piątek, 27 czerwca 2014

Post śmieciuszkowy, czyli denko #3.


Witajcie! Krzywe i prześwietlone zdjęcia oraz niewielka doza bełkotu dopełnią lekko wczorajszej nutki, która towarzyszy dzisiejszemu postowi. Skoro piszemy o zużyciach i przeszłościowych przeszłościach (;p), wypada lekko wczorajszym być.

A tak serio, to jeśli macie małe dziecko i miało ono kiedyś katar, to wiecie, dlaczego dzisiaj jestem mało przytomna. Na szczęście Zo obudziła się już zdrowa, a w każdym razie radosna i energiczna. :)

Przechodzimy zatem do śmieci.

Co się u mnie sprawdziło, czyli hity:

1. Domowe mazidło do ciała na bazie resztek olejowych. Tym razem wypachniłam je rozmarynem i różą, co pozwoliło uzyskać smród nieprzeciętny. Dobrze, że robię małe porcje i jakoś dało się przy otwartych drzwiach balkonowych tym wysmarować. Nie próbujcie tego w domu! No chyba, że jako środek na komary, bo o dziwo właśnie takie zaobserwowałam działanie. ;) Odżywczo i smarowniczo było wspaniale, dlatego mimo śmierdzielstwa mazidło trafia do hitów. Mój blog, to se mogę.

2. Balsam tybetański Planeta Organica. Wszystkie moje zachwyty możecie przeczytać w recenzji.

3. Jak już jesteśmy w temacie komarów, nie mogę nie wspomnieć o Sio! Ziołoleku. Ma prosty skład, jest odpowiedni dla dzieci powyżej 1 roku życia i działa. Chroni przed komarami i kleszczami. Kupiłam pod koniec zeszłorocznych wakacji i spisywało się świetnie. W tym roku nie było już tak skuteczne, ale jako że zbliżał się koniec terminu ważności, a olejki eteryczne są... no eteryczne, to mu wybaczam. Dla mnie to hit, mimo że nie znalazł się w żadnym mniej czy bardziej osławionym pudełku. ;)

4. Mydło aleppo 20%. Ten kawałek akurat dostałam od Magdy jeszcze zimą (tak wyglądało przed użyciem), jak widzicie wydajność jest ogromna. Mam już kolejną kostkę 20% i po raz pierwszy też 40%. Oczyszcza twarz, ale nie do zdarcia, uspokaja skórę, pomaga wyeliminować zapalenie mieszków włosowych, u mnie świetnie się sprawdza też do higieny intymnej. Czasami robię odskocznię od tych niepozornych kostek na rzecz czegoś lepiej pieniącego się albo pachnącego, ale prędzej czy później wracam do aleppo z podkulonym ogonem.

5. Balsam cedrowy Planeta Organica. Wprawdzie dostałam w drodze wymianki (pozdrawiam Eter!) niepełne opakowanie, ale zdążyłam bardzo go polubić. Niesamowicie wygładza włosy i dociąża je bez obciążenia. Idealny do rozpuszczonych włosów i zjawiskowej tafli – po jego użyciu każda gumka, klamra i spinka zjeżdża z włosów niczym ośmiolatek z basenowej zjeżdżalni. Chętnie kupię kiedyś tę i rokitnikową wersję.

6. Isana, krem do rąk z aloesem. Wspaniały, nawilżający krem do rąk, za całe 2,50. Z prawdziwym żalem zużyłam go do końca i trochę tęsknię. Wchłania się błyskawicznie, nie pozostawiając lepkiej warstwy. Nie zawiera parafiny, wygładza dłonie. Kupię, kupię, kupię.

7. Isana, wosk w plastrach. Dla mnie lepszy niż Veet, który to wosk przykleja mi się do nóg zamiast ładnie wyrywać z nich włoski. W promocji można kupić opakowanie za parę złotych i jest to jedyny wosk, którego wystarcza mi jeden kartonik na całe nogi – ba, jeszcze zostanie! Do tego dodać trzeba chusteczki nasączane, które zmywają ewentualne pozostałości wosku nie podrażniając skóry i świetnie sprawdzają się do noszenia w torebce zamiast miniaturki balsamu do ciała. Chyba nie muszę dopisywać, że nie zawierają parafiny?

