niedziela, 10 sierpnia 2014

Piesek czy suczka?


To chyba najczęstsze pytanie, jakie będąc na spacerze z Majką słyszę od właścicieli czworonogów. Panuje bowiem przekonanie, że psy płci przeciwnej dogadają się bez problemu, natomiast tej samej bezwzględnie będą usiłowały się pożreć. Pal sześć, że moja suka jest wykastrowana, i pal siedem, że dogada się z każdym psem, który nie składa się wyłącznie z zębów. Czasem zagalopuje się zanadto w zabawie, ale od tego ma człowieka, żeby takie zapędy ukrócił.

Ale nie każdy z właścicieli psów ma podobne podejście. Dzisiaj będzie o irytujących mnie zachowaniach psiarzy.*


*Nie jestem wetem, psim behawiorystą ani bezgraniczną miłośniczką Cesara Milana, dlatego jest możliwe, że nagadałam w tekście głupot – jeśli tak, wyprostujcie mnie proszę.

1. Fafik chce się bawić.

Dzisiaj rano. Biegam po lesie z Majką, z daleka widzę pana z dużym psem. Seterowaty stwór biega luzem, moją sunię wołam i przypinam do smyczy. Pan swojego pupila również przypina. Zbliżamy się. Ponieważ Majka mało ma w nowym mieście okazji do zabawy z innymi psami – nie ma wybiegu, a i pieski jakieś takie rachityczne same widuję – przystaję. Pan zadowolony: „O, mój Fafik się będzie mógł pobawić. To piesek czy suczka? Suczka? No to polubią się (Fafik w tym czasie demonstruje pełne pożółkłe uzębienie i wydaje gardłowy warkot). Fafik warczy? Mój Fafik? Co też Pani mówi, przecież merda ogonem (ano merda, jest merdanie w stylu chodź tu, zaraz cię zjem; Majka robi się płaska i zaczyna się ewakuować). Dobry Fafik, przecież Fafik muchy by nie skrzywdził. Widzisz, Fafik, pani nie chce Ci się dać pobawić z koleżanką”.

Pan był starszy i być może istotnie warczenia Fafikowego nie słyszał. Ale głaskanie spiętego, prezentującego zębiska psa? Miałam wrażenie, że Fafik zeżarłby mi Majkę i jeszcze od swojego pana usłyszałby „smacznego”.

2. Ale potwór.

„Zobacz, Justynko, pani idzie z pieskiem! Jak będziesz niegrzeczna, piesek Cię zje”. Nieodmiennie odpowiadam, że mój pies nie jada dzieci, i że nie życzę sobie, aby robił za straszaka. A potem widuję maluchy, które na widok Majki wskakują w żywopłot i trzęsą się ze strachu, nawet kiedy pies idzie grzecznie na krótkiej smyczy i nie przejawia nimi najmniejszego zainteresowania.

3. Pies to taki pluszak.

Przychodzi dziewczynka, na oko dwuletnia, z babcią. Dziewuszka żywe srebro, zainteresowała się i Majką, z którą siedziałam na ławce. Dziecię pcha się z łapkami do głaskania psiej głowy. Majka dzieci lubi, ma do nich ogrom cierpliwości, a jeśli coś jej nie pasuje, po prostu idzie sobie. Z tego względu nie protestuję, patrzę tylko, czy pieszczoty nie robią się mniej delikatne i szykuję się do odejścia w razie czego. W międzyczasie pojawia się babcia, która krzyczy „łojezusmaria, niech pani uważa, niech pani trzyma tego psa!!!! Juleczko, podoba Ci się piesek, możesz klepać pieska!” I zaczyna opowiadać, jakiego to ma kundelka w domu, po którym mała skacze, ciągnie go za ogon i uszy, szczypie, a pies nic, taki to pies.

Zosia w tym wieku już wiedziała (a w każdym razie bardzo często miała powtarzane), że nie wolno podchodzić do obcego psa, bo nie wiemy czy piesek lubi dzieci. Wszelkie zabawy z psem były przez nas nadzorowane, i powtarzaliśmy ze 300 razy dziennie, że trzeba do pieska bardzo delikatnie. Że nie wolno ciągnąć za ogon ani ucho, nie wolno wkładać palców do oka. Wspomniana wyżej pani odpowiedzialność za swoje dziecko przerzuciła na obcą kobietę i obcego psa. Trafiła na mnie i Majkę, ale gdyby trafiła na mnie i Kirę, dziecko mogłoby mieć piękne dziurki w ręce, niezależnie od moich dobrych chęci.

