wtorek, 12 sierpnia 2014

Czarne mydło afrykańskie (Zrób Sobie Krem)


O czarnym mydle dowiedziałam się kilka lat temu, kiedy przechodziłam fazę mycia włosów i skóry głowy naturalnymi mydłami. Jednak na swoją własną kostkę (a właściwie kółko) poczekałam sobie aż do teraz.

Na polskim rynku dostępne jest od dłuższego czasu mydło Dudu-Osun, które jest bardziej urozmaiconą wersją. W sklepie Zrób Sobie Krem (a także w Biochemii Urody) zakupić możemy mydło z przepisu najbardziej podstawowego: masło shea, olej palmowy, olej kokosowy, popiół ze strąków drzewa kakaowego. Za 100 g zapłacimy 11,50/12 złotych.


Mydło, które zakupiłam, pochodzi z Ghany i zostało pozyskane zgodnie z zasadami Fair Trade, a wszystkie użyte oleje nie zostały poddane procesowi rafinacji. Możemy używać go jako samodzielny kosmetyk, bądź jako dodatek do mydła własnej produkcji.

Wybrałam tę pierwszą opcję. Małe kawałeczki mydła wydobyłam z woreczka i umieściłam w czystym, okrągłym pojemniku. Długo i cierpliwie je ugniatałam, aż otrzymałam dość gładki krążek. Podsuszyłam go przez dzień lub dwa, bo był tak miękki, że bałam się, że rozpadnie się/rozpuści/zniknie przy pierwszym kontakcie z wodą. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca.

Samo mydło jest bardzo miękkie, i ma odczuwalne właściwości pielęgnacyjne. W połączeniu z wodą tworzy kremową emulsję o mlecznym zapachu. Im dłużej masuję nią skórę, tym bardziej relaksujące i przyjemne jest to doświadczenie. Mydłem myję ciało, i – rzadziej – twarz. Jest bardzo odżywcze, ale też zdarzało się, że pozostawiło na skórze nieprzyjemną, osadową, warstewkę. Myślę, że gdybym w kranie miała bardziej miękką wodę, byłoby jedynym środkiem myjącym. Obecnie używam go zamiennie z drogeryjnym żelem pod prysznic marki, która wszystkim już dawno wyszła bokiem, o zapachu kwiatu pomarańczy.

Po kilku tygodniach używania mydła zostało całkiem sporo, jestem zadziwiona jego wydajnością, która zwykle nie idzie w parze z podobną konsystencją. W zachowaniu mydełko jest bardzo podobne do czystego mydła marsylskiego (nie tych twardych, kolorowych kostek, jakich wszędzie pełno, tylko do tych nieciekawych, szarych, ogromnych bloków w kształcie sześcianu). Bardzo się „ślimaczy” i trzeba koniecznie pilnować, aby mogło wyschnąć między użyciami. Z mydełka nieużywanego przez kilka dni zaczyna się wytrącać całe mnóstwo gliceryny. ;)

Sporo tłuszczów w mojej kostce jest niezmydlonych, dlatego nie próbowałam nawet umyć nim włosów. Myślę, że na delikatnych włosach słowiańskich taki produkt nie ma szans sprawdzić się w roli szamponu.

Czarne mydło wcale nie jest czarne, jak widzicie, choć im dłużej go używam, tym ciemniejsze mi się wydaje. Mydło sprzedawane w lepkich okruszkach to fajny pomysł, zarówno ulepienie z niego kostki, jak i wymieszanie go z bazą mydlaną nie powinno nastręczać trudności. Na stronie Zrób Sobie Krem znalazłam przepis na bardziej luksusowe w zachowaniu mydełko: 100 g czarnego mydła należy stopić i wymieszać z 500 g bazy mydlanej i 80 g masła kombo. Może kiedyś się skuszę. ;)

Dlaczego warto go używać? Jest dobrym źródłem witamin A i E, a także żelaza. Sprzyja dobrej kondycji skóry, która przestała być nadmiernie wysuszona przez paskudztwo, jakie wydobywa się z mojego kranu. Jak na mydło ma piękny, nietypowy zapach. Pozostawia skórę nawilżoną, przyspiesza gojenie się strupków i małych ranek. Wygładza. A kremowość piany (a właściwie emulsji) jest po prostu niesamowita. Dzięki takim zaletom wybaczam mydło trudności w obsłudze.

