piątek, 2 maja 2014

Hej, Grubasie! Czy wiesz, że teraz jest dobra pora na ruszenie tyłka?


Dlaczego?

  1. Bo jeszcze masz szansę schudnąć na tyle, żeby zmieścić się w strój kąpielowy, który choć w zeszłym roku wyglądał jak dla słonia, w tym jest podejrzanie mały.
  2. Bo wiosną i latem jest łatwiej, taniej i przyjemniej chudnąć.
  3. Bo zdążysz sobie wyrobić dobre nawyki pod względem diety i ćwiczeń. Masz kilka miesięcy zanim nadejdzie następna zima, może uda Ci się nie przeżreć całej i nie przeleżeć jej na kanapie.
  4. Bo zdążysz jeszcze ogarnąć się na tyle, że nie będzie Ci wstyd w październiku pokazać się na siłowni. Ja wiem, że nawet byś chciała iść, ale się wstydzisz, sama tak mam.
  5. Bo zawsze jest dobra pora, żeby ruszyć tyłek.

Ja biegam. Ty też możesz biegać. Choć pewnie mi nie uwierzysz, polubiłam bieganie. Bardziej człapię niż biegnę, i zwykle niemal pół trasy zajmuje mi marsz okraszony chwytaniem oddechu i wycieraniem potu i łez z twarzy. Ale nawet jeśli przejdę 2/3 z trzykilometrowej trasy, mogę sobie powiedzieć „przebiegłam kilometr!” i już jestem z siebie niesamowicie dumna. Biegnąc przyspieszam swój metabolizm, podczas gdy zaostrzając dietę robię dokładnie odwrotnie. :) Teraz jeśli mam ochotę na czekoladę, po prostu sięgam po kostkę lub pięć i nie mam z tego powodu myśli samobójczych. 

Źródło obrazka i kilka dobrych rad KLIK

Przede wszystkim, żeby nasz trening miał sens, musimy polubić siebie. Uwierzyć, że jesteśmy warte zachodu i pracy, wystawić za drzwi myślenie „nawet jeśli dupsko mi się zmniejszy, wciąż zostanie ten sam ryj”. Przekonać się, że świat się nie zawali, jeśli zamiast pozmywać przywdziejemy dresik i pobiegniemy kawałek. Że ojciec/ciocia/babcia może się zająć dzieckiem przez godzinę i nie nastąpi żadna katastrofa. Że „Moda na sukces” czy „Trudne sprawy” będą mieć jeszcze milion powtórek, a nawet jeśli nie obejrzymy ich nigdy, nasze życie duchowe nie będzie uboższe.

Mam najlepszego trenera na świecie. Nie ocenia mnie, nie krytykuje, towarzyszy mi codziennie za symboliczną miskę strawy. Cieszy się z każdego małego sukcesu, jest przy mnie przy potencjalnej porażce. Ma całe mnóstwo energii i pogania mnie, kiedy zwalniam. Wprawdzie niedawno przy biegu przez las mój trener wytarzał się w kupie, ale nie wymagajmy zbyt wiele. Przecież to tylko pies.

Jeżeli tak jak ja masz 40 (tak, czterdzieści, nie ma tu literówki) kilo nadwagi, nie próbuj przypadkiem biegać w tanich trampeczkach. Odbijesz sobie stopy po 100 metrach i zamiast ruszać się więcej, przez tydzień nie będziesz tego robić wcale. Sama mam i bardzo sobie chwalę buty Reebok EasyTone, teoretycznie mają ćwiczyć mięśnie ud i pośladków powodując spalanie większej ilości kalorii. Nie wiem czy to rzeczywiście działa, wiem natomiast, że podeszwy doskonale amortyzują impet z jakim moje cielsko uderza w podłoże i stopy nawet po kilku kilometrach nie są zmęczone. Poza tym bez problemu kupiłam mój rozmiar 45.