4. Psy, które wyprowadzają się same.

Znam kilka psów, które biegają sobie luzem, same. Nierzadko siedzą pod klatką i czekają aż, któryś z sąsiadów wpuści je z powrotem na górę. Często nie mają nawet obroży, choć zwykle są czyste i dobrze odżywione. Tylko niech coś się stanie, gdzie znajdę właściciela takiego czworonoga? Muszę przyznać, że w nowym mieście wszystkie te samobieżne psy są kulturalne, ale w poprzednim miejscu zamieszkania kilkakrotnie musiałam opędzać się tupnięciami, i bardzo często bałam się o Zosię.

Wyobraźcie sobie: idę z małym dzieckiem, a na smyczy mam dwa psy, 15 i 20 kg, oba bardzo żywiołowe, z czego jeden obronny, jeden ewidentnie zaczepny. I do tego podejrzany Burek idzie za mną przez kilkaset metrów, właściciela ani widu, ani słychu, nie wiadomo gdzie go szukać, nie wiadomo, czy pies szczepiony, nie wiadomo jak ogarnąć ten bałagan.

5. Mój Pimpuś przecież jest niegroźny!

Wersja podobna, choć chyba bardziej drastyczna od pierwszej historii z Fafikiem. Idziemy na spacer z mężem, Zochą i Majką. Z przeciwka idzie kilka osób i mały, samobieżny (w sensie bez obroży i smyczy) jamnik. Mijamy się z psem na pasach, słyszę, że małe łapki zawracają i zwierzę podbiega w kierunku Zosi. Odwracam się i tupię na intruza, w międzyczasie odnajduje się właścicielka jamnika. Otwiera paszczę – żeby zawołać psa, albo przeprosić? Nie, żeby mnie opieprzyć, że ośmieliłam się tupnąć na jej Pimpusia, który przecież nic by nie zrobił. Przecież wszyscy wiedza, że jamniki to najgrzeczniejsze psy na świecie (taaaaaaaaaaaaak, a jeśli miałyby ochotę na Zosiną nogę, to kimże jestem aby odmawiać).

6. Kupa, kupa, wszędzie kupa.

Ludzie, woreczki są naprawdę szeroko dostępne i darmowe lub za niewielkie pieniądze. To żaden wstyd schylić się i pozbierać psią ozdobę trawnika. A jeśli z jakichś powodów schylić się nie możecie, w sklepach zoologicznych są szufelki z bardzo długim kijkiem, specjalnie do tego celu skonstruowane. Nie jara mnie brodzenie w śmierdzących odchodach i przykre niespodzianki na butach. Tak samo jak nie jara mnie potłuczone szkło czy żarzące się pety rzucane na chodnik w parku, mój pies już kilka razy oparzył/poranił sobie łapy przez takich idiotów. Zarówno kosze na śmieci, jak i specjalne „psie pakiety” wyposażone w woreczki są w wielu punktach miasta.

Ponarzekałam sobie. Wiem, że świata nie zmienię, ale może chociaż jedna osoba po takim poście przypnie tego swojego pupila do smyczy? Psy to mądre zwierzęta, ale instynkt przecież w każdej chwili może wziąć górę. Nikt chyba nie chce, żeby jego Azor pogryzł się z innym psem, zrobił krzywdę dziecku, czy wpadł pod samochód. A lenistwo właściciela do tego właśnie może prowadzić. Szanujmy siebie nawzajem, i tych z psami, i tych bez. I nie zakładajmy, że na pewno nic się nie stanie.

48 komentarzy:

  1. ja mam dwa pieski: Mozarta (którego wszyscy nazywają Miśkiem :D) oraz znalezioną w lesie w zimie w czasie zasp (!!!!) Mikę. Co do pierwszego psa to do małych dzieci bym go nie dopuściła w żadnym wypadku, bez smyczy nie ma prawa nawet u mnie na wsi sobie spacerować, jest to pół ratlerek, ale z charakterkiem ;) natomiast Mika jak była szczeniaczkiem (może z miesiąc miała) to ludzie wywalili ją właśnie pod lasem, w zaspie, daleko od zabudowań. Tak po prostu ktoś otworzył drzwi samochodu i wypuścił małą na jawną śmierć tylko dlatego, że to suczka... Było to na Mikołajki, kiedy moja rodzina na szczęście znalazła się w pobliżu i zabrała małą do domu, dlatego moja psinka jest z ludźmi bardzo, bardzo związana i zostaje w niej lęk przed porzuceniem :( a mała jest śliczna, bardzo czujna, kochana, uwielbia się bawić, ale też bez smyczy bym jej nie wypuściła nigdy przenigdy, bo jest zbyt dynamiczna by mój wzrok nadążył za tym co robi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie poszłabym z psem przez ulicę bez smyczy. Ale na psim wybiegu, albo na psiej łące, żeby się mogła pobawić z innymi psami - oczywiście! :) Tylko że muszę tego psa najpierw znać. W poprzednim miejscu zamieszkania mieliśmy fajną ekipę psich przyjaciół tutaj niestety nie zanosi się na nic podobnego. Dobrze, że Majka może jeździć do leśniczówki do swoich psich przyjaciółek.

      Usuń
  2. Niecierpięęę jak idę z dzieckiem (nie swoim :D) i właściciel mówi 'on nie gryzie' 'niech pogłaska' 'on lubi dzieci' ... Cholera skąd mam wiedzieć, że malucha nie dziabnie bo będzie miał taką ochotę? To tylko pies... Sama mam i psa i dwa koty i daję się z nimi bawić dzieciom (czyli pogłaskać i dać jeść) tylko pod moim okiem. Gdzie 'mam pewność' jak zwierzęta się zachowają bo mam je od lat a i tak stosuję zasadę ograniczonego zaufania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. :) Pod tym względem posiadanie zwierzaka w domu ma jeszcze jeden plus: dziecko nie wpada w nad-ekscytację na widok każdego czworonoga na ulicy, wie jak się zachować.

      Usuń
  3. A ja mam yoreczka, Maciusia i owczarka Belgijskiego, pieszczotliwie nazywana Misią, i o ile Misia ma gdzieś inne psy, tak Maciuś jest bardzo dzielny i obronny i zaczepia inne psy... na szczęście mamy dużą działkę (prawie 3 ha na wsi) i psy mogą spokojnie się wyszaleć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę dużego terenu. :)

      Usuń
    2. Nienawidzę takich małych, piskliwych psow.

      Usuń
    3. Nie każdy mały pies jest piskliwy, nie generalizujmy.

      Usuń
    4. Yorek? Absolutnie daleko mu do piskliwości :D Warczy jak profesjonalista. No chyba że ktoś ma na myśli owczarka belgijskiego :O

      Usuń
  4. Mam mieszańca, bokser z inną rasą, ale nie wiem jaką. Niektóre psy ma totalnie gdzieś, ale niech tylko zobaczy jakiegoś większego to od razu startuje. Raz szłam z psiakiem i mamą asfaltową drogą z chodnikiem po jednej stronie (na strefie gdzie wszystko zaczyna się dopiero budować, więc samochodów żadnych). Musiałyśmy zejść na drugą stronę, gdzie był jeszcze wgłąb pól wylany asfalt. Dlaczego? Starsza para miała labradora puszczonego samopas. Mój pies już gotowy, żeby podbiec, a zamiast niego ja podbiegłam, żeby wzięli łaskawie psa zapieli. Co zrobili? Wzięli go tylko za obrożę. Nosz kur.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdroszczę Ci, że masz psa. Ja a moim kochanym Guciem musiałam się pożegnać, mimo że to już kilka lat bardzo mi go brakuje. A teraz nie mam psa i nie będę mieć - pies to odpowiedzialność i nie wyobrażam sobie mieć psa dla wygody a wychodzić z nim raz dziennie bo się nie chce....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś znów będziesz gotowa na przyjaciela. :) Dobrze, że przemyślałaś sprawę zamiast brać psa, żeby był.

