poniedziałek, 7 lipca 2014

Khadi Amla: olejek i szampon.


Rany boskie, jak ja nie lubię pisać recenzji! No nie lubię i już. Za dużo nudnego opisywania, za mało wymądrzania, które lubię najbardziej na świecie. Ale jak już kupiłam, systematycznie używałam w różnych konfiguracjach i proporcjach, porobiłam zdjęcia i nawet mój znak wodny nakleiłam, to wypada wreszcie napisać, prawda? A zatem zapraszam: kosmetyki Khadi z Amlą.

Szampon i olejek. Tego drugiego dostałam kiedyś odlewkę od Ewy i wiedziałam, że po prostu muszę go mieć. Systematyczne stosowanie ani trochę nie umniejszyło mojej pierwszej sympatii. Szampon i olejek pochodzą z różnych źródeł. Olejek (po lewej) ma jeszcze starą etykietę, a szampon już nową. Oba kosmetyki z Indii przywędrowały przez Niemcy, gdzie otrzymały certyfikat BDIH.

Olejek pochodzi ze sklepu Ars et natura, znalazłam go tam w korzystnej cenie 51 złotych (klik). Bez wątpienia to sporo, ale jego wydajność nieco łagodzi ból portfela. ;) Na zdjęciu widzicie zużycie po ponad miesiącu olejowania skóry głowy i włosów 2 razy w tygodniu. Przewiduję, że pełne opakowanie wystarczy mi aż na 4 miesiące wcierania i masowania. :)

Buteleczka jest bardzo dobrze zabezpieczona przed rozlaniem, poza zafoliowaniem pod zakrętką znajdował się plastikowy korek. Który wyrzuciłam przy otwieraniu, a potem kiedy zabierałam ze sobą butelkę na wyjazd, brzydko utłuściłam etykietę.

Kolor kosmetyku jest jasnoczerwony. Po pewnym czasie po otwarciu lekko ściemniał, a na dnie butelki pojawił się ziołowy osad. To normalne zjawisko w przypadku bogatych w ekstrakty kosmetyków naturalnych. Olejek jest lekki, jak przystało na macerat na bazie słonecznika. Pięknie, delikatnie pachnie. Jest to zapach, który muska lekko powierzchnię skóry, tak daleki jak to tylko możliwe od uderzającego perfumowo-kadzidlaną maczugą między oczy olejku Amla marki Dabur.

Zatyczka ładnie klika w jedną i drugą stronę, odkrywając i zabezpieczając niewielki otwór. Bez problemu aplikuję kilka kropli olejku bezpośrednio na skórę, a zamknięcie kulturalne sunie po włosach, nie zaplątując się w nie i ich nie przycinając. Słowem – wszystko jest jak lubię.

Skład olejku z mojej butelki (nieco inny niż na stronie sklepu): Heliantus Anuus Seed Oil, Emblica Officinalis (Amla), Eclipta Alba (Bringaraj), Bacopa Monniera (Brahmi), Cyperus Rotundus (Nagarmotha), Symplocos Racemosa (Lodhra), Ocimum Sanctum (Tulsi), Azadiracta Indica (Neem), Sesamum Indicum Oil, Prunus Amygdalus Dulcis, Lawsonia Inermis (Henna), Cinamonum Camphora (Kampher), Onosma Hispidum, Tocopherol, Linalool, Limonene.

Olej słonecznikowy pochodzi z upraw biologicznych, a poza znamienitymi ziołami od wielu, wielu lat stosowanych w ajurwedzie, znajdziemy w butelce odrobinę oleju sezamowego i ze słodkich migdałów, całość zakonserwowano witaminą E. Składniki zapachowe na końcu składu pochodzą z naturalnych olejków eterycznych. Brak barwników i oleju mineralnego.

Za co polubiłam olejek, który kosztował niemało złotówek? Przede wszystkim za blask. Fenomenalnie nabłyszcza moje włosy, nie tylko u nasady, ale także niesforne bo wymagające już podcięcia końce. Mimo, iż ekstraktów jest sporo, dobrano je tak, aby nie wysuszały i widać to nawet po wrażliwych partiach moich włosów. Bardzo lubię, kiedy z powodzeniem mogę użyć jednego olejku na całą skórę głowy i włosy.

Olejek jest lekki, dlatego bardzo przyjemnie się rozprowadza i łatwo zmywa. Wystraczy jedno mycie odżywką. Używałam go zarówno na sucho, na mokro jak i na odżywkę. Co ciekawe, nie sprawdził się w tej trzeciej wersji. Najlepiej działa nałożony na wilgotne włosy i skórę głowy bez dodatków, chociaż chętnie nanosiłam go też na suchą, czysta skórę przed masażem darsonvalem.

