sobota, 2 sierpnia 2014

Kosmetyk (prawie) idealny: gęsta różowa maska tajska"Siła i Blask", Planeta Organica.

Maska ta nie kusiła mnie wcale. Aż przeczytałam recenzję, której teraz nie mogę znaleźć żeby Wam pokazać, i przy pierwszej okazji zamówiłam ją sobie na Skarbach Syberii. Nie żałuję.

Maskę tajską warto kupić w promocji, w powyższym sklepie często można zamówić ją za 21,90. To niewiele w porównaniu ze średnią ceną 30 złotych, jaką widuję w innych sklepach internetowych. W Skarbach cena wysyłki spada z każdym produktem dodanym do koszyka, a i na obsługę nie powiem złego słowa. Dodatkowo na fanpejdżu sklepu bardzo często można wygrać vouchery na zakupy. Nie jestem w żaden sposób związana ze Skarbami, ot dobry sklep – to chwalę. Mogliby mieć w asortymencie więcej kosmetyków Planeta Organica z serii Handmade, poza tym wszystko spoko, a promocje liczne.

W estetycznym opakowaniu otrzymujemy aż 300 ml bardzo wydajnego kosmetyku. Używam jej kilka razy w tygodniu od 3 czy 4 miesięcy, 100 ml wysłałam w świat, a jeszcze nie widać dna słoiczka. Piękna szata graficzna masek z tej serii sprawia, że drżę i dygocę w środku już po zerknięciu na wieczko. ;) Trzeba przyznać, że i fotogeniczne są te bestie... Maskę łatwo wyjąć z niskiego słoiczka, szkoda tylko że opakowanie poza zakrętką nie posiada żadnego zabezpieczenia przed wścibskimi paluchami. To chyba pierwszy zakupiony przeze mnie kosmetyk, który na żywo wydaje się większy niż na blogowych zdjęciach.

Maska jest średnio gęsta, łatwo rozprowadza się na włosach i pokrywa je otulającą warstewką przy nakładaniu. Na moich kosmykach sprawdza się świetnie, niezależnie czy używana przed myciem, po myciu, na 5 minut, minutę czy na godzinę. No, może nie nakładałabym jej na skórę głowy na godzinę po myciu, bo zapewne przyliz murowany.

Najczęściej używam jej przed myciem na pół godziny-godzinę, nie omijając skóry głowy, albo po myciu w nieudanym zestawie (tak, i mnie się takie zdarzają) na dosłownie sekundę na długość. Nie podrażniła mojej wrażliwej skóry głowy.

Skład jest taki, że warto nakarmić nią cebulki (chyba, że boicie się średnio lekkiego silikonu na skórze, u mnie szampon radzi sobie z nim bez problemu).

INCI: Aqua with infusions of: Organic Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Cananga Odorata Flower Oil, Organic Lotus Corniculatus Flower Extract, Tamarindus Indica Leaf Extract, Mangifera Indica (Mango) Seed Oil (olej mango), Acacia Arabica Bark Extract (ekstrakt akacji), Orchis Maculata Flower Extract (ekstrakt różowej orchidei); Cetearyl Alcohol, Glyceryl Srearate, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Cetyl Ether, Dimethicone, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid.

Podobnie jak wiele z Was nie jestem szczególną fanką składu zapisanego w takiej formie. Tym niemniej znajdziemy w masce tajskiej w ilościach niewiadomych: olej jojoba, olejek Ylang Ylang, organiczny ekstrakt z kwiatów komonicy, ekstrakt z liści tamaryndowca indyjskiego, olej mango, ekstrakt akacji, ekstrakt różowej orchidei. Innymi słowy – kwiatowo mi. ;)

Olej jojoba należy do moich ulubionych w pielęgnacji skóry twarzy i włosów i to głównie ze względu na niego kupiłam tę maskę. Oleju (czy też masła) mango nie używałam jeszcze w czystej postaci, ale na pewno to się zmieni. Nie wiem jak jest z tą siłą – włosy wypadają mi nadal, choć lubię sobie pomyśleć, że może dzięki temu kosmetykowi ciut mniej – ale blask jest. Maska robi wszystko to, czego od maski oczekuję: nadaje blasku, elastyczności, miękkości, wygładza bez przylizania, delikatnie nawilża.