8. Balsam Mrs. Potters, aloes i jedwab. Jako odżywka po myciu się u mnie nie sprawdziła, ale fajnie się nią zmywało oleje. A że w takim celu właśnie ją kupiłam, wszystko jest OK.

9. ZSK, Organiczny macerat żywokostu. Wcierałam w skórki przy paznokciach i bardzo szybko zadziorki poznikały. Przynosił natychmiastową ulgę suchej skórze. Zamiast trzymać go w lodówce, jak zaleca producent, kupiłam miniaturkę 15 ml, trzymałam przy łóżku i szybko zużywałam.


Średniaki:

1. Krem do pielęgnacji dzieci i niemowląt Sweet Baby. Zawiera wazelinę, jest dosyć gęsty, dobrze zabezpiecza skórę, ale w ogóle jej nie nawilża. Znam lepsze, dlatego trafia do średniaków. Był dobrą, stabilną bazą dla moich półproduktowych eksperymentów.

2. Alterra, olejek oliwka i limonka. Nie dla mnie, nie dla mnie, nie dla mnie. Nie lubię oliwy z oliwek ani na wlosach, ani na skórze, pachnie też cytrusowo z lekką goryczką, z powodów osobistych tego zapachu nie lubię. Lubię za to butelkę po tym olejku i wykorzystam ją ponownie. :)

3. Cosmofarma maska arganowa – najbardziej mi przypadła do gustu z trzech odlewek wygranych u Eve, które do tej pory używałam, typowo emolientowa, ale w sumie dość lekka. Dobrze sprawdzała się w mieszankach.

4. Cosmofarma, odżywka miodowa. Kallos honey, tylko trochę mniej rzadka – tak mogę ją opisać w skrócie. Zapach sztucznego miodu, ledwie zauważalne nawilżenie włosów, całkowity brak dociążenia. Fajnie zmywała oleje i chyba właśnie miodowego kallosa sobie kiedyś do tego celu kupię. ;)

5. Wcierka DIY z palmą sabałowąklik do receptury. Niestety, podrażniała mi skórę głowy (zapewne to wina wody brzozowej), a i nie widziałam żadnych pozytywnych efektów po 6 tygodniach używania, więc w końcu ją wylałam. Zostało mi jeszcze sporo owoców, więc może uda mi się zrobić coś lepszego z ich udziałem?

6. Natura Siberica, maska rokitnikowa „głęboka regeneracja”. Nie wiem, co o niej myśleć. Pachniała landrynkami i miała piękny pomarańczowy kolor, co bardzo uprzyjemniało stosowanie, ale działała bardzo nierówno. Czasami wygładzała, dociążała i nabłyszczała włosy, a czasem były po niej spuszone i szorstkie. Nie udało mi się ustalić żadnej reguły – bo i dobrze, i źle działała zarówno przed myciem jak i po, i niezależnie od innych użytych kosmetyków. Była bardzo wydajna, słoiczek wystarczył mi na wiele kombinacji. Nie kupię pełnowymiarowego opakowania.

7. Garnier color naturals, miedziany blond, robiłam nią pasemka na czepku i na folii. Jak wszystkie garniery jest mocno napigmentowana, więc kolor wychodzi ładny, wyrazisty. Ale szybko się też wypłukuje. Absolutnie mi to nie przeszkadza, bo i tak farbuję henną – pasemka miały rozświetlić moje włosy.

8. Mydło w kostce Alterra, konwalia. Ładnie pachnie w szufladzie, jest tanie, bardzo się ślimaczy w łazience. Myć myje. Pewnie jeszcze kupię, choć bez zachwytu. ;)

9. Krem ochronny Bambino. Bardzo go lubię... do stóp. Przynosi fantastyczne efekty, jeśli nasmarujemy nim stopy grubą warstwą. Często używam go rano zamiast dezodorantu do stóp, jeśli wiem, że spędzę wiele godzin w zakrytych butach. Mimo, że to żadna rewelacja składowa, nawet po kilku godzinach stopy są mięciutkie i pachnące dziećmi. ;) Można go kupić absolutnie wszędzie.

