poniedziałek, 18 sierpnia 2014

O wypadaniu włosów raz jeszcze.

Wypadanie włosów to temat, który w jakimś stopniu dotknął każdego z nas. Czasami jest ono związane z porą roku, innym razem może stanowić sygnał, że z organizmem jest coś nie tak, bywa również skutkiem nieodpowiedniej pielęgnacji czupryny. Z wypadaniem wiąże się jeszcze inne zagadnienie: czy możemy przechytrzyć naturę i opóźnić łysienie, albo zagęścić i pogrubić włosy?

Jeśli orientujemy się, że włosy wypadają nam w ilościach hurtowych, często pierwsze kroki kierujemy do drogerii lub (w wersji optymistycznej) do apteki, gdzie zaopatrujemy się w – często bardzo drogi – szampon, który owo wypadanie ma zatrzymać. Zwykle kupujemy też suplement diety, który akurat poleci nam farmaceuta. I czasami to działa – wystarczy kilka tygodni i wszystko wraca do normy. Ze swojej strony śmiem podejrzewać, że problem w takim przypadku nie był poważny i po podobnym czasie ustąpiłby samoistnie.
Jednak zdarza się, że wypadanie włosów ostrzega nas przed poważniejszymi, niekorzystnymi zmianami. Poza wypadaniem tak zwanym sezonowym, najczęściej spotykany późną zimą i wczesną wiosną, nadmierna utrata włosów może świadczyć o:

- poważnym niedoborze pokarmowym, a nawet anemii
- nadmiernemu narażeniu na stres
- zaburzeniach hormonalnych (niedoczynność tarczycy, nierównowaga estrogenowa, menopauza itp.)
- ciąży: zdarza się, że w pierwszych tygodniach tracimy bardzo dużo włosów
- poważnemu podrażnieniu skóry głowy, które może wynikać z nieodpowiedniego doboru szamponu, odżywki czy farby – długotrwały kontakt z alergenem wywołuje przewlekły stan zapalny. Podobnie mogą działać na cebulki włosowe poparzenia słoneczne.
- innych przyczynach; ludzki organizm jest niezwykle złożony, a włosy są na samym końcu „kolejki” pokarmowej.

Wypadaniu włosów należy przyjrzeć się uważnie, jeśli trwa dłużej niż 6 tygodni i mimo przedsięwziętych środków problem pozostaje bez zmian lub wręcz się nasila. Natomiast jeśli co roku w styczniu (albo sierpniu, każdy z nas jest inny) przez kilka tygodni gubimy więcej włosów niż zwykle, nie ma powodów do obaw.

Niezmiernie istotną kwestią jest ustalenie, czy wypadanie jest rzeczywiście nadmierne. U większości dorosłych włosów 50 zgubionych włosów na dobę mieści się w granicach normy, u innych liczba ta przekracza 100. Jeśli zawsze nosiliśmy krótkie włosy i zaczniemy je zapuszczać może się okazać, że nagle wypada ich całe mnóstwo i są wszędzie – mimo że ich ilość się nie zmieniła, wzrokowo wydaje się ich o wiele więcej. Warto zwrócić uwagę również na to, czy gubimy włosy „żywe”, czy „stare”, w fazie zaniku (telogenu). Łatwo to zrobić na włosach farbowanych. Jeśli uniesiemy włos pod światło i nie widać na nim odrostu, znaczy że od dłuższego czasu znajdował się w stanie spoczynku i miał prawo wypaść. Jeśli przyjrzymy się uważnie linii włosów na czole i skroniach, powinniśmy dostrzec krótkie, młode włosy, tak zwane baby hair. W przypadku, gdy nowych włosów jest o wiele mniej, niż wypadających, i gubimy również włosy w fazie anagenowej (wzrostu) – wtedy rzeczywiście mamy problem.

