wtorek, 8 kwietnia 2014

BLW – Baby Led Weaning w praktyce.

BLW to jedna z rzeczy, o których dowiedziałam się już w szkole rodzenia. Ponieważ odstawianie dziecka od piersi wydawało mi się rzeczą niezwykle odległą, zakodowałam sobie tylko, że jest coś takiego i karmiłam Zochę piersią.

Po kilku miesiącach przypomniałam sobie o BLW. Kupiłam i przeczytałam książkę Bobas lubi wybór G. Rapley, T. Murkett, którą gorąco Wam polecam. Uważam, że wraz z Mądrymi rodzicami M. Sunderland i Mamo Tato co wy na to? Zawitkowskiego stanowią niezbędnik młodych rodziców, którzy chcą dobrze kochać swoje maleństwo.


Idea Rodzicielstwa bliskości ujęła mnie swoją prostotą, i choć pewne koncepcje wydawały mi się sztuczne – bo były tak inne od tego, co pamiętam z własnego dzieciństwa i obserwowałam w wychowaniu innych dzieci w rodzinie – im dłużej im się przyglądałam i nad nimi myślałam, tym bardziej wydawały mi się słuszne.

Podstawowym założeniem rodzicielstwa bliskości (tak jak ja je rozumiem) jest to, że dziecko przede wszystkim jest człowiekiem i należy mu się szacunek wyrażany w wielu formach. Jedną z nich jest respektowanie dziecięcych granic. Nie chodzi mi tylko o używanie przemocy wobec dzieci, ale także o inne, rozmaite formy manipulacji.

Wiem, że lubicie posty o Zo głównie dlatego, że są mało teoretyczne, a mocno humorystyczne, ale ten krótki wstęp był moim zdaniem niezbędny do zrozumienia BLW.

Baby Led Weaning oznacza w dosłownym tłumaczeniu odstawianie od piersi kontrolowane nie przez rodzica, ale przez dziecko. Oczywiście ten sposób karmienia, czy raczej zapewniania pożywienia nadaje się również dla maluchów karmionych butelką, ale może być trudny dla ich rodziców. Mamy z powodzeniem karmiące piersią zdają się na dziecko, proponując mu karmienie, ale nie narzucając go. Bobas sam decyduje o częstości spożywania posiłków, ich ilości i czasu ich trwania. Dokładnie to samo odnosi się do samodzielnego jedzenia (BLW). Taka nieświadomość, co konkretnie i ile dziecko zjadło może bardzo stresować przyzwyczajonych do stałych pór posiłków i dokładnego odmierzania mieszanki. ;) Co do całkowitego odstawienia od piersi się nie wypowiem, Zocha nadal jest cycusiowa.

Poprzedni akapit może wprowadzać pewną konsternację, nie znaczy to, że w domu z BLW panuje chaos. No może troszkę, ale chodzi o czysty bałagan. Staramy się, aby posiłki były o stałych porach, natomiast nie ma problemu, jeśli jakiś posiłek trwa dłużej, bo służy zabawie, albo zostaje całkowicie zlekceważony i pominięty.


Kiedy można wprowadzić BLW?

Kiedy dziecko jest na to gotowe. U niektórych dzieci jest to dopiero wtedy, kiedy maluch potrafi całkowicie samodzielnie siedzieć, u innych nieco wcześniej. Same poznacie, kiedy Wasz brzdąc jest gotowy na poszerzenie jadłospisu. Zosia swój pierwszy stały posiłek zjadła po skończeniu 5 miesięcy, a jej gotowość objawiła się tym, że próbowała kraść moje jedzenie z talerza. Następny posiłek przygotowałam już odpowiedni dla niej i od tego czasu jeśli miała ochotę, jadła z nami.
Podstawowym wymogiem jest osiągnięcie niezbędnej koordynacji, która pozwala chwycić rączką przedmiot, włożyć go do buzi, i tam rozdrobnić.

Jak wyglądał pierwszy posiłek Zo?

Na talerzu ułożyłam pokrojoną w spore paski marchewkę, kawałki duszonego kurczaka i różyczki brokuła. Było kolorowo, smaki i konsystencje się różniły, każdy element posiłku zachowywał się w dłoniach i ustach inaczej.

