czwartek, 21 sierpnia 2014

Muzeum Mydła i Historii Brudu w Bydgoszczy: moje wrażenia z wizyty.


W zeszłą niedzielę miałam przyjemność odwiedzić wreszcie muzeum, do którego wzdychałam od dobrych kilku miesięcy. Wychowałam się niedaleko Bydgoszczy, teraz znów mieszkam dość blisko, ale odwiedziłam to miasto chyba mniej niż 10 razy, z czego większość na smutną okoliczność pobytu kogoś bliskiego w szpitalu...


Ale jako że wakacje trwają, a niestety jest już za zimno aby jechać nad jezioro, zapakowaliśmy się w samochód i wybraliśmy na wycieczkę. Było okropnie zimno, więc poza muzeum obejrzeliśmy tylko Stary Rynek, przebijając się przez niewielkie wykopki, które ponoć niedługo mają się zakończyć.


Muzeum znajduje się na ulicy Długiej (numer 13), która objęta jest zakazem parkowania. Nasze auto zostało na Wyspie Młyńskiej, skąd przez malowniczą kładkę, która tylko trochę przyprawiła mnie o zawał, przedostaliśmy się na właściwe miejsce.

Bardzo Was przepraszam, ale z samej wizyty nie zrobiłam ani jednego zdjęcia. Po pierwsze dlatego, że w słabym świetle mój aparat za żadne skarby nie podoła uwiecznieniu obrazu w sposób przyzwoicie wyraźny. Po drugie, dlatego, że uważam, że jeśli ktoś (przewodnik, animator) poświęca nam swój czas ciekawie opowiadając, wypada słuchać. Musicie zatem zadowolić się zdjęciami mydełek, które przywiozłam – a jeśli interesują Was zdjęcia wnętrza, znajdziecie ich kilka na tej stronie.

Wejść do muzeum można o konkretnych godzinach, ponieważ zwiedzanie odbywa się w zorganizowanych grupach. Było nas pięcioro, i załapaliśmy się na bilet rodzinny (36 złotych za 5 osób; normalny bilet kosztuje 12 złotych). Miejsce zarezerwowaliśmy wcześniej telefonicznie – i dobrze, bo wszystkie krzesełka w czasie warsztatów były zajęte i gdybyśmy po prostu przyszli na ostatnią chwilę – moglibyśmy się nie zmieścić.

Jak już wspomniałam, w cenie biletu znajdują się warsztaty. Jako osoba, która zrobiła kilka kosmetyków w domu, byłam nimi lekko rozczarowana – polegały na dodaniu barwnika, zapachu i wybranego dodatku dekoracyjnego do gotowej bazy glicerynowej. Ale wszystko opowiedziane zostało w dość zabawnej, wierszowanej formie, i uczestnicy mieszali swoje mydełka z uśmiechem na ustach. Przygotowanie kolorowych mydełek bardzo się podobało zarówno mojej Mamie i  Siostrze, jak i kilkuletnim dzieciom, które przyjechały z inną grupą. :)

Po tym, jak wymieszaliśmy i przelaliśmy do foremek nasze mydełka, zostawiliśmy je, aby tężały, a przewodnik oprowadził nas po niewielkim muzeum. Opowiadał ciekawie o historii mydła i higieny w Polsce i Europie (wbrew temu, co się mówi, średniowiecze nie było wcale takie brudne!). Część ekspozycji obejmowała przedmioty z czasów PRL, które doskonale pamiętam: mydło Bambino, pralkę Franię, pędzel i mydło do golenia; i było dziwnie patrzeć, jak stały się historią, ciekawostką dla młodszych osób. Przewodnik był całkiem nieźle przygotowany, mimo kilku potknięć (powiedział na przykład, że mydło w kostce jest znane od 200 lat, kompletnie lekceważąc przy tym 4000 lat syryjskiej tradycji).

Tak jak pisałam, podczas oprowadzania wysłuchaliśmy historii higieny i mydła w Polsce, ze wspomnieniem o Europie. Zgodnie orzekliśmy ze znajomymi, że całość byłaby ciekawsza, gdybyśmy dowiedzieli się więcej również o higienie na dalekim i bliskim wschodzie, która na pewno była bardziej zaawansowana. ;) Podobało mi się natomiast to, że większości eksponatów bez problemu można było dotknąć, powąchać, dokładnie obejrzeć.