Nawet jeśli wypadanie włosów ma swoją uzasadnioną przyczynę, tak jak wiek u Panów czy poporodowe skoki hormonalne u Pań, możemy mu przeciwdziałać, opóźnić ten proces, przyspieszyć wzrost i zwiększyć ilość nowych włosków i zagęścić czuprynę. Sama jestem tego najlepszym przykładem jako osoba, która całe życie słyszała, że ma „takie liche włoski” i „piórka” i „nie ma co tego zapuszczać”.

Przeciwdziałanie wypadaniu włosów powinno obrać dwa kierunki: wewnętrzny (ustalenie przyczyny wypadania i przeciwdziałanie jej, dbałość o dietę) i zewnętrzny (odpowiednia pielęgnacja i dobór skutecznych kosmetyków). Oba te kierunki są jednakowo ważne i oba grają ogromną rolę w przewlekłej sytuacji patologicznej.

W każdym wypadku polecam przyjrzeć się swojemu modelowi żywienia. Suplement nie zastąpi prawidłowo zbilansowanego menu, choć może wspomóc regenerację organizmu, jeśli dieta jest różnorodna i zdrowa. Warto również wykonać podstawowe badania krwi, aby wykluczyć niedobory składników mineralnych i anemię. W niektórych przypadkach dobrze jest zbadać aktywność tarczycy.

Do codziennej diety pod kątem włosowym warto włączyć:

- ryby
- pestki słonecznika i dyni, siemię lniane – koniecznie surowe, a najlepiej namoczone na kilka godzin w wodzie
- więcej warzyw
- „zielony sok”, czyli koktajle i przeciery z warzyw zielonych: szpinaku, sałaty, selera, awokado, natki pietruszki. Większość z nich bardzo dobrze smakuje zmiksowana z bananem i/lub namoczonym siemieniem lnianym;
- herbatę z pokrzywy, i ostrożniej – ze skrzypu polnego
- bardzo dobre efekty przynosi również kuracja drożdżami: 1/4 kostki drożdży piekarskich zalewamy szklanką wrzątku, mieszamy i wypijamy, kiedy ostygną. Niestety, w wielu przypadkach niechcianym skutkiem suplementacji drożdżami jest trądzik na twarzy i ciele. W takim wypadku nie polecam jej kontynuowania.

Jeśli chodzi o kosmetyki, o ile obecne nas nie uczulają, nie musimy całkowicie z nich rezygnować. Warto jednak wzbogacić pielęgnację o kilka wartościowych produktów.

Przede wszystkim pracujemy nad usunięciem stanu zapalnego (jeśli taki jest, odczuwamy swędzenie, skóra łuszczy się lub pojawiają się ropne krostki i strupki, skalp jest napięty i suchy, obolały, lub przeciwnie dokucza nam intensywny łojotok) i wzmocnieniem cebulek włosowych.

Szampon dobieramy do skóry głowy. Ma ją dokładnie oczyścić i nie podrażnić. Może przy okazji zapobiegać łojotokowi, jak szampony z dziegciem czy siarką, albo lekko ją nawilżać jak kosmetyk doskonałego polskiego producenta – Sylveco. Szampon może pomóc w walce z wypadaniem włosów, ale pamiętajmy, że sam jej dla nas nie wygra – ten produkt często o wiele za krótko pozostaje w kontakcie ze skórą, aby mógł coś zdziałać w tej kwestii.

Głównym zabiegiem wzmacniającym cebulki powinien być masaż skóry głowy. Masujemy skalp codziennie przynajmniej przez kilka minut. Masaż możemy wykonać opuszkami palców albo za pomocą narzędzia: szczotki z włosia dzika, szczotki tangle teezer lub specjalnych plastikowych łapek, które można kupić w niektórych drogeriach za 2 czy 3 złote. Jeśli do masowania używamy narzędzia, koniecznie dbamy o jego higienę. Myjemy je nawet po każdym użyciu – szczególnie, jeśli wcieramy w skórę głowy olejek, – a raz w tygodniu dezynfekujemy z pomocą wrzątku lub spirytusu. Jeżeli na skórze głowy znajduje się łuska, zmiękczamy ja przed myciem i bardzo delikatnie usuwamy, a w trakcie masowania szczególnie dbamy o higienę. W przypadku ropnych wysięków nie masujemy skóry głowy dopóki się nie zagoją.

