czwartek, 19 czerwca 2014

Kilka zasad, jakimi kieruję się w pielęgnacji twarzy.

Możecie pomyśleć, że moja pielęgnacja twarzy nie przynosi większych sukcesów, jeśli będziecie oceniać tylko na podstawie poprzedniego posta, gdzie pięknie widać uczulenie na moich powiekach – klik. ;) Ale nie zawsze jest tak źle, a wręcz mam wrażenie, że moja twarz wygląda znacznie lepiej teraz niż rok temu.

Tak naprawdę to pisanie bloga – i czytanie Waszych – spowodowało, że zaczęłam większą wagę przykładać do pielęgnacji mojej cery, zdobyłam podstawową wiedzę o antyoksydantach, filtrach, witaminie C, olejach, naczynkach, i tak dalej.

Uwaga! Zanim zaczniesz czytać dalej, pamiętaj, że wszystkie jesteśmy różne i tak jak niektóre zalecenia są raczej uniwersalne, tak inne sprawdzą się na mojej skórze, na Twojej wcale nie muszą. Nie jestem chemikiem, kosmetyczką, nawet z biologii miałam jakąś kiepską ocenę te 11 lat temu, kiedy kończyłam przygodę z tym przedmiotem; w żadnym razie nie uważam się za eksperta, a i moja cera nie jest idealna, co doskonale widać na zdjęciu.

Podejście holistyczne.

Czyli nie samą pielęgnacją twarz żyje. Tak jak do znudzenia powtarzam, że najlepszy szampon czy wcierka nie pomoże włosom, jeśli dieta jest uboga, tak i też podchodzę do stanu mojej cery. Najważniejsze jest odżywianie i nawadnianie skóry od środka. Na wygląd mojej cery ma wpływ ilość snu, jaką udało mi się złapać, „czystość” diety – ostatnio leżała, więc stąd i większa podatność na alergie kontaktowe, równowaga hormonalna organizmu bądź jej brak, przyjmowane leki, przebyte infekcje itp., itd.

Alergie.

W pewnych momentach moja skóra częściej reaguje źle na kosmetyki niż w innych. Najłatwiej mi o podrażnienie kiedy jem niezdrowo, w powietrzu fruwają pyłki, za mało piję, jestem przed okresem i przeziębiona. Najlepszy kosmetyk wtedy nie pomoże, a prawie każdy szkodzi.

Niestety sytuacja nie wraca do normy po zniwelowaniu tych dodatkowych, niekorzystnych czynników. Jeśli coś raz mnie uczuliło, uczulać będzie zawsze, nadwrażliwość magicznie nie ustąpi. Przez 2-3 miesiące używałam do pielęgnacji skóry tylko naturalnego mydła, ałunu i jakiegoś kremu dla dzieci, bo wszystko, ale to wszystko inne mnie podrażniało. Im większą mam wiedzę o kosmetykach, tym łatwiej mi znaleźć coś odpowiedniego.

Woda.

Skóra musi się oczyścić i napić i tyle. :) Nie musi to być aż 3-4 litry wody na dobę, choć myślę że oscyluję w granicach 2-3, wliczając w to herbaty, głównie rooibos i zieloną. Skóra odpręża się, pory nie rzucają się aż tak w oczy, koloryt jest ładniejszy. Staram się też zastąpić wodę z kranu do spłukiwania twarzy wodą szungitową (klik) albo źródlaną, ale zwykle o tym zapominam. ;)

Słońce.

W skrócie – unikam go. Nie lubią go moje naczynka, suche policzki i wrażliwe oczy. W okresie letnim na dwór wychodzę w kapeluszu i wysmarowana filtrem. Ba, robię to zawsze, jeśli wiem, że spędzę na dworze więcej czasu.

Rutyna vs. improwizacja.