Kosmetyk zawiera dwa potencjalne oblepiacze – dimethicone (silikon zmywalny detergentem) oraz gumę guar, która może się nadbudowywać na pewnym typie włosa. Mimo to maska nie jest bardzo ciężka i na długich, suchych włosach, które wymagają ekstremalnego dociążenia może się nie sprawdzić solo. Natomiast włosy o porowatości średniej i – przy odpowiednim dawkowaniu – niskiej, powinny być z niej zadowolone.

Różowy kolor maski połączony z „tajską” nazwą kosmetyku powoduje u mnie skojarzenie z krewetkami lub wnętrzem ryby, ale jestem prymitywna i ograniczona umysłowo, więc proszę się tym nie przejmować. Na pewno chodziło raczej o odwołanie do kwiatów, których w składzie nie brakuje, a i na górnej etykiecie znajdujemy storczykową teksturę.

Jest tylko jedna rzecz, która nie pozwala mi cieszyć się z odnalezienia produktu idealnego. Zapach. Niektórym z Was się podobał, dla mnie jest męczący. Kadzidlany, gryzący, lekko męski, szczypie w nos. Określiłabym zapach maski tajskiej w dwóch słowach: wykadzidlony ksiądz. Z tego też względu mam nadzieję, że maska ajurwedyjska, która grzecznie czeka w kolejce, a w moim osobistym rankingu smrodów pasuje się znacznie bliżej zapachów, będzie działać podobnie przyjemnie.

Czy polecam? Oj, tak. Zwłaszcza osobom z upośledzonym zmysłem węchu. To kolejny świetny kosmetyk Planeta Organica.

69 komentarzy:

  1. Kusi mnie, oj kusi bardzo, jedyna z tej serii, której jeszcze nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi "została" tylko toskańska, ale że jest z oliwą, raczej się nie skuszę. :)

      Usuń
  2. Ja pewnie zakochałabym się w zapachu ;P
    Ciekawa jestem jak by sprawdziła się na moich średniakach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre męskie kadzidła mi się podobają, ale to - bardzo nie. ;) Chyba zależy od tego z jakim facetem zapach mi się kojarzy. ;)

      Usuń
  3. Z Planeta Organica miałam jedynie szampony, ale ta maska brzmi interesująco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szampony są nie dla mnie, ale balsamy do włosów i maski jak najbardziej. :)

      Usuń
    2. Muszę w końcu na jakąś się skusić, ale znając siebie będę decydować się kilka tygodni :D :D

      Usuń
  4. nei widzialems tacjonarnie tej firmy weiec nie kusi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim miasteczku nie są dostępne stacjonarnie, ale coraz więcej drogerii i sklepów ma w swojej ofercie kosmetyki rosyjskie.

      Usuń
  5. Ja mam taki problem z tymi maskami, ze nie potrafię się zdecydować którą z nich mam kupić.. Wszystkie mnie kuszą, wszystkie chwalone mniej więcej tyle samo razy a na 3 na raz mnie jeszcze nie stać ;) (na kolejny kurs zbieram)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, miałam to samo. Marokańskiej dostałam odlewkę i mi nie służyła, toskańska nie kusi mnie z powodu oliwy w składzie (która jest i w marokańskiej serii), a tajską i ajurwedyjską kupiłam w promocji. ;)

      Usuń
    2. U mnie marokańska też średnio sie spisała, kusi mnie tajska i ajurwedyjska i też nie wiem, którą wybrać :))

      Usuń
  6. Uwielbiam ją :) stosowałam ją po myciu, często też po płukance cysteinowej - jako jedyne w miarę ogarniała smród siarki, ale istnieje niebezpieczeństwo, że przyjemny (no ok, dla niektórych) zapach na stałe zacznie kojarzyć się z cysteinowym fetorem. Włosy miałam po niej uniesione, błyszczące - czytałam, że niektórym usztywniała końcówki, ale takie recenzje dla mnie to gratka, bo już wiem, że mi będzie pasować. Toskańska jest dla mnie za ciężka trochę, ale ajurwedyjska kusi, bo podobno puszy i bywa za lekka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i ma złote, błyszczące drobinki (sroka mode on), I nie śmierdzi okrutnie, pachnie całkiem przyjemnie. :)

      Usuń
    2. Ostatnio mnie poniosło (ach, te sklepy stacjonarne i urok gotówki w ręku) i już prawie ją miałam, ale wzięłam coś innego, bo silikonowe cuda jeszcze mam na stanie. Niedługo imieniny mam, chyba podsunę temat psiapsiółkom :D a, właśnie, trzeba się łupami pochwalić, bo radość niepełna będzie.