I kiepścizny, próbki i wyrzutki.

1. Farminatura, maść propolisowa. Przyda się, jeśli chcecie mieć żółtozieloną, suchą i lepką skórę, a także ubrania i pościel. Nie przyda się, jeśli oczekujecie jakiegoś nawilżenia, ukojenia, wygojenia. Nie polecam.

2. Próbka czegoś Nuxe do twarzy. Niewiele rozumiem z tych francuskich opisów. Nawilżyło, ukoiło, ładnie się wchłonęło, nie podrażniło ani nie uczuliło, jest koszmarnie drogie jak na moje standardy.

3. ZSK, Hydrolat rumiankowy bułgarski. Dodałam go do szamponu dla blondynek.

4. Isana, krem do rąk z mocznikiem (5%). Wiem, że wiele z Was go uwielbia, ale ja się z nim męczyłam. Był gęsty, trudno się go wyciskało z tubki, trudno rozsmarowywało, trudno się wchłaniał, trudno mi było go skończyć, trudno mi było zobaczyć jakieś efekty pielęgnacyjne.

5. Emami gold, mydło z kurkumą i 24-karatowym złotem. Też się podjarałyście? „Z kurkumą i 24-karatowym złotem, klikaj, na pewno jest cudowne” - tak mi w duszy grało przy zakupie czegoś innego. I kliknęłam, i kupiłam, i żałuję. Zostawiło mi okropną warstę wapienną na buzi, musiałam ją potem 2 razy myć czym innym. Nie nada się nawet do mycia rąk w mojej wodzie. Wróciło do pachnienia w szufladzie, z tym sobie radzi. Leży i pachnie jak ta lala.

6. Biały Jeleń, mydło coś tam eko bla bla z płatkami owsianymi. Też zostawia osad, w dodatku na skórze śmierdzi bezczelnym ługiem. No i dla mnie eko mydło nie powinno być na bazie smalcu (nie doczytałam). Bleh.

A co tam u Was słychać? :)

Przypominam o ankiecie pod wczorajszym postem, będzie mi bardzo miło, jeśli klikniecie – tutaj.

57 komentarzy:

  1. Mnie komary pogryzły w tyłek, w sumie to chyba odbywała się na nim zbiorowa imprezka, dlaczego tam? :D Kusi mnie kupno mosquiterum :)
    Maska arganowa była leciutka, ale ją lubiłam, miodową oddam siostrze- blondynce, a rokitnikową maskę bardzo lubiłam. Nigdy nie odnotowałam po niej puszenia. Jednak pamiętam, że balsamy mogłam stosować od czasu do czasu. Użyte raz na jakiś czas cudnie nawilżały, często właśnie wysuszały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbiorowa imprezka na tyłku <3. U mnie z tym puszeniem to jest specyficznie, nie mam nigdy takie puchu jak potrafią mieć niektóre falowane dziewczyny. Po prostu włosy są szorstkie, nastroszone i odstają na całej długości, i tak samo tutaj bywało. Właśnie czasami używałam jej kilka dni pod rząd i najlepiej było trzeciego dnia, a czasem po dłuższej przerwie było okropnie, więc i nie od częstotliwości to zależało. Ot, zagadka. Arganową maskę też polubiłam, jestem ciekawa tej z morza martwego PO jeszcze - na razie użyłam dwa razy, więc się nie wypowiem. :)

      Usuń
  2. a ja właśnie kupiłam pod wpływem Eter ten cedrowy balsam.. czeka na razie na swoją kolej, ale już nie mogę się doczekać pierwszych testów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym go kupiła pod wpływem Eter, tylko zdążyła mi go wysłać, zanim to zrobiłam. ;) Ciekawe, jak się u Ciebie sprawdzi.

