wtorek, 29 lipca 2014

Kącik porad: włosy Karoliny – wielokrotnie rozjaśniane, zniszczone, krótkie. Od czego zacząć świadomą pielęgnację?


Jest moc, Dziewczyny! Kącik porad rusza. Dzisiaj pierwsza z historii, skutek małej korespondencji z Karoliną, która zachłysnęła się włosomaniactwem. Pamiętacie szarżę na blogi, oczopląs w wyniku natłoku informacji, zadziwienie Wizażem? U mnie były jeszcze wiecznie niedomyte włosy (bo oleje i maski, a do mycia Facelle czy inne za lekkie coś). ;)

Karolina rozpoczyna właśnie swoją włosową przygodę, od niedawna również prowadzi bloga luminoushair.blogspot.com. Oto, co napisała:


Moje włosy są z natury bardzo wyskoporowate. Zawsze się bardzo puszyły, były cienkie w mysim kolorze. Generalnie nigdy ich nie lubiłam.
W 7 klasie podstawówki nakładałam szapmonetki w kolorze miedzi i czasami wodą utlenioną robiłam pasemka.
W 1 klasie LO miałam już całą głowę w pasemkach (rozjaśniane rozjaśniaczem Joanny).
W 2 klasie LO farbowane na różne odcienie czerwienie.
3 i 4 klasa LO to zmiany między blondem\czernią\brązem. Dodam, że nie byłam nigdy cierpliwa i jak chciałam zejść z koloru czarnego do jasnego to nakładałam raz za razem rozjaśniacze tak długo, aż były jasne. Nie stosowałam wtedy żadnej pielęgnacji - jedynie szampon z SLS i odżywka.
Po 20-stce byłam częściej brunetką.
Później znów zapragnęłam być blondynką. Tym razem rozjaśnianie przeszłam w salonie fryzjerskim i byłam tak załamana efektem, że włosy ścięłam na bardzo krótko i znów farbowałam na czarny tokyo Syossem.
Teraz (w maju) znów zapragnęłam być blondynką i osiągnęłam to w weekend, robiąc przerwy w rozjaśnianiu tylko na czas kiedy znów szłam do sklepu po kolejny rozjaśniacz.
W sumie przez tydzień:
- 3 razy rozjaśnianie rozjaśniaczem Syossa
- raz rozjaśnianie dekoloryzatorem Loreala
- próby z kolorami : raz farba Garniera, 5 razy Loreal (różne blondy)
- raz usuwanie koloru UMBERem (wyszedł za ciemny).

Ostatnie farbowanie było dwa tygodnie temu na kolor Loreala Sztokholm.
Nakupowałam sobie dużo kosmetyków i suplementów diety i czuję się zagubiona w tym gąszczu informacji. A że do tego jestem niecierpliwa to nakładam wszystko na raz na włosy i łykam wszystkie witaminy ;)

Co mam:

BIOVAX Intensywnie Regenerująca Maseczka Argan Makadamia Kokos
Bania Agafii - olej do włosów - poprawa wzrostu - oleje łopianu, zarodków pszenicy, mięty, anyżu, lnu, rokitnika, ogórecznika, rozmarynu, szałwii, jałowca
Love2MIX Organic, Super intensywna maska stymulująca wzrost `Ekstrakt z organicznej pomarańczy i papryczki chili`
Natura Siberica Professional - rokitnikowy kompleks olei do przyśpieszenia wzrostu włosów - organiczne oleje
Planeta Organica Morze Martwe - maska do włosów - masaż- pobudzenie wzrostu - sól Morza Martwego, zmielone nasiona granatu, fitomleczko kakaowe, organiczny olej z orzecha włoskiego
Receptury Babci Agafii Maska do włosów drożdżowa - pobudzenie wzrostu

szampon Biovax keratyna+jedwab
odżywka Biosilk nawilżająca
olej kokosowy
olej lniany

Suplementy diety:
Skrzyp
Hair max
Krzem
Calcium Pantothenicum

Szczotka Tangle Teezer
Suszarka jonizująca

Proszę o rady - co łączyć, co jaki czas, co sobie darować?