Zosia przede wszystkim była bardzo zdziwiona, że coś, co wkłada do buzi ma inny niż cycusiowy, szmaciany czy drewniany smak. :) Jej minę mogłam nazwać jedynie pozytywnym szokiem.

Moje dziecko nigdy nie zjadło słoiczka z breją, choćby był na nim narysowany najpiękniejszy bobas. Kaszki i inne papki Zosia jadła, kiedy była już na tyle zaawansowana, że potrafiła maczać w nich własne palce, owoce, warzywa, chrupki, czy wreszcie łyżeczkę, i oblizywać je.

Jak przygotowywać posiłki?

Nowe „dania” najlepiej wprowadzać stopniowo. Nie zachęcam nikogo do rezygnowania z kolejności wprowadzanych smaków (na swojej drodze rodzica dostaniecie około miliona różnych kalendarzyków, które powiedzą Wam jak dziecko karmić, czy też może które najlepsze-na-świecie-słoiczki macie kupić, kiedy Wasz maluch osiągnie pełen wiek), natomiast osobiście nie przestrzegałam ściśle tej kolejności, kierując się zasadą „jedna nowa rzecz na raz” - co w razie alergii miało mi pomóc odnaleźć i wyeliminować jej przyczynę. Nie było takiej potrzeby, Zosia nie zareagowała źle na żaden produkt, choć było kilka takich, których jeść nie chciała. Być może właśnie potencjalnie alergennych.

Pokarm dziecka powinien przynajmniej w pierwszych tygodniach być odpowiednio przygotowany. Podajemy spore, stosunkowo spoiste kawałki, aby niewprawnej rączce łatwo było je chwycić, a dość trudno rozgnieść. Fajnie, jeśli jedzenie jest kolorowe.

Zosia jadła dokładnie to co my, nie gotowałam osobnych obiadów, nie miksowałam papek i zupek, nie rezygnowałam z przypraw (poza solą, którą wyeliminowałam z diety już w ciąży). Zosia miała pół roku, kiedy ze smakiem zajadała się chili con carne. ;)

Najlepiej, jeśli potrawy nie są nadmiernie przetworzone, choć jeśli od czasu do czasu trafią się na przykład frytki, nie widzę powodu, żeby odmawiać ich najmłodszemu członkowi rodziny.

Ilość posiłków również reguluje dziecko. Na początku Zosia zajmowała się jedynie obiadem, stopniowo coraz więcej przyjmowanych przez nią pokarmów było stałych.


Czy moje dziecko się nie zakrztusi?

Oczywiście, że się zakrztusi, i to nie raz. Zaowocuje to umiejętnością samodzielnego dozowania odpowiedniego kęsa. Nauczy się, kiedy pokarmu jest za dużo, i nie będzie wpychać jedzenia zbyt głęboko do buzi. Muszę Wam opowiedzieć, jak kiedyś znajoma mama wpadła na spacerze w panikę, bo jej dziecko włożyło sobie do buzi nieco większy kawałek chrupki. Rzut do młodocianej paszczy i spanikowana akcja wyjmowania chrupki, jakby była co najmniej grzechotnikiem, wprowadził w konsternację zarówno mnie, jak i Zochę.

Zasady bezpieczeństwa są dwie:

  1. Jeśli dziecko kaszle, to znaczy, że może oddychać. Źle jest wtedy, kiedy robi się czerwone/sine, ale nie wydaje żadnego dźwięku. Wtedy reagujemy natychmiast. Chyba nie muszę dodawać, że jedzący szkrab musi bezwzględnie zawsze być w zasięgu naszego wzroku i słuchu.
  2. Najlepiej, jeśli bobas je u nas na kolanach, ewentualnie w foteliku, z którego będziemy w stanie bardzo szybko go wyjąć. Nie uderzamy malucha w plecy. Kładziemy go na brzuchu z głową niżej niż reszta ciała. Sama zmiana pozycji zazwyczaj załatwia problem, dla pewności możemy lekko dzieckiem potrząsnąć.
U nas na lodówce wisiała obrazkowa instrukcja pierwszej pomocy w przypadku zakrztuszenia u niemowlęcia i małego dziecka, na wypadek, gdybym spanikowała i potrzebowała ściągi w krytycznej chwili. Przyznam się Wam, że kilka razy się przydała w praktyce, a mniej więcej milion razy dodała mi pewności siebie.