      Usuń
  6. u mnie na osiedlu kupy to prawdziwa plaga, naprawdę nie wiem czy kiedykolwiek ludzie zrozumieją, że ich pies = ich kupa i należy ją sprzątnąć, a specjalne kosze są dosłownie co krok, ale i tak ich parzą.. a puszczanie psów bez smyczy w skupisku ludzi świadczy tylko o głupocie właścicieli, ale jak zwrócisz uwagę to jeszcze odpyskują:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam filmik na YT, gdzie w trakcie takiej gównianej dyskusji moherowa staruszka obrzucała człowieka fekaliami. Świat stanął na głowie. ;)

      Usuń
  7. Lubię zwierzęta, one mnie, mamy czarodziejską nić porozumienia. Za to mój Właściciel nie jest tak otwarty na nowe psie znajomości i po prostu zachowuje dystans. Spacerując z nim zrozumiałam, jak irytujący mogą być ludzie, którzy uważają, że każdy musi być szczęśliwy, będąc obskakiwanym przez ich zwierzynę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to też prawda, nie lubię jak obcy pies się za bardzo spoufala.

      Usuń
  8. Ostatnie mnie wkurza! Zwłaszcza, że moje miasto jest świetnie uzbrojone w standy z woreczkami i koszami i są one dwa razy w tygodniu uzupełniane. Kiedy mieszkaliśmy w Krakowie, był wielki problem, bo ani standów, a jak już pojedyncze się znalazły, to permanentnie puste. Ale kupowałam zwykłe woreczki śniadaniowe w Biedrze i też dawało radę. Gorzej, że innym to do głowy nie wpadło... Po przeprowadzce okazało się, że mamy bardzo czysto, choć owszem, zdarzają się wszędzie i tacy, co nie pozbierają. Pamiętam, jak jakiś miesiąc po przybyciu do nowego miasta byłam z Kebabem na bardzo długim spacerze na wysokim wzniesieniu. I tam, na samej samej górze, poślizgnęłam się na gównie, upadłam, przygniatając Kebsa. Tak wkurzona jeszcze nigdy nie byłam :/ Na szczęście nic nam się nie stało.

    Mnie jeszcze denerwują stare baby, które się czepiają, że nasz pies sika na krzaczek / trawkę albo robi kupę na skwerku [ to nic, że już stoję z przygotowanym woreczkiem ]. Nieważne też, że naokoło skwerka są 3 standy z woreczkami i napisy "zbieraj po swoim psie", czyli ktoś dopuszcza możliwość sikania i kupy ;P Zawsze wtedy mówię, że mój pies jest bardzo grożny i silny, a ja nie mam na tyle siły, żeby go utrzymać, więc niech lepiej uciekają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra riposta! :) Też pani mi narzekała, że pies jej sika na trawę. Rozumiem, że pani chciała jeść tę trawę później, że jej to przeszkadzało.

      Usuń
  9. Też nienawidzę, gdy ktoś robi z mojego psa straszaka. Mam Labradora, w mieście, gdy idę na spacer, zawsze idzie na smyczy, tam gdzie jest ruchliwie - na bardzo krótkiej smyczy i przy nodze. Miałam kiedyś taką sytuację - spotkałam się z ciotką, stoję i gadam, pies stoi grzecznie koło mnie. Owszem jest uosobieniem delikatności i kocha dzieci, ale... to tylko pies i choć kocham go nieziemsko to i tak uważam, że na 100% nie można mu ufać, więc naprawdę przy ludziach wolę trzymać go krótko. Nagle słyszę potworny wrzask, dziecko ryczy jak oparzone... patrzę na psa, stoi koło mnie, a jakieś 5 metrów dalej idzie matka z tym wrzeszczącym bachorem i do mnie z pyskiem, że kaganiec temu psu i kto to widział w ogóle z psem chodzić? Ja w szoku, ciotka w szoku no bo nie wiem o co kaman. Żeby ten pies zbliżył się chociaż do dzieciaka, żeby szczeknął, warknął no cokolwiek zrobił, ale on nawet nie doszedł... Niestety często mam sytuacje tego typu bo to duży pies i każdy od razu myśli, że połknie go w całości. I to straszenie dzieci, albo " Mariczko, nie podchodź do pieska, ty się boisz piesków". Co innego zachować ostrożność, a co innego wzbudzać w dziecku taki lęk.
    Sprzątanie kup to już w ogóle masakra, u mnie nie robi tego prawie nikt i jeszcze ludzie głupkowato się uśmiechają, gdy sprzątam to co narobiło moje kudłate stworzenie.
    Komentarze - kto to widział, zeby trzymać psa w bloku też mnie irytują. Pani weterynarz powiedziała, że Lab może mieszkać nawet w kawalerce pod warunkiem, że ma zapewnioną porcję ruchu, a on owszem pół dnia spędza w domu, ale drugie pół hasa po wsi ile wlezie, w sensie po podwórku.
    Rozumiem, że nie każdy musi lubić zwierzęta i nie zmuszam nikogo do lubienia ich na siłę ( choć wolę te osoby, które zwierzęta kochają, nie chcę nikogo urazić, ale znam osoby, które nie lubią zwierząt i w życiu są ogólnie ciężkimi osobnikami o egoistyczno-cynicznej naturze ), ale życzę sobie żeby tak samo tolerowano to, że ja mam zwierzę....

