środa, 23 kwietnia 2014

Kosmetyka smyka – czyli kosmetyki i akcesoria dla dziecka (2,5 roku).


Tutaj pisałam o pielęgnacji Zosiowych włosów ponad pół roku temu, i przyznam, że niewiele się pod tym względem zmieniło, tutaj z kolei opisywałam jak dbałam o jej higienę, kiedy była bardzo malutka. Ta pielęgnacja zmieniała się, tak jak zmieniły się potrzeby Zosi, ulubione formy aktywności i zabawy (czytaj: inaczej się poci i brudzi).

Żeby nie było zbyt chaotycznie, podzieliłam kosmetyki na grupy, od używanych najczęściej, do takich po które sięgamy z Zosią raz w tygodniu.

Zosia myje zęby dwa, czasami nawet trzy lub cztery razy dziennie. Kupuję atrakcyjne dla jej oka szczoteczki i dość często je wymieniam, jako że moja córka myje zęby także zabawkom kąpielowym. To nasza kolejna pasta Ziai. Jest dla mnie bardzo ważne, że zawiera ksylitol zamiast fluoru, jako że Zosia wciąż nie potrafi wypłukać i wypluć pasty po myciu, a wręcz mam wrażenie, że usiłuje zjeść jej jak najwięcej. Ta z bobrem jest neutralna w smaku, przypomina „dorosłą pastę”, ale jest delikatna. Wcześniej kupowałyśmy taką z wiewiórką, żel był czerwony, słodki i chyba jeszcze chętniej zjadany.

Chusteczki/papier toaletowy z Rossmana to wspaniały wynalazek. Mieszczą się w niedużej paczce, więc mogę je wygodnie zabrać ze sobą na wyjazdy. Oczyszczają pupę równie skutecznie jak mokre chusteczki, a przebijają je wygodą, bo można je wyrzucić do kibelka. Nie są też ogromne, dzięki czemu dziecko łatwo chwyta je w rączkę. Trzeba tylko uważać przy wyjmowaniu z opakowania, bo lubią się podrzeć. Kupuję po kilka opakowań, kiedy są w promocji.

Raz dziennie czeszemy z Zosią włosy, nadal tą samą szczotką Gorgol. Jest bardzo odporna, cierpliwie znosi samodzielność mojej córki. Trwałość tego zakupu jest dla mnie całkowitym zaskoczeniem. Dalej mamy krem z wysokim filtrem Floslek, którym smarujemy buzię przed spacerem, spray chroniący przed komarami i kleszczami Sio! (Ziołolek), który aplikujemy przed wyjściem do lasu (polecam właśnie ten, jest niedrogi i bazuje na naturalnych olejkach eterycznych, a przy tym naprawdę działa i nie plami ubrań). Spray z wysokim filtrem, który wygodniej od gęstego kremu aplikuje się na ciało. Używam go razem z Zosią. Jest tani, niemal nie bieli i klei się tylko odrobinę. Dalej „krem nieszczypek” (Bubchen), który pięknie wspomaga gojenie i regenerację skóry. U nas sprawdza się lepiej niż Sudocrem, nie zawiera parafiny. Wieczorem wklepujemy go w policzki i pod nosek, czasami używamy też do ochrony pupy. Latem sprawdza się też u mnie jako ochrona przed grubaskowymi odparzeniami na udach i w pachwinach, a zimą wyleczył pękające skórki na dłoniach mojego męża.

Co kilka dni Zosi skóra wymaga nawilżenia, wtedy smaruję ją najszybciej jak tylko potrafię tym kremikiem (Bubchen). Zimą używałyśmy go też do dodatkowego nawilżania twarzy. Równie dobry jest balsam Hipp, ale ma ogromną butlę, a wygodniej mi zabierać ze sobą do jednej czy drugiej babci taki mały słoiczek. Mniej więcej dwa razy w tygodniu obcinam Zosi paznokcie i najlepiej sprawdzają się do tego nożyczki do skórek. Odżywka w sprayu Labell (Intermarche) zapobiega elektryzowaniu się włosów, najczęściej spryskuję nią szczotkę i w ten sposób nanoszę na cienkie i krótkie włosy z pominięciem skóry głowy.