Zalety BLW:

Zosia wie, co jej smakuje, a co nie. Jednocześnie nie boi się odkrywania nowych smaków.

Bardzo szybko nauczyła się precyzji, chwyt pęsetowy opanowała do perfekcji.

Nie musiałam przygotowywać (ani kupować) osobnych posiłków dla Zofii.

Majka – nasza sunia – pokochała Zosię, która sprawiała przypadkiem, a później i celowo, że na podłodze lądowały przeróżne smakołyki.

Moje dziecko je, dopóki się nie naje. Nie przejada się, jedynie zaspokaja głód. Kiedy jest już pełna, nie będzie jeść dalej, choćby na talerzu zostały najbardziej fantastyczne frykasy.

Jeśli mowa o słodyczach, do ukończenia roku nie dostawała ich w ogóle. Obecnie lubi je, jak każde dziecko, ale jeśli zaproponować jej coś słodkiego albo mięsko, jej wybór nie jest oczywisty. ;)

Zosia spędzała więcej czasu z nami, była ważnym członkiem rodziny także podczas posiłków. Nie musiała jeść sama.

Wady:

Bałagan, bałagan, straszny bałagan. O ile we własnej kuchni nie było to dla mnie problemem, bo po obiedzie Majka zbierała większe kawałki, a ja zmiatałam mniejsze, myłam podłogę i po sprawie, o tyle na wyjazd do cioci zabieraliśmy ze sobą plamoodporny obrus, który rozkładałam pod Zosi fotelikiem.

Jeśli do tej pory jedliście niezdrowo, cóż... musicie wziąć pod uwagę, że skoro coś znajduje się na Waszym talerzu, będzie pożądane przez Wasze dziecko.

Dla mnie to nie była wada, ale warto wspomnieć o tym, że najprawdopodobniej rodzina na początku będzie sceptycznie patrzeć na Wasze pomysły. U nas tak było. Ale bardzo szybko, kiedy Zosia podrosła i zaczęła wsuwać naprawdę potężne ilości jedzenia, w dodatku całkowicie samodzielnie, ich wątpliwości zostały rozwiane, a wychwalaniu tej metody nie było końca. ;)

Jeśli jesteście pedantami, odpuśćcie sobie. Jeżeli stresuje Cię każda plamka czy kleks, nie zniesiesz dekorowania fotelika spaghetti albo rozgniatania w rączkach fasolki po bretońsku. Ta metoda ma ułatwić wszystkim życie, a nie komplikować.

Jeszcze kilka słów na koniec. BLW to tylko mądra nazwa czegoś, co jest całkowicie naturalne i praktykowane od dawna, zapytajcie swoich babć. :) Uczy dziecka samodzielności, a rodzica zaufania do malucha. Przy pełnym BLW nie ma możliwości manipulacji jedzeniem („dostaniesz czekoladkę jak zjesz mięsko”), nie ma też mechanizmu nagradzania za pomocą słodyczy. Moim zdaniem BLW to wspaniała droga do uniknięcia zaburzeń odżywiania.

Słyszałyście o BLW? Macie własne doświadczenia z nią, albo rady dla mam, które chciałyby wprowadzić ją w życie? Piszcie śmiało w komentarzach.

31 komentarzy:

  1. bardzo ciekawy wpis :) o BLW nie słyszałam, ale za to widziałam w praktyce i jestem jak najbardziej przekonana do takiej metody

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, to mądra nazwa dla normalnego, niepopsutego przez koncerny jedzenia. :)

      Usuń
    2. Ja również o tej metodzie nie słyszałam, ale wydaje się dość ,,innowacyjna''.
      Mimo wszystko jak na moje młode oko (:D) będzie się sprawdzać. NIeporządkowi da się zaradzić, więc myślę, że będzie stanowił najmniejszy problem.

      Ja również jak byłam bobasem to nie jadłam żadnych słoiczkowych dań :)

      Usuń
  2. W dobie antykoncepcyjnych programów tv i wszelkich wychowawczych patologii, od patrzenia na które przyrost naturalny się wręcz cofa, Twój blog to miejsce krzepiącej wiedzy i cieszę się, że mam do niego dostęp. Jeśli kiedyś coś, to wiem, że będę mogła tu zajrzeć po rozsądek i spokój.