Podczas wycieczki po malutkim muzeum moje ciekawskie oko wypatrzyło również niewielkie laboratorium, gdzie powstają naturalne (i mniej naturalne, za to pięknie kolorowe) mydła. Można je zakupić w sklepiku.

Większość zwiedzających kupowała babeczki do kąpieli i glicerynowe figurki, sama zdecydowałam się na niepozorne, naturalne kostki: borowinową, z vilcacorą i z mydlnicą lekarską. W asortymencie sklepu znajdują się również mydła marsylskie, aleppo (tym bardziej pan przewodnik powinien wiedzieć, że kostki myjące nie są nowożytnym wynalazkiem), savon noir i peelingi solne. Ceny naturalnej kostki zaczynają się już od 10 złotych i wybór jest całkiem spory.

Tuż przed wyjściem dostałam też ładnie zapakowane własne mydło glicerynowe z warsztatów, a także mały gratis – cytrynowy kwiatek, którym chętnie myje się moja Zosia.

Jeśli mieszkacie w Bydgoszczy lub okolicach i brakuje Wam pomysłu na deszczowe popołudnie, warto się wybrać do Muzeum Mydła i Historii Brudu. Szczególnie jeśli macie kilkuletnie dzieci. Sama chętnie tam wrócę, kiedy Zo podrośnie. Na uwagę zasługuje również sklepik, gdzie za całkiem dobrą cenę dostaniecie stacjonarnie mydło aleppo (20% lauru – 25 zł za 200g), savon noir czy naturalny peeling solny.

40 komentarzy:

  1. wrzesień mam wolny, nie licząc wyjazdu w góry --> pakuje manatki i jadę do Ciebie :D zabierz mnie tam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo chętnie! :) Tylko będziesz musiała spać z Majką pod stołem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. chetnie bym takie muzeum odwiedzila :) zwlaszcza ze ostatnio mnie ciagnie do naturalnych mydel :) czekam na dostawe w lawendowej farmie i chyba bede kontynuowac eksperyment z myciem wlosow mydelkiem..
    a wlasnie, na LF wynalazlam takie cudo: http://lawendowafarma.pl/pl/p/Lopianowy-75ml/426
    i zastanawiam sie czy na wlosy by nie bylo fajnie...odkad u Henri przeczytalam o masciach do wlosow chodzi za mna takie smarowidlo uparcie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam tego cytrynowego kwiatuszka, ale w wersji różanej - pięknie pachniał i był cudowny do mycia! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Z chęcią odwiedziłabym takie miejsce :) Nie mogę się doczekać, aż napiszesz coś o mydełkach, które przywiozłaś ze sobą :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ahh, szkoda, że tak daleko! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Spróbuj, u mnie shea z oliwą to byłby puch i popłoch na głowie. :) Z Lawendowej Farmy polecam Krzepką Pokrzywę, to mydełko przyniosło najlepsze rezultaty jeśli chodzi o mycie (w sensie, że kilka razy udało mi się nim domyć i włosy na długości). :) Sama do wcierania kiedyś sobie kupię ocet ziołowy Pani Ewy. :) Na razie jak widać mam jednak zapas mydełka, a wczoraj sama zrobiłam ponad kilogram. Wieczorem będę kroić w kostki, jestem strasznie ciekawa, jak się będzie prezentować. :)

    Dzięki rozmowom z Tobą (w komentarzach), zaczęłam i ja znów myć włosy aleppo. Najpierw myję włosy mydłem, a potem normalnie szamponem. Przez to, że zmywam oliwę, włosy nie puszą się tak strasznie, za to mają całkiem niezłą objętość. Na wypadanie na razie nie pomogło, ale skóra głowy się tak nie buntuje i łojotok mniejszy. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten tez pachnie bardzo wyraźnie. Ostatnio pełni rolę kąpielowego kusiciela (bo przechodzimy przez trudny etap Zosiowego NIE na wszystko). :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, napisać? :) Ale to potrwa, bo zużywam mydła po jednej kostce, a każda wystarcza na bardzo długo. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja poczekam, a jestem ich ogromnie ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak bywa, ja mam gdzie indziej daleko - ależ jestem odkrywcza. :D

