czwartek, 3 lipca 2014

Domowe laminowanie żelatyną vs. zabieg Marion – proste i gładkie włosy.


Wiem, że laminowanie włosów żelatyną to temat już stary i oklepany. Sama robiłam do niego kilka podejść, z różnym skutkiem. Od przeproteinowania do dodania takiej ilości emolientów i humektantów, że proteiny przeszły na włosach kompletnie niezauważone.

Kiedy już nauczyłam się odpowiednich dla moich włosów proporcji mieszanki, w sklepach pojawił się gotowiec, zabieg Marion. Za 3 złote możemy kupić 2x10 ml, saszetkę wraz z czepkiem foliowym. Dla fanek tejże maski producent wypuścił także pełnowymiarowe opakowanie (120 ml), o czym dowiedziałam się od Henrietty. Na początku chyba lepiej jednak skusić się na saszetkę, żeby przekonać się o działaniu.
Jak przygotować domowy zabieg laminowania żelatyną?

1-2 łyżki żelatyny dodajemy do niewielkiej ilości wrzątku i mieszamy do rozpuszczenia. Żelatyna stygnie dość szybko, więc o ile nie chcemy mieć kawałków galaretki w naszej maseczce, zaraz po rozpuszczeniu przystępujemy do dalszych działań. Wersja podstawowa składa się jedynie z żelatyny i odżywki, osobiście dodaję zawsze jeszcze nieco aloesu (humektant) i oleju (emolient).

Gotową mieszankę nakładamy na umyte włosy i chowamy je pod folią. Może być czepek, choć osobiście najbardziej lubię folię spożywczą. Opcjonalnie podgrzewamy całość suszarką, ja tego nie robię, żeby nie uaktywnić gruczołów łojowych. Moja maska jest zielona, bo w roli odżywki wystąpił balsam tybetański Planeta Organica.

W zależności od potrzeb i wrażliwości włosów maska może pozostać na włosach od 15 minut do godziny. Im gorzej włosy reagują na proteiny, tym szybciej zmywamy nasz zabieg. Podobno po laminowaniu warto wysuszyć włosy suszarką, żeby proteiny bardziej „wbiły się” we włosy, ten krok również jako patentowany leń pomijam.

Jak przygotować zabieg Marion?

Umyć włosy. Nałożyć gotową maskę na włosy. Przykryć czepkiem. Po co najmniej 10 minutach spłukać. Podgrzewanie i suszenie jak wyżej (przepraszam za panią bez nosa, efekt komiczny niezamierzony).

Uwaga – jeśli macie długie włosy, jedno opakowanie Wam nie wystarczy. Na moje kosmyki potrzebowałam pełnych dwóch saszetek. Maska jest dość gęsta i mało smarowna. Ilość, jaką widzicie na zdjęciu, to pełna zawartość jednej połówki (10 ml).

Skład zabiegu laminowania Marion wraz z opisem znajdziecie na dole tego posta u GorzkiejKokoszki.

Czy efekt się różni?

U mnie nie różnił się niczym, do tego stopnia, iż uznałam za zbędne publikowanie dwóch zdjęć. Włosy są wygładzone i dociążone, ale puszyste, ładnie błyszczące, charakterystycznie sypkie. U siebie właśnie taki efekt osiągam karmiąc je lubianymi proteinami (żelatyna, żółtko, proteiny pszenicy, niewielka ilość protein mlecznych). Nie były bardziej proste niż zawsze, jakoś ostatnio mam „krzywe” włosy, tutaj wyglądają na zjedzone z prawej strony ;). Co roku latem nachodzą mnie myśli, że jestem jednak falowana, które jak ręką odjął znikają jesienią.

Aplikację domowego i gotowego zabiegu oddzielają dwa tygodnie. W tym czasie myłam włosy codziennie, zatem na pewno oczyściły się z protein po domowym laminowaniu, nie dając zabiegowi Marion żadnych forów.

Plusy i minusy domowego laminowania:

+ jest tanie i możemy zrobić dowolną ilość maski
+ łatwa dostępność, myślę że każda z Was ma w domu jakąś odżywkę do włosów, a żelatynę kupimy w każdym spożywczaku
+ mamy wpływ na skład produktu: możliwość samodzielnego skomponowania składników może być bardzo ważna dla osób z wrażliwą skórą głowy
+/- same ustalamy proporcje protein, humektantów i emolientów (co jest plusem jeśli znamy swoje włosy, a minusem jeśli dopiero zaczynamy przygodę z włosomaniactwem – łatwiej zafundować sobie przeproteinowanie)
- potrzeba pewnego wysiłku w przygotowaniu: gotowanie wody, mieszanie żelatyny i umycie miseczki po całej zabawie

Plusy i minusy zabiegu Marion:

- trudno dostępny: internet, tylko niektóre drogerie EDIT: jest w sieci Drogerie Natura, więc jeśli macie do nich dostęp, ten minus można wykreślić z listy.
- w przeliczeniu na litr cena jest kosmiczna (jeśli litr to 150 zł, to porcja 200 ml kosztowałby 30zł, lepiej to wygląda z większym opakowaniem: 120 ml za 9 zł, tylko że nie widziałam go nigdzie stacjonarnie), zwłaszcza biorąc pod uwagę kiepską wydajność
+/- nie mamy wpływu na skład, choć wydaje mi się, że proporcje protein w tej masce są całkiem sensownie dobrane. Mam wrażliwą skórę głowy i obyło się bez podrażnienia, więc i tutaj nie mam zastrzeżeń.
+ zabieg jest gotowy do nałożenia, bardzo fajnie że do saszetki dołączony jest też czepek


Przypominam też, że do 9 lipca trwa akcja testowania suplementu Priorin Extra firmy Bayer. Jeśli chcecie zdobyć dla siebie trzymiesięczną kurację, pilnujcie godziny 18 i postępujcie zgodnie ze wskazówkami z tego posta.

Wiecie, że jest również inna wersja zabiegu Marion? Różowa, „diamentowy połysk”. Znacie? :)

45 komentarzy:

  1. Sama nie bawiłam się w laminowanie, ale zabieg Marionu mam i na razie zużyłam jedną część saszetki. Też mnie śmieszy, jak pani ze zdjęcia zamienia się w kosmitę ;)
    U mnie włosy były ładnie wygładzone i baby hair były pod kontrolą, ale jakoś nic mi nie urwało ;) No i włosy szybciej zrobiły się tłuste...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio i tak myję włosy codziennie, więc ciężko mi ocenić wpływ czegoś na przetłuszczanie. Ale "nic nie uurwało" to chyba dobre podsumowanie tej odżywki/maski. Nie jest zła, ale czy warta swojej ceny też nie. Myślę, że falowane i loczate głowy mogą być z niej bardziej zadowolone, na prostych włosach trudno o jakieś spektakularne efekty po proteinach.

      Usuń
  2. ja przygód z laminowaniem nie miałam i raczej mieć nie chcę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jestem właśnie pełnowyniarowego opakowania ,,diamentowego połysku". Jeszcze 2 podejścia I będę mogła napisać jego recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa, jak się u Ciebie sprawdzi. :)

      Usuń
  4. jeszcze nigdy tego nie robiłam i pewnie nie prędko spróbuję :D taki ze mnie leń :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat zabieg Marion obsługuje się jak każdą inną maskę i nie wymaga specjalnego wysiłku ;)

      Usuń
  5. Fajne porownanie. Ja jednak wole zelatyne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jest w sumie wszystko jedno. ;)

      Usuń
  6. Marion trudno dostępny? Biorąc pod uwagę, że jest sprzedawany w jednej z czterech wiodących sieci drogerii (Natura), to nie powiedziałabym :D. Zużyłam jedną saszetkę i efekt bez szału. Zastanawiam się, czy przed użyciem drugiej nie nałożyć na włosy jakiejś odżywki z olejkami, a potem dopiero zalaminować. Może wtedy będą z tego ludzie :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej miejscowoście nie ma Natury, jest za to u moich Rodziców i nigdy tam Marionu nie widziałam - czyżby był akurat wykupiony? - i u mnie w mieście nie znalazłam go wcale, a szukałam. Fakt, że tu psy tyłkami szczekają, więc moje subiektywne wrażenie może być mylące. W każdym razie dziękuję, za uwagę, poprawię w poście.

      Co do laminowania, to chyba lepiej byłoby po spłukaniu Marionu choćby na chwilę położyć jeszcze emolientową odżywkę/maskę na długość (proteiny uzupełniają ubytki we włosie i wygładzają go, a emolienty ładnie przytrzymają wszystko na miejscu), odwrotnie olej może zmniejszyć nieco działanie laminowania. Ale ogólnie działanie zabiegu na prostych włosach jest raczej bez szału. ; )

      Usuń
    2. Ooo, dziękuję, spróbuję w ten sposób. Moje są akurat falowane i mają fakturę połamanych drutów - zawsze marzyłam o prostych włosach, albo chociaż gładkich falach a nie takiej szopie :D.

      Usuń
    3. oooo, nie wiem czemu myślałam, że są proste. :)

      Usuń
    4. Gdzie, jeszcze je cieniowaniem rok temu skrzywdziłam i w ogóle wyglądają nieciekawie
      http://1.bp.blogspot.com/-0WhABrPA04E/UkGReFVxsVI/AAAAAAAADnE/HdAkMbqKkTk/s1600/k%C5%82aki.png

      Usuń
    5. Nieciekawie? Widzę tu ogromny potencjał! :) Gęstość i blask bije po oczach nawet przy cieniowaniu i lekkim puszku. :)

      Usuń
    6. Masz podobne włosy do Eter, przejrzyj jej blog, może coś Ci się przyda: http://takbywlosminiespadlzglowy.blogspot.com/

      Usuń
  7. Może coś znajdę dla siebie, dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja po zabiegu Marionowym nie widziałam w ogóle żadnej różnicy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywa i tak. Zawsze lepiej nie widzieć różnicy, niż przeproteinować włosy. ;)

      Usuń
  9. U mnie się lepiej sprawdzało domowe laminowanie(choć taki efekt uzyskuje po dobrych gotowcach) Zabieg firmy Marion był dla mnie za słaby. Moje włosy tak wyglądają po zbyt lekkiej, mało nawilżającej odżywce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak diamentowa wersja kusi ;) Kupie, gdy spotkam ją stacjonarnie. Zabieg laminowania kupowałam już dawno i nie mieli go w Naturze(znalazłam go w jednym kiosku) Dawno tam nie byłam, więc może faktycznie się coś zmieniło.