Olejek nie wpłynął na przetłuszczanie się ani na przyrost włosów, ale wraz z Darsonvalem pomógł mi ograniczyć wypadanie (z około 170 do około 100 włosów dziennie, czyli niemal o połowę już po miesiącu używania). Mam nadzieję, że używany jeszcze dłużej nadal będzie mi pomagał w walce o mój niknący w oczach kucyk. Zauważyłam też nieco mniej siwych włosów na skroniach. Nie zniknęły całkiem, ale zdecydowanie jest ich mniej.

Na koniec dwie wady olejku Khadi Amla: nie oszukujmy się, jest drogi. Tak jak wersje do twarzy i do ciała można zakupić w przyjemnych miniaturowych opakowaniach stworzonych na próbę, tak olejków do włosów nie widziałam w małej, 10 ml objętości. Jeśli się mylę, i gdzieś są, dajcie proszę znać w komentarzu – to szczególnie ważna informacja dla alergików. Druga wada, która dla kogoś może być zaletą: olejek przyspieszył wypłukiwanie się henny z włosów. Farbuję henną w kolorach miedzi od półtora roku i myślałam, że odcień jest już nie do ruszenia, a tu psikus: wypłukuje się z długości i muszę częściej farbować całość włosów, a nie tylko odrost.

***

Po tym, jak bardzo zadowolona byłam z henny Khadi z Amlą i z olejku, oczekiwałam  naprawdę wielkich rzeczy po szamponie. Kiedy zobaczyłam purpurowe opakowanie spodziewałam się szamponu w wiśniowym kolorze. Jednak wydusiłam z narcystycznie uśmiechniętej okrągłej butelki odrobinę gęstego glutka w kolorze ziołowym (albo w kolorze coli czy pepsi jak kto woli), i byłam autentycznie rozczarowana. ;)

Myślę, że to zdjęcie dobrze obrazuje kosystencję szamponu. Rozlewający się, rzadki olejek Khadi Amla (1), oraz szampon z tej samej serii (2)... zachowujący się jak gęsty kisiel. Nie mogłam się oprzeć porównywaniu go do moich samoróbnych szamponów i wrażeniu, że komuś się sypnęło za dużo gumy ksantanowej. ;) Dzięki gęstej konsystencji bardzo dużo szamponu ściekało mi z rąk prosto w odpływ wanny.

Sama piana w używaniu była bardzo tępa. Znów kolejny punkt dla moich DIY-owych szamponów, zawsze jakiś śladowy poślizg udawało mi się osiągnąć. Tutaj, kiedy już nałożyłam szampon na włosy, zmieniał się w tępą, tępą, nie macie pojęcia jak bardzo tępą, pianę. Musiałam nakladac szampon w wielu punktach na skórze głowy, żeby całą pokryć detergentem. Wszystko to razem sprawiło, że butelka szamponu po miesiącu używania na zmianę z innym produktem jest niemal pusta.

Etykieta i zamknięcie typu press okazały się bardzo trwałe, mimo że stały pod prysznicem, nic się nie odkleiło, a i złotko na zakrętce przetrwało próbę wody w stanie nienaruszonym. Niczego innego bym się nie spodziewała po szamponie za złotych aż 40 (!). Na szczęście moją buteleczkę odkupiłam za połowę ceny od poprzedniej niezadowolonej użytkowniczki, tylko dlatego nie stoję w kącie i nie chlipię, że wylałam w rury całe mnóstwo złotówek w krótkim czasie.

Można pomyśleć, że skoro ten szampon to taki szorowiciel, to będzie zmywał olej niczym odkurzacz przemysłowy, prawda? A nieprawda. Bez emuglowania odżywką olej na długości włosów mimo dwukrotnego mycia pozostał w stanie niezmienionym. Po umyciu skóra głowy była czysta. Koniec atrakcji. Brak połysku, brak objętości, brak przedłużonej świeżości, i mimo zastosowania metody OMO włosy potrafiły być suche i splątane na długości. Za sprawą krótkiego przebywania na skalpie, szczerze wątpię w udział tego kosmetyku w zahamowaniu wypadania.

Skład szamponu jest naprawdę fajny i przez to mimo wszystko Khadi zasługuje na uwagę. Mamy tutaj łagodny detergent, ekstrakty ziołowe, aloes, składnik przeciwłupieżowy i generalny brak niepotrzebnych stworów i cudów, i jako jeden z nielicznych gotowców Khadi nie podrażnił mojej wybrednej skóry głowy. Ale fatalna konsystencja i trudności w użytkowaniu owocujące beznadziejną wydajnością sprawiły, że odradzam Wam zakup.