    Może kiedyś Ci się uda odwiedzić. Na przykład gdybyś miała mieć jakąś przesiadkę w Bydgoszczy. Albo po drodze na wakacje. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna wycieczka :) Coś mi się zdaje,ze Kochana spokojnie mogłabyś zastąpić Pana prowadzącego ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Znajomi tez tak się śmiali, ale nie do końca tak było - o wielu rzeczach nie miałam pojęcia. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiedziałam, że takie muzeum istnieje. Odwiedziłam bym chętnie to miejsce. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. a jakie masz % mydelko? Ja chyba 12% z czarnuszka, ale mam ochote na 40%- czy moze do wlosow bedzie za wysokie? Musze poprobowac patentu ze zmywaniem aleppo, bo poki co na "dni robocze" myje normalnie, szamponem- z zamiarem uzywania mydla w weekendy.
    Na krzepka pokrzywe wlasnie sie czaje ale na razie po jakis targach wyprzedala sie, ale jak piszesz ze czasem nawet znosnie wygladaja wlosy to moze da sie go na codzien uzywac ;) . Ten ocet tez mnie kusi - ale myslisz ze jako wciereczka?

    OdpowiedzUsuń
  16. Haha świetne miejsce:) Pewnie nieprędko zawitam w tych rejonach, ale będę pamiętała o tym niezwykłym muzeum:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam 20 i 40%, na razie używam tego 20%, bo mam już zaczęte. 40% też się do włosów pewnie nada. Mam też czysty olej laurowy, muszę go sobie wymieszać z kokosem i używać do skóry głowy.

    Ocet jako wcierka, ale pewnie po rozcieńczeniu. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Dowiedziałam się jakiś czas temu - też z któregoś bloga. :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Miejsce niczego sobie, pieniądze na bilet to dobrze wydane pieniądze. :)/


    Mamę namówiłam na mydło Aleppo i mydło z nagietkiem i kozim mlekiem. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Pewnie! :) Na razie mocno trzymam kciuki, że uda mi się znaleźć pracę - jestem po dwóch rozmowach "przedwstępnych". ;p, ale gdyby się nie udało to chętnie będę miała we wrześniu towarzystwo. :) Musisz się tylko liczyć z ciasnotą w naszym luksusowym apartamencie. ;) Majka ma całkiem porządny materac pod tym stołem, obity granatową ekoskórą. :D

    OdpowiedzUsuń
  21. luksus pełną gębą :D
    TEŻ TRZYMAM KCIUKI :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak będziesz wokolicy to zajrzyj do mnie! :D Grudziądz niedaleko Bydgoszczy jest, a jak pojedziesz autostradą to już w ogole szybciutko :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Do tej pory nie moge wyjść z podziwu jak ja, osoba, która w Bydgoszczy jest dość często (mimo wszystko częściej bywam w Toruniu :D) nie była nigdy w tym muzeum. :D Już wiem, co będe robić następnym razem ^^ Choć na razie chciałabym pojchać do parku linowego. ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Chyba lepiej na razie do parku, Muzeum i zimą jest otwarte. ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. a praca "wlosowa?" czy cos zupelnie innego?
    tez kciuki za powodzenie trzymam :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Niestety, zupełnie niewłosowa. Ale za to blisko.

    OdpowiedzUsuń
  27. Chętnie odwiedziłabym takie miejsca bo mydełka uwielbiam :) Oj trochę pieniędzy tam bym wydała :)

    OdpowiedzUsuń
  28. To prawda, trudno było się ograniczyć do trzech kostek.

    OdpowiedzUsuń
  29. Super miejsce na mapie rodzimych ciekawostek :) Uwielbiam takie mydełka a to że można sobie jeszcze samemu coś przygotować - tym bardziej in plus :)

    OdpowiedzUsuń
  30. A park nie :)) Raz byłam właśnie w parku linowym i bardoz mi się podobało. :)) Teraz chcę iść na trudniejszą trasę. :D

    OdpowiedzUsuń
  31. Z chęcią bym się tam wybrała ;)!

    OdpowiedzUsuń
  32. Justyna Wiśniewska21 marca 2015 20:26

    Będzie trzeba się wybrać - a to tylko 2 godziny drogi :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Też raz byłam i przekonałam się dokładnie, dlaczego to miejsce nie jest dla kogoś z lękiem wysokości. :D Na szczęście nie skamieniałam gdzieś w połowie drogi, tylko przeszłam całą trasę, po to by stanąwszy ponownie na ziemi wyszeptać "nigdy więcej". :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Przynajmniej przeszłaś - to się liczy. :D

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie miałam jeszcze okazji odbyć warsztatów, ale do sklepu zaglądam co jakiś czas :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...