Masaż doskonale pobudza mikrokrążenie skóry głowy i właśnie wtedy jest najlepszy moment na „dokarmianie” cebulek. Świetnie sprawdzają się do tego zioła dostępne zarówno w postaci toników (bardzo chwalony ostatnio jest tonik Orientany, ogromną popularnością od lat cieszy się polska odzywka do skóry głowy Jantar), jak i olejków. Jeśli nasza skóra z ziołami się nie lubi, albo mamy bardzo jasne włosy i boimy się, że zioła mogą wpłynąć na ich odcień, do masażu używamy olejków czystych. Bardzo dobrze sprawdza się tu arganowy, kokosowy, z dzikiej róży, z rokitnika, z czarnuszki, musztardowy albo jojoba.

Mój ulubiony jak dotąd ziołowy olejek do włosów to Bringraj od Hesh. Świetnie sprawdzał się też czysty olejek z czarnuszki czy kokosowy.

Warto zastanowić się również nad maską przeznaczoną do odżywiania skóry głowy. Bardzo fajna pod tym względem jest większość odżywek rosyjskich, jak na przykład balsam na brzozowym propolisie czy czarna maska marokańska.

Szampon, olejek albo tonik i maska przyniosą efekty, ale nie od razu. Znam natomiast przepis na efekt natychmiastowy. Jest to maska do skóry głowy i włosów, której przygotowanie wymaga odrobiny zachodu, ale efekty przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Poza tym, że działa na cebulki długofalowo, wzmacniając je i zmniejszając przetłuszczanie się skóry głowy, daje fantastyczną objętość zaraz po wysuszeniu włosów, nawet jeśli nie używam suszarki. Jej skład jest banalnie prosty, ale w swojej prostocie niezwykle skuteczny.

U siebie efekty widzę już po jednym zastosowaniu. Przy systematycznym używaniu raz w tygodniu poprawa jest długofalowa, wypadanie stabilizuje się i wyrastają nowe włosy. Maseczkę tę stosuję na zmianę z farbowaniem henną, bo i lawsonia przynosi podobne efekty. Po skończonym zabiegu włosy dłużej utrzymują świeżość, są sprężyste i ładnie odbite od nasady. I pachną ziołami, co może być tak zaletą, jak i wadą.

Przepis jest bardzo prosty: glinka ghassoul, zioła, woda, olej arganowy. Do mieszania masek z glinką i ziołami nie używam metalowych naczyń i sztućców. Glinkę i zioła zalewam wodą o temperaturze 50 stopni. Mieszam. Dodaję kilka kropli oleju (arganowy można zastąpić innym lubianym) i ciepłą pastę nakładam na skórę głowy i włosy u nasady. Odczucie jest niezwykle przyjemne, rytuały Kerastase jak dla mnie mogą się schować. Po aplikacji włosy chowam pod czepkiem foliowym lub folią spożywczą.

Do przygotowania dzisiejszej maski użyłam 2 łyżki glinki ghassoul i po jednej łyżce ziół: Maka, Neem i szamponu ziołowego Heenara (farba Heenara czy Khadi też by się nadała, podobnie jak czysta henna). Przez lata używałam również innych ziół: tulsi, brahmi, bringraju, imbiru, cynamonu, a także mielonych polskich: pokrzywy, łopianu, żywokostu, bylicy bożego drzewka; i moim zdecydowanym faworytem jest neem. Ma działanie przeciwgrzybiczne i przeciwłupieżowe, więc wspaniale koi rozbrykaną skórę głowy, a do tego nie wysusza jej. Szampon w proszku Heenara zawiera inne zioła, które lubię: orzechy piorące, shikakai, amlę (między innymi). Podobnie jak samą glinką ghassoul można nim umyć włosy i jeśli nie mam bardzo nieświeżych i obciążonych produktami do stylizacji pasm, powyższą maseczkę nakładam na jedynie zwilżone wodą włosy. W przeciwnym razie maski takiej używam po myciu delikatnym szamponem.