      Usuń
    2. Właśnie też go nie widziałam w Naturze. Z drugiej strony, ostatnio jakieś kosmetyki Marion widzę prawie wszędzie, w netto, biedronce, intermarche, więc czemu i w Naturach miałoby go nie być? Skład tego różowego zabiegu jakoś się do mnie nie uśmiechał na tyle, żeby kupować. ;)

      Usuń
    3. Ja chcę porównać obie wersję, zwłaszcza, że ta pierwsza się u mnie nie sprawdziła. Zamawiać jej nie będę bo nie warto, ale kupię jeśli właśnie spotkam ją stacjonarnie :)
      Zabieg laminowania widziałam jeszcze w galerii w Krk. Rzecz jasna nie wzięłam, a zalegającą w domu saszetkę oddałam na konkurs :D Pamiętam jak jej szukałam po małych drogeriach i panie się pytały co to jest laminowanie włosów :), lub wybuchały śmiechem- łącznie z moim bratem.

      Usuń
  10. Jak nie ma różnicy to po co przepłacać a wiadomo w domowym sposobie chemii mniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od odzywki, jaką dodamy, ogólnie Marion nie jest zły pod tym względem, skoro nie podrażnił mojej skóry.

      Usuń
  11. Nie probowalam ani jednego ani drugiego sposobu. Wlasnie mi przypomnialas, ze saszetka lezy i czeka grzecznie w szufladzie, ale juz sie zastanawiam, czy u mnie ta ilosc wystarczy. Faktycznie masz dylemat z tymi Twoimi wlosietami ;) Lato trwaj, moze zafaluja jednak na dobre ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeee, raczej nie zafalują. :) Może Ci wystarczy jedna saszetka, ja się nie szczypałam z oszczędzaniem. ;)

      Usuń
  12. Laminowałam żelatyną wiele razy. Odzywki Marion tez używałam. I jednej i drugiej. Bez problemu zamówiłam obydwie wersje w pobliskiej małej drogerii. Pokazałam tylko o co mi chodzi i za dwa dni była. Teraz o efektach. Laminuję włosy co dwa tygodnie. saszetki Marion sa dla mnie wygodniejsze. Efekt ten sam jak w przypadku żelatyny - prawie żaden. Choć koleżanki widzą różnicę. Jesienią byłam u Mysi i ona kazała co dwa tygodnie nakładać proteiny to nakładam :) Muszę teraz zamówić duże opakowanie. A w naturze kupuję te Mariony w promocji po 1,99.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli już gdzieś widziałam te saszetki (w Naturze nigdy, Zoila mnie naprostowała w komentarzu), zawsze były właśnie za 3 złote. :) Fajnie, że się stosujesz do zaleceń ekspertki. A jak koleżanki widzą różnicę, to czemu im nie wierzyć? :)

      Usuń
  13. Kupię i sprawdzę, bo nigdy mi się nie chce robić domowego laminowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też często chcę zrobić, a potem przypominam sobie w łazience z mokrymi włosami i sięgam jednak po gotowca. ;)

      Usuń
  14. Raz w życiu zrobiłam domowe laminowanie, niestety mam zbyt cienkie włosy na takie zabawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego zbyt cienkie? Pytam z ciekawości, bo sama właśnie takie mam :)

      Usuń
  15. Po wielkim szale na laminowanie do dzisiejszego dnia leży u mnie pełna torebka żelatyny, może w wolnej chwili obadam jej działanie na moje włosy. Marionu nie kupię, bo mi nie wolno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty dzielna kobieto, Ty :D

      Usuń
    2. Czemu nie wolno? :) U mnie laminowanie Mariona sprawdziło się bardzo fajnie :)

      Usuń
  16. Jak na twoje włosy 2 saszetki to ciekawe ile na moje ;D

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak jak pisałam Ci na fb, żadne laminowanie nie jest dobre dla moich włosów ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. u mnie laminowanie najczęściej kończy się przeproteinowaniem włosów. : )

    OdpowiedzUsuń
  19. Ciekawe:) nigdy o tym nie slyszalam..

    OdpowiedzUsuń
  20. hey :) Diamentowy połysk ma chyba alko w składzie, ale nie próbowałam. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, jest Alcohol Denat. w połowie składu. Nie przyglądałam mu się wcześniej. :)

      Usuń
  21. Ciekawa jestem, czy zabieg sprawdziłby się na cienkich, rozjaśnianych włosach, choć w niezłym stanie :P Chyba poczekam, aż dokarmię jeszcze włosy innymi bajerami, żeby łatwiej przyjęły proteiny.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...