    No to się wyżaliłam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam w bloku 50-kilogramowego owczarka niemieckiego. Gdyby nie fakt, że usposobienie psa było bardzo spokojne i miał porcję ruchu, no i - co najważniejsze - nie bardzo mieliśmy wybór, to nie brałabym go do bloku. Ojciec złapał psa, gdy biegał głodny po wsi, niektórzy mieszkańcy już się na niego ze śrutem czaili, bo im kury gryzła. No i się tak została, 13 lat razem :) też mnie zawsze wpieniało gadanie, że taki duży pies w bloku - nie zna sytuacji, a pieprzy.

      Usuń
    2. Niestety, takie straszenie dzieci psami (tak jak lekarzami) wciąż jest bardzo powszechne. Bardzo, ale to bardzo mnie to denerwuje.

      Do mojego psa mimo wszystko też mam ograniczone zaufanie. Prz dużej ilości ludzi trzymam ją na krótkiej smyczy, nie zabieram jej tez w miejsca, gdzie wiem, że będzie dużo hałasu i tłum ludzi.

      Zgadzam się też, że można mieć dużego psa w małym mieszkaniu, jeśli zadba się o odpowiednią ilość ruchu. Mały pies też go zresztą potrzebuje, i traktowanie na przykład yorków jak świnek morskich albo niewychodzących kotów (kuwetka albo pieluszka zamiast spaceru) jest w moim odczuciu karygodne. Właśnie stąd się biorą sfrustrowane, jazgoczące "sarenki".

      Rozumiem, że ktoś może nie lubić zwierząt, może się ich bać, albo po prostu nie odczuwać potrzeby bezpośredniego kontaktu z futrem i utrzymywanie dystansu zawsze uszanuję. Natomiast ktoś, kto dla przyjemności oddaje się przemocy wobec zwierząt jest dla mnie skreślony. Moim zdaniem taka osoba nie zawaha się też przed skrzywdzeniem człowieka.

      Kira (haszczak ze zdjęć) też tak przyszła ze mną ze spaceru, ale teraz już mieszka na wsi, nie nadawała się do bloku. :)

      Usuń
  10. Mam w domu kundla- Farusia i chihuahua'e- Charliego. Oba biegają sobie beztrosko po wiejskim podwórku.
    Denerwuje mnie jedynie jak przychodzą goście z dziećmi. Maluchy pchają się do Charliego ,,bo to mały piesek i nic nie zrobi''. Kiedy zabieram go (tak, on na prawdę potrafi ugryźć, gdy coś się złego dzieje) to rodzice są wielce zdziwieni, dlaczego odbieram im pociechom zabawkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to ja mam królika. Kiedy przychodzą do domu jakiekolwiek dzieci, dbam o to, by jak najdłużej pozostawały w królikowej nieświadomości. Czego oczy nie widzą... A królik może i ugryzie, ale co się nadenerwuje, zanim zdąży się obronić... To przecież takie śliczne zwierzątko, prawie zabawka, prawie rzecz.

      Usuń
    2. Niestety, jeśli rodzice nie uczulą dzieci na to, że zwierzę to czująca, żywa istota, to same na to nie wpadną. Zwłaszcza małe zwierzaki otrzymują etykietkę "zabawka", tak jak duże to "potwory".

      Usuń
    3. Zielpy- dokładnie właśnie z królikami jest ta sama bajka. Niektórzy rodzice chyba niestety logicznie nie myślą...