Maska pozostaje ma moich włosach przynajmniej przez godzinę (zmywana wcześniej nie sprawdza się tak dobrze), a po jej spłukaniu nie używam już żadnych odżywek ani środków stylizujących.

Zioła indyjskie można również używać mieszając je z samą ciepłą wodą. Do pasty możecie dołożyć też odrobinę jogurtu naturalnego, najlepiej greckiego lub bałkańskiego, lub szczyptę suchych ziół dosypać do porcji nakładanej na skórę głowy maski. Czasami trochę potrwa, zanim znajdziemy na ziołowe pudry własny sposób, ale uwierzcie mi, że warto. Osobiście uważam właśnie zioła w proszku za mojego osobistego cudotwórcę, który pomógł mi z wypadaniem poporodowym. Obecnie wracam do regularnego ich stosowania, ponieważ wskutek stresu znów borykam się z wypadaniem. Widzę wyraźną poprawę przy używaniu podobnej maseczki raz w tygodniu.

Przydatne linki:





*Pierwotna wersja tego tekstu powstała na potrzeby Bloga Yasmeen.

65 komentarzy:

  1. jestem na tyle leniwa, że nic ze swoim wypadanie nie robię ;/ a włosów chyba leci coraz więcej ;/ pierwszym krokiem będzie jakiś suplement. Jeśli to nie pomoże to muszę podjąć jakieś stanowcze kroki :D no i badania są w normie ;/

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi raczej włosy nie wypadają, a jak już to w stopniu minimalnym. Jednak wierzę, że pielęgnacja która pomaga zwalczyć wypadanie także przysłużyłaby się moim włosom i przyśpieszyła wzrost :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Uff, na szczęście moje wypadanie włosów znikło samo z siebie, czyli nie było jakoś bardzo poważne. :) Znalazłam nawet powód (stres i wcale się nie dziwę. Był to dość "gorący" okres dla mnie), więc wróciłam do porządku dziennego, ale do tej pory pamiętam jak na samym początku byłam przerażona i szukałam różnych sposobów. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ales narobila z tym discusem, ogarnac nie moge :/
    melduje sie po urlopie, zarabana...temat jak najbardziej u mnie na czasie bo wypadanie mnie dreczy :/

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie wypadają od 2 miesięcy, najpierw było po nawet 400 włosów dziennie, dawno nie miałam tak cienkiego kucyka. Zawsze noszę włosy rozpuszczone, ale teraz kiedy jestem w domu to wiążę włosy w kucyk, żeby nie widzieć jak wypadają :D
    Odżywiam się zdrowo, badania miałam. Tarczyca, hemoglobina, elektrolity - wszystko super. Dermatolog mówi, że ze skórą głowy wszystko ok i zaleca badania hormonalne. I ja teraz widzę dwa wyjścia. Po pierwsze, być może to zbyt wysoki poziom androgenów. Ale chyba zawsze miałam trochę za duży, no bez jaj... innych objawów nie widzę poza przetłuszczającą się skórą głowy, ale też tragedii nie ma, a przynajmniej wiem, że może być gorzej :) trądzik zaskórnikowy jest. Hirsutyzmu nie ma, zakładam, że te parę włosków na brodzie to jeszcze w normie. Brzuch mi jakoś szczególnie nie rośnie. A same badania hormonalne kosztują miliony :) Nie wiem, mam wizytę u gine na początku września, zobaczymy co powie. Druga możliwość to nerwica, o którą pewnie wystąpi podejrzenie, jeżeli echo serca nic mi nie wykaże. No i tak to jest, trzeba szukać przyczyny, a to zajmuje dużo czasu (na NFZ). Włosy lecą...
    Tymczasem olejuję skalp raz w tygodniu olejem rycynowym, a codziennie wcieram samorobioną wcierkę z kofeiną i niacynamidem. Zażywam jakiś tam doppelherz na włosy i paznokcie (o właśnie, te też brzydkie! Zwłaszcza jeden)... i staram się ciągle czymś zajmować, nie myśleć o włosach i nie płakać nad szczotką pełną włosów, bo jak się tym stresuje, to jest tylko gorzej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zawsze genialny post! Mi ostatnio znów zaczęły wypadać, od Helfy dstałam maseczkę Hesh i zacznę ją stosować, mam nadzieję, że się poprawi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie coś ostatnio słabo z systematycznością, bo raz na jakiś czas lubię sobie zrobić jakieś ciekawe "mazidło" do skóry głowy, a jednak, żeby zobaczyć efekty trzeba być rzeczywiście systematycznym.