Kolejna podstawa to sportowy stanik. Nie musi być drogi, mam takie za 15 złotych. Musi za to być bezszwowy, żeby nie obcierał, i dobrze trzymać piersi. Bez stanika nie pobiegnę, a druty w fiszbinach zwykłego puszapa wyprułyby mi serce i poharatały pachy w mgnieniu oka. Jeden biustonosz, obecnie mój ulubiony, według pudełka przeznaczony jest dla kobiet w ciąży. ;)

Inwestycję w spodnie i koszulkę możesz odłożyć na później, na przykład z okazji osiągnięcia jakiegoś małego celu wagowego. Póki co wystarczy zwykły t-shirt i dres. Ważne tylko, żeby odzież była wygodna, nie za mała i nie za duża, żeby skóra w niej mogła pocić się i oddychać, i żeby się nie poobcierać. Żadnych rozwiązujących się sznurków czy podwijających na brzuchowej oponce falbanek. Nie musisz wyglądać ślicznie, ale lepiej się będziesz czuć, jeśli koszulka w której właśnie pocisz się i sapiesz nie będzie dziurawa i poplamiona.

I nie, nikt nie będzie się z Ciebie śmiać. Jeżeli już ktoś zwróci na Ciebie uwagę (mi się jeszcze nie zdarzyło), raczej pozytywnie podejdzie do prób odzyskania zdrowia i atrakcyjnej sylwetki. Ja sama nawet chudym patykiem będąc podziwiałam osoby, którym chce się ruszać i o siebie dbać. Wyobraź sobie, że ktoś może stać na Twojej drodze, śmiać się, pokazywać coś palcem, i może to nie mieć absolutnie żadnego związku z Tobą. Nieważne, że jesteś zmęczona, nieważne, że się spociłaś. Przecież po to właśnie biegasz, żeby się spocić. Im więcej wypocisz, tym więcej schudniesz.

Aha, a Twoje stawy nie popękają, nie poskręcają się i nie połamią nagle dlatego, że jesteś gruba i biegniesz. Bałam się o swoje kolana i kostki, i przez wiele miesięcy, które urosły potem w lata, służyło mi to za pretekst do siedzenia i narzekania. Oczywiście, nie rzucajmy się pierwszego dnia na 10-kilometrowy dystans, i na początek lepiej truchtać niż parodiować sprint. Powiem Wam, że mam mniej problemów ze stawami niż jeszcze w zeszłym miesiącu.

Wczoraj mój Mąż powiedział mi, że zeszczuplałam. Rzeczywiście waga pokazuje kilka kilogramów mniej, ale takie upewnienie się dało mi porządnego kopa motywacyjnego. Skoro już po dwóch tygodniach gołym okiem widać efekt, to co mogę osiągnąć w kilka miesięcy? :)

Kiedy biegnę, trzęsie się moje dupsko, faluje brzuszna oponka i najprawdopodobniej wyglądam jak kawał spoconej galarety. Dyszę niczym husky w upalny dzień, a pot zalewa mi oczy, dzięki czemu nie widać łez, a na czerwonej, rozgrzanej twarzy być może udałoby się usmażyć jajko. ;) Kiedy biegam, mogę wypocić z siebie całą złość i małostkowość, wszystkie drobne sprawy, które przeżuwam niczym krówsko trawę, wszystkie małe i duże foszki, wyimaginowane i prawdziwe problemy. Wracam wyczerpana i śmierdząca, ale uśmiechnięta. Bieganie dosłownie sprawia, że z każdym krokiem zbliżam się do wymarzonej sylwetki. Nawet jeśli codziennie stracę tylko kilka gramów, przecież w końcu uskładam z nich kilogram.

Specjalne pozdrowienia dla Małej Moni! ;) Natomiast wszystkim grubaskom i sobie życzę nieustającej motywacji i zmiany nawyków, która doprowadzi do utraty wagi nie na chwilę, a na zawsze.

67 komentarzy:

  1. gratuluję motywacji i samozaparcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że za kilka miesięcy też będzie czego gratulować! ;)

      Usuń
  2. Ostatnio ćwiczyłam cały miesiąc dzień w dzień. Większych problemów z wagą nie mam, ale moim koszmarem są boczki.
    Obecnie jest przedmaturalna przerwa spowodowana brakiem czasu ;)
    Za Ciebie trzymam oczy oczywiście kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki miałam nastoletni metabolizm za żadne skarby nie dało się mnie zmusić do biegania, więc podziwiam Cię, Michasiu! :)