INCI: Aqua, Coco Glucoside, Lauryl Glucoside, Glycerin, Sodium PCA, Emblica Officinalis (Amla), Ocimum Sanctum (Tulsi), Aloe Barbadensis Gel (Aloe Vera ), Bacopa Monniera (Brahmi), Eclipta Alba (Bhringaraj), Lawsonia Inermis, Glyceryl Oleate, Sodium Cocoyl Glutamate, Caprylyl / Capryl Glucoside, Sodium Citrate, Citric Acid, Cananga Odorata Essential Oil (Ylang Ylang), Azadirachta Indica (Neem ), Sapindus Mukurossi (Reetha), Acacia Concinna (Shikakai), Oryza Sativa Oil, Xanthan Gum, Hydrolysed Sweet Almond Protein, Hydrolysed Wheat Protein, Zinc PCA, Sodium Levulinate, Potassium Sorbate, Azadirachta Indica Seed Oil, Benzyl Alcohol *, Eugenol*, Iso Eugenol*, Benzyl Salicylate*, Geraniol*, Farnesol*, Linalool*, Benzyl Benzoate*

31 komentarzy:

  1. to juz kolejna niepochlebna opinia o szamponie khadi jaka czytam :( Czyli nie ma co na niego ciulac jesli mozna inne swietne szampony w duzo lepszych cenach znalezc :)
    Jesli chodzi o olejki to mam Khadi na porost, przerobilam kupione promocyjnie18 ziol oraz neem basil i cos tam jeszcze, ze wszystkich bylam zadowolona ( z tej calej trojki chyba najmniej mi odpowiada wersja na porost). Natomiast bardzo mi sie zamarzyla kozieradka i gorczyca :) moze na urodziny za miesiac sobie kupie :) Chociaz kusi mnie jeszcze olej oilmedica, oleje babuszki z kolba dla chomikow w srodku, bhringaraj- wszystkie cenowo bardziej hmmm..satysfakcjonujace :) A orientane wlasnie zaczelam testowac i tez jest przyjemna
    Chociaz patrzac po skladach tych olei - to nie jest czysta amla a w skladzie inne ziola ktore powtarzaly sie w tych olejkach ktore juz mialam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wymienionych przez Ciebie bardzo sobie chwaliłam Bringraj od Hesh, a z Olimedicą się męczyłam bardzo. Niewiele robiła i bardzo nie podobał mi się zapach. Oleje Babuszki tez mnie kusiły, ale mam 3 olejki w zapasie więc przez rok żadnego nie kupię. ;)

      Usuń
    2. Ja tez wlasnie mam bogate zapasy :) i wlasny macerat kozieradkowy ;) nie zasmoerdl sie poki co wiec dla ostroznosci odcedzilam i zaczne uzywac w pierwszej kolejnosci. Oilmedice w takim razie odpuszczam :)Od jutra zaczynam tez przygode z szamponem natura siberica i pokladam w nim spore nadzieje :)

      Usuń
    3. Którym szamponem? Właśnie wygrałam voucher do Skarbów Syberii i się waham. Wszystkie szampony NS zawierają CB< która niby mi szkodzi, ale z drugiej strony pewnie kiedyś i tak któryś kupię z ciekawości...

      Usuń
    4. Objetosc i balans, taki zielony do tlustych wlosow. Opinie ma niezle, dam znac co u mnie zdzialal :)

      Usuń
  2. Ja zraziłam się do olejku Khadi na porost włosów - strasznie boli mnie od niego głowa :/ Masakrycznie...już po ok. 5 minutach od nałożenia go na skórę. Nie wiem czy powinnam nadal go używać? Ból mija około 15 minut po umyciu głowy z olejku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odsprzedaj lepiej, przecież nie o to chodzi, żeby się męczyć.

      Usuń
    2. U mnie to samo! Nie tylko boli głowa ale i mięśnie karku, masakra!