Mam więcej niż jeden kosmetyk danego rodzaju i używam ich naprzemiennie, inaczej przestają robić furorę. ;) Ma to swoje wady i zalety: im więcej kosmetyków używam, tym trudniej znaleźć i wykluczyć potencjalnego winowajcę w przypadku podrażnień. Z drugiej strony mam wrażenie, że bardziej wszechstronnie dbam o potrzeby skóry nie trzymając się sztywnych ram pielęgnacyjnych, choć oczywiście myję ją codziennie, rano i wieczorem.

Jakie kosmetyki?

Obawiam się, że lista składników zakazanych dla skóry twarzy ciągle rośnie. Obecnie znajdują się tam alkohol, parafina, oliwa z oliwek, olej z czarnuszki (częściej niż raz w tygodniu), SLS, SLeS, MLS, cocamidopropyl betaine, a prawdopodobnie też i brzoza i/lub masło shea.

Dlatego celuję w proste składy i domowe sposoby. Zaopatruję się w sklepach z półproduktami, aptekach, zielarniach i sklepach internetowych.

Obecnie używam:

Oczyszczanie: olejek (obecnie Alverde z różą i rokitnikiem) do zmywania makijażu, następnie żel rumiankowy Sylveco lub miód, lub mydło aleppo 20%. Czasami po olejku robię peeling.

Tonik: tonik z glukonolaktonem, a także płyn micelarny z Biedronki. Wkrótce przybędzie do mnie tonik antoksydacyjny Planeta Organica. Tak jak nie widziałam potrzeby używania tego typu kosmetyków, tak teraz nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez nich.

Serum: obecnie serum DIY na bazie przepisu ze Zrób sobie krem (10% SAP – klik). Zawsze używam pod filtr.

Krem: brak; po porażce z Sylveco daję skórze odpocząć i używam oleju zmieszanego z kwasem hialuronowym.

Filtr: Ziaja SPF 50+, wersja przeciwzmarszczkowa. O niebo lepsza od tonującej, na pewno jeszcze ją kupię. Nie żółknie i nie warzy się, łatwo rozprowadzić na twarzy wymaganą dużą ilość. Klei się, ale nie wymagam cudow od kremu za 20 złotych.

Psik: w tej chwili woda termalna Avene na zmianę z tonikiem. Byłam dość zadowolona z wody oczarowej z Fitomedu, ale najbardziej jak dotąd w tej roli ulubiłam sobie wodę różaną. :) W wodzie termalnej denerwuje mnie to, że muszę osuszać po niej twarz, dlatego nie nadaje się do stosowania pomiędzy kosmetykami.

Peeling: żel rumiankowy Sylveco połączony z masażem szczoteczką do twarzy lub proszek DIY: mielone płatki owsiane, biała glinka, zielona kawa, pyłek pszczeli.

Maseczki: co tam się namiesza na bazie glinki. ;) Często o nich zapominam, choć staram się użyć czegoś odżywczego przynajmniej raz w tygodniu.

Kto mnie inspiruje?

Roulina. U niej znajdziecie nie tylko twarzowe przepisy DIY, ale też i piękne, coraz piękniejsze włosy i odrobinkę rękodzieła, a wszystko to w przemiłej atmosferze. Jej blog to nie same obrazki, więc zapraszam tam tylko te z Was, które lubią czytać. ;)

Kasia. Ma bardzo dużą wiedzę o półproduktach, olejach i składnikach kosmetycznych i świetnie sobie radzi ze swoimi naczynkami, dzięki czemu wzięłam się za własne. Mamy podobną cerę, a co ciekawe, jeśli słyszałyście o włosowych siostrach – Kasia jest moim włosowym przeciwieństwem. Jeśli coś się u niej sprawdziło, u mnie na pewno nie zrobi nic lub przekona mnie na nowo o jakiejś wadzie moich włosów.

Eve. Eve polecam w co trzecim poście, i nie bez powodu. :) Ewelina również sama kręci niektóre swoje kosmetyki, do tego ma prawdziwy talent do wyszukiwania ciekawostek spośród kosmetyków polskich, rosyjskich, włoskich. Każdy jej post czytam od deski do deski.

