lepsza jest domowa maska z bananem (odżywka+banan+blender).

    OdpowiedzUsuń
  17. Staram się nie otwierać 10 rzeczy na raz, pewnie dlatego. :) Olejów używam bardzo często, odżywki też często używam i przed myciem i po, resztę zużywam normalnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Dla mnie ten zapach był dość ciężki, co nie znaczy, że nieprzyjemny. :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Sam słonecznikowy tyłka nie urywa, ale w mieszankach go lubię.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mydło Isany do prania pędzli mnie zaciekawiło, bo ja właśnie wczoraj zrobiłam wielkie mycie przyrządów malarskich w Facelle Sensitive :). Czytałam gdzieś ostatnio, że pędzle dobrze jest myć mydłem antybakteryjnym, czy ta Isana Med jest właśnie antybakteryjna?

    OdpowiedzUsuń
  21. Zawsze denka mi imponują, u mnie to tak wolno idzie. Co do samych kosmetyków miałam (mam jeszcze) olej z Yves Rocher. U mnie sprawdza się tylko na zniszczone farbowaniami włosy, naturalne za mocno obciąża.

    OdpowiedzUsuń
  22. Gratuluje zuzyc, sporo :)! Neem mnie kusi, moj, zanim skalp nieco zlagodnial (chyba faktycznie po Priorinie, bo nagle nie protestuje na glinke ghassoul!!!), ulegl przeterminowaniu ;) Olejek z opuncji rowniez chetnie bym nabyla ;) Bananowa TBS natomiast bardzo, ale to bardzo lubie :) Ladnie dociaza i przede wszystkim skreca ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Uuuu, niedobrze, myslalam ze powiesz "mydlo jak mydlo, jak juz mialas inne to to dziala podobnie" czy cos w tym stylu...a tu sie okazuje ze kolejny "muszemiec" :/

    OdpowiedzUsuń
  24. Moje włosy wręcz odciąża ten plastikowy banan. ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Stosuję go w niewielkich ilościach, od ucha w dół. :)
    Zanim sama zaczęłam zbierać opakowania do denka, też mi sie wydawalo, że zużywam 2-3 kosmetyki na miesiąc. Ale wcale nie. :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie jest. Myję pędzle po każdym użyciu, a co kilka prań spryskuję je też czymś antybakteryjnym.

    OdpowiedzUsuń
  27. Zdecydowanie widziałam różnicę między włosowymi mydłami z LF i z Tuli, te pierwsze są mniej przetłuszczone, i włosom to służyło.

    OdpowiedzUsuń
  28. beautyineverymoment21 marca 2015 20:29

    Skąd Ty masz to coś z Neem?

    OdpowiedzUsuń
  29. Musze, muszę , musze kupić ten olejek od YR! ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. U mnie TBS również się nie sprawdziła. Zero dociążenia. Próbowałam z olejami, z naftą, z Biovaxem, jako OMO. Nie dla mnie. A tu jeszcze pół opakowania...

    OdpowiedzUsuń
  31. Chodzi Ci o sproszkowane zioła? :) To opakowanie jest akurat z Perfumerii Yasmeen, ale można je kupić w wielu sklepach z kosmetykami indyjskimi.

    OdpowiedzUsuń
  32. U mnie spisał się świetnie, włosy były gładkie jak po silikonach.

    OdpowiedzUsuń
  33. Dobrze się spisywała na dziecięcych włoskach Zosi. choć i ją drażnił zapach. Ale może innemu dziecku się spodoba? :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Justyna Wiśniewska21 marca 2015 20:29

    A ja mam tylko Ziajkę ;D

    OdpowiedzUsuń
  35. Aż ziajkę, bardzo fajna jest. :) Teraz też myję zęby ziają, tą szałwiową bez fluoru. :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Kostkę z Isany kupię po wykończeniu OGROMNYCH zapasów Białego Jelenia (a właściwie figurek z niego, bo rzeźbiliśmy w szkole :D)
    Żel z Hobbita był w Netto? Mam ten sklep pod nosem i go nigdy nie widziałam? Wstyd :D Jaka ze mnie "fanka" :D

    Z Loveny lubię żel peelingujący do twarzy - fajnie oczyszcza, ale szału nie ma choć za 5 zł to dobry produkt. :)) Niedługo zacznę używać żelu z Alverde, zobaczymy co to za cudo. :))

