środa, 23 lipca 2014

Co by Zocha powiedziała...?

Za dzisiejszy post dziękuję pomysłodawczyni – Aswertynie. Mianowicie podsunęła mi ideę, aby (albo wręcz kazała, bo to stanowcza kobietka jest, niech Was głosik anielski i włoski falujące nie zwiodą) napisać o moim włosowym hobby z perspektywy pierwiosnka mojego, czyli Zo.

Kiedy mieszkałam jeszcze w brzuchu, nie wiedziałam co to włosy i że takie są. Coś tam mama mówiła o hennie w tubce, i że podobają jej się takie, i że to mi nie szkodzi, ale najważniejsze było, że lekko mnie kołysało, że nigdy nie byłam głodna i że zawsze czułam i słyszałam mamę.
Potem w brzuchu zrobiło mi się za ciasno, więc przecisnęłam się gdzieś, gdzie było więcej miejsca. Było też zimno, jasno i za głośno i bardzo mi się nie podobało. Potem okazało się, że mama ma cycusie, w których jest pyszne mleko i już nie było mi tak źle. Cycusie były fajne i kiedy tylko mogłam, to sobie trzymałam jakiś w buzi. Czasami paskudna mamucha mi je zabierała i wtedy krzyczałam. Wtedy pojawiał się głos, który znam jeszcze z brzucha. To jakieś „tata” było, ten głos. Ten tata jak go już zobaczyłam wyraźnie, to zupełnie inny jest od mamy. Włosy mu spadły z głowy i rosną na brodzie i tam, gdzie mama ma cycusie.

Mamie włosy też spadają. Słyszałam, jak kiedyś płakała, że spadają. Nie wiem dlaczego. Ja mam ich bardzo mało i tylko mi przeszkadzają, bo kiedy trzymam je mocno i chcę sobie zjeść, to boli mnie głowa.

Mama już nie płacze, tylko kupiła dużo dziwnie pachnących rzeczy. Najdziwniejsza jest taka zielona papka, która potem się robi brązowa, a włosy po niej pomarańczowe. Pachnie jak zwierzątko.

Zauważyłam, że w domu takie czarne na czterech nogach, co to dużo włosów ma. I też mu spadają. To czarne czasami głośno szczeka i wtedy się tego boję. Ale zwykle wcale nie szczeka, tylko jest mięciutkie, i oko ma, i ogon. Mama ciągle odkurza te spadające włosy psa i swoje. Nie lubię, kiedy sobie idzie i robi coś daleko. Wolę, kiedy zawiązuje mnie w chuście do odkurzania i sprzątania. Wtedy przyjemnie mnie kołysze i czuję się trochę tak jak w brzuchu.

Mama codziennie masuje mi brzuszek, nóżki, plecki i rączki ciepłym olejkiem. Mówi, że będę od tego zdrowa i silna i że bardzo mnie kocha. Czasami mi się to podoba, a czasami nie. Mama się brudzi cała tym olejkiem, nawet na głowie i wygląda, jakby miała mokre włosy.

Coś się zrobiło z moją główką. Mama smaruje mi ją różnymi rzeczami i masuje szczotką. Potem przez chwilę jest dobrze, ale następnego dnia znów trzeba masować. Nie podoba mi się, że ta skóra na mojej głowie martwi mamę. Chcę ją zeskrobać, żeby mama się nie martwiła, ale wtedy mama martwi się jeszcze bardziej. Potem mama idzie gdzieś i wraca z małym słoikiem. Mówi, że to kremik ziajka. Smaruje mi głowę, masuje szczoteczką i myje, a potem jeszcze raz. I już nie muszę się nigdy drapać.

Jestem już duża i mama smaruje też moje włoski olejkiem. Czasami ten olejek nie pachnie, czasami wygląda jak białe lody i pachnie jak ciastka. Lubię dni, kiedy myjemy włoski, bo wtedy kąpie mnie mama. Lubię też, kiedy ich nie myjemy, bo wtedy kąpie mnie tata.

Mamy włosy robią się długie. Lubię je mocno trzymać w rączkach, bo często fajnie pachną. Mama robi bardzo śmieszne miny, kiedy trzymam je najmocniej jak potrafię. Potem bierze takie kółko i chowa włosy, żebym nie mogła ich trzymać. Lubię jej to kółko zabierać i zakładać sobie na stópkę.

Mama mówi, że mam trzy włosy na krzyż. I pewnego razu, kiedy tata coś mi śpiewa, mama zakrada się od tyłu i robi BZZZZZZZ. Nie boję się, ale chciałabym zobaczyć, co to tak bzyczy. Mama nie chce mi pokazać, tylko potem babcia dzwoni że widziała zdjęcie i jestem „zapałka”. Ja nie jestem zapałka, ja jestem Zosia!