Przede wszystkim, zauważcie, jak dużo zależy od dnia: włosy Karoliny prezentują się zupełnie inaczej wygładzone i dociążone, a zupełnie inaczej patrzy się na spuszoną watę cukrową na pozostałych zdjęciach. Prawdopodobnie są one lekko falowane, ale niestety wskutek wielokrotnego wytrawiania trudno jednoznacznie stwierdzić, jak bardzo. Dopóki włosy nie dojdą do siebie (a także nie odrosną), należy skupić się na najlepszym możliwym dociążeniu ich i zabezpieczaniu, kwestię stylizacji zostawiając na potem.

Patrząc na spis produktów, Karolina skupiła się na dwóch rzeczach: olejowaniu i olejach w pielęgnacji (super!), a także przyspieszeniu wzrostu. To dobry kierunek, i to właśnie bym jej poleciła, jednakże jak widać po włosach – niekoniecznie wizualnie wszystko w porządku z fryzurą po tym konkretnym zestawie: włosy puszą się, są lekkie, niedociążone, widać że końce się wykruszają po takiej dawce rozjaśniania.

Sama niedawno wyglądałam dość podobnie, popatrzcie same: tak wyglądały moje własne, osobiste włosy w marcu 2013. :D Tak jak Karolina w dużej mierze musiałam je zapuszczać od nowa, sporo się wykruszyło, jeszcze więcej obcięłam. Tak więc uszka do góry, cierpliwie działamy i będzie OK. :) Po roku z kawałkiem nawet moje oporne na wszelkie przyspieszacze cebulki wyprodukowały całkowicie nowe włosy. Obecnie żadna ich część nie pamięta już rozjaśniania.

Nie wiem, czego Karolina użyła do pielęgnacji na tym pierwszym zdjęciu, z 18 lipca, mam nadzieję, że przyzna się w komentarzu. ;) To jest to! To właśnie jest zestaw, którego powinnaś na co dzień używać.

Na miejscu Karoliny unikałabym (albo stosowała bardzo rzadko) oleju kokosowego. Ta lekka i niesforna, choć błyszcząca czupryna to jego sprawka. Zazwyczaj kokos pasuje do włosów niskoporowatych i nie przypominam sobie wyjątku. Jeśli znacie kogoś, komu kokos fajnie działa na włosy rozjaśniane, dajcie znać! :) Stąd i maska Biovaxu zawierająca kokos może się nie sprawdzać. Z drugiej strony, pozostałe oleje równie dobrze mogą równoważyć kokosową lekkość. Tu już polecam Karolinie wypróbować ją w kilku zestawach i jeśli efekty będą zadowalające, używać dalej. Jeśli nie, przekazać komuś. ;)

Podobnie uważałabym z proteinami. Karolina pytała mnie też o zabieg keratynowy. Zgodnie z moimi doświadczeniami – nie polecam go przy włosach wielokrotnie rozjaśnianych. Zbyt duża dawka protein dodatkowo je wysuszy, nawet jeśli filmformery zawarte w tego typu kosmetyku nie dadzą tego odczuć, po wypłukaniu się zabiegu włosy mogłyby być w jeszcze gorszej kondycji niż przed. Skupiłabym się raczej na olejowaniu, które nada suchym włosom tak potrzebnej elastyczności i w efekcie może zapobiec dalszemu wykruszaniu się końcówek (z tego co mówiła Karolina, „grzywka” zrobiła się sama – włosy połamały się na takie krótkie pasma).

Poza proteinowym szamponem Biovaxu dołączyłabym jakiś wygładzający, jak na przykład Love2mix z jagodą acai i perłą, albo silikonowy szampon do włosów zniszczonych. Silikony to najlepsi przyjaciele rozjaśnionych włosów. :)

Oleje ziołowe nakładałabym na skórę głowy, podobnie jak maseczkę drożdżową. Zioła mogą wysuszyć zmęczoną długość, a w postaci czystej (płukanek lub kompresów) również przybrudzić kolor. Dlatego jeśli chodzi o długość włosów, pozostałabym przy oleju lnianym.