      Usuń
  3. wow! gratuluje samozaparcia i trzymam kciuki za dalsze sukcesy!
    ja też ćwiczę, ale w domu, a po dworze to na rolkach jeżdżę, nie cierpię biegania, strasznie mnie po nim bolą kolana (i to nie jest kwestia obuwia, po prostu mam z kolanami mały problem)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zazdroszczę, wiem, co to problem z kolanami. :) Rolki też mam, ale boję się na nich jeździć, z kolei każda próba ćwiczenia w domu kończy się zabawą z Zochą, która na mnie włazi. ;)

      Usuń
  4. Kurde, też muszę zacząć biegać, bo mam jakieś 20 kg nadwagi. Muszę tylko kupić dobre buty, no i stanik, bo w tym to mi cycki zęby wybiją. Gdzie kupiłaś swój?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden w Gatcie, dwa na allegro, ulubiony w Netto. ;) Często trafiają się w Lidlu całkiem przyzwoite, a koleżanka chwali te z Decathlonu.

      Usuń
  5. Przefajny tekst! że tak powiem - solidaryzuję się w pełni ...niestety moja trenerka odpada, bo ona biegnie tylko kiedy wywęszy coś do zeżarcia ...także tego ;) Też dziś dreptałam...rano..raniutko...wstydzę się..sama wiesz jak jest...;)) uściski bo mi raźniej teraz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też raźniej, Kochana. :) Pierwsze kilka razy też wybierałam porę, kiedy szanse na ludzi były nikłe, a teraz kompletnie mi to zwisa. Zresztą jeśli idę biegać do lasu, są w nim sami amatorzy rowerów/spacerów/biegania, a tacy ze zrozumieniem podchodzą do mojego sapania. Majka z kolei jest wulkanem energii, potrafi przebiec i 30 km przy rowerze, a latem można ją karmić 4 razy dziennie i i tak będzie chuda jak szkielet, bo wciąż goni. ;)

      Usuń
  6. Zgadzam si z Tobą w 200%!!! sport to zdrowie dla ciała i umysłu. Ja akurat nie biegam, ale zaczęłam chodzić na syna treningi taekwondo. Dla mnie wygoda i tak woziłam syna. Zamiast siedzieć i czekać - ćwiczę. Dzisiaj zakupiłam sobie dobok i mam zamiar na jesieni zdobyć biały pas. Zniknęły problemy z bolącymi plecami. Nogi tez przestały boleć. Nie mam PMS-a. Prywatnego trenera juz mam. Muszę sie zmobilizować jeszcze do biegania. Pozdrawiam i wytrwałości życzę w gubieniu kilogramów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa! :) Sztuki walki są dla mnie zbyt kontaktowe, wolę robić coś sama i mieć chwilę oddechu, czasu do myślenia, i ominąć nawiązywanie kontaktów towarzyskich. ;) Ale podziwiam i popieram uprawianie sportu wraz z synem! :)

      Usuń
  7. ja zaczynam regularne bieganie gdy pojawi się Karramba - on będzie szczęśliwszy a ja szczuplejsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak Karramba? ;) Pewnie, że będzie szczęśliwszy z taką Panią, ale Ty szczupleć to lepiej nie szczuplej. Może, powiedzmy, poprawiaj proporcje ;)

      Usuń
  8. Trzymam kciuki za Ciebie ;D Też bym sobie pobiegała, ale mam lekką niedowagę i raczej muszę troszkę przytyć ;[

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie trzymam kciuki o Twoją wymarzoną sylwetkę, i dziękuję za miłe słowa. :)

      Usuń
  9. Sama spędzam aktywnie czas w inny sposób, bieganie niestety nie dla mnie, po operacji biodra (po której wszystko miało przejść) co jakiś czas nadal mi wyskakuje, zwłaszcza przy bieganiu i jeździe na rowerze. Sprawdza się za to u mnie taniec towarzyski (jestem samoukiem) oraz ćwiczenia dywanówki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajęcia z tańca wywoływały u mnie złość, płacz, i zgrzytanie zębami, jak to u kogoś bez absolutnie żadnego poczucia rytmu. ;) Dywanówki z kolei nudzą mnie śmiertelnie, tym bardziej podziwiam osoby, które systematycznie je uprawiają. :) Najbardziej lubię pływanie, spodobał mi się tez aerobik w wodzie, ale jakoś wybrać się na basen jest mi dalej i trudniej niż założyć buty i pobiec.