      Usuń
    3. Pochwal się, strasznie lubię komuś w kosmetyczkę (no dobra, w przypadku blogerek w szafki i kartony) zaglądać. ;)

      Usuń
  7. Może wydaje się większą bo zmienili jej opakowanie? Teraz jest krótsze ale wyższe ;) też bardzo ją lubię szkoda, że nie pachnie tak pięknie jak ajurwedyjska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy kupowałam, wszędzie były takie opakowania jak na zdjęciu i nie widziałam innego - więc to nie to.

      Usuń
    2. Opakowanie pozostało w identycznej szacie graficznej jednak jest subtelnie skrócone i podniesione nie zauważyła bym tego gdybym nie zamówiła na raz 3 masek z PO, które już miałam 2 są jeszcze w starej wersji opakowań ;) też zamawialam na skarbach Syberii przy letniej promocji. Zmieniły się też dozowniki odżywek z PO zamiast gładkich są "pocięte" lub na odwrót nie pamiętam jakie były wcześniej, ale też trafiły do mnie 2 rodzaje :)

      Usuń
    3. Ale ja te maski zamawiałam w marcu/kwietniu.

      Usuń
  8. Miałam wszystkie z tej serii i najlepiej sprawdziła się złota :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przez Ciebie i złotą kupiłam. ;)

      Usuń
  9. Będę musiała się za nią rozejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przyznam szczerze, że do ewentualnego zakupu najbardziej zachęca mnie... opis zapachu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz męskie zapachy, powinien pasować. Ja go uwielbiałam, ale ja najchętniej pryskałabym się męskimi perfumami, także tego.

      Usuń
    2. Męskie zapachy lubię. Tego zapachu nie. ;)

      Usuń
  11. ja bym na Skarbach poszerzyła asortyment z każdej strony:) bo znasz mnie :D jak robie zakupy to kompleksowo :D lubie mieć wszystko co chce w jednym sklepie i tutaj zazwyczaj z pomocą przychodzi mi mój najulubieńszy sklep z okropną stroną internetową (grafika lezy i kwiczy) ale asortyment i obsługa mi to rekomponsuje ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie miałam kilka podejść do tego Twojego sklepu, ale nie mogłam się tam odnaleźć. ;)

      Usuń
  12. Używałam i byłam zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Od dawna myslę o tej marce...O czymkolwiek..

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytając te kwiatowo-wypasiony skład, pomyślałam sobie, że maska musi pięknie pachnieć, a tu taki zong na końcu - jak ksiądz :))) tak na logikę to ajurwedyjska powinna być jeszcze bardziej kadzidlana. No nic, może kiedyś wreszcie się przekonam, jak kupię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajurwedyjska jest chyba mniej kadzildlana, a w każdym razie nie jest to kadzidło, które kojarzy mi się z kościołem. Jej zapach obieram jako o wiele przyjemniejszy. Nie idealny, ale przyjemniejszy.

      Usuń
  15. faktycznie bardzo fotogeniczny ten wykadzidlony ksiądz <3 skąd Ty takie nazwy wynajdujesz? :D mnie nie interesowały praktycznie w ogóle te maski, po czym ni z tond ni z owond zachciało mi się marokańskiej i ajurwedyjskiej, ale czytałam, że na moim typie włosów średnio się sprawdzają, za to toskańska sprawia, że wyglądają cudnie, niestety na skarbach nie była dostępna (to moje szczęście, ahh!) jak robiłam zamówienie i musiałam obejść się smakiem. na tą w ogóle nie zwróciłam uwagi, więc zamówiłam inną, niby podobną do toskańskiej, ale to już nie to samo :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj chyba się na nią skuszę! :D a co do zapachów to mój nos jest wyjątkowo tolerancyjny i jeszcze nie znalazłam kosmetyku, którego zapach by mnie drażnił, także może i w jej przypadku się to nie zmieni :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Narobiłaś mi na nią dużej ochoty, chociaż w sumie chodzi za mną już od dawna :)
    Szkoda, że cena jest dość wysoka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest taka tragiczna, w promocji na Skarbach 21,90, a słoiczek przecież większy niż standardowy.