Dołożyłabym również płukanki, Karolina powinna wypróbować miodową i lipową, które mają działanie nawilżające, a także rozświetlające. Regularne używanie (o ile nie będzie puszyć lub wysuszać włosów) może zminimalizować konieczność farbowania długości włosów. Karolina mogłaby regularnie odświeżać tylko odrost. I długość byłaby bardziej zadowolona, i farba wystarczyła na dwa razy. ;)

Uważnie przyjrzałabym się też szczotce Tangle Teezer. Wprawdzie nie miałam nigdy oryginału, ale moje doświadczenia z podróbkami wskazują na to, że plastikowe ząbki mogą wykruszać i niszczyć końcówki. I część cienkowłosych ma dokładnie takie odczucia co do oryginalnej szczotki. Być może konieczne będzie zastąpienie jej grzebieniem o szerokich zębach, najlepiej drewnianym.

Póki stan włosów znacząco się nie poprawi, polecam olejowanie długości przed każdym myciem i jak najczęstsze nakładanie masek. Myślę, że Karolina mogłaby sobie sprawić litrowe opakowanie Kallosa i jak najczęściej nakładać go na włosy w towarzystwie kilku kropli oleju, dla urozmaicenia od masek gotowych. A może polecicie Karolinie jakąś dociążającą maskę dla zniszczonych włosów? :) Te, które Karolina już ma, również warto używać, ale ze zwróceniem uwagi, czy nie puszą długości włosów. Jeśli tak – lepiej nakładać je tylko na skórę głowy.

W zależności od stanu skalpu myłabym włosy jak najrzadziej, optymalnie dwa razy w tygodniu, choć zdaję sobie sprawę, że przy takich upałach może być trudno o rzadsze niż codzienne ich odświeżanie.

Jeśli chodzi o suplementy, polecam usiąść, przejrzeć ze spokojem tabelki/ulotki do nich dołączone i zobaczyć, czy składniki aktywne w nich zawarte się nie dublują. Można sobie poważnie zaszkodzić biorąc jednocześnie na przykład skrzyp i krzem, bo oba zawierają te same składniki. Przede wszystkim skupiłabym się na poprawie diety, tak aby zawierała duże ilości żelaza i nienasyconych kwasów tłuszczowych. Polecam chrupanie słonecznika i dyni, które przy okazji cuda robią dla paznokci. Ziarenka koniecznie muszą być w formie surowej, inaczej to tylko kaloryczna przekąska. Zaczęłabym suplementację od skrzypu i calcium pantothenicum, bo mogą dość szybko przynieść pierwsze efekty. Filiżanka herbaty z pokrzywy też zawsze mile widziana. Ważne jest, żeby robić odpowiednio długie przerwy między okresami suplementacji, zależy nam przecież na poprawie stanu włosów i cery, a nie na uszkodzeniu wątroby. :)

Poleciłam Karolinie jeszcze dwa moje teksty, które pomogą uporządkować jej wiedzę na temat pielęgnacji włosów:


i trzeci, „dla zaawansowanych”:


A jakie Wy rady macie dla Karoliny? :) Ze swojej strony życzę jej powodzenia i cierpliwości – włosy urosną, a jeśli będzie o nie odpowiednio dbać, mogą być piękniejsze niż kiedykolwiek. :)


Jeżeli chcesz, żebym i Tobie pomogła z pielęgnacją albo odpowiedziała na nurtujące Cię pytanie, napisz do mnie na adres fightthedull@gmail.com, w treści wiadomości wpisując: „zgadzam się na opublikowanie treści wiadomości oraz zdjęć na blogu Włosowelove”.

52 komentarze:

  1. Mi wydaje się że zdjęcie z 18 lipca przedstawia stan tuz przed kolejnymi zabiegami rozjaśniania. O ile nie pogubiłam się w opowieści. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nie, rozjaśnianie było w maju. :)

      Usuń
  2. Zdjęcie z 18 lipca jest po prostowaniu prostownicą - dlatego tak "leżą" :)

    Jeżeli chodzi o rozjaśniania z czarnego to wszystkie były robione na raz - jednej po drugim w ciągu 2ch dni ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie cofam to co powiedziałam - nie rób tego na co dzień, bo wszędzie będziesz mieć tak jak na "grzywce" :D

      Usuń
    2. Uwaga, uwaga : nie prostowałam włosów już półtora tygodnia :D

      A najlepsze jest to, że mimo poduszenia ich rano suszarką nadal są mokre aż do teraz ;/

      Usuń
    3. Najtrudniejsze są początki bez prostownicy. Polecam wpis Martusi: http://martusiowykuferek.blogspot.com/2014/07/jak-przestac-prostowac-wosy-moja.html

      Usuń
  3. Mogę polecić fajne dociążające maski ziaji: oliwkowa i intensywna odbudowa. I świetną wygładzającą odżywkę garnier sekrety Prowansji rozmarynowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze niebieska maska naturvital fajnie dociąża, na moich zdrowych włosach bardzo łatwo z nią przesadzić.