      Usuń
  10. Lubię biegać a też kiedyś nie lubiłam :-) Zaczęłam pod koniec marca regularnie 3-4 razy w tygodniu, w inne dni staram się ćwiczyć :-) nie mam nadwagi, nie chcę zrzucać kilogramów, bo w zupełności siebie akceptuje( no prawie), ale jestem rządna endorfinek :-D noo i jak trochę ujędrnię ciało i pozbędę się oponki to będzie super :-)
    Trzymam kciuki za Ciebie! Życzę mnóstwo zapału! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję, dziękuję! :):):) Endorfinki faktycznie wymiatają. Po biegu mam ataki głupawki :D

      Usuń
  11. Gratuluję samozaparcia, dawaj dalej, taka duża nadwaga szybko i mobilizująco znika. Tylko bez głodowania (ale widzę, że podejście zdrowe masz :)). Bieganie jest super, wolność, wiatr we włosach i te sprawy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że wiatr mojego samozaparcie nie rozwieje, między innymi po to ten post - głupio tak przestać, jak już się napisało, no nie? ;) Ale kiedy wracam zmęczona i spokojna, czuję się tak świetnie, że niechętnie rozstałabym się z tym uczuciem.

      Jak widzę diety oparte na otrębach i selerze, całkowicie pozbawione jakiegokolwiek tłuszczu, na samą myśl tracę płodność i włosy. ;)

      Usuń
  12. Gratuluję samozaparcia i zazdroszczę ogromnego dystansu do siebie :) Wytrwałości i sukcesów życzę! :) Sama muszę się zmotywować do ćwiczeń - co prawda nadwagi nie mam, ale tu i ówdzie trochę tłuszczyku zalega... Ale jak tu znaleźć czas, skoro sesja za pasem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sesja za pasem, ale czas na blogaski jest ;)

      Usuń
    2. Oj tam, każdy czasem potrzebuje odpoczynku od nauki :D

      Usuń
    3. Zgadzam się w stu procentach! :) Ale być może dobrze by Ci zrobiło, gdyby część tego odpoczynku polegała na aktywności ;)

      Usuń
  13. Gratuluję motywacji! Wiem z doświadczenia że najtrudniej jest zacząć, a potem to już wchodzi w nawyk. Gorzej jak trafi się jakaś przerwa (np. przez paskudną pogodę, wyjazd czy chorobę), wtedy znowu potrzeba więcej motywacji do powrotu. Podziwiam za to, że towarzyszy Ci pies, ja jakoś biegałam tylko wtedy kiedy wyciągała mnie na biegi koleżanka, pies nie był wystarczającym motywatorem, bo jemu wystarczy spokojniejszy spacer :)
    Ja teraz niestety jestem na etapie zbierania niepokojącej ilości tłuszczu, który po ciąży będę chciała zrzucić (zachcianki ciążowe są naprawdę bardzo wygodnym usprawiedliwieniem obżerania się :>). Mimo że nigdy nie jeździłam na rolkach, to jakoś przemawia do mnie ta forma ćwiczeń i jeżeli już wyobrażam sobie siebie ćwiczącą, to raczej w rolkach niż butach biegowych. Zobaczymy jak to będzie już niedługo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy jakiego masz psa, Majka jest hiperaktywna i spokojny spacer wystarczy jej tylko do tego, żeby się załatwić, zdrowie psychiczne wymagało znacznie więcej ruchu. W ciąży rzucałam jej piłeczkę a pomocą wyrzutni, Majka biegała, a ja nie musiałam. :)

      Życzę Ci kochana, żebyś była jedną z tych szczęśliwych mam, które samym karmieniem tracą 20 kg w kilka miesięcy. ;) Wyobrażaj sobie ruch i inne przyjemności, pamiętaj o czasie dla siebie! (ja zapomniałam przez pierwsze półtora roku macierzyństwa). ;)

      Usuń
  14. O kurczę, spowodowałaś u mnie dzisiaj ogromne wyrzuty sumienia, jako że moje buty do biegania stoją i się kurzą, bo ciągle odwlekam powrót do joggingu. No, ale pocieszam się, że to się wkrótce zmieni :). W ogóle przez całą szkołę nienawidziłam biegać i dopiero na studiach odkryłam, że jak się to robi dla przyjemności, a nie po to, by się "zajechać" i potem przez sześć kolejnych lekcji lepić się jak podłoga po domówce, i jak nie ma się przed sobą superwysportowanych lasek z klasy, które kpią z tego, jaką jesteś mameją, to bieganie robi się fajne :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, nie wyobrażam sobie biegać z kimś. Znalazłam idealne swoje tempo, które łączy wyciskanie siódmych potów z utrzymaniem rytmu oddechu i nie jestem w stanie ani odrobinę zdążyć ani przyspieszyć, nie wyobrażam sobie też gadania.

