piątek, 6 czerwca 2014

Tulsi.


Te z Was, które są ze mną dłużej wiedzą, że jestem wielką fanką ziół w pielęgnacji. Bohaterka dzisiejszego posta – tulsi – być może zagości na stałe na Polu Henny (klik do bloga i sklepu).

Bazylia azjatycka (Ocimum tenuiflorum), czyli tulsi, jest rośliną stosowaną w ajurwedzie, odgrywa też znaczną rolę w symbolice hinduistycznej, bywa nazywana świętą bazylią. Herbatka z tulsi ma mieć działanie relaksujące i stymulujące sprawność mózgu. Wewnętrznie stosuje się ją również w przeziębieniach, drobnych infekcjach i gorączce, kaszlu, kamicy nerkowej i bólach głowy. Zewnętrznie – ma działanie przeciwbakteryjne, przeciwzapalne.

Porcję tulsi otrzymałam w aluminiowej saszetce, w środku znajdowała się mniejsza torebka foliowa. Zioła zostały zapakowane próżniowo, tworząc twardą cegiełkę. Jednak wystarczyło rozciąć wewnętrzny woreczek, aby przekonać się, że w istocie są bardzo sypkie. Takie pakowanie chroni produkt przed światłem, znacznie wydłużając trwałość pudru.

Wcześniej nie używałam tego zioła, i zaskoczył mnie jego zapach. Spodziewałam się bazylii i była tam taka nuta, jednak najbardziej wyczuwałam aromat pośredni między miętą a anyżem, dość intensywny. Proszek w połączeniu z wodą tak jak łopian czy lipa wytwarza związki śluzowe, a więc będzie nawilżać włosy i skórę głowy.

Jednocześnie z tego względu nie polecam stosowania go solo na włosy. Do swojej porcji dosypałam sporo białej glinki, aby pastę nieco „stępić” i ułatwić nakładanie na włosy, mimo to zioła kompletnie nie chciały się trzymać głowy. Ta pasta była absolutnym przeciwieństwem henny, zachowywała się tak samo, jak polskie zioła mielone w młynku do kawy – uciekała z głowy. Musiałam nakładać pastę bardzo szybko i byle jak, inaczej wszystko uciekłoby mi z włosów. Chyba nie muszę wspominać, jakiego bałaganu narobiłam w łazience przy nakładaniu czegoś takiego? :)

Przyczyną może być niezbyt drobne zmielenie ziół. Dotychczas wszelkie indyjskie zioła (poza niezwykle twardym shikakai) były drobne jak puder do twarzy albo mikronizowana glinka, w tulsi natomiast znalazłam wiele niezmielonych włókienek (widać je na zdjęciu powyżej). Palcami nie wyczuwałam raczej żadnych drobinek, ale zdecydowanie bliżej temu ziółku do moich młynkowych eksperymentów niż henny jakości BAQ.

Kiedy jednak przemogłam związane z aplikacją trudności, zaczęły się dziać rzeczy niezwykle przyjemne. Po schowaniu włosów pod czepkiem i zawinięciem ich w turban poczułam intensywne mrowienie. Po umyciu włosy prezentowały się jak po niezłej odżywce: były wygładzone, miękkie, nic nie puszyło się ani nie fruwało. Zapach utrzymywał się do następnego mycia, jednak po spłukaniu nie był już tak intensywny. Poza tym tulsi zdecydowanie przedłużyła świeżość moich włosów, a niewiele specyfików działa tak na mnie przy jednorazowym użyciu.

Podsumowując:

+ przedłużona świeżość włosów
+ mrowienie (przy regularnym stosowaniu może wzmacniać cebulki)
+ działanie kojące i nawilżające
+/- intensywny zapach anyżkowo-miętowo-bazyliowy
+/- może przyciemniać włosy
- widoczne w proszku włókienka
- trudna aplikacja

Z przyjemnością wprowadzę tulsi na stałe do moich ziołowych kompresów, jednak nie jako główny składnik. Dobrze się wkomponuje w maseczkę z glinki ghassoul ze spiruliną, neem i olejkiem arganowym. Maseczkę z tulsi można stosować również na twarz, ale i tu polecam dorzucenia jakiegoś kleiszcza, żeby Wam nie spłynęła tworząc artystyczne plamy na ubraniach.