Jeżeli chodzi o kąpiel, najczęściej odbywa się ona w samej wodzie. Jeśli Zo wyjątkowo mocno się ubrudziła, sięgamy po naturalne mydło. Zocha uwielbia obracać kostkę w dłoniach, gonić ją po wannie i pozwalać wyślizgiwać się jej z mokrych rączek. Z radością szoruje mydłem swoje stópki. Kiedy Zosi skóra jest bardzo sucha, do wody dodaję odżywkę do włosów, taką jakiej akurat używam do zmywania olejów u siebie. Zocha organicznie nie cierpi smarowania czymkolwiek (poza kremem nieszczypkiem), a taki zabieg sprawia, że najczęściej udaje mi się przesunąć tę torturę o jeszcze jeden dzień. Czasami do mycia Zosi używam też mojej super emolientowej, delikatnej, pachnącej cytrusami emulsji.*

Włosy myję Zosi raz w tygodniu, zazwyczaj nakładam na nie przedtem olej kokosowy lub migdałowy, które jakoś ominęłam podczas robienia zdjęć. Następnie zmywam olej odżywką, a co drugie mycie oczyszczam skórę głowy dokładnie szamponem. Mycie wyłącznie odżywką okazało się zbyt delikatne dla skóry głowy, a wyłącznie szamponem zbyt wysuszające dla włosów. Takie rozwiązanie jest idealne, choć jedna z babć kręciła głową na wieść o używaniu szamponu tylko dwa razy w miesiącu. Jeśli moje dziecko postanowi wetrzeć sobie we włosy całe masło, jakie miało na chlebku, albo poprzyklejać do nich cukierki, zmywam wszystko odżywką. Szampony biedronkowe ładnie pachną, szalenie się pienią, co jest bardzo ważną karta przetargową w te dni, kiedy Zo kategorycznie odmawia namaczania, skutecznie myją skórę głowy i włosy, i kosztują naprawdę grosze.

Są tutaj mamy małych dzieci? Wasza pielęgnacja wygląda podobnie, czy może zupełnie inaczej? Wolicie kosmetyki eko, a może łatwo dostępne? :)

*Albo nieudanego szamponu aleppo, ale wiecie, pierwsza nazwa brzmi o wiele lepiej.

18 komentarzy:

  1. moja córcia ma już ponad trzy latka (pod koniec czerwca skończy cztery) :) Zjadanie pasty tez kiedyś przerabiałyśmy, także znam to dobrze :) teraz ładnie wszystko wypluwa :) U nas z szamponem były nieco inne przygody - zawsze starłam się jej myć włoski czymś bez SLS (Babydream, Bambino) i stale męczyłyśmy się z czymś w rodzaju ciemieniuchy. Próbowałyśmy różnych specyfików z Apteki, w tym chwalonej na wizażu Mustelii i klasycznej dziecięcej oliwki (sposób babć) i wszystko to nigdy do końca problemu nie likwidowało.Pewnego dnia postanowiłam zaryzykować na nałożyć córci na skórę głowy naturalny olej a potem zmyć szamponem z SLS, nie uwierzysz jakie było moje zdziwienie, kiedy na drugi dzień przy dziennym świetle nie spotkałam na jej głowie ani grama tego czegoś z czym tak się męczyłyśmy. Teraz raz na jakiś czas powtarzamy taki "zabieg" i włoski są lśniące a skóra głowy wreszcie zdrowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam na problemy z ciemieniuchą pomógł krem ziajka dla niemowląt (ten zwykły, do buzi). Też bujałyśmy się ponad pół roku z masażami, oliwkami, różnymi szamponami, poradami takimi i siakimi, a sprawdził się kremik za 5 złotych do kupienia w każdym markecie. Posmarowałam grubą warstwą, po godzinie umyłam włoski i nigdy więcej nie widziałam łuski na głowie Zosi. Teraz jeżeli widzę, że coś się dzieje (na przykład naskórek się łuszczy) pomaga nam czysty olej kokosowy.
      Próbowałam myć Zosi włosy szamponami bez SLS, ale najlepiej sprawdza się obecny układ. Czyli tak jak Wy, rzadko ale systematycznie domywamy skórę zdzierakiem. :)