      Usuń
  11. A ja mam 8 miesięczną sunię shih-tzu i raz została zaatakowana przez mieszankę labradora z czymś i teraz jest strasznie nie ufna wobec innych psów.. moi sąsiedzi mają 2 yorki, 2 labradory ( nie te, które zaatakowały Lili ;) ) i jakieś mieszańce i często z nimi przychodzą do nas i ja zawsze Lilkę muszę na rękach trzymać, bo na widok tamtych cofa się i chce uciekać. Nawet z yorkami bawić się nie chce ;/
    Co mam robić żeby się oswoiła ?
    Ona przez te pół roku, które jest u mnie w domu nie miała kontaktu z psem żadnym ;o wgl się nie bawi z innymi.. :/
    Taka ludzka psina, którą tylko do ludzi ciągnie :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skontaktuj się z najbliższą fundacją, będą mogli Ci polecić jakiegoś bardziej lub mniej profesjonalnego behawiorystę. :)

      Usuń
  12. Ja miałam sunię, którą pod koniec zeszłego roku musieliśmy uśpić, bo przestały jej działać nerki. Pod koniec jej życia było naprawdę ciężko. Psu nie trzymały już zwieracze i często sikała zaraz po wyjściu przed blok, czego nie omieszkali komentować sąsiedzi za każdym razem, kiedy taka sytuacja miała miejsce. Nie pomagało tłumaczenie, że pies jest stary i zwyczajnie chory (pomijam fakt, że sąsiadka, która tak ochoczo komentowała, połamała mojemu psu łapę, kiedy był mały, stając na nią, przez co pies do końca życia miał problemy z chodzeniem). Dodam, że mieszkam w miejscu, gdzie dosłownie nie ma gdzie wychodzić z psem, a tam gdzie jest kawałek trawnika, też ludziom przeszkadzało, mimo że po psie zawsze sprzątałam. No ale z ludźmi to jest tak, że jak widzą cień możliwości przyczepienia się do czegokolwiek, to to zrobią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję straty wiernej towarzyszki. Fajnie, że wspieraliście ją do końca i pozwoliliście ukrócić jej cierpienia, kiedy nie było innej drogi. A ludzie zawsze znajdą powód, żeby się doczepić, to prawda.

      Usuń
  13. Chodzę na spacery z moimi psami w miejsce gdzie praktycznie nie ma ludzi, może dlatego nie dostrzegam tych problemów o któych pisałaś... chociaż czasem w Olsztynie jak idę na uczelnię widzę spacerowe mezalianse.
    Ale nie o tym chciałam.... ogólnie jestem człowiekiem spokojnym, Anuba także przedstawia wewnętrzną pogode ducha i cierpliwość, Karramba jest psem żywiołowym... i nie zależnie którego psa mojego chce obcy człowiek miziać to mnie to deneruwje, ze względu na jedną prosta rzecz - jak można miziac obcega psa nie znając jego zachowań?? A co by było gdyby pies w odpowiedzi na mizianko tego kogoś ciapnał?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, jak można się pchać z łapami do obcego psa - i pozwalać na to dziecku?

      Usuń
  14. Ja od zawsze chodzę luzem i dzięki temu nic się nie dzieje. Gdybym chodził na smyczy i omijał ludzi to byłbym takim samotnikiem co sam sobie chodzi. A pies/suka potrzebuje towarzystwa swojego gatunku.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie mieszkam w mieście tylko na osiedlu blisko lasu

    OdpowiedzUsuń
  16. kosmetyko holiczka10 sierpnia 2014 10:36 - dlaczego nie wierzysz ludziom ? przez takich ludzi Polska zostanie zmieciona z powierzchni ziemi jak ruskie nas zaatakują.

    OdpowiedzUsuń
  17. Odwracam się i tupię na intruza, w międzyczasie odnajduje się właścicielka jamnika. - Dla mnie to jest durnowate zachowanie. Korona by jej z głowy spadła jakby się z nim poznała ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka korona? Nie będę ryzykować, że obcy pies pogryzie moje dziecko, bo "może jest przyjazny". Wolę zakładać, że nie jest niż potem płakać.

      Usuń
  18. 6 u nas w mieścinie jest na porządku dziennym .. mimo, że są woreczki do sprzątania po pupilu to przecież nikt tego nie zrobi

    OdpowiedzUsuń
  19. "4. Psy, które wyprowadzają się same." Mam ( lub miałam, bo od roku już niezbyt spaceruje, ponieważ nie ma na świecie mojego czworonożnego kumpla) w okolicy 3 takie psy i dziwi mnie, że ktoś może tak je samopas wypuszczać. Nie boją się o swoje zwierzaki? Przecież to niebezpieczne dla tych psów, a nie tylko ludzi.