      Usuń
    2. Fajnie, dziękuję bardzo! :) I w dobrej cenie te maski, jestem za! :)

      Usuń
    3. Co do maski natur vital - aloes może, ale nie musi, puszyć włosy rozjaśniane.

      Usuń
    4. Chodzi mi o tą drugą wersję, hair loss. Silikon(y?), olejek (z pszenicy?)... Fajna jest :)

      Usuń
  4. Właściwie wszystko co chciałam powiedzieć po przeczytaniu tej historii sama napisałaś ;)

    brakuje mi tylko jakiegoś dobrego silikonowego serum, by jakoś chronić włosy, one już i tak wiele przeszły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, umknęło mi serum na końcówki. Z drugiej strony, kiedy miałam takie włosy jak na zdjęciu nawet pół kropelki serum beznadziejnie je sklejało i zaraz wyglądały na tłuste.

      Usuń
    2. a znowu moje gdy były tak bardzo zniszczone chłonęły prawie takie serum i musiałam dokładać w ciągu dnia..

      Usuń
  5. Sama mam o wiele krótszą, rozjaśnianą fryzurę i muszę przyznać, że post ten daje wiele do myślenia. Od siebie dodałabym zastąpienie ręcznika koszulką bawełnianą z racji delikatności - moje włosy są o wiele bardziej spuszone po styczności z klasycznym frotte. Sama nie patrzę na rosyjskie kosmetyki głównie z obaw przed bombami ziołowymi i niedomiarem silikonów, bez których rozjaśnione włosy długo nie przeżyją.
    Używałam Ziai z ceramidy, którą powyżej ktoś zaproponował - bardzo przypadła mi do gustu, nie jest za lekka i nadaje się do częstego stosowania. Co do Biovaxów, nie miałam wersji z kokosem (choć kusi mnie, ale nieszczęśliwie w Superpharmie nie ma saszetek z tej wersji), miałam tylko blond - maska solo obciążała u nasady, końce spuszyła. Bardzo lubię za to kurację Isanę Professional z olejem arganowym - warto poszukać (nie w każdym Rossmannie jest dostępna z tego co wiem). Zmiękcza i ogranicza u mnie puch, lekko dociążając.
    Co do miodowej płukanki - Karolina pisała na blogu, że dąży do chłodnego koloru, więc dodałabym tutaj, że regularne stosowanie może ocieplić odcień włosów. Osobiście raz na jakiś czas (do 2 razy w tygodniu) stosuję naftową - nie wpływa na zmianę koloru, co się chwali, i dodatkowo zabezpiecza włosy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za szeroki opis. :) Ochłodzić odcień można raz-dwa gencjaną, a miód może ładnie pozwolić pozbyć się rudości z blondu. Jakiś czas temu na trafiłam na bardzo ciekawy post, o tutaj:

      http://beautyineverymoment.blogspot.com/2013/08/jak-rozjasnic-wosy-w-domu.html

      Biovax dla blondu zawiera cassię, i ona może być odpowiedzialna za lekki puszek. Z koszulką to bardzo dobra rada, dla mnie tak oczywista sprawa, że nie przyszła mi do głowy. ;) Chodzi o Isana Oil Spulung? Gdzieś słyszałam, że ja wycofują. Myślę, że sprawdzić się może też scandic z arganem i jedwabiem (jedwab jest w niej dość śladowy). Płukanka z naftą to dobry pomysł, podobnie jak nałożenie olejku z parafiną na długość od czasu do czasu.