Azjatycki Cukier. Znacie ją na pewno. Dzięki niej dowiedziałam się o masażu twarzy i wielu innych sprawach. Poza wpisami typowo kosmetycznymi znajdziemy u niej sporo informacji o Singapurze, gdzie Cukier mieszka na stałe. Poza tym nie mogę wyjść z podziwu, jak z roku na rok jej twarz robi się młodsza, jaśniejsza, jędrniejsza. Szacun.

Kosodrzewina79. Ma podobną do mojej skórę głowy i pisze o wielu, wielu kosmetykach. Kilka z nich kupiłam dzięki jej recenzjom. Mój skalpowy hit ostatnich miesięcy – maseczka DIY z glinki ghassoul z ziołami i algami (klik) – poznałam właśnie dzięki Niej.

MademoiselleEve. Każdy jeden post czytam od deski do deski, bo w każdym zawarte jest całe mnóstwo konkretnej, praktycznej wiedzy. Jeśli czegoś nie wiecie o filtrach przeciwsłonecznych w kosmetykach – prawdopodobnie już o tym napisała. Mademoiselle Eve jest także autorką wspaniałego przepisu na tonik z glukonolaktonem, który prezentowałam Wam na blogu (tutaj).

Arsenic. Mogę napisać dokładnie to, co wyżej, zamieniając tylko tonik z glukonolaktonem (choć i podobny u Arsenic znajdziecie) na szampon DIY z zieloną herbatą (oryginał i moja wersja). Dziewczyna ma bardzo fajne, zdrowe podejście zarówno do kosmetyków DIY, jak i gotowych, do „chemii” w nich zawartej. Jej wiedza jest poparta doświadczeniem i kierunkiem studiów. :)

A jak Wy dbacie o twarz? :)

PS. Kasię S. pięknie proszę o kontakt na FB lub mailowo. :)

38 komentarzy:

  1. Dzięki za wymienienie blogów:], części nie znałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to chodzi, żeby poznawać nowe fajne miejsca. :)

      Usuń
  2. Musze luknąc na twarz ;) pożyteczny blog ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja pielegnacja twarzy jest zdecydowanie bardziej ubozsza ;) Na szczescie akurat w tym rejonie, nie wystepuja u mnie wieksze alergie, choc moze raczej minely z wiekiem, bo bywalo roznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może przygotujesz post? Bardzo lubię zaglądać innym do łazienki i do kosmetyczki. :)

      Usuń
    2. W sumie czemu nie :) Jak tylko kiedys, znajde chwile czasu ;)

      Usuń
  4. Nooo dość rozbudowana ta Twoja pielęgnacja. Szacun :-)
    Z maseczkami u mnie problem, jakoś ciągle o nich zapominam, nie przepadam za peelingami.
    Ziaja u mnie robi z twarzy d..ę pawiana i mam lęki co do innych kremów z filtrem, bo też mnie albo zapychają, albo z zaczerwienionym licem chodzę. Wpadłam na pomysł z olejkiem marchewkowym, który dodaję do kremu, ale to chyba ciut mało...

    Arsenic też czytuję namiętnie. reszty blogów nie znałam, ale będzie trzeba zajrzeć :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie Floslek tak zapychał i podrażniał, po droższe filtry jeszcze nie sięgałam w wydaniu innym niż te dziecięce, bo są droższe. ;) Taka rozbudowana? Rano to jest żel + tonik + serum + filtr, wieczorem żel/peeling + tonik + kwas HA z olejem. :D Zimą było tego więcej! ;)