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie chyba kluczowym elementem była zmiana diety, chociaż jednocześnie zmienilam dietę i stosowałam apteczne kapsułki wzmacniające cebulki. Ale kapsułki solo wydawały się nie robić za wiele :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja tez mysle ze u mnie wypadanie ma podloze hormonalne i dlatego od 2 tyg pije napar z wierzbownicy i stosuje biotyne

    OdpowiedzUsuń
  10. Justyna Wiśniewska21 marca 2015 20:25

    Anemię miałam wtedy włosy garściami mi wypadały ;/od roku mam problemy z tarczycą ale nie wypada mi jż tyle włosów ;) mam tak od momentu ich olejowania ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Otóż to, sam suplement może pomóc jedynie przy niewielkim niedoborze, podstawa to zdrowa dieta. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. To prawda, chyba że satysfakcjonuje Cię jednorazowy "puszap" po glince, który u mnie też jest mile widziany. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Którą maseczkę? :) Też mam nadzieję, że się poprawi. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Opowiedz ginekologowi o tych włosach, powinien wystawić skierowanie na badanie hormonów.

    OdpowiedzUsuń
  15. Opowiedz ginekologowi o problemach z włosami, powinien wystawić skierowanie na badanie hormonów. Ale skoro wspominasz o nerwicy, to może przyczyną wypadania jest po prostu ogromny stres?

    OdpowiedzUsuń
  16. Teraz odpowczywasz w pracy? :) Witam z powrotem!

    OdpowiedzUsuń
  17. Dokształcić się zawsze można. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Jeśli masz podatne na przyspieszacze włosy, to jak najbardziej. U mnie niestety nic a nic nie spowoduje przekroczenia magicznego 1,5 cm. :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Skoro zrobiłaś sobie badania, to nie jest tak, że całkiem nic nie robisz. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Właśnie nie wiem, możliwe jedno i drugie. Chyba wolałabym to drugie, bo jednak jak nie ma problemów z hormonami, to jest większa szansa, że włosy odrosną ;) No ale nic, dowiem się dopiero za jakiś miesiąc po wszystkich badaniach :)

    OdpowiedzUsuń
  21. "Puszap" zawsze mile widziany na mojej głowie ( i nie tylko ;)), byle by nie skończył się "spuszapem" :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Tyle, że były robione nie z powodu włosów a jakiegoś tam innego :D no i przy okazji napomknęłam, że włosy lecą :D

    OdpowiedzUsuń
  23. bardzo się ostatnio męczę z wypadającymi włoskami, ale w końcu zauwazyłam, że pojawiły się babyhair. jutro mam fryzjera i pozbywam się przerzedzonych, zniszczonych końcówek. mam nadzieję, że jak fryzura będzie bardziej lekka, to i problem troszkę się zmniejszy, bo chyba najwiecej wypada tych dłuugich, starszych włosków. wcieram jantar i joannę rzepę, jem 3 opakowanie tabletek biotebal i zaczęłam sylicę. piję tez od tygodnia herbatkę pokrzywową. zastanawiam się co jeszcze mogłabym zrobić. masaz to dobry pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Dieta i masaż przynoszą najlepsze efekty. :) I jeszcze odpowiednia dawka ruchu. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ooo, muszę spróbować z tajemniczą maseczkową recepturą. Włosy mi lecą na potęgę. Ostatnio nawet prosiłam mamę, żeby sprawdziła, czy nie mam łysych placków :D. Śmiała się ze mnie. Mówi, że wydaje mi się, że wypada mi dużo włosów, bo są długie i nawet jak wyleżą 3 to po skulkowaniu jest kołtun :D.

