poniedziałek, 12 maja 2014

DIY: Tonik nad tonikami. Tonik z glukonolaktonem według przepisu Mademoiselle Eve - instrukcja krok po kroku.


Dzisiaj mam dla Was świetny przepis na najlepszy na świecie tonik do twarzy. ;) Nie jest on mojego autorstwa, udostępniam go Wam za wiedzą i zgodą autorki -  Mademoiselle Eve. Jeśli jakimś cudem nie znacie jeszcze jej bloga (LINK), serdecznie Was zapraszam. Dziewczyna starannie dopracowuje swoje posty, jest w nich całe mnóstwo konkretnej, przydatnej wiedzy kosmetycznej. Przez jakiś czas prawie wszystkie jej notki zapisywałam sobie do zakładek, aż w końcu zajmowały mi za dużo miejsca. ;) Bardzo polecam zajrzeć do ostatnich postów Eve, o filtrach przeciwsłonecznych (część I i II).

Glukonolakton należy do polihydroksykwasów (PHA). To nowa generacja kwasów używanych w kosmetyce. Działa delikatniej niż AHA i BHA, i w moim odczuciu łączy wszelkie korzyści kwasów przy jednoczesnej minimalizacji ich wad. Nie złuszcza wyraźnie, wręcz przeciwnie, skóra po użyciu toniku jest dobrze nawilżona i po prostu zadowolona. Glukonolakton nie uwrażliwia skóry na światło, choć jeśli chcecie dobrze dbać o skórę i tak zabezpieczycie ją przed słońcem.

Ponieważ nie jestem ekspertem kosmetycznym i nie czuję się pewnie w dziedzinach niewłosowych, zainteresowanych odsyłam do opisu glukonolaktonu na stronie Zrób Sobie Krem (KLIK), i postu Mademoiselle Eve, gdzie dowiecie się więcej o jego właściwościach (TUTAJ, z tego posta pochodzi poniższa receptura). Więcej o polihydroksykwasach możecie poczytać też u Arsenic (TU).

Recepturę toniku Eve stworzyła na potrzeby kosmetyku z kwasem mlekowym, który następnie zamieniła na glukonolakton. Powstały tonik zawiera 10% glukonolaktonu i 10% kwasu hialuronowego, jest mocno odżywczy i nawilżający. Poniższy przepis wystarczy na zrobienie 50 ml toniku, ja przygotowałam porcję 100 ml i zakonserwowałam ją 10 kroplami FEOG. Ponieważ nie jestem aptekarzem, a zawartość żadnego ze składników nie mieści się w górnej granicy dopuszczalnego w kosmetykach stężenia, uprościłam przepis zamieniając mililitry na gramy.

Tonik jest tak odżywczy, że z powodzeniem może zastąpić lekkie serum do twarzy. Zachęcam Was do zajrzenia do Arsenic, która proponuje podobną recepturę toniku, w formie wygodnego do stosowania żelu – KLIK.

Receptura:

72,5% woda/hydrolat 34,4 ml (68,8 ml)
10% kwas hialuronowy 5ml (10 ml)
10% glukonolakton 5ml (10 ml)
5% witamina B3 4,4 ml (8,8 ml)
2% pantenol 75% 0,8 ml (1,6 ml)
0,5% alantoina 0,4 ml (0,8 ml)
*na 100 ml dodałam10 kropli FEOG

Użyłam hydrolatu oczarowego z Mazideł, pozostałe składniki pochodzą ze strony Zrób Sobie Krem. Hydrolaty z ZSK lubią uczulać, o czym przekonałam się niemiło na własnej skórze. Mazidłowe za to źle nalewało mi się z powodu szklanej butelki bez dozownika, sporo cennej cieczy rozlałam, zanim pomyślałam o lejku. W razie czego – Wy weźcie lejek od razu.

A potem już czeka nas sama przyjemność: stawiamy czyste, zdezynfekowanie naczynie na precyzyjnej wadze (ja mam jubilerską wagę, za którą na allegro zapłaciłam bodajże 20 złotych) i kolejno dodajemy składniki, mieszając je mieszadłem. Nie polecam bagietki, jako że część składników występuje w formie proszku.

Jeżeli chcecie stworzyć tonik w formie żelu, do d-pantenolu dodajcie odrobinę gumy ksantanowej, zmieszajcie go dokładnie w osobnym naczyniu i przenieście jego dodanie do mieszanki na koniec.

Do mojego superprofesjonalnego (jednak zakupionego i używanego wyłącznie w celach kosmetycznych) dzbanka dodałam:

Hydrolat oczarowy i kwas hialuronowy. Kolejność dodawania pozostałych składników nie jest istotna, ważne żeby zacząć od tych dwóch.

Glukonolakton. Pstrykałam zdjęcia bezpośrednio po dodaniu półproduktu, następnie dokładnie mieszałam zawartość „zlewki” przed dosypaniem/dolaniem kolejnego.

Niacyniamid.

Alantoinę. Po wymieszaniu toniku zmierzyłam jego pH.

Mimo mieszania, merdania i jeszcze raz mieszania, nie wszystkie proszkowe składniki rozpuściły się w czasie robienia zdjęć. Dałam tonikowi kilka godzin na „przegryzienie się” i rano cieszyłam się już krystalicznie przeźroczystą cieczą. Dla pewności po ustaleniu się roztworu zmierzyłam jeszcze raz pH kosmetyku. Zdjęcie może nie do końca to uchwyciło, ale papierek wskazał na wartość pomiędzy 5 a 6, czyli naturalną dla ludzkiej skóry.