      Usuń
    2. Nie chodziło o Isana Oil Spulung, a o Effective-Kur Oil Care - taka w tubce 150ml, podobna składem do innej wersji maski arganowej w tubce z Isany (tej z uśmiechniętą dziewczyną na opakowaniu). Nie ma jej na polskiej stronie Rossmanna, ale za to jej na niemieckiej...! I w kilku Rossmannach, gdzie nie widzę za to wersji "zwykłej" arganowej kuracji. Obydwie wersje nie zawierają alkoholu izopropylowego, który może wysuszać końcówki - ten składnik zawierały odżywki Isana Professional, więc tu podeszłabym do nich z dystansem.
      Co do nafty, dodam - nie radziłabym stosować ani solo, ani w wersji jajkowej domowej maski. Puch i wyraźne wysuszenie gwarantowane - potwierdzam z doświadczenia własnych eksperymentów. Generalnie domowe maseczki i mocno zniszczone włosy są bardzo ryzykownym podejściem - gotowe produkty gwarantują jednak łatwiejsze utrzymanie równowagi proteiny-humektanty-emolienty.
      Generalnie postawienie na maski fryzjerskie jest bardzo bezpieczne - zwłaszcza tanie, litrowe maski. W ich składach na ogół doszukuję się mniej szkodzących moim rozjaśnionym końcom składników niż w drogeryjnych, podobnych cenowo, odpowiednikach.
      Co do serum na końce - tak jak usmiechnieteoczy nade mną, dokładam często w ciągu dnia, kiedy czuję, że robią się mocno porowate.

      Usuń
    3. Dlatego parafina/nafta tylko na chwilę, i tylko od czasu do czasu. :)

      Jakoś nie przyglądałam się nigdy tym wszystkim isanom, muszę zwrócić kiedyś uwagę - dzięki!

      Usuń
  6. Akurat tego typu suplementy nie są toksyczne dla wątroby, więc nie mają większej szansy jej uszkodzić :) A co do masek, to ja bardzo polecam TRESemme Thermal Recovery - ma aloes i olej migdałowy i chyba troche silikonów co jesli chodzi o wyglad wlosow sie przydaje. Mozna toto kupić w internetach z tego co sie orientuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa i byłabym zapomniała - na moje włosy po rozjaśnianiu świetnie w ramach szamponu zadziałało mydło cedrowe Agafii, a rozjaśnianie (drugie w ciągu miesiąca + farba) przyjmowały ciężko bo są cienkie, więc tutaj też powinno się sprawdzić.

      Usuń
    2. Serio? Moje włosy już nie są rozjaśniane, a cedrowe mydełko na dłuższą metę wysusza je na długości. Tresemme mnie kusi od jakiegoś czasu, po rekomendacji Beautyklove, na której włosy nie mogę się napatrzeć. :) To taka tania marka w USA, o ile dobrze kojarzę.

      Usuń
    3. Chodzi mi o ogólną tendencję - czasami dziewczyny jedzą po kilka tabletek różnych suplementów codziennie przez wiele miesięcy, i tu już nie wierzę, że nie ma to szkodliwego wpływu na organizm.

      Usuń
  7. Ja mam włosy rozjaśniane na końcówkach i olej kokosowy nie zrobił im krzywdy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam włosy kręcone z natury i rozjaśniane kąpielą rozjaśniającą 3 razy czyli ewidentnie wysokoporowate a też lubią kokosa:) co prawda nie jest to mój ulubiony olej ale generalnie jest bardzo ok:)

      Usuń
    2. No proszę - czyli nie tylko moje kłaki lubią oleje teoretycznie dla nich nieodpowiednie. :)

      Usuń
  8. Tak, jak napisalas, olejowanie przed kazdym myciem (najlepiej na cos nawilzajacego ;)), dobrze by bylo maski po myciu i faktycznie dolozylabym plukanki ;) 3mam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja jestem zaskoczona efektami olejowania u siebie: dzis bawilam sie wypadnietym wlosem, naciagalam go i sprawdzalam kiedy sie przerwie. Kiedys wystarczylo lekko pociagnac i wlos sie rwal, a teraz naciagalam, wydluzal sie po czym wracal do pierwotnej formy, musialam zdrowo szarpnac zeby go przerwac. Mysle ze zwiekszona elastycznosc to efekt olejowania, jakos mi sie to bardzo dzis unaocznilo bo wczesniej w sumie nie wiedzialam o co chodzi ;)