      Przez całą podstawówkę miałam kompleksy, bo byłam najgorsza w klasie z w-f-u. Potem się okazało, że podstawówka miała taki wysoki poziom, że w liceum już byłam "w środku przodu" ;)

      Odkurz buty, nie czekaj na powód, bo zawsze będą wymówki ważniejsze od powodu. Niech Cię gryzie sumienie, ale tak konstruktywnie! ;)

      Usuń
  15. No to trzymam kciuki za Twoją kurację,wiosna i lato to najlepszy czas na takie przedsięwzięcia,mi tez zawsze jest łatwiej w tym okresie wziąć się za siebie i ruszyć trochę swoje dupsko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde kciuki bardzo mi się przydadzą, dziękuję serdecznie! :) Strasznie się bałam, że pod tym postem znajdą się komentarze pełne słów takich jak "spasiona", "żarłok" i tym podobne, a jest dokładnie odwrotnie. Bardzo dziękuję za wszystkie ciepłe słowa. :D

      Usuń
  16. Kochana-super post.Mimo że jestem szczupła(aż za)lubiłam biegać-to samo zdrowie,obcowanie z przyrodą,kondycja,a tej właśnie mi zabrakło-dlaczego-bo przestałam biegać.Teraz Emilka mnie wyprzedza,nie wspominając o jeździe na rowerze-czeka na mnie:))Pozdrowionka:))

    OdpowiedzUsuń
  17. A,kochana -bardzo rozsądnie podchodzisz do tematu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mariolu, z chorobą jest zupełnie inaczej. Fajnie, że jeździsz na rowerze, że spacerujesz z Emilką. Na pewno masz wystarczająco dużo ruchu. Choć na pewno nie zaszkodzi Wam więcej kontaktu z przyrodą, nic tak nie pomaga w optymizmie jak nakarmienie oczu soczystą zielenią. :)

      Usuń
    2. Dokładnie:))Zgadzam się z Tobą w stu procentach!

      Usuń
  18. Spadasz mi z nieba z tym postem:D Potrzebuję się poruszać, nie tyle dla wagi, co dla zdrowia (po kiepskich wynikach badań to jedno z zaleceń lekarza) ale za nic nie mogę się zmobilizować:p
    Ponadto widzę, że nie tylko ja podczas kiepskich dni myślę, że "nawet jak coś zrobię, to zostanie ta twarz (ja mam jeszcze - i ten nos)":p
    I potwierdzam, że nie zwracam uwagi (chociaż nie wiem czy to dobry przykład, bo ja nigdy jakoś szczególnie nie zwracam uwagi na czyjąś wagę, a wręcz mam 2 większe i przeukochane kumpele,które kocham i uwielbiam i nie zamieniłabym ich na nikogo innego:p) na czyjąś tuszę i zawsze jak widzę kogoś kto biega to podziwiam za to, że jest w stanie to robić, że mu się chce i ma w sobie tyle samozaparcia:D

    +dla mnie największą motywacją byłoby bieganie/ćwiczenie z kimś, a nie bardzo mam z kim, bo nikomu się nie chce -.-
    a mój trener osobisty zatrzymuje się co krzaczek bo musi go obwąchać i nawet nie mogę wpaść w jakiś rytm, bo zaraz trzeba się zatrzymać:p

    Dobre podejście do sprawy:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy kogoś znamy i cenimy zawsze jest dla nas piękny, to prawda! :) Skoro nie masz koleżanki, z która mogłabyś ćwiczyć razem, może spróbuj jakichś zajęć zorganizowanych, typu yoga, aerobik, lekcje tenisa? Na pewno gdzieś w głowie masz sport, jaki zawsze chciałabyś wypróbować, dowiedz się, może akurat w Twojej okolicy możesz z takich zajęć skorzystać. :)

      A może masz możliwość wyjść z psem gdzieś, gdzie będziesz mogła spuścić go ze smyczy?