Uwaga! Ze względu na sporą ilość nawilżaczy ten wszystkomający tonik posiada pewną wadę: jest lepki, i do momentu wchłonięcia pozostawia klejącą warstwę na skórę. U mnie przynajmniej wchłania się jednak bardzo szybko, a uczucie „oklejenia” jest znacznie mniejsze jeśli nie rozpylam go bezpośrednio z atomizera na twarz, tylko przecieram ją z pomocą waciku kosmetycznego.

Po miesiącu używania toniku zauważyłam zmiany:

- zmarszczka mimiczna na czole zniknęła, przypomniałam sobie o niej oglądając jakieś zdjęcie sprzed kilku miesięcy;
- skóra pod oczami również wygląda młodziej, zmniejszyła się widoczność pierwszych „pajęczynek”, bo do kurzych łapek było im jeszcze dość daleko;
- zaskórniki zamknięte są mniej widoczne;
- naczynka uspokoiły się, rumień pojawia się o wiele rzadziej;
- pierwszy raz od lat moja twarz nie ostrzegła mnie wysypem, że zbliża się miesiączka. ;)

Toniku używam raz dziennie i przez ten miesiąc ubyła mi dosłownie mikroskopijna jego ilość. Ciężko mi jednoznacznie określić jego koszt, zależy to od pojemności opakowania półproduktów, które kupicie, ceny w poszczególnych sklepach też różnią się znacząco. Dość drogi hydrolat można zastąpić o wiele tańszą wodą destylowaną.

Przekonałam Was? Myślę, że taki tonik to dość łatwy sposób na wprowadzenie do codziennej pielęgnacji kwasów. Przez długi czas wahałam się (bo po co mi kwasy, skoro nie mam trądziku?) i pewnie wahałabym się nadal, gdyby w moje ręce nie wpadła miniaturka toniku z kwasem salicylowym. Bardzo szybko zobaczyłam zmiany w zachowaniu swojej cery. I powiem Wam, że nie przeszkadza mi zbliżanie się do trzydziestki, jeśli widzę, że twarz wygląda coraz zdrowiej młodziej. ;)

22 komentarze:

  1. Ja jeszcze nie robię własnoręcznie żadnych kosmetyków:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i dobrze? Jak już zaczniesz, to 9/10 kosmetyków drogeryjnych traci swój urok ;)

      Usuń
    2. Oj też się tego obawiam :)
      Narazie ,,całe szczęście'' nie mam czasu na domowe kręcenie.

      Usuń
    3. Jasne, teraz masz inne priorytety! :)

      Usuń
  2. Wczedzie kusicie tymi przepisami tak, ze az glowa boli ;) Pewnie gdybym mieszkala w PL wykupilabym z polproduktow pol asrotymentu sklepu, ale tak hamuja mnie jeszcze, jednak wyzsze koszty wysylki ;) Ta wzmianka o zniknieciu linii na czole na tyle mnie przekonala, ze zapisuje przepis "na przyszlosc" ;)
    Co Majka taka rozleniwiona ;)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzeje się na słoneczku :)

      Usuń
    2. Takiej to dobrze :) Moje piesy w domu, a i owszem, ale na dwor, to "na kopach" ich nawet nie wygonisz ;)

      Usuń
    3. Wow, u nass jest dokładnie odwrotnie. Jak jedziemy do lesniczówki, Majka cały dzień biega po terenie. Wraca brudna i śmierdząca po kąpieli w stawie, ale szczęśliwa.

      Usuń
  3. Na próbę kupiłam tonik z glukonolaktonem w Zrób Sobie Krem, jastem zachwycona. Następnym razem zabełtam sama, bo wiem że jest to samo dobro dla mojej twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy tonik lubię takie samoróbki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciągam się w półprodukty coraz bardziej. :)

      Usuń
  5. Najbardziej mnie ten brak niespodzianek na twarzy zainteresował, u mnie to zmora ostatnio. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie miałam zbyt dużego problemu z trądzikiem, ale zawsze pojawiały się jakieś ogniska na brodzie przed okresem. Tym razem obyło sie bez sygnałów alarmowych. ;)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Może gdybym miała inny typ skóry, też bym mogła. Drogeryjne specyfiki, nawet jeśli z początku mi służą, zwykle po 5 tygodniach zaczynają podrażniać moją skórę, szczególnie twarz. Tak było ze świetnie zapowiadającym się tonikiem do cery naczynkowej z Flosleku.

      Poza tym wolę płacić za działanie niż za markę. ;)

      Usuń
  7. świetny przepis na tonik, gdy wykończą się moje kupne to spróbuję go zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest mi bardzo miło i cieszę się razem z Tobą, że tonik tak dobrze sprawdza się na Twojej skórze ;) Aktualnie testuję ukręcony przez siebie antyoksydacyjny tonik z kwasem laktobionowym, ciekawe czy przebije mój tonik z glukonolaktonem :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej ;)
    Wiem, że o składzie i właściwościach nie ma się co rozwodzić, ale jesli chodzi o cene przykładowo takiego toniku, umiesz powiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
  10. Zależy od pojemności zakupionych półproduktów, im większe opakowanie, tym ilość użyta do zrobienia toniku wychodzi taniej, co ma sens oczywiście tylko wtedy, jeśli wiesz, że wykorzystasz jeszcze skladniki do innej receptury. Oszacowałam, że mnie ten tonik kosztował 30-40 złotych/100 ml razem z kosztami wysyłki. Może i sporo za tonik, ale dzięki butelce z atomizerem wystarczył mi na pół roku.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...