      Usuń
    2. U mnie to podobna ilość, ale ja naprawdę widzę ogromne efekty :) Warto poświęcić swojemu ciału trochę czasu. Może tego nie widać po blogu, ale dbam bardziej o cerę niż o włosy :D Może to dlatego, że kiedyś był inna i myślałam, że tego nie da się zmienić, że nie da się wybielić starych piegów, ujędrnić cerę itd. I najważniejsze: nie przejmuje się innymi, niech się dziwią, że smaruję się wysokimi filtrami itd. Dziś potraktowałam dłonie po macoszemu i znów mnie swędzi :/ Wolę być bledsza(z filtrami człowiek opala się jedynie wolniej, ale moja skóra praktycznie wcale), ale nie mieć przebarwień, zmarszczek i uczulenia ;)

      Usuń
    3. Mnie rozbraja jak wiele osób krytykuje używanie kremu SPF 50+, skoro nie mam jeszcze 50 lat. :D Przecież to nie ma związku z wiekiem, to tylko współczynnik ochrony przeciwsłonecznej. A sztuczny podział kremów na takie od 25, 35 czy 50 lat to już w ogóle osobna para kaloszy. :D

      Zgadzam się, że warto o siebie zadbać w ramach profilaktyki, zamiast potem wyglądać jak rodzynki..

      Usuń
    4. Mój kolega dziwił się kiedyś, że po posmarowaniu ciała zwykłym kuchennym olejem, spaniu na słońcu tak go spaliło, że chciał do szpitala jechać, ale krem z filtrami jest be.
      Czegoś takiego jeszcze nie słyszałam, dobre :D Prędzej, że filtr spf 6 to dużo i powinien mi wysterczać ;) Słyszę też często komentarze odnoście sztucznego przedziału lub ogólnie co do używania kremów. Przecież je się stosuje dopiero mając już zmarszczki i takie tam ;)

      Usuń
    5. To magia bełkotu producentów, tez mi się kiedyś wydawało że SPF 6 to już dużo, 15 to dla takich kobiet w wieku czterdziestu lat i więcej, a SPF 50 to dla albinosów...

      Usuń
  5. Całe szczęście nie mam większych problemów z buzią. Co 2 dzień nakładam na nią maseczkę, co pewnie zubożeje do 2 razy w tygodniu jak będę miała mniej czasu.
    Codziennie na noc nakładam krem I dzięki temu mogę cieszyć się promienną I gładką buzią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używasz tylko maseczki i kremu? Niczego więcej?

      Usuń
  6. Pielęgnacja na bogato - ostatnio zastanawiam się nad filtrem coś w końcu będę musiała wybrać może na początek na ziaję się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ziaja to niezły wybór, bo w razie gdyby się nie sprawdziła, to nie jest to jakaś ogromna inwestycja. Nowe krem z serii sopot, też SPF 50 można kupić w aptekach od 10 złotych.

      Usuń
  7. Bardzo fajny wpis :) Widać, ze pielęgnacja u Ciebie bardzo duża jest i tak trzymać !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, nie wydawało mi się tego aż tak dużo...

      Usuń
  8. O znów mi bardzo miło ;) Moja skóra wygląda lepiej niż, gdy miałam 20 lat!, jest napięta, piegi, przebarwienia pojaśniały, więc jestem zadowolona. I trafiłam na idealny krem, zbieram się z recenzją od kilku miesięcy, lubię także korzeń żywokostu, domowe toniki, a od kosodrzewiny mam kawałek idealnego mydełka z glinką ghassoul, mam ten kawałeczek do tej pory ;),może zniechęca mnie ilość czytelników. Posty dotyczące pielęgnacji twarzy, czy ciała czytają nieliczni :D Wszyscy czekają na posty włosowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nieliczni - ja czytam! :) Przyjdzie zresztą moda i na pielęgnację twarzy, zobaczysz. :) Te wszystkie dzisiejsze początkujące włosomaniaczki za rok będą już wszystko wiedziały o włosach i wezmą się za twarz.

      Nie wyglądam lepiej, niż kiedy miałam 20 lat, papierosy, a potem nadwaga, ciąża, karmienie zrobiły swoje. Ale zamierzam za 10 lat wyglądać lepiej niż teraz. ;) Na razie udało mi się osiągnąć tyle, że nie mam pijackiego, czerwonego nosa, który prześladował mnie w czasach nastoletnich. I wiedzę mam większą, i chęci, a to połowa sukcesu.