Znacie Dudu-Osun? A może miałyście już przyjemność zaznajomić się właśnie z takim czystym mydełkiem afrykańskim?

50 komentarzy:

  1. Niech zgadnę, żel Le petit marsellais? :D Nie wiem właśnie czy jest sens pisania recenzji tych dwóch kosmetyków z paczki 'ambasadorskiej', ale są dla mnie całkiem.. niezłe jak na drogeryjne, tanie produkty. A mydło wygląda super. Jeszcze nic z nim nie zrobiłam, na razie wykańczam mydełka TULI, ale już nie mogę się doczekać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Na żywo wygląda o wiele bardziej jak wosk albo jasny bursztyn niż kaszanka, :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że zainstalowałaś Disques - lepiej będzie mi się sprawdzało odpowiedzi na komentarze. :D
    Przyspiesza gojenie się ranek i strupków? Nawilża? Ideał. :D Jednym i drugim mam problem, szczególnie z tym drugim.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też nie wiem. Z żelu jestem zadziwiająco zadowolona, za to balsam reprezentuje sobą wszystko, czego nie cierpię: duszący smród, kilka rodzajów parafiny i składniki naturalne, których jest zaledwie kilka procent hucznie wypisane na opakowaniu.

    A Twoje mydełko z BU to taka twarda kostka, czy też kawałki? Jeśli kawałki, to może "zagnieć" je sobie wcześniej, żeby trochę mogło stwardnieć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że się cieszysz. :) Mydełko jest spoko, z pewnością jeszcze je kupię. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. nie słyszałam jeszcze o tej wersji czarnego mydła, szkoda, że u mnie raczej na włosach się nie sprawdzi, bo działania na tej partii skóry ciekawiło mnie najbardziej. rzeczywiście super pomysł z tym, że mydło nie jest od razu w kostce! można samemu sobie pokombinować z recepturą :)
    0jla

    OdpowiedzUsuń
  7. Możnaby je najwyżej traktować jak odżywkę/maskę przed właściwym myciem. Jest tłuste.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wygląda prawdziwie przerażająco. Ja się oddałam ostatnio w ręcze Yves Rocher jeśli chodzi o mycie, jeśli się skuszę na jakieś szaleństwo, to pewnie będzie to jakieś mydło w kostce z eko sklepu ;p

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojej, najwyraźniej zrobiłam fatalne zdjęcia... Bo bardzo mi się podoba to mydło, a tu widzę "przerażająco", "ziemniak" i "kaszanka" ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Z przyjemnością bym spróbowała. Używam mydeł własnej roboty (no dobra, na ogół koleżankowej :D), i często mają podobne właściwości - ślimaczą się i muszą wysychać, trzymanie ich na okrągło w zamkniętej mydelniczce nie jest dobre. No i ta skóra... Na wieczór mydło najlepsze, rano zmywam tylko tłuszcz micelem :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To nie kwestia zdjęć :D poza tym ziemniaczane skojarzenie =/= nie podoba mi się!

    OdpowiedzUsuń
  12. Mogłabyś polecić jakiś balsam bez parafiny? Ostatnimi czasy szukałam takiego i zostały mi Eveline, które nawet się sprawdzały, ale wiadomo, że to nie szczyt luksusu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zakwaszasz potem jakoś te włosy? Fajny pomysł, jakaś kwaśniejsza odżywka i jazda, włosy jak po sesie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Hmmm... Starym ziemniakiem, a tym bardziej kaszanką, nie chciałabym się umyć. :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Czekam aż przybędzie moja soda kaustyczna i będę dziergać pierwsze własne kostki. I nadmiar olejów się pozużywa, i prezenty będą, i taniutko taka kostka wyjdzie. ;) Mam tylko nadzieję, że nic nie popsuję.