    OdpowiedzUsuń
  37. W koszach był żel, nie jako element stałej ekspozycji. :)

    OdpowiedzUsuń
  38. polecam sklep aritacosmetics, maja bardzo tanie te odzywki w pudrze (4-5 zl) i taniutko oleje Khadi (np amla za 25 zl), henne khadi w dobrej cenie. Kilka razy juz tam kupowalam :)

    A jesli chodzi o denko to wczoraj moi synowie w kapieli zdenkowali mi peeling i cala odzywke propolisowa babuszki, zostalo tylko tyle ile zarazom sie nie udalo wycisnac pzez twardy plastik. :(. Peelingu nie zaluje bo byl taki sobie, ale odzywka...grrrr, dopiero co zaczeta

    OdpowiedzUsuń
  39. Gdzie kupujesz re ziółka w proszku :D? Muszę się za siebie wziąć :D Ziajkę miałam jak odrzuciłam fluorowe pasty :D

    OdpowiedzUsuń
  40. sporo Ci się tego zebrało:))

    OdpowiedzUsuń
  41. Faktycznie sporo Ci się tego nazbierało :) Zainteresowało mnie mydło w kostce ISANA i krem nawilżajacy dla dzieci z numerkiem 3 :)

    OdpowiedzUsuń
  42. aaaaa sto lat z okazji roczku :) czekamy na torcik ze swieczka :)

    OdpowiedzUsuń
  43. bardzo duże denko :) ja uwielbiam olejek z yves rocher i ten z khadi ;)

    OdpowiedzUsuń
  44. Dawniej miałam wielką chęć na tą bananową maskę z TBS. Z czasem zaczęłam czytać o niej coraz mniej pozytywne recenzje i chyba sobie jednak odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Sporo śmieci nazbierałaś ;) ;*
    Ziaję z filtrami uwielbim, choć ostatnio używam tej tańszej wersji antyoksydacyjnej ;)

    OdpowiedzUsuń
  46. Te pochodzą z Perfumerii Yasmeen, ale można je dostać tez na setare, trinach, ars et natura, na allegro, na rani art... Ktoś mi polecał sklep, gdzie są bardzo tanie, ale nie mogę teraz znaleźć, jak się nazywał.

    OdpowiedzUsuń
  47. Tak wyszło. Jednak codzienne mycie włosów robi swoje. ;)

    OdpowiedzUsuń
  48. Bardzo fajne kosmetyki, szczególnie krem - czasem podbierałam go córce

    OdpowiedzUsuń
  49. O rety faktycznie już dzisiaj urodziny! Pora opublikować wyniki rozdania. :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Dostałam ją w drodze wymianki, raczej bym jej nie kupiła wcześniej - a teraz już na pewno nie.

    OdpowiedzUsuń
  51. O właśnie, dzięki, ze powtórzyłaś, bo nie byłam pewna jak się nazywał sklep, ani czy to Ty go polecałaś. :)

    No cóż, dzieciaki=straty. :D

    OdpowiedzUsuń
  52. O, już mam, Kasia powtórzyła, sklep się nazywa aritacosmetics.

    OdpowiedzUsuń
  53. kusisz tym Neem. ostatnio mam duzo stresu i niestety leci wiéceh wlosów niz zwykle

    OdpowiedzUsuń
  54. Intryguje mnie Neem. Olej z tego zioła dodałam ostatnio do DIY olejku do mycia twarzy i po prostu wymiata mi wszystkie zanieczyszczenia z porów. Z pewnością kupię wersję w proszku.

    OdpowiedzUsuń
  55. Hm, może... Tylko dzieci brak ;))) Dziękuję za sugestię :)

    OdpowiedzUsuń
  56. Mnie też intryguje. :) Nie mam co do niego kosmicznych wymagań, ale używam od dwóch lat i mogę powiedzieć, że to ziółko nigdy mnie nie zawiodło. A zaraz po ciąży używałam szampon z neem (ten w białej butelce z klęczącą panią) i też byłam z niego zadowolona. Gdyby nie sterty szamponów w zapasach, pewnie planowałabym powrót.

    OdpowiedzUsuń
  57. O matko, ale poszalałaś w tym miesiącu! :)

    OdpowiedzUsuń
  58. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że część z tych kosmetyków została otwarta jeszcze zimą. ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...