sobota, 19 kwietnia 2014

Planeta Organica, Tybetański balsam do włosów, Objętość i siła.


To trzeci z balsamów PO, które miałam okazję używać. Tutaj zachwycałam się tureckim, potem dzięki odlewce przekonałam się, że marokański kompletnie nie jest dla mnie. Dzisiaj o balsamie tybetańskim.

Butelka jest typowa dla tej serii, bardzo estetyczna, z dobrze działającą pompką, która mogłaby dozować nieco więcej produktu. Opakowanie jest stabilne, problem może stanowić jedynie wydobycie z dna resztek balsamu. Problem, bo butelka jest dość sztywna, i problem, bo balsam jest wspa-nia-ły. I będzie mi go brakowało. ;)

Kosmetyk pachnie przyjemnie, trochę męsko, ale nie tak śmierdząco jak marokański. ;) Zapach utrzymuje się na włosach do następnego mycia. Zielony, trawiasty kolor i idealna konsystencja sprawiają, że używa się go bardzo przyjemnie. Porcja, jaką widzicie na zdjęciu, wystarcza na pokrycie moich włosów na długości po myciu. Opakowanie nawet po półtora miesiąca używania wygląda estetycznie, a pompka nie zakleja się i nie zapluwa.

Na moich dość krótkich, olejowanych przed każdym myciem włosach, wydajność jest spora, butelka wystarcza mi na 2 miesiące regularnego używania. Jeśli jednak macie długie i wysokoporowate włosy będziecie potrzebować porcję o wiele większą niż 2 pompki, i pozostanie Wam się cieszyć z większego niż standardowe 200 ml rozmiaru opakowania (ma 280 ml).

Skład zachęca do wykorzystania balsamowych dobrodziejstw do odżywienia skóry głowy, jednocześnie może nieco wystraszyć te z Was, których włosy nie lubią ziół. Jedynym olejem w kosmetyku jest pozyskany z korzenia imbiru, pozostałe składniki aktywne to wyciągi z ziół: nieśmiertelnika, szarotki alpejskiej, łubinnika alpejskiego, majeranku, anyżu, goździka, szafranu, kurkumy i nawłoci. Znajdziemy tu również nadbudowujące się na włosach Quartenium-87.

INCI: Aqua with infusions of Organic Zingiber Officinale (Ginger) Root Oil (imbir), Organic Helichrysum Arenarium Extract, Leontopodium Alpinum Flower/Leaf Extract, Thermopsis Alpine Extract, Origanum Majorana Leaf Extract, Pimpinella Anisum (Anise) Seed Extract, Eugenia Caryophyllus (Clove) Seed Extract, Crocus Sativus Flower Extract, Curcuma Longa Root Extract, Solidago Virgaurea (Goldenrod) Extract; Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Cetrymonium Chloride, Quaternium-87, Hydroxyethylcellulose, Cetrimonium Bromide, Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid, Citric Acid, Parfum.

Jak używałam balsamu tybetańskiego? Przed myciem na długość i na skórę głowy, trzymany w cieple pod czepkiem lub folią fundował mi przyjemne mrowienie, w żadnym wypadku nie podrażniał. Mam wrażenie, że coś tam robił z cebulkami, bo pojawiło się całe mnóstwo krótkich igiełek. Wypadanie mam nadal w swojej normie (około 120 włosów dziennie), więc nie wpłynął na nie w żaden sposób. Włosy raczej nie rosły za jego sprawą szybciej, ale u mnie zewnętrzne przyspieszacze rzadko dają jakieś oszałamiające rezultaty.

Z prawdziwą przyjemnością używałam go również po myciu, na końcówki i długość włosów, „od ucha w dół”. Działał zachwycająco trzymany pod czepkiem, choć rzadko grzeję skórę głowy już po umyciu, żeby nie prowokować jej do szybszego przetłuszczania. Nakładany na chwilę i wmasowany sprawiał, że włosy wyglądały jak po silikonowej odżywce: bardzo błyszczące, dość ciężkie, nic nie fruwało. Ma jeszcze jedną zaletę, mianowicie to nabłyszczenie i kondycjonowanie włosów nie odbywało się kosztem utraty objętości. Nie polecam natomiast nakładania go na skórę głowy już po myciu, myślę, że mógłby obciążyć nawet najbardziej grube, sztywne włosy i niepoprawnie suche skalpy.

Zatem z czystym sumieniem orzekam, że balsam tybetański istotnie zapewnia Objętość i Siłę, które dumnie kłują nas w oczy na etykiecie. Tym samym zdetronizował mojego dotychczasowego ulubieńca, czyli balsam turecki. Wrócę do niego z prawdziwą przyjemnością, prawdopodobnie więcej niż raz.

Mój balsam kupiłam w promocji na Skarbach Syberii za niecałe 13 złotych (klik), dostępny jest też w wielu innych sklepach (na przykład tutaj, tutaj czy tutaj).

