poniedziałek, 28 lipca 2014

Denko #4.


Tak jak do tej pory, zacznę od pozycji nadzwyczaj udanych, kończąc na bublach i miniaturkach.

Hity.
1. Czysty, certyfikowany ponoć, olej arganowy. Moje numero uno w pielęgnacji włosów (no dobra, jeden z trzech ulubionych), twarzy i ciała (jak mam burżujski dzień). Nie skończyłam go jeszcze, jedynie zmieniłam mu mieszkanko na wygodną szklaną butelkę z pompką. Używam zarówno w postaci czystej, jak i jako dodatek do kosmetyków.

2. Maska algowa peel off z Ars et natura. To fajne urozmaicenie maseczek z glinki. Pachnie apteką. Nie wiem czy rozświetla ani czy oczyszcza, bezpośrednio po użyciu nie widziałam szalonej różnicy, a na dłuższą metę używam kilku kosmetyków które mają to robić. Na pewno nie podrażniła mnie i bardzo przyjemnie koiła skórę. Pełna recenzja tutaj.

3. Mydło północne „detox” od Natura Siberica. Mój sło2. Mastworzyłam w listopadzie. Używałam go regularnie do twarzy, sporadycznie również do ciała i włosów i wystarczyło mi na bardzo długo. Więc niech Was stosunek ceny do pojemności nie przeraża. Widuję je w promocjach za 40 złotych i myślę, że warto z nich skorzystać i się zaopatrzyć. Pełna recenzja tutaj. EDIT: zmienił się skład mydełka. Nie wiem jak działa to "nowe", ale skład już nie powala na kolana.

4. Garnier Fructis, maska Nutri-gładki kupiłam ją rok temu w biedronce za złotcy aż 6. Słoiczek jest niemożebnie brudny, bo i maska towarzyszyła mi przez wiele miesięcy. Dlaczego? Bo to pewniak! Szczególnie lubiłam go używać po lekkim przesuszu hennowym. Skład też całkiem spoko, jeśli nie przeszkadza Wam silikon w masce. Mnie na pewno nie. :) Maska wygładzała, nabłyszczała i utrzymywała tę idealną równowagę między dociążeniem a obciążeniem. Jeszcze wrócę do tych produktów (no chyba, że też coś się zmieniło i mają alkohol izopropylowy w składzie, jego to nie lubię). "Odbraziłam" się już na L'oreala, jako że nie udało mi się jednoznacznie wyjaśnić kwestii testowania kosmetyków na zwierzętach przez ten konsern. A maska za 6 złotych, to maska za 6 złotych - tak, tyle warte jest moje sumienie.

5. Kwas hialuronowy, koniecznie potrójny i 1,5%. Mój must have. Ostatnio trochę so „spimpowałam” i zrobiłam proste serum do twarzy. Dodaję go też do masek do włosów lub balsamów do ciała.

Średniaki.

1. Sylveco, lekki krem rokitnikowy. Lepszy od lekkiego brzozowego, przez pierwsze miesiące byłam z niego bardzo zadowolona: nawilżał, nie zostawiał tłustego filmu na skórze, wyrównał koloryt. A po mniej więcej 5 tygodniach zaczął podrażniać mi powieki. Jak bardzo, możecie zobaczyć tutaj. Zużyłam na kolana i nie narzekały. ;)

2. Planeta Organica, maska Morze Martwe, przeciwko wypadaniu włosów. Na długości spisywała się fenomenalnie: nawilżała, dociążała, zmiękczała, nabłyszczała, nie kradła zanadto objętości. Ale masakrycznie podrażniła mi skórę głowy – a to kiepsko jak na maskę przeciw wypadaniu, prawda? U mnie wprawdzie o podrażnienie dość łatwo, ale jeszcze nigdy nie miałam tak silnej reakcji po odżywce czy masce.

3. Floslek, Tonik do skóry z problemami naczyniowymi. Ten kosmetyk nie przeżył mojego testu 6 tygodni, po piątym zaczął bardzo podrażniać twarz. Zużyłam do domowych smarowideł do ciała. Najpierw jednak rzeczywiście mi pomógł i cera czerwieniła się mniej. W ogóle purpurowa się robię teraz już tylko po bieganiu, jupi! <3

4. Dezodorant Garniera, jakiś niewidzialny czy inny magiczny. Działał bardzo dobrze, tylko znów ta zapluwająca się kulka, która powodowała, że musiałam czasami chusteczką higieniczną zbierać nadmiar żelu spod pachy... Bye, bye, Garnier. Nigdy więcej.

Kity. Obrodziło w tym miesiącu, głównie dlatego, że dzielnie je zużywałam po to, żeby pozbyć się denerwujących mnie opakowań.