      Usuń
  3. Dla mnie Khadi ma za bardzo ziołowe składy. Po olejku na porost zaczęły mi włosy lecieć z głowy, a po hennie prze4z dobry miesiąc towarzyszy mi przesusz i pustynia na głowie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olejku na porost na pewno nie kupię, bo bardzo nie lubię rycyny, która jest jego bazą. Pod tym względem lekka amla na oleju słonecznikowym bije go na głowę. A zapach henny lubię. :)

      Usuń
  4. miałam ten szampon i wiesz co? oddałam za darmo pierwszej chętnej, bo taki kołtun na głowie miałam, że bałam się iż stanę się kolanem na głowie jak zużyje do końca :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale Ci się nie dziwię. Ciężko z moich włosów zrobić kołtun, a ten szampon potrafił. Dlatego bardzo mnie zdziwiło, że ani trochę nie zmył oleju. :)

      Usuń
  5. Może po olejek kiedyś sięgnę, ale nie jestem pewna. Na razie biorę się za testowanie sesy, którą to bardzo bardzo chciałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się naczytałam o Sesie, ale jeszcze nie miałam. :)

      Usuń
    2. Ja sie z sesa bardzo polubilam :) teraz uzywam kokosowej orientany ktora jak dla mnie pachnie prawie identycznie jak sesa i dzialanie krotkoterminowe wekazuje podopbne ( dlugoterminowo jeszcze nie wiem). Sesa to chyba moj nr 1. Ze wszystkich wlosowych olejkow

      Usuń
    3. To będzie mój pierwszy zakup po uszczupleniu olejowych zapasów.

      Usuń
  6. Muszę w końcu kupić tę paskudę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie lubię kosmetyków tej firmy. Ilekroć testowałam coś ich produkcji zawsze się zawodziłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie mają skuteczność 2/3, czyli lepiej niż zdecydowana większość marek. ;)

      Usuń
  8. Myślę, że olejek mógłby się u mnie sprawdzić :)
    Szampon mnie nie kusi. Za taką cenę mogę dostać coś lepszego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, nie jest wart swojej ceny ten szampon.

      Usuń
  9. Kiepsko, ze szampon okazal sie taki lichy ;/ Zaluje bardzo, ze nie moglam nakladac tego olejku na lepetyne, ale w sumie chyba nie powinno mnie juz to dziwic ;)
    Swietnie napisana recenzja :)! Nie pojmuje, dlaczego nie przepadasz za ich tworzeniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to nudy są te recenzje, i w dodatku nikomu się nie chce ich komentować. ;) Nie ma pola do dyskusji, nic się nie dzieje.

      Usuń
  10. Dobrze wiedzieć, że szampon Khadi taki marny, przynajmniej kasy człowiek na darmo nie wyda :)
    Na olejowanie mam strasznego lenia ostatnio, nie chce mi się i już! Fajne są te olejki, co w komentarzu Kasia Si wymieniła i jak wykończę 2 otwarte olejki Alverde i jeszcze jeden turecki (tylko kiedy to będzie???) to będę się zastanawiać co kupić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to będzie Sesa. Ale mam jeszcze całe mnóstwo khadi i trzy zamknięte olejki. ;)

      Usuń
  11. Ceny faktycznie do najniższych nie należą - z olejkami się średnio lubię więc chyba ogólnie cały zestaw mnie nie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  12. w kolejce na pierwszym miejscu do kupienia stoi sesa :) później może i skuszę się na khadi :D

    OdpowiedzUsuń
  13. mam szampon Khadi przeciw wypadaniu, ale nigdy nie dalalbym za niego 40 zl. : P Swojąd drogą to u nas ceny są tak zawyżone, w Indiach taki szampon kosztuje na nasze 10 zl

    OdpowiedzUsuń
  14. Owszem, ale po pierwsze, kosmetyk trzeba przewieźć, zapłacić cło, przetłumaczyć etykietę, trzeba się upewnić, że może być sprzedawany na rynku europejskim, to wszystko kosztuje. I zarabiamy też "trochę" więcej niż w Indiach, takie sztywne przeliczenie ceny z jednej waluty na drugą to zbytnie uproszczenie.

    To odnośnie drugiej części wypowiedzi. Odnośnie pierwszej - tak jak Ty uważam, że szampon nie jest wart aż 40 złotych przy takiej marnej wydajności i średnim w sumie działaniu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zużyłem całą butelkę tego szamponu ale męczyłem się.Nie będę na pewno inwestował w ten szampon. Skura głowy swędzi mnie po tym, łupieżu więcej. Potwierdzam też to że jest taki tępy. Trudno rozprowadza się żeby go dobrze spienić. Z wydajnością nie było tak źle ale to jedyny plus. Ja się zawiodłem. Pewnie jest to sprawa indywidualna. Czytając akurat to forum to jak widać większej ilości osób się nie przysłużył. Na innych forach jest dużo plusów-pytanie czy nie opłaconych :).
    Kusi mnie spróbowanie jeszcze tego olejku. Jeszcze droższy od szamponu ale chyba jego jeszcze wypróbuje. Pozdrawiam wszystkich

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...