    OdpowiedzUsuń
  26. To prawda. Twoje włosy są też dość grube, więc kłębek odpowiednio jeszcze większy. Najpewniejszy sposób, żeby się przekonać ile ich rzeczywiście wypadło to liczenie po myciu i po rozpuszczeniu włosów.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja od jakiegoś czasu używam makę z olejem, ostatnio też z dodatkiem indyjskiej glinki, i też widzę wyraźną różnicę w wypadaniu włosów. Ale coś czuję, że i tak będę musiała się przejść do dermatologa, bo mój skalp regularnie kaprysi.

    OdpowiedzUsuń
  28. No i teraz na spokojnie moge napisac ze jestem u progu ciapniecia tego calego wlosomaniactwa w ciemny kat :/ po blisko pol roku kombinacji z drozdzami, siemieniem, pokrzywa, po 3- miesiecznej suplentacji drogim i polecanym na wielu blogach preparatem, szeregu masek, olejow, wcierek, ziol itd; przy traktowaniu wlosow jak smierdzacego jaja- wypadanie ani troche sie nie poprawilo, mimo licznych nowych babyhairow- ogolna grubosc kucyka zmalala o 0,5-1 cm ( te 0,5 to tak optymistycznie). Owszem wlosy urosly mi sporo, wzmocnily sie- ale robi sie ich coraz mniej :/
    Dzis w ogolnym dole rozwazam powrot do boba i danie sobie siana z zapuszczaniem

    OdpowiedzUsuń
  29. Agata Samulak21 marca 2015 20:25

    Kiedyś miałam większe problemy z wypadaniem teraz na szczęście trochę ustało.

    OdpowiedzUsuń
  30. Nakarm włosy proteinkami, to brakujące centymetry wrócą w jakimś stopniu. :) Daj sobie jeszcze kilka dni na przemyślenie decyzji o cięciu, żebyś potem nie żałowała. :) I o ile dobrze pamiętam, miałaś się wybrać jeszcze do ginekologa, prawda? :) Może wynajdzie przyczynę. Baby hair też potrzebują kilku miesięcy, żeby dosięgnąc kucyka. Nie mówię, że musisz "włosomaniaczyć" za wszelką cenę, ale tez nie przekreślaj pół roku pracy pochopną decyzją podjętą w gorszy dzień. :)

    OdpowiedzUsuń
  31. U dermatologa mialam byc ale taki mialam zasuw w pracy ze nie bylo szansy na wyrwanie sie i poszla moja siostra. Ale chyba niewiele stracilam bo pani ja bardzo zbyla, to byla najszybsza wizyta w jej zyciu. Przepisala mnie na inny termin ale przypuszczam ze tak czy inaczej w twpim poscie jest wiecej konkretow niz by mi przekazala Pani doktor w trwajacej 2 minuty konsultacji

    OdpowiedzUsuń
  32. Moje włosy nadal wypadają, ale to też wina organizmu, obecnie co tydzień jestem u lekarza. Czekam z walką o każdy włos do następnej wizyty. Jednak nie biorę(od wczoraj) leku, po którym włosy mi wypadają. Zawsze to dla nich jakaś ulga ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Polecisz jakas proteinowa maske lub odzywke? Musze cos kupic, chodzi mi po glowie laminowanie marion

    OdpowiedzUsuń
  34. Zioła na skalp to faktycznie błogosławieństwo :)
    Uwielbiam kalpi tone czasem dodaję do niego czarny sezam/ green gram oba dobre na wzmocnienie włosów. Lubię też indyjskie szampony proszkowe dużo zachodu, ale objętości dają dużo(ulubiony khadi meghdoot <3) szkoda, że na dłuższą metę nadają się tylko przy pielęgnacji kompletnie bezsilikonowej.