Korzystając z okazji chcę życzyć Wam spokojnych i pogodnych Świąt spędzonych w zdrowiu, w rodzinnym gronie. :) A jeśli byłyście bardzo grzeczne, możecie szepnąć Zajączkowi na uszko, żeby przyniósł Wam szczęście w rozdaniu. ;)

33 komentarze:

  1. Wesołych Świąt ;)
    Ja już szepnęłam zajączkowi ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzymam kciuki, żeby nie miał żadnej waty w uszach czy coś. ;)

      Usuń
  2. ja bardzo polubiłam marokański - zapach mi się podobał :) teraz mam ten w niebieskiej butelce ale nie jestem jeszcze w stanie jakkolwiek go ocenić :)

    Smacznych jajek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś trzymałam się z daleka od kosmetyków z solą, ale ostatnio złamałam tę zasadę. Nie wiem jeszcze jakie będą efekty. ;)

      Usuń
  3. Ciekawi mnie zawartość imbiru w nim, wiem że w tradycyjnej medycynie chińskiej jest stosowany przy wypadaniu włosów, jednak czytałam niedawno badania z których wynikało że główny enzym zawarty w imbirze obkurcza cebulki wlosowe i nadaje się conajwyzej do depilacji żeby spowolnić odrost. Najgorsze w tych czasach jest to, że nie wiadomo czy takim badaniom wierzyć tzn zwykle opłacają Je wielkie koncerny, którym właściwości ziolek są nie na rękę bo nie mają z tego pieniędzy więc równie dobrze może to być tylko straszenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie napotkałam nigdzie informacji, które podajesz, ale wiem, że naprawdę dużo osób chwali imbir (czy też kapoor kachli) jako stymulator wzrostu. Poszukam czegoś więcej, bo zgadzam się, że jednemu badaniu trudno ufać.

      Usuń
  4. Miałam tylko prowansalski i byłam całkiem zadowolona :)
    Wesołych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękujemy i wzajemnie :) Balsam działał u mnie bardzo dobrze, ale moje serce skradł balsam marokański, do którego mam zamiar niedługo wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, jak ja bym chciała znaleźć kogoś kto podobnie do mnie reaguje na kosmetyki do włosów... ;) Marokański mi jednocześnie wysuszał i oklejał włosy, może gdybym dysponowała większą ilością niż odlewka, znalazłabym w końcu na niego sposób... tylko po co, skoro jest kilka odżywek, które działają świetnie bez kombinowania.

      Ucałuj ode mnie Helę! :)

      Usuń
  6. Ojej:D dla mnie 5 pompek to minimum:D a nie boisz się quaternium na skalp? :) tak pytam bo mnie to zastanawiało ostatnio:) Dziękuję za życzenia i też Wesołych, Rodzinnych i Spokojnych Świąt życzę:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie boję się, bo mi nie szkodzi, to nie pierwszy kosmetyk z quartem, który nakładam na skalp. Nie używałabym go natomiast po myciu z racji przetłuszczającej się skóry głowy.

      Usuń
  7. Ciągle nie mogę się niczego z Planeta Organica dorobić, zachęcasz jednak. Szkoda, że zająca o coś ciekawego do włosów nie poprosiłam i teraz będę musiała za swoje kupić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, u mnie z kolei zająca w ogóle brak ;)

      Usuń
  8. Jakiś czas temu wpadła mi w oko ta seria ale nie miałam jeszcze okazji wypróbować.
    Wesołych świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wesołych Świąt, Zosieńka pewnie się cieszy :) My już po święceniu, Kubuś na szczęście grzeczny, przesiedział na krzesełku i chwalił się wszystkim swoim koszyczkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zochy dla pewności nie targałam ze święconką, babcia załatwiła sprawę.

      Usuń
  10. dzisiaj wypróbuję, zgadnij dzięki komu :* ;)

    ucałuj Zochę od cioci Eter i smacznego jajka! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! :) Mam nadzieję, że się sprawdzi. :)

      Usuń
  11. Jaki ma fajny, zielony kolor!
    Tak wspaniale go opisałaś, że mam teraz na niego wielką ochotę :)
    Dobrze, że wyjeżdżam - to nie kupię i mi przejdzie :)))

    Wszystkiego dobrego dla całej Waszej rodzinki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzja tu będzie, więc zawsze możesz do niej wrócić i się namyślić po powrocie. ;)

      Udanego wyjazdu! :)

      Usuń
  12. Kochana tyle dobrego naczytałam o balsamach,że wszystkie chętnie bym przetestowała.Radosnych i pogodnych Świąt :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dzięki Tobie dopisałam do wishlisty maski z organic shop. ;) Również wszystkiego naj - w Święta i po :)

      Usuń
  13. Ja miałam tylko szampon turecki, pachniał obłędnie. Zdrowych i wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  14. Moje włosy bardzo się z nim polubiły. Szkoda, że nie nakładałam go pod czepek na skalp...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to na dłużej wystarczył Ci na długość! ;)

      Usuń
  15. Aż wstyd przyznać, ale jeszcze nic z Organiki nie używałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie wstyd, sama nie znam wielu marek, nie sposób wypróbować wszystko :)

      Usuń
  16. dzieki temu wpisowi wczoraj do mnie przyleciał ten balsamik.Juz po pierwszym uzyciu go pokochałam!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się nie zawiodłaś, jeszcze byś była na mnie zła ;)

      Usuń
  17. Nie stosowałam jeszcze żadnego balsamu z tej serii, ale jeszcze trochę i w moich chorych zapasach dojdę i do tych produktów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się sprawdzi i trochę poprawi Twoje zdanie o rosyjskich produktach. Dla mnie miodzio. ;)

      Usuń
  18. Mam ten balsam i co prawda używam jedynie na długość włosów, ale jestem z niego bardzo zadowolona :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...