    Do rad dolaczylabym czeste podcinanie koncowek w celu pozbycia sie zniszczen i moze jeszcze kuracje drozdzowa na poprawe przyrostu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie nadal mam cienkie włosy, ale większy odsetek niż kiedyś podchodzi pod średnie. ;) Elastyczność to jest to. ;) Podcinanie końcówek to oczywiście konieczność. :)

      Usuń
    2. Wlasnie, ja moze sie myle ale tez mam wrazenie ze wlosy mam "lepszej jakosci", tak jakby grubsze byly

      Usuń
  10. A wlasnie, pytanie: czy w przypadku wlosow tak mocno zniszczonyh dobrym pomyslem bylby zabieg fryzjerski lub profesjonalna ampulka? Typu zabieg odbudowujacy joico k-pak lub np ampulka l'oreal, kerastase?
    Cos co na szybko poprawi wyglad wlosa i zmotywuje do dalszej pielegnacji?


    Aha chcialam jeszcze bardzo polecic olejek odbudowujacy YVes Rocher, moj pewniak do stosowania na dlugosc- nie puszy, wlosy sa odzywione, nawilzone, wyraznie gladsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, ampułka to jest to! Rytuał kerastase, albo ampułka - najlepiej z wykorzystaniem sauny do włosów. :)

      Olejku YR użyłam na razie raz (dobra duszka Eter przysłała mi odlewkę) i zachwyciło mnie natychmiastowe wygładzenie. Byłam go bardzo ciekawa, bo bazą jest olej rzepakowy, którego nie miałam jeszcze na włosach. Dosłownie dotknęłam olejkiem włosów i natychmiast były miękkie i gładkie.

      O prorinie będzie post najpóźniej w poniedziałek. Czekam na połowę kuracji, no i muszę się najpierw spiąć i pozbierać i przeliczyć wypadające włosy.

      Usuń
    2. baza jest slonecznik i rzepak, jest tez troche rycyny- ale jakos mi nie przesusza wlosow. Ale powiem ci ze ostatnio jako olejowa maniaczka kupilam taki produkt: nowy w rosmanie, wellness&beauty do ciala, w olejkiem rozanym i wisniowym chyba, z tej serii ale insza wersja:
      http://www.rossnet.pl/Produkt/W-B-olejek-do-ciala-olej-jojoba-maslo-shea-150ml,344499,promocja14
      i w sumie sklad bazy podobny, zapach piekny i dziala tez bardzo sympatycznie

      Usuń
    3. o, tu go mam
      http://www.rossnet.pl/Produkt/Wellness-Beauty-olejek-do-ciala-Kwiat-Wisni-Ekstrakt-z-Rozy-150-ml,344500,promocja14

      wprawdzie roza i wisnia w skladzie za prefumem, ale i tak go lubie:)

      Usuń
    4. Musisz mi nowe kosmetyki pokazywać, jak ja tu akurat dzielnie denkuję i nie kupuję? Musisz? Jeszcze takie za dychę? :)

      Usuń
    5. chcesz drozsze? to popacz czego mi sie zachcialo przez Henriette (bo dzis na jej blogu wypatrzylam recenzje masci do wlosow, nie tych wprawdzie ale sama idea masci...)
      http://www.burtsbees.com/Miracle-Salve/165-999,default,pd.html
      mialam kiedys z tej firmy masc do rak i byla przegenialna

      Usuń
    6. Nie chcę żadnych, brzydalu! :P

      Jeszcze burts bees, firma która od roku mnie kusi. Ech, czy musi być tyle firm? Człowiek szaleje. :)