    OdpowiedzUsuń
  35. Amelia Chwila21 marca 2015 20:25

    ostatnio zgubiałam około 300 włosów dziennie z powodu stresów

    OdpowiedzUsuń
  36. Zaciekawiłaś mnie mocno przepisem na te maskę :). A jakby to tej mieszanki dodać glicerynę zamiast oleju? Nadaje się? Olej pewnie dolewa się, aby zminimalizować przesuszenie po ziołach, ale ja boję się nakładać oleje na skalp.

    OdpowiedzUsuń
  37. Cóż za wspaniały post! Kopalnia wiedzy :)
    Wykonałaś wspaniałą robotę :)


    Dorotko? Mam coś dla Ciebie :) Nadam paczuszkę jeszcze w tym tygodniu :)

    OdpowiedzUsuń
  38. A w ogole, patrzac po komentarzach- nie jestesmy w walce z wypadaniem osamotnione - moze jakas wspolna blogowa akcja walki o kazdy wlos???

    OdpowiedzUsuń
  39. Poszło w niego sporo pracy, to prawda. :) Cieszę się, że się podoba. :)

    Naprawdę? :) Aaaaaaaaaale fajnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Można dodać glicerynę, albo w ogóle tylko wodę.

    OdpowiedzUsuń
  41. Niestety, przy moim łojotoku podobne wynalazki nie sprawdzają się wcale. Po prostu rozprowadzają sebum wszędzie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  42. Mam nadzieję, że wszystko się u Ciebie unormuje. Po odstawieniu szkodzących im tabletek powinny się włosy odwdzięczyć. :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Możesz kupić, jest nienajgrosze. ;) Nie mam ulubionego proteinowego gotowca, kłaki wolą jeśli namieszam coś sama. Do gotowych masek zawsze i tak muszę dodać coś nawilżającego, najczęściej mleczko pszczele w glicerynie. Za to dobrze reagują na proteinowe szampony, jak Himalaya czy Love2mix (w poprzedniej, miękkiej wodzie sprawdzał się świetnie).

    OdpowiedzUsuń
  44. Pomyślę. Na razie poczekam już do końca suplementacji Priorinem. :) Na razie nie mam pomysłu, jak taka wspólna akcja miałaby wyglądać - każdemu przecież pomaga co innego. ;)

    OdpowiedzUsuń
  45. na motywowaniu, wspieraniu w dzialaniach, pocieszaniu, cos jak grupa wsparcia :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Wypadanie powiadasz, podejrzewam, ze nie uda mi sie tego uregulowac ;/ Co do glinki ghassoul, robilam kiedys podejscie i skalp nie byl zadowolony :/ Coz to za nowa forma komentarzy ;)?

    OdpowiedzUsuń
  47. Disqus. :) Dzięki niemu spam zniknął, i nie mam problemu z napisaniem komentarza pod własnym postem.

    OdpowiedzUsuń
  48. Świetny post! Na pewno wiele osób z niego skorzysta ;)! Całe szczęście, że ja nie mam problemu z wypadającymi włoskami ;)

    OdpowiedzUsuń
  49. Dzięki. Jeśli zakupię w przyszłości glinkę i zioła to będę wiedzieć z czym jeszcze mieszać.