    Marzy mi się chałupa w lesie, święty spokój i zarabianie na siebie produkcją mydła. Marzy mi się od lat, co jest dziwne, zważywszy, że jeszcze nigdy mydła nie robiłam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie mogłabym. Podobno masełka flosleku są niezłe, ale osobiście jeszcze nie macałam. Wszystkie balsamy z tych dostępnych tanio i stacjonarnie albo nie robią nic, albo się mażą. Następny gotowiec jaki kupię będzie z lukrecją z fitomedu, ale na razie radzę sobie z tym co mam.

    Od lat używałam olejów, teraz mieszam sama "resztkowe" lotiony: 1/3 oleju + SLP, 1/3 hydrolatu/żelu aloesowego/wody/uczulającego toniku - whatever, 1/3 jakiegokolwiek sklepowego kremu/balsamu (teraz mam lovenę z netto z makadamią, skład niezły, tylko konsystencja nieco toporna). Do butelki z pompką wlewam na oko 30 ml oleju, 1 g SLP, na oko 30 ml fazy wodnej, wstrząsam, jak się zemulguję, dodaję jeszcze balsam. Czasami dopachniam olejkiem eterycznym. Wychodzi właściwie woda, ale nic się nie maże, a skóra ukojona i otulona.

    OdpowiedzUsuń
  17. Piękne marzenie! Do tego ładne foremki kupić i jak znalazł na prezenty.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam w swoich zapasach czarne mydło, muszę je tylko odszukać :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zrobiłam się głodna na samo wspomnienie o ziemniakach (choć mam z tyłu głowy też, jak wygląda bakterioza pierścieniowa).

    OdpowiedzUsuń
  20. Może z czasem pojawią się i foremki, na razie będę korzystać z prostokątnego pudełka po lodach i kroić nożem na kawałki.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie wiem tego i chyba nie chcę wiedzieć. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Afrykańskie, babuszkowe czy savon noir? :)

    OdpowiedzUsuń
  23. U mnie wyglądały raczej jak po smalcu. Ale spróbuję może mydło zamiast pierwszego O w OMO.

    OdpowiedzUsuń
  24. To ja wiem :) Tylko do tej pory nie wiedziałam, że soda kaustyczna może być używana do produkcji mydła. Jedyna soda kaustyczna jaką mam w domu, to taka, która służy mi do przepychania rur kanalizacyjnych :)))) i jest środkiem bardzo żrącym.

    OdpowiedzUsuń
  25. Mydło jest wynikiem reakcji tworzenia soli kwasów tłuszczowych z wodorotlenkiem sodu lub (rzadziej) wodorotlenkiem potasu. W domowej produkcji mydeł najłatwiej wykorzystać właśnie sodę kaustyczną (broń boże kreta, który zawiera domieszki innych żrących substancji). Jeśli prawidłowo odmierzymy składniki i damy mydłu 4-6 tygodni aby pooddychało, na pewno nie będzie żrące. A przynajmniej tak czytałam, na własnej skórze przekonam się za miesiąc z hakiem.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja naprawdę wierzę, że tak jest, tylko chodziło mi o to, że do dzisiejszego dnia nie miałam pojęcia, że ta soda w mydle jest :)

    OdpowiedzUsuń
  27. To odszukuj, w moim odczuciu jest bardzo fajne na lato, kiedy skórę myjemy nawet kilka razy dziennie.

    OdpowiedzUsuń
  28. Bardzo niedużo, i to nie w czystej postaci.