      Usuń
  3. Na mydło aleppo już się dawno czaję, ale jeszcze nie wypróbowałam go. Całkiem pokaźne to denko :) Aż strach pomyśleć, ile przeciętnie kobiety wydają na siebie pieniędzy. Ale cóż... taka nasza natura ;)

    Pozdrawiam,
    rzetelne-recenzje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najdroższa rzecz tutaj to farba garniera, kosztowała chyba 13 złotych, więc nie mam poczucia szalonych wydatków. A Kostkę aleppo polecam kupić, najlepiej małą - i tak wystarczy na rok. ;)

      Usuń
  4. Lubię Twoje denka, są bardzo przejrzyste :)
    O dziwo, balsam tybetański u mnie również się sprawdził :D
    Za to ten z olejem cedrowym lubił spuszyć mi dół ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To i tak zadziwiające, że coś się sprawdziło u nas obu! ;) Lubię jak wszystko jest przejrzyście, dzięki! :)

      Usuń
  5. Miała jedną odżywkę z Planeta Organica ale moje włosy jej nie polubiły. :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Zachęciłaś mnie do wypróbowania tych plastrów z Isany.
    Dopiero od niedawna zaczęłam zabawę z depilacją, więc muszę potestować i znaleźć coś odpowiedniego dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto je kupić, są tanie, jest ich w paczce dużo i działają przyzwoicie.

      Usuń
  7. ejjjj! Zły blogger! Zły! ukradł mi komentarz :D :D
    a więc co to ja chciałam??\
    myślałam, że róża w kazdej wersji pachnie ładnie ^^
    no i nie znalazłaś gdzieś mojej odwagi, która uciekła z domu po zakupie depilatora albo plastrów z woskiem?:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówię Ci, że blogger jest zły, to się burzysz :*

      Róża w każdej wersji pachnie ładnie, chyba ze wymieszasz ją z ziołem zupełnienieróżolubnym i dziwnym olejem. ;)
      CO do odwagi - dopóki jestem systematyczna i co tydzień męczę się z depilatorem to wszystko jest OK, ale jak jeden pominę, to odwaga idzie w siną dal i potrzebne są szybkie plastry. Te są OK, trzymają włoski dobrze, wyrywają skutecznie więc nie trzeba kilka razy poprawiać i ogólnie nic (prawie) nie boli. Gdzieś czytałam, że w czasie miesiączki warto się depilować, bo wtedy jesteśmy bardziej odporne na ból (sratatata z tą odpornością), ale u mnie faktycznie to działa.

      Usuń
    2. no to jeszcze raz tak, żebym zrozumiała :)
      czyli najpierw wyrwać się woskiem a depilatorem później? :D

      Usuń
    3. Taaak, zdecydowanie. Depilator wyrywa włoski dość powoli, ale odrastają stopniowo, a nie wszystkie na raz. Dlatego zacząć lepiej od wosku, a potem poprawiać depilatorem. :) Wiem, co mówię, mam 10-letnie doświadczenie. ;)

      Usuń
  8. Hmm... farba do wsłosów bardzo ładny ma kolor
    ps. zapraszam do mnie na rozdanie kosmetyczne ostatnie dni :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wlasnie, a propos tych plasterkow do depilacji...zauwazylam z przykroscia ze te wszystkie wspomagacze na wlosy- drozdze, skrzypokrzywa, CP swietnie wplywaja na moj porost na nogach :/ po prostu po tygodniu od depilacji (depilatorem) mam regularny busz, mysle ze przyrost tygodniowy to wiecej niz 0,5 cm...czemu na glowie tak nie widac efektow???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno też widać, tylko Cię nie drażnią. No niestety, jak wzmacniasz włosy, to wszystkie! :)

      Usuń
  10. Na balsam cedrowy na pewno się kiedyś skuszę, mydła Aleppo nie cierpię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doceniłam je ze względu na problematyczną skórę. A czym Ci się naraziło? :)

      Usuń
  11. Spore zuzycia :) U mnie tybetanski rowniez sie sprawdza ;) Kiepsko, ze palmowa wcierka nie przyniosla rezultatow, czekam na nowy przepis ;D
    Duzo zdrowka dla Zo zycze, ale jak jest energia, to najwazniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie wcierki w ogóle kiepsko działają, takie włosy. A podrażnienie wynika raczej z dużej ilości wody brzozowej w przepisie, która solo też podrażniała. Zo ma energię, gorzej z jej mamą. ;)

      Usuń
    2. Fakt, dzieci jednak szybko "dochodza do siebie", gorzej z doroslymi ;) W takim razie zycze Wam udanego, slonecznego i przepelnionego nawrotem sil weekendu :)

      Usuń
  12. Ależ się uśmiałam z Twoich cudownych krótkich zdanek. I o pachnieniu mydła i o cudownie aromatycznym mazidle do ciała... :):):) Jeszcze napisz, jeszcze!