Zdjęcie po. Włosy znów udają, że są falowane. ;p

Znacie tulsi? A może macie jakieś ulubione ziółko? Moje włosowe to henna i łopian, twarzowe – żywokost. ;)

31 komentarzy:

  1. aż mam chęć wypróbować :D choć wygląda paskudnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okropnie, ale ziółka nigdy nie są piękne. :)

      Usuń
  2. świetna sprawa :) bardzo ładnie włosy wyglądają po :) tak świeżo i zdrowo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tulsi jeszcze nie miałam za to Kalpi Tone, Amla, Brahmi oraz Maka używałam. Dziś znów wróciłam do Kalpi Tone :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kalpi też będzie moja! I Kapoor Kachli. Bardzo lubię ziółka, o wiele bardziej niż wcierki. Amlę musiałam mocno rozcieńczać, bo trochę wysuszała włosy. Brahmi bardzo dobrze wspominam i chętnie znów kupię.

      Usuń
  4. Pierwszy raz o tulsi słyszę ale widzę,że działanie ma fajne :) warto się nad nią zastanowić - moje włosy potrzebują teraz wszystkiego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważałabym na rozjaśnianych włosach, mogłyby przybrać taki "brudny" odcień.

      Usuń
  5. Cudowny efekt na włosach ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak hucznie? ;) Cieszę się z przedłużenia świeżości włosów, każdy dzień bez mycia jest cenny ;)

      Usuń
  6. Podoba mi sie nazwa! :-) Aż zaraz pójdę sie... przytulsić do Króla Małżonka a później, w temacie ziół, nałoże senes, chociaż boje sie przesuszu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się "przytulsić" :) Będę czekać na sprawozdanie w takim razie! Może i nad moim nieszczęsnym się zlituję. No i miarka w środku jest, a takie rzeczy zawsze się przydają.

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. No cóż, głowa tylko jedna, nie sposób wypróbować wszystkiego. ;)

      Usuń
  8. Jak ładnie się prezentują.
    Mimo wszystko nie skuszę się na nie. Mam nieprzyjemne wspomnienia po papce z rzewienia i mam dość nakładania produktów, które nie trzymają się głowy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy tulsi od Hesh nie trzymałaby się lepiej. :) Kupię przy następnej okazji i sprawdzę. ;)

      Usuń
  9. Używam teraz neem, również naczytałam się o mrowieniu, rozgrzaniu skóry, ale nic nie czuję :D Miałam także kapoor kachli, Brahmi, Ecliptę, Kapi Tone :) Tulsi jeszcze nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Neem mnie nie mrowi, ale ładnie łagodzi podrażnienia i odświeża skórę głowy, delikatnie nawilża bez obciążania. Lepiej się trzyma włosów niż tulsi.

      Usuń
    2. Neem przypomina swą konsystencją bezbarwną hennę(ale tą z prawdziwą henną i bezbarwną, nie rosyjską, Khadi nie miałam) Bardzo dobrze się je nakłada. Indygo ma większe kawałeczki :D
      Natomiast czułam rozgrzanie na twarzy po neem, byłam bardzo bordowa :D Nigdy więcej. Zużyje je jedynie na włosach.

      Usuń
    3. Woda z tulsi też mi złuszczyła troszkę czoło, ale że akurat na twarz moją tak działa prawie wszystko, w ogóle o tym nie wspomniałam. Z tego powodu neem też nie nałożylam na buzię.

      Usuń
  10. Nie znam i nigdy wcześniej o niej/nim nie słyszałam.
    Ciekawa sprawa, na pewno kiedyś po sięgnę po Tulsi, tylko sobie zapiszę :)

    A jeszcze co do ghassoul w płytkach: ty też miałaś z maroko sklep? Bo tak się zastanawiam czy to od partii zależy czy może od producenta, że nie chciały się rozpuścić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie od nich, nie pamiętam już skąd. Na pewno zależy od partii, miałam różne białe glinki i miały inny kolor, konsystencję, grubość ziarenek itd. ;)

      Usuń
  11. Nigdy nie używałam ale się raczej nie skuszę bo ostatnio trochę rozjaśniałam włosy i nie chcę ich przyciemnienia :D.

    OdpowiedzUsuń
  12. mam herbatke z tulsi, nie wiedzialam ze na wlosy tez mozna :) moze w takim razie wyprobuje ja jako plukanke

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajurweda właśnie na tym polega, że jako kosmetyki wykorzystuje się to, co można zjeść. :)

      Usuń
  13. ziół na skalp jeszcze nie stosowałam :) w ogóle rzadko po nie sięgam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dzięki ziołom w ogóle jeszcze mam włosy.

      Usuń
  14. Tulsi is a very sacred plant worshiped in India. the citizens almost daily in the morning, worship the plant and start their day to day activities.And in your website and your post have nice information about the #Holy-Basil-Tulsi. Holy Basil leaf extract functions as an adaptogen, enhancing the body’s natural response to physical and emotional stress. It does this by regulating the body’s production of the stress hormone, cortisol. By helping the body to cope with stress, Holy Basil also supports the immune system.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...