    OdpowiedzUsuń
  29. No wlasnie nie zakwaszam, caly czas mam zamiar kupic ocet jablkowy ale w sklepiku wiejskim nie ma a jak pojade do city na wieksze zakupy to zapominam ;) ale jako ze siedze w dziczy to mi na wygladzie nie zalezy i moge sobie pochodzic z badylami, a kto mnie tu zna ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. No tego się domyślam :) Z niecierpliwością czekam na Twoje odczucia co do mydeł, które wyprodukujesz,

    OdpowiedzUsuń
  31. Wiesz ja nie traktuje tego jako problemu rozwiazanego, obawiam sie ze moze powrocic, zwlaszcza ze jak napisalam, nie wypadaja podczas mycia ( a jednak mycie kostka jest o wiele bardziej skomplikowane niz szamponem)- ale jednak przy czesaniu i w ciagu dnia nadal sie sypia :/. Ale moze bedzie lepiej, pokladam nadzieje w priorinie- zaczynam kuracje :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Też pokładam nadzieje w Priorinie, pierwsze efekty zauważyłam szybko... a teraz długo nic się nie zmienia. Chociaż dzisiaj może ciut mniejszy kłębek wyciągnęłam z wanny? Na razie nie chcę liczyć kłaków, żeby się nie dołować.

    OdpowiedzUsuń
  33. Justyna Wiśniewska21 marca 2015 20:24

    Planuję zakupić ale nie wiem jakie jest najlepsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Joanna Polańczyk21 marca 2015 20:24

    Ja chyba wolę gotowe mydła, niż robić sama. Z moim talentem raczej by nie wyszło, no i jestem zbyt leniwa :D

    OdpowiedzUsuń
  35. Naturalne mydło? Powiedziałabym, że Aleppo.

    OdpowiedzUsuń
  36. To jest gotowe mydło, wcisnęłam je tylko do okrągłej foremki.

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie znam, pierwszy raz o nim słyszę. I sama nie wiem czy ta recenzja mnie do niego zachęciła czy nie...

    OdpowiedzUsuń
  38. Prawda, to kosmetyk raczej dla mydłomaniaczek ;)

    OdpowiedzUsuń
  39. Emilia Kowalczyk21 marca 2015 20:24

    Nigdy nie słyszałam o tym mydle.
    Chyba jednak to nie dla mnie, może za kilka lat.

    OdpowiedzUsuń
  40. Nie mam niestety cierpliwości do mydeł i dlatego najczęśniej sięgam po żele :) No i jestem chlapaczem, więc mydło nie daje mi takiej kąpielowej przyjemności :D
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  41. Dobruśka Kalińska21 marca 2015 20:24

    Dobre, od jakiegoś czasu popatruję na to mydło, tylko właśnie jego forma zniechęcała mnie do zakupu.
    Dzięki za podpowiedź, zaczęłam się bawić w robienie mydełek z bazy i już wiem jakie następne mydełko popełnia.

    OdpowiedzUsuń
  42. Mydełko wygląda zachęcająco - kojarzy mi się z eko-ciastkiem a nie z kaszanką. Rozejrzę sie za nim, jak nieco zużyję zapasy.

    OdpowiedzUsuń
  43. O, ekociastko brzmi o wiele lepiej. :)

    OdpowiedzUsuń
  44. To mydełko z przepisu z bazą wygląda wspaniale. :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Czy ktos ma doświadczenia z mycia włosów tym mydłem? Czy to dobry pomysł?

    OdpowiedzUsuń
  46. Ja przez przypadek i złośliwość wobec mydełka, które mi się tak strasznie ślimarczyło nawet w zamkniętej mydelniczce zrobiłam patent nie do przebicia. Mianowicie wygrzebałam z mydelniczki, przełożyłam do buteleczki z dozownikiem i zalałam niewielką ilością wody różanej. Jeszcze sobie mściwie pomyślałam: no to teraz się zaślimarcz, cholero jedna. A teraz co? Teraz mam, o dziwo, cudowną emulsję, którą co wieczór myję twarz z największą przyjemnością. A do moich cienkich włosów jest zwyczajnie za tłuste i musiałam trzy razy zmywać zwykłym szamponem:(

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...