    Zaczęłam się zastanawiać nad plastrami, pierwszy raz. Do tej pory co dwa dni machałam zawzięcie maszynką zwykłą, a depilatorów mój drogi mąż używa jako straszaków. Za każdym razem jak jesteśmy w media markt (czyli często, bo tak samo jak ja robię profesjonalny przegląd drogerii przy każdej okazji tak on zwiedza elektronikę) przypadkiem (mhm) zachodzimy w tę podłą alejkę i pokazuje mi jakie są łądne, fioletowe, w kwiatki albo i fioletowe i w kwiatki. "Zobacz, kupię Ci..." NIE.
    Ale może plastry...? Chodziłabym spać o te 10 minut machania maszynką wcześniej.

    A za czasów mojej babci (rocznik 29) im bardziej włochate nogi miała dziewczyna, tym większe powodzenie. Te z cienkimi jasnymi włosami stały samotnie pod ścianą. Złote lata!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że chciało Ci się czytać, a nawet się podobało. :)

      Depilator to fajna sprawa, choć o tych 4 tygodniach można tylko pomarzyć, wszystkie dziewczyny z którymi rozmawiałam na ten temat powtarzają, że tak jak ja używać muszą raz w tygodniu. Ale i tak wolę pół godziny raz w tygodniu niż codziennie 10 minut (i wiecznie tępe maszynki z powodu zapominalstwa o kupnie nowej). Ale jak się ten tydzień z lenistwa i ogólnej rozlazłości (przecież zimno jest, nie?) pominie, to potem trzeba sięgnąć po plastry, żeby ból był mniejszy, krótszy. Te plastry są naprawdę fajne i dziwię, się że nie trąbią o nich wszystkie blogi. ;)

      Ciekawi mnie jeszcze to urządzonko na światło, ale prędzej wybiorę się do gabinetu na zabieg - na ciemne włoski niby działa, ale chcę aby specjalista ocenił, czy moje naczynka/żyły to zniosą.

      O atrakcyjności włochatych nie słyszałam, dawaj więcej takich Babcinych ciekawostek! :)

      Usuń
    2. Mnie rowniez ten news z przeszlosci ;) uradowal, ale bym miala branie z tym swoim przyspieszonym porostem lol

      Usuń
  13. Wybieram się dzisiaj do Rossmanna po krem do rąk i chyba sięgnę właśnie po ten z aloesem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, za taką cenę szkoda nie spróbować. :)

      Usuń
  14. Jestem bardzo ciekawa tego balsamu tybetańskiego. Od razu kojarzy mi się z moimi studiami.
    Używałam farby Garniera i farbowała mi włosy za mocno. Teraz używam innych, droższych i nie zawsze lepszych, ale w swoim kolorze. Henny też używałam, ale przestałam. Może powinnam wrócić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy pracowałam w salonie, dobrze się czułam właśnie w takiej intensywnej czerwieni, ale byłam wtedy młodsza, szczuplejsza, no i nie ukrywajmy - taka specyfika zawodu, że włosy musiały być rozpoznawalne. ;) Ale męczyło mnie farbowanie odrostu co chwilę. Teraz myślę, że swoją droga skóra zareagowałaby uczuleniem na farbę chemiczną. Kilka pasemek dla poprawy samopoczucia i rozjaśnienia twarzy wystarczy. ;)

      Jestem wielką zwolenniczką henny, wróć. :)

      Usuń
  15. Brawo-sporo tych perełek.Interesuje mnie balsam cedrowy.POZDROWIONKA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też on interesuje, jesteś już kolejną zadowoloną osobą.

      Usuń
  16. Jak ten balsam robi taką taflę z włosów to musze go wypróbować koniecznie!
    W ogóle denkujesz jak szalona. Ja zbieram opakowania już ze dwa miesiące i trochę bieda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazbierało mi się dawno zaczętych rzeczy, i przede wszystkim odlewek. Sama nie myślałam, ze tyle będzie, miałam kiedyś podejście... i przez 2 miesiące wyszło mi 7 opakowań.