      Usuń
    2. haha:D do tego też potrzebuję motywacji:D

      hmm :D to jest opcja:D o tym nie pomyślałam:D on będzie siedział na środku łąki a ja będę biegać jak korek w kółko:D

      Usuń
  19. Gratuluję, ja tam nigdy biegania nie pokocham. Podziwiam Cię. :) Wole bardziej "statyczną" aktywność fizyczna. Dla mnie kojarzy się i pewnie nadal kojarzyć bieganie będzie z katowaniem stawów. Z aktywności na dworze typu cardio wolę rower.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo lubię rower, niestety mój nadal czeka na pozimowy remont ;)

      Usuń
  20. Genialny, mega motywujacy i dodajacy otuchy post :) Wzmianka o wytarzaniu sie trenera w kupie, taka iscie zyciowa ;D
    Kochana, zycze dalszej wytrwalosci i kolejnych gramow mniej :)!

    OdpowiedzUsuń
  21. Zmieniłam swoją dietę i zeszłam z rozmiaru 42 do 40 :) muszę teraz tylko mojego TŻ namówić, żeby mnie kiedyś zabrał ze sobą na trening, bo biega regularnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam, z moim by to nie przeszło ;)

      Usuń
  22. Gratuluję i trzymam kciuki! Po majówce wreszcie zaprowadzę rower do naprawy i kupię szkła kontaktowe (jestem strasznym krótkowidzem), aby pójść na basen.I nie ma odwrotu! ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Oj oj oj :) Jak miło. Dziękuję Dorota i niesamowicie się cieszę, że choć troszku mogłam się z Tobą podzielić jakimiś pomysłami.
    Podpowiem tylko co so stanika to ja swój kupiłam w pepco, a teraz kupiłam drugi taki sam. I zgodzę się z Tobą Dorota, nikt nigdy nie patrzy na Ciebie negatywnie kiedy biegasz, a najmilsze uczucie kiedy pierwszy raz jakiś biegacz pozdrowi Cię w czasie biegu, to takie uczucie jakbyś już do nich należała ;)
    Trzymam kciuki i powodzenia.
    Monia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję! Nie wiedziałam, że w Pepco też mają takie staniki, muszę się rozejrzeć. :) Może kiedyś będę należała do biegaczy! ;) Na razie mnie (niezasłużenie) pozdrowiono jako jednośladowca, kiedy kulałam się Sławka bzysiem, i też mi się miło zrobiło. ;)

      Usuń
  24. "Zadzieram kiecę i lecę" ;)
    mi zadzwiająco szybko lecą kilogramy kiedy dużo chodzę na piechotę. A staram się chodzić dużo, bo po pęknięciu kolana nagle wróciły bóle po kilku latach (wrrr, coś mnie tak jakby uwiera w kolanie jeśli mało chodzę). Ortopeda mówił, że kolano do "życia codziennego" mi wystarczy, może kiedyś wrócę do biegania. Na razie muszę ratować sprawy edukacyjne, Ty wiesz o co cho ;) a jak poukładam wszystko wokół to powrócę do zdrowszej dietki. Ostatnio mogłabym ciągnąć tylko na warzywach, reszta rzeczy mogłaby niemal nie istnieć :D i bardzo się z tego cieszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie jesz samych-samych warzyw? :) Chodząc moge zrzucić 4-5 kg, ale nie 40. Zawsze chodziłam i nadal chodzę sporo, ale lat tycia samym spacerem z siebie nie wykurzę. Pozza tym czuję się mniej zmęczona po godzinie marszobiegu niż po godzinie marszu, pewnie ma to jakiś związek z dotlenieniem. ;) Albo z dźwiganiem Zosi podczas spaceru i/lub dostosowywaniem się do Jej tempa.

      Nie popsuj sobie kolana całkiem, popsute nogi to kiepska sprawa.

      Usuń
    2. Kolano i tak nie ma taryfy ulgowej, bo samo mi nie pozwala ;) nie uprawiam sportu, ale właśnie przez ten ból stawów chodzę bardzo, bardzo dużo.