1. Serum Biovax A+E. Wiele z Was je chwali, u mnie nie robiło nic. Może zabezpieczało końcówki, ale nie nabłyszczało, nie wygładzało, ni dociążało. Generalnie nakładałam na włosy i znikało niczym wypłata z konta. Dodałam do niego trochę olejku arganowego, żeby bardziej dociążało, a ono zmieniło się w brązowego gluta. Trudno się mówi.

2. Arganowa odżywka Marion w psiku. Pierwsze użycia mnie zachwyciły, kolejne już mniej. Ładnie pachnie. Nie obciąża włosów. Z końcówek robi miotłę. Zużyłam pod olej.

3. Sylveco, krem pod oczy. Przez dwa miesiące wprawdzie nie uczulał, ale i nie zrobił nic. Nie nawilżył, nie rozjaśnił, nie odprężył. Potem po spotkaniu z kremem rokitnikowym moje oczy odmówiły współpracy i z tym gagatkiem. Wróciłam do żelów z Flosleku i nie wydziwiam. A, to chyba najwydajniejszy kosmetyk na świecie, przez dwa miesiące zużyłam niecałą 1/3 opakowania. Reszta poszła do jakiejś domowej ciałowej mikstury.

4. BeBeauty, Coś-tam-eko-krem do rąk. Mój ulubiony gatunek „eko” kosmetyków: z ekologiczną parafiną i innymi wynalazkami. Wygładzał dłonie, nie nawilżał i nie pielęgnował na dłuższą metę. Wygodnie mieścił się w torebce i nie otwierał sam z siebie.

5. Go Cranberry, Ochronny krem z ekstraktem z żurawiny i pantenolem. Albo, jak kto woli, Ochronna Wazelina o Zapachu Mydła. Niestety, nie sprawdził się u mnie kompletnie, nawet na stopach. Skład ma kiepski, po firmie Nova spodziewałam się czegoś lepszego. Na szczęście na zimę znam całe mnóstwo bezwodnych ochronnych wynalazków, a nazywają się one: oleje.

6. Oeparol, pomadka ochronna. Kolejna marka, co to ma opinię eko-firmy i nikt nie wie, dlaczego. Kupiłam jak kto głupi, jak był ich wysyp w biedronce. Parafinowy klajster, ani to na usta, ani na łokcie, ani na paznokcie, ani na rzęsy. Jak jeszcze mi spadła i zamknięcie się popsuło, ze zdziwieniem zorientowałam się, że to coś niby malinowe było. Nie było. Było jedynie ochronne – ochroniło mnie raz na zawsze przed zakupem kolejnych pomadek tej marki. Morze hejtu.

7. Żeby nie było, że ja taka zdolna jestem i wszystko mi się samorobione udaje: dowód na to, że wcale nie. Tym razem mazidło do ciała po kilku dniach się zważyło, a i od początku było za ciężkie (przez ten nieszczęsny krem żurawinowy, którego chciałam się pozbyć).

Miniaturki i próbki.

1. Olej awokado, który dostałam od Kociambra. Niestety, nie spisał się ani na włosach, ani na twarzy. Na ciele za to i owszem.

2. Miniaturka hotelowa Biotique: morelowy żel pod prysznic. Właściwości pielęgnujące oczywiście nikłe, ale pienił się szalenie i pachniał dość nietypowo: morelą z indyjskim kadzidłem. Zosi zapach się podobal.

3. Miniaturka hotelowa Biotique, Nektar do twarzy i szyi. Nie przeszedł próby uczuleniowej i trafił na brzuch i łydki.

4. Celia, Maska do włosów z marakują. Fantastyczna! Pachnie bardzo przyjemnie, owocowo, wygładza, nawilża włosy, dociążą, nabłyszcza, no po prostu luksus. Wielka szkoda, że dostępna tylko w saszetkach.

5. Żel peptydowy Larens, którego składem się zachwycałam. Po zużyciu próbki lekko ostudziłam swoje zapędy, jako że lekko wczuwałam w nim... rybną nutę. A jeśli mam kiedyś wywalić dwie stówki na kosmetyk, na pewno nie będzie to coś, co leżało obok śledzia.

6. Zabieg laminowania Marion, co to tyłka nie urywa. Recenzję i porównanie z domowym laminowaniem znajdziecie tutaj.


Muszę przyznać, że post Henrietty dał mi sporo do myślenia w kwestii kosmetycznych zakupów. Polecam przeczytać wszystkim kosmetycznym chomikom. :)

A jak tam Wasze zapasy? Topnieją, czy rosną? :)

48 komentarzy:

  1. OO czyli peptydowy cud jednak zniknie z wishlisty?

    Ja sie na dniach przeprowadzam wiec denkuje zawziecie (albo zlewam rozne rzeczy do wspolnych opakowan np oleje, odzywki itd)