    Bardzo ładnie wyszła sunia na ostatnim zdjęciu.

    OdpowiedzUsuń
  20. U mnie strasznie dużo piesków sobie biega samopasem, a ja jak idę z Azulą na spacer to mam problem, bo ona małych psów nie znosi. Więc muszę kombinować trasy by jakiegoś nie spotkać, bo to przecież moja wina, nie ważne że to te psy do niej podbiegają, jak ja w ogóle mam czelność spacerować z takim dużym psem... :/

    OdpowiedzUsuń
  21. taka mała uwaga - psy się kastruje, a suki sterylizuje :)

    Ja też mam psa i zgadzam się ze wszystkim co napisałaś! A już niesprzątanie po psach i wszechobecne szkło i pety są najgorsze. Moja suka jest wyprowadzana na łąkę żeby się wybiegała i nie raz nawet stamtąd wracała z poranionymi łapami od potłuczonych butelek :(

    OdpowiedzUsuń
  22. Mnie chyba najbardziej denerwują ludzie typu 'pies Cię zje' i podobnego kalibru, którzy przez dziecko pozbywają się pupila (nie mówię tu o przypadkach, kiedy zwierze okazuje się naprawdę niebezpieczne) lub chowają dzieci bardzo sterylnie przed zwierzętami (i wszystkim co związanie z brudem, bakteriami), a potem dzieci co chwilę chorują i mają alergie.

    OdpowiedzUsuń
  23. Niestety, kiedy Oli byla mlodsza czesto natrafialam na takie zachowania ludzi. Byc moze dlatego, ze to ja chodzilam z Nia na spacery, obecnie nie chce mnie ze soba zabierac ;) W kazdym razie, ludziom czasami brak wyobrazni - ze tak delikatniej napisze ;) Psy nie sa niczemu winne - tak, jak piszesz, mimo ze madre, nie wiadomo kiedy odezwie sie instynkt. Kiedys mialam sytuacje pod sklepem, ja z Oliwia na zakupy, Pani zostawila pieska nieupietego (duzego pieska), piesek podlecial do Oli z agresywnym nastawieniem, a damulka wylatuje i mnie opieprza slowami: "niech Pani trzyma to dziecko"! No zart, czy zart :/? Ogolnie spokojna osoba ze mnie i raczej nie odzywam sie przy nieznajomych, ale wowczas nerwy puscily mi na maksa i powiedzialam, co o tym mysle, lacznie, ze zagrozilam, iz jak pieska nie zapnie, dzwonie po straz miejska. Inna sprawa gowienka. Kiedy mieszkalysmy w Polsce, zima byla bardzo barwna ;) Nikomu z sasiadow na dluzsze spacery sie wychodzic nie chcialo, to pieski swoje potrzyby zalatwialy kolo klatki, bo dalej zaspy :/ Wiele mozna by bylo jeszcze tego wymieniac ;) Od zawsze mam dwa piesy i trzymam je na smyczy, nie chce nikogo narazac na stres, na szczescie tutaj raczej sytuacje, ze psy sa luzem, czy niespodzianki na chodnikach sa rzadkoscia ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. "niech pani trzyma to dziecko", skąd ja to znam! A z drugiej strony, jak bronisz swojego dzieciaka, to jesteś nadwrażliwa. ;)

    Mieszkałam kiedyś w Poznaniu, w otoczeniu same kamienice, kiedy mróz puszczał, można było się udusić w gównianym aromacie. Kupa przy kupie leżała na chodniku.

    Majkę bardzo chętnie spuszczam, ale na dłuższych spacerach, kiedy jesteśmy same. I oczywiście, kiedy może sobie biegać u mojej siostry na dużym terenie ze swoimi psiapsiółami. ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Niestety, nie sposób stwierdzić na ile alergie dziecka to kwestia genetyki, a na ile wychowania w sterylnych warunkach czy sposobu odżywiania. Ale ma psa przygarnęliśmy kiedy byłam w ciąży, także mając na uwadze układ odpornościowy dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  26. Według mojego weta nie, w Polsce się suk nie sterylizuje. Sterylizacja jest procesem odwracalnym (podwiązanie jajników), tymczasem praktykuje się kastrację (usunięcie narządów rodnych).


    Wiele miesięcy leczyliśmy najgorzej poranioną łapę Majki, pozostałe kontuzje na szczęście goiły się szybciej.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...