      Usuń
  11. a ja bym w pielęgnacji na początek zastosowała siemię lniane do picia. Ale nie glutek, tylko 1 łyżkę zalać gorącą wodą , ok 3/4 szklanki. Siemię zawiera m.in. potrzebne kwasy tłuszczowe omega :) powoduje szybszy przyrost, u mnie nawet niezły , poza tym rewelacyjne jest dla całego organizmu. Polecam picie codziennie na czczo :)
    Poza tym olejowanie, olejowanie, olejowanie. Ja też jestem początkująca, ale dzięki olejowaniu widzę już lekki efekt :) codziennie , na noc aplikuję olej na włosy. Moje włosy uwielbiają, wręcz piją oliwkę dla dzieci Babydream :) Dobra na początek, po kieszeni też nie uderza :) Ja olejuję na sucho i tą metodę polecam :)
    Wcierki pobudzające porost bym dołączyła :)
    I oczywiście maski robione własnoręcznie - mega nawilżająca - ta z płatków owsianych, robiłam ją ostatnio w niedzielę , opisałam ją u siebie.
    I maski nawilżające po każdym myciu :)
    Miałam włosy bardzo podobne , tylko czarne :) teraz mam już lekko kręcące się, są nawilżone i dociążone, nie puszą się.
    powodzenia !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie, o siemieniu zapomnialysmy :) i wewnetrznie i zewnetrznie glutek jako maska nawilzajaca ::

      Usuń
    2. Lepiej zalać siemię chłodną wodą, po kilku godzinach zżeluje tak samo, a wartości odżywcze o wiele lepsze. Trzeba pamiętać tylko, że ze względu na dużą zawartość błonnika i związków śluzowych siemię może utrudniać wchłanianie leków. Najlepiej pić na noc, wtedy najkorzystniej wpływa na nasz przewód pokarmowy. Sama zalewam 2 łyżki siemienia 2/3 szklanki wody, a po kilku godzinach miksuję z jabłkiem albo innymi owocami.

      Wklej linka do swojego bloga, jeśli możesz, może się komuś przyda. :)

      Usuń
    3. nie należy zalewać siemienia chłodną ani zimną wodą !!! wyzwalają się związki które są niekorzystne dla organizmu :) lepiej uważać :) siemię zalewa się gorącą wodą , po 5 minutach od zagotowania. Odstawia na 15 minut i taką wodę po tym czasie, właśnie lekko gęstszą od normalnej się pije i zjada ziarenka, najlepiej na czczo rano . Wówczas najlepiej działa :) A na przewód pokarmowy najlepiej działa glutek z siemienia, czyli ten żelik z gotowanego siemienia , jeśli chodzi o przewód pokarmowy. Ale mu tu piszemy o włosach :) Podejrzewam, że każde przygotowanie siemienia dobrze wpłynie na włosy. Glutek jest okropny, ale jak ktoś lubi... :) Moim zdaniem to właśnie ten żelik ma właściwości, które potrzebujemy dla naszych włosów. Ja piję zaparzone siemię i zjadam ziarenka wg tego co podałam od 2 miesięcy, włosy zaczęły mi rosnąc na potęgę, nie mówiąc o paznokciach, nie zachorowałam ani się nie przeziębiłam ani razu, a jestem podatna :) zewnętrznie siemię na skórę, jako maseczka na dłonie i stopy i na włosy oczywiście jako żel albo płukanka :)
      mój blog: www.czarna-kotka.blogspot.com

      Usuń
    4. Skąd masz informację o zalewaniu siemienia właśnie wrzątkiem? Bardzo proszę o link.

      Usuń
    5. Ja polecam post BHC, który powstał po konsultacji z farmaceutą i jest dla mnie najbardziej miarodajny: http://www.blondhaircare.com/2012/09/w-jakiej-formie-spozywam-siemie-lniane.html

      Muszę dodać, że u siebie korzystne objawy obserwowałam pijąc pestki zalewane zimną wodą, zmielonei wypite na kolację. Twój przepis jedynie poprawiał perystaltykę jelit, nie miał natomiast żadnego wpływu na moje włosy, cerę, paznokcie, ilość energii.

      Usuń
    6. info mam z różnych stron spójrz np na to :
      Nasiona lnu (podobnie jak i łodyga oraz liście) zawierają dwa związki cyjanogenne należące do grupy glikozydów nitrylowych (inaczej: nitrylozydów): linustatynę oraz neolinustatynę. Dopóki ziarno jest nienaruszone, związki te są stabilne i nie ulegają przemianom chemicznym. Dzieje się tak, ponieważ glikozydy i aktywujące je enzymy umieszczone są w różnych częściach ziarna i nie stykają się ze sobą. Dopiero w momencie pęknięcia łupiny i naruszenia struktury ziarna, następuje aktywacja enzymów, które rozpoczynają przemianę glikozydów w cyjanowodór. Proces ten nazywamy cyjanogenezą (produktami pośrednimi cyjanogenezy linustatyny i neolinustatyny są: linamaryna oraz lotaustralina).