      Usuń
  17. Nieźle ci poszło z tym denkiem. Niestety prawie żadnego kosmetyku nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Sporo tu dla mnie nowości. Jedynie Mrs. Potters znam i to aż za dobrze, uwielbiam go do bycia włosów ale tylko na długości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakieś tanie myjadło musi być. Do 31 lipca można wypełnić ankietę Mrs. Potters i dostać od nich darmową odżywkę: https://docs.google.com/forms/d/1s3WlIJ_K5Rxk0AWaFzsN7mKjObmccaytPvNLv5k9RQc/viewform

      Usuń
  19. Mydełko Aleppo to mój KWC. Od kiedy używam 40% poprawiła się moja cera, z którą nie mogłam dojść do ładu (była obciążona olejami i różnymi świństwami, które na mnie nakładano w szkole kosmetycznej). Ja już nawet nie próbuję myć buzi czymkolwiek innym, bo wiem, że wrócę do tego zioło-śmierdziuszka. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam tak samo jeśli chodzi o twarz i aleppo, aż do czasu rumiankowego żelu Sylveco. Też jest świetny. A teraz jeszcze miód mi służy (chyba, bo to dopiero dwa tygodnie z miodem). Ale rumiankowe sylveco zdecydowanie polecam.

      Usuń
  20. Aaaaa :D Kupiłam sobie dziś plastry do depilacji z Isany, ale do twarzy i bikini, z myślą o tym drugim :D Naczytałam się, że są fajne...miałam jeszcze chrapkę na ten zestaw do nóg, ale o tym znowu naczytałam się, że się do niczego nie nadaje i odpuściłam... teraz wiem, że przy okazji kolejnych zakupów muszę się na nie zdecydować :) Balsam tybetański wygląda ciekawie, ja miałam kiedyś bodajże marokański i był CUDOWNY! mój must have w pielęgnacji włosów :D przypomniałaś mi, że muszę go znowu kupić.... ale to może jak wykończe wszystkie odżywki, które mam :) heheheh a to nigdy :D

    ładnie Ci poszło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie marokański zachowywał się średnio, nie nawilżał i potrafił obciążyć. Ale co włos, to obyczaj.

      Widziałam te Twoje plastry na FB: O, takie jak moje! A nie, bo do twarzy. ;)

      Usuń
  21. Kremik aloesowy do rąk cudeńko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że potwierdzasz, już myślałam, że jestem dziwna zachwycając się kremem za dwa złote. ;)

      Usuń
    2. Ja tez go bardzo lubie, mam na biurku w pracy- a w domu oliwkowy i tez jest ok

      Usuń
  22. mam ochotę wypróbować plastry do depilacji

    OdpowiedzUsuń
  23. Ostatnio czytam same ochy i achy o tym mydle Aleppo i chyba w końcu skuszę się na jego zakup :D
    Mam też balsam cedrowy PO, niedługo zacznę ją stosować - mam nadzieję, że u mnie też będzie się sprawować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warto kupić mydło, ma tyle zastosowań, że szok i zdecydowanie więcej osób je chwali niż gani. ;)

      Usuń
  24. ile razy zastanawiałam się nad tymi plastrami! teraz już wiem że muszę je wypróbować! :) moje włosy uwielbiają omega 9, więc ten olejek z alterry im się podoba! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, moje włosy nawet niewielka domieszka oliwy wysusza i puszy.

      Usuń
  25. Balsam cedrowy Planeta Organica zamierzam sobie sprawić, kremy Bambino "pachnące dziećmi" tez właśnie za to lubię :D

    OdpowiedzUsuń
  26. U mnie akurat krem z ISANY świetnie się sprawuje zarówno do smarowania rąk jak i na stopy - choć ja je stosuję tylko i wyłącznie w momencie kiedy mi skóra praktycznie skrzypi czyli po szorowaniu garów. Spore denko i jakie ciekawe :) A swoją drogą ten aloesowy krem będę musiała wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...