    OdpowiedzUsuń
  50. Indyjskie zioła mam, ale zwykle wybieram gotowe maski, bo nie chce mi się bawić w ich przygotowywanie (o dziwo z glinkami nie mam takiego problemu). Dzisiaj zainspiruję się Twoim przepisem, może się w końcu przekonam :)

    OdpowiedzUsuń
  51. Napracowałaś się przy tym poście, ale jest tego wart :) Mam jeszcze nie zaczęty neem i jeszcze kilka ziółek, więc skorzystam z Twojego patentu na ziołowe maski. Do tej pory w pierwszej kolejności myślałam o koloryzacyjnych właściwościach ziół jakie posiadam, mimo, że ich dobroczynne działanie na włosach oczywiście też odczuwałam. Dzięki za inspirację :)

    OdpowiedzUsuń
  52. Ciekawa jestem, jakie będziesz miała wrażenia. :) Do tej pory z wszystkich proszkowych ziół nie służyła mi tylko amla w zbyt dużych dawkach.

    OdpowiedzUsuń
  53. Cieszę się, że udało mi się Ciebie zainspirować. :) Koloryzacja ziółkami też rządzi! :)

    OdpowiedzUsuń
  54. Co jakiś czas wraca do mnie podrażnienie głowy. Zaczęło się po koszmarnym Babydreamie, którym zdążyłam umyć włosy trzy razy i wychodziły mi włosy garściami. Z biegiem czasu zorientowałam się, że mam alergię na CAPB i od tamtej pory (i zmianie szamponu!) jest lepiej, ale ciągle cholerstwo wraca. Łykam teraz już od półtora miesiąca Priorin Extra i choć włosy rosną jak szalone to wypadania nawet nie tknął.

    OdpowiedzUsuń
  55. Może jeszcze zadziała? Też myślałam, że mam uczulenie na CB, okazało się ostatecznie, że po zmianie wody skóra domagała się zwyczajnie mocniejszego detergentu. Teraz używam najczęściej szamponów z SLS i jest wyraźnie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  56. U mnie to definitywnie uczulenie na CAPB, z resztą SLS na dłuższą metę też mi nie służy, używam tylko do porządnego oczyszczania.
    Priorinu odstawiać nie zamierzam, nawet jeśli nie radzi sovie z wypadaniem to coś tam w miejsce takiego włosa rośnie i to w całkiem zadowalającym tempie :) a nuż cud się zdarzy.

    OdpowiedzUsuń
  57. Oczywiście, nie ma powodu żeby odstawiać. Zresztą pełna kuracja ma trwać miesiące, producent wydaje się być pewien że po takim czasie rezultaty będą widoczne. :)


    CB nie bez powodu okrzyknięto "alergenem roku" ;)

    OdpowiedzUsuń
  58. Joanna Polańczyk21 marca 2015 20:37

    Szkoda, że natury nie da się oszukać :) Bardzo bym chciała mieć grubsze włosy, moje są gęste - ale cienkie. Optycznie więc wydaje się ich mało :(. Nigdy nie miałam problemu z wypadaniem, ale od jakiegoś czasu swędzi mnie czubek głowy... :/

    OdpowiedzUsuń
  59. Dorotko. Nawet nie wiesz ile mi dałaś. Bardzo Ci dziękuję i już wreszcie wiem jak dbać o swoje wypadające włosy. Na razie to jest sprawa hormonalna. Muszę tylko zaczać stosować maskę na włosy a Twój przepis jest dla mnie zbawieniem. Przyznam, że miałam duże braki w wiedzy o włosach, pielęgnacji i pewnie wielokrotnie sama sobie tylko pogarszalam ich stan. Swietny, wypracowany i porzadny post. Jeszcze raz dziekuje. :)

    OdpowiedzUsuń
  60. Cześć, jak w temacie, mam problem z tym że wylatują mi włosy, próbowałem już różnego rodzaju specyfików, alenie ma żadnych efektów, tym razem zastanawiam się nad kolejną formą terapi, a mianowicie chodzi mi o przeszczepy włosów. Nie wiem na ile jest to forma która sprawdza się, dlatego pytanie do was, czy ktoś z was jest po takiej terapii? Chodzi mi dokładniej o coś takiego: http://www.kameliabielizna.pl/przeszczep-wlosow-cena-opinia/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...