      Cyjanogeneza nie zachodzi, jeśli zmielone nasiona zalejemy gorącą wodą, lub gdy je zagotujemy w wodzie, ponieważ enzym aktywujący przemiany jest białkiem, i jak każde białko w wysokiej temperaturze ulega denaturacji i traci swoje właściwości.

      Przeciwnie: zalanie zmielonego siemienia wodą chłodną lub zimną przyspieszy cyjanogenezę (następuje hydroliza nitrylozydów).

      link: http://www.primanatura.pl/czy-siemie-lniane-jest-toksyczne/

      całe życie o tym słyszałam i czytałam.
      Raczej na sobie wolałabym nie próbować zalewać zimną ani letnią wodą siemienia :) ani na żadnej innej osobie, dlatego piszę, że należy zalewać gorącą wodą, jest bezpieczniej.

      Usuń
    7. Jestem uzależniona od siemienia ;) w pewnym momencie swojego życia, nie tak dawno przechodziłam wielomiesięczny stres, który odbił się na moich włosach i paznokciach bardzo negatywnie. Brałam różne pastylki na paznokcie i włosy, nic nie działało . Dopiero siemię lniane sprawiło, że mam mocne paznokcie ( nigdy takich nie miałam ) , a włosy rosną szybciej. Myślę, że nie ma znaczenia jaka jest forma przygotowania, co kto lubi. Możesz ugotować glutka, możesz zaparzyć jak ja, możesz wymieszać z czymś. Wg mnie najważniejszy jest ten śluz, który powstaje i wypicie go i schrupanie pysznych pestek na czczo, przed śniadankiem. I ważne, aby pamiętać: nigdy nie zalewać zimną/chłodną wodą ziaren ...

      Usuń
    8. Pozostanę przy swoim zdaniu.

      Usuń
  12. Mam pytanie : a polecacie może jakąś odżywkę bez spłukiwania?


    Jeżeli chodzi o siemie to chyba się nie przemogę :( Od razu mam odruch wymiotny :( Jestem ogólnie wrażliwcem pokarmowym (nie mówię o alergiach, ale o smakach) i nie dam rady :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o jak do siemienia sie nie przemozesz to drozdze pewnie tym bardziej nie wchodza w gre.
      BS mialam joanne naturie z zielona herbata i byla ok ale w sumie ja jej uzywalam jako stylizatora a nie do glebokiego odzywiania. Yves Rocher ma kilka fajnych produktow, teraz uzywam balsamu na koncowki z mleczkiem owsianym , jest tez takie serum bez splukiwania
      http://www.yves-rocher.pl/serum_wygladzajace_48h

      Faromona ma takie w tubie bez splukiwania, maja dosc dobre opinie na KWC (chyba najlepsze lniana) i niektore Aussie w sprayu maja nie najgorsze sklady- ale trzeba sie wczytac, bo sa tez wersje z denatem :(

      Usuń
    2. Czy to ma być mgiełka, czy produkt do stylizacji? U mnie do wygładzania bardzo dobrze się spisywała odrobina odżywki nivea long repair, tej do spłukiwania. Nakładałam dosłownie odrobinę na włosy, uważając przy tym, żeby nie miała kontaktu ze skórą głowy. Typowych produktów bez spłukiwania nie używam, ale czytałam wiele pozytywnych opinii właśnie o lnianej Farmonie i Balei mango z aloesem. Jeśli chodzi o mgiełki, to wiele osób chwali gliss kur, choć chyba wszystkie są z keratyną i mogą trochę puszyć włosy.

      Usuń
    3. Wtedy chodziło mi o mgiełkę, ale teraz o stylizację. Ścięłam włosy - dość mocno i chciałabym coś, co utrwali ich "bałagan" :) Zdjęcia po obcięciu są u mnie, więc jak byś zerknęła i doradziła ;) Prooooszę :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...