      Usuń
  2. Dobrze, że nawyk pielęgnowania włosków Zo będzie miała już od małego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie się cieszę, że w ogóle ma włosy, jak to często bywa u blondynek/blondynów do około roku była niemal łysa. ;)

      Usuń
  3. ten szampon Pinio wygląda tak super, że sama bym go sobie kupiła :D ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od tego się zaczęła nasza z nim przygoda, zobaczyłam czekoladowy i kupiłam dla siebie. Oczywiście głowa mnie swędziała jak diabli, durna Dorota nie może używać kosmetyków z SLS.

      Usuń
  4. O widzę kochana,że mamy podobne kosmetyki dla córeczek-z tym że ja mam szczotkę Sibel.Emi uwielbia Pinio,papier z Rosmana .Szczoteczki mogłaby wymieniać co tydzień.BUZIAKI DLA WAS!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znów mam super-szeroki uśmiech! :) Pozdrawiamy również :D

      Usuń
  5. Chwilowo dzieci nie mam, ale na sobie testuję kilka kosmetyków. Żel z Baydreama okazał się strzałem w dziesiątkę, nareszcie skóra mnie nie swędzi i z ręki dziwne wykwity schodzą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie jeszcze nigdy nie kupiłam żelu BD, tak bardzo zraził mnie szampon.

      Usuń
    2. Nie dziwie Ci się. Jedyne co na jego obronę znaczy żelu mogę napisać, że szampon mnie podrażnił i wywołał łupież. Żel nawet skóry twarzy nie podrażnił, a mam wrażliwą.

      Usuń
    3. Przekonałaś mnie, spróbuję. :)

      Usuń
  6. A mnie zszokowało, że tak często obcinasz małej paznokcie. Kurczę, nie pomyślałabym, człowiek się całe życie uczy :D jako że nie mam o tym zupełnie pojęcia, to fajne chyba, że myjesz ją na ogół w samej wodzie. To fajne, że tak myślisz o jej suchej skórze, wszystko jest robione z refleksją, a niestety znam matki, które by kupowały niezliczone ilości kremów, zamiast delikatnego mydła i odstawienia mleka i tych świńskich serków (suchość związana z alergią).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zo nie ma alergii na mleko krowie, więc od czasu do czasu dostaje świński serek. ;) Paznokcie dzieciom po prostu tak szybko rosną, to przez podkręcony metabolizm. Jak była mała, robiłam to codziennie lub co drugi dzień. Nie ma też szczególnie suchej skóry, po prostu w naszym kranie płynie ohydna "żubura" zamiast wody. W poprzednim lokum nawilżałam jej skórę tylko zimą.

      Usuń
  7. Kupuję dla syna (5 lat) na zmianę do mycia Pinio, Bambino i tą serią dla dzieci z Ziaji. Gdy był mały tylko Oillan, był problem z suchą skórą tak do 2 roku życia. Potem te problemy się skończyły. Nie ma też teraz żadnym problemów alergicznych. Córkę również myję w Oillan lub Oilatum.
    Syn zjadał pastę prawie do 3 roku życia... na szczęście się tego oduczył. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zo czasami już próbuje wypluwać, ale średnio jej to idzie ;)

      Usuń
  8. Kiedy Oli byla mala, ta pielegnacja jednak byla ubozsza ;) Obecnie natomiast Pannica nie da sobie juz nic powiedziec i SAMA WIE NAJLEPIEJ, co dla Niej dobre ;)
    Niezle, ze Zo myje tak czesto zeby :)! Oliwie do jakiegos czasu, musialam gonic "grozbami" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, też przeszliśmy etap mycia zębów choć raz dziennie, na siłę i z płaczem... A potem pojawił się odcinek świnki peppy o wizycie u dentysty i brudnych zębach pana dinozaura. ;)
      Może Twoja Ola i wie najlepiej? ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...