      Co do dietki to oprócz warzywek jem oczywiście dużo innych rzeczy :) a jako ciekawostkę powiem Ci, że w styczniu faszerowałam się guaraną w tabletkach (podła sesja), by się lepiej skupić. W styczniu zjadłam też chyba najwięcej czekolad w życiu. I w styczniu także okazało się, że mimo tej czekoladowej diety schudłam 4 kg :) nie wiem jak to możliwe, ale wiem, że guarana działa na mnie super, przynajmniej ta wersja Guarana Energy z Walmarku. Nowa sesja za pasem, więc zobaczę czy wersja z innej firmy sprawdzi się tak samo dobrze ;)

      Usuń
  25. <3 Ja tez zaczęłam biegać, jeździć na rowerze, dobrze, że ciepło się robi, będzie ku temu więcej okazji, czasem jednak po pracy jestem już tak padnięta, że mi się nie chce.... ech :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale Ci się nie dziwię. Mam nadzieję, że zanim powrócę do pracy uda mi się wyrobić zwyczaj biegania na początek dnia, bo po 9 godzinach stania też wątpię w siły do biegu. ;)

      Usuń
  26. mimo iż nie mam nadwagi też się za siebie wziąć muszę :D to prawda teraz jest najlepszy czas bo gdy ze dwa miesiące temu próbowałam biegać było to strasznie nie przyjemne przez zimnoo... za to kiedy poszłam pobiegać 3 dni temu w słoneczku rozpierała mnie energia :D! mimo, że większość trasy przeszłam.. jedyny problem to ten, że nie mam żadnego kompana do biegu w przeciwieństwie do Ciebie :) go go dziewczyno, jeszcze ze 3 miesiące i zapomnisz co to nadwaga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej jeszcze ze 2 lata, ale za to może będę mogła dostać na siebie spodnie bez problemu. ;) Dzisiaj rano też było mi dość zimno, na jutrzejszy bieg chyba wyszperam jakieś rękawiczki.

      Usuń
  27. To chyba najbardziej "luźny" i pełen dystansu post na temat ćwiczeń i motywacji jaki czytałam :)
    Gdyby wszystkie kobiety miały do tego takie podejście jak ty...
    Sama miewam problemy z motywacją do ćwiczeń ale nic nie działa lepiej niż stopniowo pojawiające się efekty. I niekonieczne musi to być utrata wagi. Niestety dużo jest szczupłych osób, które uważają, że jeśli ich waga jest w porządku to nie mają po co ćwiczyć.
    Życzę dużo motywacji i wytrwałości w tym co robisz, bo sama wiem jakie to trudne, zwłaszcza na początku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wpis się podobał. :) Zgadzam się zupełnie z tym co powiedziałaś, to chyba część większego problemu, jakim jest brak profilaktyki zdrowotnej. Nie znam zbyt wielu osób, które na przykład regularnie się badają, choć na przykład z dietą jest chyba coraz lepiej ;)

      Usuń
  28. No to mnie zmotywowałaś okropecznie. Już od paru miesięcy nie mogę się kopnąć w tyłek. Ty to zrobiłaś ;-)
    Dzięki i życzę sukcesów w pokonywaniu coraz to nowych wyzwań

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę! :) Mam nadzieję, że udało Ci się już zrobić coś dla zdrowia. Życzę Ci tego samego! :)

      Usuń
  29. W tym tygodniu wróciłam do biegania, mam nadzieję, że starczy mi wytrwałości ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Strasznie mi przeszkadza że w ciązy mogę tylko leżeć, brak jakiegokolwiek ruchu jest straszny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco współczuję i trzymam kciuki, żeby wszystko było OK :)

      Usuń
  31. Gratuluję Ci kochana motywacji :) Naprawdę fajny post napisałaś. Czytało się bardzo przyjemnie. I chyba natchnęłaś mnie do pracy nad sobą. Pozdrawiam Cię :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Świetny post! :) No i moje ukłony - mój wewnętrzny leń ostatnio rośnie w siłę, niestety... A wypadałoby się intensywnie rozruszać przed latem :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wraz ze spadkiem temperatury i mój wewnętrzny motorek osłabł, właśnie miałam dwudniowa przerwę. Ale dzisiaj już "nie ma bata" i bieg wieczorny będzie! :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...