      Usuń
    2. :*
      Na włosowych postach jest dziesięciokrotna przebitka :( Najmniej czytelników zobaczyło post o domowym toniku z ekstraktem z czerwonej koniczyny, a to taki fajny składnik. Pomógł moim brwiom, mam go w kremie pod oczy(miałam, skończył się :( ) i lubię go :)
      Pewnie tak będzie. Moja cera po derma wand i derma roller wygląda z dnia na dzień jeszcze lepiej.

      Usuń
    3. Ja tam go czytałam kilka razy, a ekstrakt z koniczyny już jest na mojej wishliście. ;)

      Usuń
  9. Zawsze wiedziałam, że dieta ma OGROMNY wpływ na moją cerę, ale ostatnio przekonałam się o tym bardzo mocno.. Podczas ostatniego krótkiego (zalewie 4 dni) wyjazdu zupełnie odpuściłam sobie zdrowe odżywianie i jadłam same śmieci.. Już w drodze powrotnej do domu wracałam z wielkim wysypem na twarzy :/
    Anomalia

    OdpowiedzUsuń
  10. Kosodrzewinę tez uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dodatku niedawno się dowiedziałam, że mieszkamy dość blisko <3

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że po twarzy zaczyna być widać. :)

      Usuń
  12. Znam większość blogów, których podałaś linki, chętnie je odwiedzam i również mnie inspirują. : D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, to znaczy że chociaż jeden z nich był dla Ciebie nowy. ;)

      Usuń
  13. Tak sobie czytam i czytam - weryfikuję, że o to -to mam tak samo, to inaczej, a tego muszę spróbować i bam! :) Aż mnie wryło :) Dziękuję Kochana za miłe słowa :)
    PS
    Ja też miałam problem z czerwonym nosem hahaha :D - ale szczerze nie wiem czemu przestał mi tak dokuczać, może odstawienie SLSów? Masz teorię dzięki czemu pozbyłaś się tego problemu? W sumie sama się nad tym nigdy nie zastanowiłam... ;)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia co konkretnie mi pomogło, po prostu przy okazji zjazdu klasowego zobaczyłam, że w liceum na każdym zdjęciu miałam ten czerwony nos, na studiach też, a teraz już wcale. ;) Zostały mi jeszcze te naczynka, które wcześniej pękły i naprawdę minimalne w porównaniu z wcześniejszym czerwienienie się policzków. Gdybym miała zgadywać, to właśnie wybór delikatniejszych myjadeł, dbanie o nawilżenie i łagodzenie skóry i hydrolaty - z róży i oczaru.

      Cieszę się, że zrobiło Ci się miło, mam wielką nadzieję, że dzięki temu jeszcze ktoś odkryje skarbnicę wiedzy, jaką jest Twój blog. :)

      Usuń
  14. super post! kompleksowa pielęgnacja w jednym wpisie to pomoc i motywacja dla wielu z nas :)
    pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Widzisz, a ja mam odwrotnie - staram się nie kombinować z produktami do twarzy, przez kilka miesięcy smaruję i myję ją tym samym lub zmieniam konkretnie w obrębie danych typów kosmetyków, np. mydło jedno zamieniam na inne. Takie mieszanie służy mi za to przy włosach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tak samo, we włosowych produktach żongluję, za to pielęgnację twarzy teraz mam w miarę stałą, dobrą i tego staram się trzymać ;)

      Usuń
  16. Cieszę się, że możesz się czymś u mnie zainspirować :) Może skuszę się hydrolatem z kwiatów jaśminu :D
    Dzięki Twojej akcji "daj gula" mam już nawyk picia jakiś 2 litrów wody dziennie.
    Twarz też myję już tylko przefiltrowaną, mam w dzbanuszku, napełniam codziennie i tak sobie czeka ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...