    Zdenkowalam blotko z morza martwego, maske z glinka rahousul, Jantar, odzywke Isana nawilzajaca, krem effaclar duo plus (HIT!), olej YR, szampon na cedrowym propolisie, kwas hialuronowy, wode brzozowa- wiecej grzechow nie pamietam, ale pewnie bylo ich troche wiecej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o jeszcze maske love2mix jajeczna- polecam

      Usuń
    2. Przerabiałam to pół roku temu. Wyraźnie uszczupliłam wtedy zapasy, ale obawiam się, że część zdołałam już odbudować. :D Niech Wam się dobrze mieszka w nowym miejscu! :)

      Usuń
    3. A, Larensa z ulgą skreślam z wishlisty. :) Za taką kasę mogę sobie kupić i/lub zrobić całe mnóstwo fajnych kosmetyków. ;)

      Usuń
  2. Ja trafiłam na pomadkę Oeparol w sieci Fresh za 1,99zł. Wybrałam wersję mango i polubiłam ją ! Bardzo przypomina konsystencją Chap stick. Mi skład odpowiada jak najbardziej, bo na ustach lubię te właściwości .
    Pomadka nie jest sucha i tępa ani nie pachnie mydłem jak większość takich produktów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie pachnie mydłem, nie zauważyłam, żeby nawilżała, a czasami wręcz wydawało mi się, że usta pod warstewk takiego kleju robiły się jeszcze bardziej suche.

      Usuń
  3. Nie wiem czy zwróciłaś uwagę, ale na opakowaniu tego detoksykującego mydła Natura Siberica jest podany zupełnie inny skład niż na stronie. Ja właśnie go sobie zamówiłam, skuszona naturalnym składem na innej stronie, a po przyjściu wielkie zdziwko, bo początek wygląda tak: Aqua, Sorbitol, Sodium Cocoyl Isethionate, Stearic Acid, Coal, Parfum i dopiero po zapachu występują te wszystkie dodatki, oleje i inne cuda. I zła jestem. Mogłabym go co prawda użyć do ciała, ale wkurzam się, że na stronie wprowadzają w błąd klienta. Ostatnio robię ciągle jakieś pechowe zakupy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skład mojego mydełka pochodzi wprost z opakowania. Mydełko z Twoim składem tez nie jest złe, ale nie dałabym kilkudziesięciu złotych za nie. Najwyraźniej to kolejny produkt, którego skład się zmienił. Dziękuję bardzo za uwagę, zaraz zedytuję post z recenzją.

      Możliwe (choć i tak karygodne), że sklep nie wiedział o tej zmianie składu.

      Usuń
    2. No to pięknie, aż Ci zazdroszczę takiego mydełka a pięknym składem w takim razie :D a te dwa składy różnią się diametralnie. No cóż. Napisałam do sklepu, zobaczymy co powie. Przyznaję, że już mam dość pisania do sklepów :D To pewnie nauczka za moje przepuszczanie pieniędzy ;-)

      Usuń
    3. Balbino, ja też w zeszłym tygodniu kupiłam to mydło detox, dla mojej tłustej cery lato jest męczarnią, dlatego chciałam coś co ją oczyści i uspokoi. Na kartoniku jest nowy skład, ale na opakowaniu mydła skład jest jeszcze stary. I weź człowieku bądź mądry. Można normalnie oszaleć.

      Usuń
    4. Można. Lubię jak wszystko jest konkretne i jasne, a nie takie domysły...

      Usuń
    5. Słyszałam już wcześniej o dwóch różnych składach na opakowaniu, ale to już jakaś jazda.. Może wartoby napisać do dystrybutora o co chodzi?

      Usuń
  4. A jednak :D Po mineralnej maseczce miałam suche i matowe włosy ;D Dobrze, ze się chociaż na długości sprawdziła ;) Ja jej chyba nawet nie nakładałam na skalp, wolę wcierki, tylko nieliczne maski, czy odżywki mój skalp(nad karkiem) toleruje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdziła się. Ale bałam się jej używać - zdarzyło mi się nieraz, że produkt przewędrował na skórę głowy i potem miałam z nią problemy. Wolę odżywki, które nie wywołują takiego stresu. ;)

      Usuń
  5. Ależ owocne denko :D Zainteresowała mnie ta maseczka algowa do twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maseczka była pełnowymiarowym gratisem do większego zamówienia, nie powiem, że nie lubię jak sklep tak dba i klienta (Ars et natura). :)

      Usuń
  6. O kurcze,Dorotka nie sądziłam że krem z GC tak Ci nie spasuje :( ja sobie je chwalę u mnie bardzo dobrze się spisują :) no ale nie oszukujmy się , u jednych dany kosmetyk się sprawdza a u innych nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie jest Ci przykro! :) Nie było to moim zamiarem. Jestem wrażliwa na punkcie parafiny i nie spodziewałam jej się w kosmetyku od Nova. Cieszę się, że u Ciebie działał OK, pewnie zimą jest niezastąpiony. :)