      Usuń
  18. Nie miałam tej maski, ale jakoś mnie nie ciągnie do rosyjskich kosmetyków. Kilka z nich przetestowałam, ale wolę kupić coś stacjonarnie, o wiele lepiej się sprawdza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się wybrać w końcu do hurtowni, jest kilka kosmetyków profesjonalnych, które chciałabym mieć. Ale rosyjskie zapasy najpierw. ;)

      Usuń
  19. Zauważ, że w składzie jest średnik, więc wiesz jak to dokładnie wygląda. Często przy takich zapisach są same przecinki i wtedy nie wiadomo, gdzie kończy się "Aqua with infusions of" :)
    Ja z tej serii mam maskę ayurwedyjską, którą opisywałam kiedyś na blogu i bardzo ją lubię ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku odżywek wiadomo - cetearyl alkohol to już koniec infuzyi, jest bazą dla kosmetyku. :)

      Usuń
  20. od kiedy dostałam ją od Ciebie to intensywnie testuję :) zapach jak zapach, dopóki nie przyprawia mnie o ból głowy jest ok :D a niestety muszę przyznać, że przy masce Belita&Viteks czasem wymiękam. Nie wiem co jest grane, po prostu ten zapach powala mnie na kolana i to dosłownie... muszę go czymś zneutralizować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Mi nie przeszkadza w ogóle, pachnie identycznie jak bingacze, które miałam.

      Usuń
    2. wg mojego nosa koło Bingo to nawet nie leżało :( buuu. Zapach zneutralizuję tak czy siak.

      Usuń
    3. Może nie miałaś drożdżowego bingacza? :D To to był smród. ;)

      Usuń
    4. mam odlewkę, wykorzystuję na skalp :D tamta woń z kolei mi nie przeszkadza ;) co nos to opinia :D

      Usuń
  21. Upośledzenie węchowe :D Mój K. by tego nie przeżył :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Hmm, wygląda jak truskawkowy jogurt ʕ•ᴥ•ʔ... dla mnie kosmetyki z silikonami i gumą guar są skreślone. Mam za długie włosy, żeby je jeszcze oblepiać silikonami, nie potrzebne mi jeszcze dodatkowe obciążenie skóry :) Za to zapaszek... mojego TŻ by chyba powaliło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje kłaki nie lubią diety bezsilikonowej.

      Usuń
  23. Odpowiedzi
    1. Ja również. Od tego konkretnego mnie odrzuca. Przez kilka miesięcy nie przyzwyczaiłam się do niego ani trochę.

      Usuń
  24. Fajny masz styl pisania :) :) :) ironiczno - inteligentny :) To jest to co Tygryski lubią najbardziej :) Dobrze mi się czyta, więc nie przestanę :)
    Ja lubię takie zapachy ...

    OdpowiedzUsuń
  25. Dobrze wiedziec, ze jestem osoba z uposledzonym zmyslem wechu :D Uwielbiam Twoje poczucie humoru Kochana :)! Tak na serio, fajnie, ze sie u Ciebie super spisala, moje wlosieta chyba wlasnie naleza do tych wymagajacych ekstremalnego dociazenia - mam wrazenie, ze trafilam na maske spelniajaca takie wymogi ;) Ogolnie lubilam ten produkt, szkoda tylko, ze mnie podraznial - jak wiekszosc ;/ Ajurwedyjska rowniez u mnie czeka na testy, jeszcze nie odwazylam sie jej powachac ;)
    Zapomnialam dodac, kadzidlany ksiadz wymiata :D!

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja ją kocham <3 i zapach też :))))))

    OdpowiedzUsuń
  27. Miałam wersję złotą i byłam zachwycona jej działaniem :)
    Anomalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, wiem. :) Dlatego nie mogę się doczekać testów. :)

      Usuń
  28. Mam jáw planach:) wahalam sié miedzy tá a toskanská, ale chyba spóbujé tajská najpierw skoro chwalisz. Wydaje mi sié,ze mamy podobne wlosy. Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toskańska jest nie dla mnie, będzie lekko i fruwająco, jak to po oliwie. :)

      Usuń
  29. Aktualnie używam innej maski tej firmy z której jestem średnio zadowolona :) Ale fakt mają kosmetyki tej firmy specyficzne zapachy :)

    OdpowiedzUsuń
  30. A mnie nie zachwyciła, zresztą tak samo jak i złota. na dniach biorę się za marokańską.

    OdpowiedzUsuń
  31. Już od roku się na nią "czaję " ale moje włosowe zbiory na to nie pozwalają , po twojej recenzji wiem ,że na pewno ta maska prędzej czy później będzie u mnie ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...