Mama teraz dużo siedzi przy komputerze. Czasami jej tu zaglądam, bo są tu fajne bajki i piosenki i zwierzątka. A czasami są zdjęcia mamy włosków, a najbardziej lubię, kiedy to Zosia jest w komputerze. „Kompuntel” to jedno z moich pierwszych słów. Strasznie ważne są dla mamy i taty te słowa. Długo mówiłam ich tylko kilka, ale teraz znam już dużo i umiem powiedzieć prawie wszystko. Mama często mi mówi, że mnie kocha, ale sama najbardziej się cieszy, kiedy wymyślę coś nowego. Ostatnio cieszyła się, kiedy powiedziałam, że duża kaczka ma na imię Pani Wylotokis.

Mamy włoski miały różne kolory, były czarne, żółte, pomarańczowe, brązowe i czerwone. Najbardziej lubię takie jak są teraz, bo mama jest zadowolona. Śmieję się, kiedy robi w miseczce takie brudne błotko. Nigdy nie wiem, co sobie nim wysmaruje. Czasem chodzi z czarną buzią i szyją, a czasem ma żółte błotko na głowie. Mówię jej: mamo, masz brudną buzię! Do mojej mamy czasem przychodzą różne paczki. Są w nich kolorowe i pachnące rzeczy. Bardzo lubię, kiedy mama odkręca pudełka i mogę wszystko powąchać. A kiedyś przyszła paczka (mama mówi, że od cioci Ewy) i były w niej pyszności dla Zosi! Lubię pyszności i lubię paczki. Kiedyś byłam z mamą na poczcie, bo i do mnie przyszła paczka!

Moje włoski są już długie i często noszę je w kitce. Chyba że akurat nie chcę, wtedy nie pozwalam mamie zrobić kitki. Fajne są dwie kitki, jak rogi u krowy. Mam swoją szczotkę i często czeszę sobie sama włoski. Moja szczotka jest brązowa i czarna, mama mówi że to „z dzika”. To chyba ten dzik, co zmyka na drzewo i ma ostre kły? Nie widzę na niej dzika, ale lubię jej używać. Mama potem się śmieje, że wyglądam gorzej po niż przed.

Lubię, kiedy myjemy włoski. W wannie zawsze jest dużo piany, mama trzyma mnie mocno i się do mnie uśmiecha. Woda mnie łaskocze, a mój szampon ze słoniem ślicznie pachnie. Czasami przed kąpielą mama macza ręce w olejku i tak łaskocze mnie po głowie. Lubię takie łaskotanie. Potem w wannie mama łaskocze włoski jeszcze inaczej, prysznicem.

Moja mama jest fajna i wcale nie siedzi ciągle w łazience. Chociaż butelek i słoików ma bardzo dużo. A ja niedługo pójdę do przedszkola, do dzieci. Będę z nimi chodzić na plac zabaw. Mama mówi, że pójdzie do pracy tak jak tatuś, a ja będę bawić się z dziećmi.  

36 komentarzy:

  1. Wspaniale ujęłaś temat.Czytałam z wielkim uśmiechem na twarzy:))Buziole dla mamy i córki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet nie wiesz jak miło się to czytało. Świat oczami dziecka jest taki... niewinny, coś jak niekończąca się przygoda. Jestem pod wrażeniem. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie się cieszę! :) Tekst pisało się bardzo łatwo, ale publikowało już trudno...

      Usuń
    2. A czemu jeśli mogę zapytać? :))

      Usuń
    3. Łatwiej mi się pisze posty "fachowe" niż prywatne. :)

      Usuń
    4. No ale to nie Twoj post tylko Zosi ;)

      Usuń
  3. Ależ wspaniały post :)
    Od zawsze chyba lubię Zosia ;). Teraz mam bratanice o tym imieniu, czasami ze mną siada i ogląda kosmetyki :D.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uśmiałam się :D You made my day!

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo bardzo fajny i pozytywny tekst :) Tez czytalam z wielkim usmiechem na twarzy :)
    U nas teraz jest faza na wspomnienia z brzuszka i hitowa ksiazka " Maciupek i Malentas", o przygodach w mamy brzuchu- ktora jakos mi sie z Twoim postem tez skojarzyla :) W kazdym razie polecam :) Chlopcy byli pod takim wrazeniem ze jakis czas temu polecieli do dziadka i mu powiedzieli ze "mama ma gruby brzuch i bedzie miala dziecko"- na dziadka bladys strach padl bo z trojka i tak mi cholernie ciezko bywa- a to oni mu tak skrotowo opowiadali ksiazeczke ;)

    Jesli chodzi o rozne ciapaje na wlosy i twarz to moi mezczyzni henne skomentowali : ciemu mas kupe na glowie?
    A maseczki na twarz: Mamusiu bawis sie w potwora? to zjedz Adama bo jest niegrzeczny ;)