      Usuń
    2. Nie,no coś Ty w końcu to nie ja je produkuję haha ;) Wiedziałam że w składzie jest parafina,ale faktycznie może ktoś być na nią uwrażliwiony .Jest to krem typowo ochronny więc na okres jesień-zima w sam raz :)

      Usuń
    3. Moja skóra lubi i w cieplejszej porze roku tłuściocha zarzucić. ;)

      Usuń
  7. U mnie zapasy topnieją, chociaż akurat w tym miesiącu poszalałam. Ale trzymam się dzielnie i denkuje powoli, za to solidnie to co mam :)

    Co do kremu z sylveco pod oczy - widzę, ze masz tak jak ja. Akurat kremy od nich zupełnie mi nie podpasowały. Nie wiem wprawdzi jak te cięższe, bo nie miałam z nimi do czynienia, moze one okazałyby się lepsze.

    Zasmuciłaś mi mnie gocranberry, narobiłam sobie ochoty na ich ksometyki, a teraz nie wiem co począć... Nie wiem jak ja mogłam przegapić, ze one są na parafinie.. Moja twarz parafinie mówi nie i już.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nie, ten zimowy jest na parafinie. Sprawdziłam pozostałe i były bez niej. Dlatego tak mnie zszokowało, że tutaj jest właściwie bazą kremu, i skład taki ubogi.

      Wczoraj otworzyłam "ciężki" rokitnikowy, jest bez masła shea, więc może będzie lepiej niż w przypadku poprzedników.

      Usuń
    2. uff! więc pewnie jednak je kupię :)

      a i zapomniałam napisać za pierwszym razem, ze minireceznję maski do włosów Ci zjadło, ona ma nr 4 na zdjęciu, a w opsie pod 4 jest kwas

      Usuń
  8. mam taką samą pomadkę i używam jej w pracy. Klima wysusza mi wszystko :D Non stop mam coś na ustach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też klima doskwierała w pracy, teraz trochę tęsknię do tego problemu ;)

      Usuń
  9. Nie jestem fanką kosmetyków Fructis ale ta maska mnie zaciekawiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie jestem/nie byłam, ale akurat ta maska była świetna. ;)

      Usuń
  10. U mnie ten Garnier Invisible średnio się sprawdza

    OdpowiedzUsuń
  11. jezuuu poszalałaś z denkiem, taka byłam napalona na krem pod oczy z sylveco, że teraz sie zastanawiam czy warto..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość osób jest z niego zadowolonych, czytałam tylko jedną niepochlebną opinię - u Magdynawakacjach. Dla młodej osoby się powinien nadać, zwłaszcza że mnie byle co uczula.

      Usuń
  12. Rosna, topnieja i tak na zmiane, mysle, ze rownowaga jest, denko sie szykuje ;) Garnier mnie zaciekawil, a mialam nic juz nie kupywac ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratuluję zużyć :) Zaciekawiła mnie ta maska do włosów Garnier :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że sprawdzi się na wielu typach włosów.

      Usuń
  14. odnośnie mydła detox i innych drogich kosmetyków to masz rację, wiele osób sie przeraża bo "jak tak mało za tak dużo monet" :D jednak czasem trzeba przekalkulować, że te "malo" czasem starcza na więcej niż całe wiadro innego czegoś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzej, że znów jest zamieszanie ze składami (zobacz komentarze Balbiny i Kosodrzewiny). Powinien być jakiś przepis, który zabrania takiej dowolności składowej w jednym kosmetyku.

      Usuń
  15. nosz masz babo placek- jak chciałam wypróbować to czarne mydło północne to zmienili skład :( pewnie już nie uda mi się go dorwać z tym starym składem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, i znów pytanie, czy to skład się zmienił, czy mydło jest dokładnie to samo, tylko firma wyłożyła karty na stół...

      Usuń
    2. mi się wydaje, że znów musieli się dostosować do rynku "europejskiego"....

      Usuń
    3. Prawda. Chodzi mi o to, czy zmienili skład, czy tylko zapis składu, w sensie czy to nowe mydełko to to samo, którego używałam, czy jednak już zupełnie inne?

      Usuń
  16. Spore denko :) Większości kosmetyków nie znałam, więc chętnie się zapoznałam z opisem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, sama takie denka lubię najbardziej. :)

      Usuń
  17. Kusi mnie to mydło z Natura Siberica :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Miałam pomadkę Oeparol, ale w wersji bezzapachowej - była bardzo fajna, ale teraz wolę Blistexa :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Duże denko :) Większości z tych kosmetyków niestety nie znam, chociaż jestem ciekawa tego mydła północnego, ale skoro skład się zmienił, to wcale nie musi być takie super... Szkoda, jak zawsze nie w czas :D
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...