    Pozdrawiamy Zo- bedziemy razem portkami trzesly we wrzesniu na przedszkolnej adaptacji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zosia powoli zapomina, jak było w brzuchu. Jeszcze niedawno opowiadała mi, że było tam ciemno i mokro i było słychać mamę. :D

      Myślę, że nie będę trząść portkami tylko cieszyć się z powrotu do pracy (aaach, trzymaj kciuki, żeby udało się znaleźć). ;)

      Usuń
  6. Wspaniale wybrnelas z zadania postawionego przez Aswertyne :)! Kolejny raz jestem pod wrazeniem Twojego talentu pisarskiego :) Super sie czytalo, faktycznie jak pisane slowami Zo :) Wydrukuj i zachowaj ten tekst Dla Zosienki. Tego mi trzeba bylo na ten "niedobry" dzien ;) Buziaki dla Was Dziewczyny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to trzymam kciuki, żeby Twój dzień już był dobry! Pomysł z wydrukiem na pewno wykorzystam.

      Usuń
  7. Ciesze się, że napisałaś ten post :) Mam nadzieję, że świetnie się bawiłaś przy jego tworzeniu oraz, że trochę lepiej zgłębiłaś świat dziecka swego cudownego - bo ja owszem. Tak jak mówiłam Ci już, Zoo to jedno z nielicznych dzieci które nawet na ogległość nie znając osobicie (a może to działa na jej korzyść) lubię :D
    wiem, kiedyś będzie ze mnie okropna matka^^
    "Cycusie były fajne i kiedy tylko mogłam, to sobie trzymałam jakiś w buzi." majstersztyk :D
    co to za zwierzęca papka?:D bo mam podejrzenia ale nie chcę się wyglupić:D


    Dorotko, rośnie Ci konkurencja blogerska :D wychowujesz ją sama :D

    Buziaki dla Zooooo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za buziaki!

      Zo zdecydowanie zyskuje na odległość u cioci As, dzisiaj (zapewne wskutek pogody upalno-deszczowo-wietrznej) jest wyjątkowo ojęczana i denerwująca. ;) A kiedy była mała potrafiła ssać i 20 godzin na dobę, więc wcale nie przesadzam... ;p Myślę, że będzie z Ciebie kiedyś wspaniała matka, albowiem kija w dupie nie posiadasz i ewentualne dziecko będziesz kochać, zamiast hodować, i serducho masz na właściwym miejscu. :)

      Papki powstawały przeróżne: glinkowe i ziołowe. Glinki mają wiele kolorów, to i twarz barwy różne przybierała. Czarna paćka to najczęściej było niesamowicie wydajne mydło detox od natura siberica.

      Usuń
    2. ale mi chodzi o te co zwierzatkiem pachnie :D

      Usuń
    3. Aaaaaaaaaaaaaaa. To Heenara, pachnie jak pieczony kurczak. ;)

      Usuń
    4. Dziewczyny gratulacje za pomysł i wykonanie, czytało się super!

      Usuń
    5. Gratulacje w całości należą się Dorocie :) bo to Ona to ubrała w słowa i przyjęła najlepszą koncepcję :)

      Usuń
    6. Nie bądź taka skromna, bez Ciebie taki post by nie powstał. :)

      Usuń
    7. Fantastyczny pomysł i dobra robota!

      Usuń
    8. Cieszę się, że się podoba. :)

      Usuń
  8. Świetny post ! uwielbiam te z serii Zo :)

    Pozdrawiamy z Heli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, czy by się te nasze dziewczyny bawiły razem ładnie ;)

      Usuń
  9. I As miała świetny pomysł, a Ty idealnie go wykonałaś i 'ubrałaś wszystko w słowa' :) Bardzo miło się czytało :) I dobrze Fabryczna mówi świat dzieci jest taki niewinny ahh...

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudoooo, czytałam to i w głowie miałam taki niewinny słodziutki głosik :D wyimaginowany głosik Zo <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma ładny głosik. Chyba, że akurat wrzeszczy. :D

      Usuń
    2. wiesz co ja zawsze powtarzam ze moje dzieci sa slodkie jak aniolki i kochane...jak spia. Jak sie obudza to w 80 proc wychodza z nich diabelki...ale jak slysze "mamusiu to sie samo zrobilo, nie bedzies gniewac?" to i tak topnieje

      Usuń
    3. O taaaaaaaak. Czasami mam aż wyrzuty sumienia, że tak ją kocham mocno... jak śpi. A w dzień to różnie, czasami nawet nie lubię...

      Usuń
  11. o jejciu! świetnie że As podsunęła taki pomysł, czytało się cudownie <3

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...