    Bardzo mi się spodobało, że nie karmisz Zo słoiczkami i że nie wmuszasz w nią jedzenia. Jestem ofiarą przedszkola lat '90 i wiele rzeczy wciąż wzbudza we mnie odruch wymiotny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za wspaniały komplement! :)

      Ja z kolei jestem zaprogramowana na nagradzanie słodyczami, a butelki z dużymi dziurkami i wpychanie porcji do ostatniego kęsa wywołały u mnie problem z rozpoznawaniem uczucia sytości. Byłam pulchnym dzieckiem, chorobliwie wychudzoną nastolatką, a teraz kobietą z nadwagą, znam wszystkie strony zaburzeń odżywiania. Bardzo chcę Zosi oszczędzić takich trudów.

      BLW dobrze współgra z rodzicielstwem bliskości. :)

      Usuń
    2. Na nagradzanie słodyczami to chyba większość z nas jest zaprogramowana. Uchronienie przed tym dzieci to wojna z całą rodziną praktycznie :/

      Usuń
    3. O tak, i to codziennie od nowa ;)

      Usuń
  3. Nie słyszałam o tym, a szkoda, bo może nasze wprowadzanie Adasiowi nowych posiłków było by dużo sprawniejsze i uniknęłabym wielu stresów. Co do odstawiania od piersi to na szczęście u mnie odbyło się to bardzo spokojnie, byliśmy na to gotowi. Adaś miał już wtedy roczek i nagle zamiast jeść, zaczął mnie podgryzać. Pierś stała się dla niego bardziej zabawką niż źródłem pokarmu. Ale cieszę się, że tak długo na niej był:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stresy też były, nie powiem, że nie. :D Bardzo, naprawdę bardzo dużo konkretnej wiedzy o wychowaniu, odżywianiu i pielęgnacji dała nam szkoła rodzenia, gdybyśmy trafili do innej, pewnie też wierzyłabym w słoiczki, kaszki i papki.

      Rok to piękna liczba, brawo! :)

      Usuń
  4. Niejednokrotnie już mówiłam, że mądra kobieta z ciebie. A jeszcze w dodatku dowcipna. I świetnie pisząca :-)
    Mikołaj też jest BLW..i bardzo to lubi. Je wszystko i wszystko mu smakuje. Nigdy nie jadł słoiczków. .je to co my. I jako roczniak pięknie operuje rączka jak i łyżeczką! To nic że potem szoruje ścianę i stół z ryżu i brokuła :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A! No i wierzę w jaglanke! Co za wynalazek :-D

      Usuń
    2. Jak Zo była mniejsza, często jadłyśmy kaszę jaglaną, ostatnio się rozleniwiłam z gotowaniem, muszę do niej wrócić, zwłaszcza że wreszcie udało mi się ugotować taką bez goryczki. :)
      Fajnie ma Mikołaj, że je to co Wy, bo Wy bardzo ciekawe i urozmaicone rzeczy jecie ;)

      Usuń
    3. Właśnie wcinamy hummus :-D

      Usuń
  5. ciekawa ta metoda, napewno skorzystam ale to w baaaardzo dalekiej przyszłości :)
    ps. Zosia jest słodka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już dawno tak nie wygląda. Teraz ma dwa i pól roku i góruje wzrostem nad większością dzieciaków na placu zabaw ;) I jest częściej wściekła niż słodka :D

      Usuń
  6. Trochę się z mama na ten temat rozmawiało, ale nie wiedziałam, że to ma swoją specjalna nazwę. Nie śpieszy mi się jednak do dzieci. Chociaż takie kwestie w teorii mnie ciekawią.

    OdpowiedzUsuń
  7. BLW- to cud nad cudami. Moje Młodsze dziecko mi to uświadomiło. Starszy jadł słoiczki, kaszki, papki, wszytko łyżeczką.. A Młodszy od razu dał mi znać, że kaszki i papki nie są dla niego. Kiedy któryś raz z kolei wypluł na mnie kaszkę, którą mu dałam, powiedziałam dość. Dałam mu spokój z jedzeniem, był tylko na cycku,czasem chciał chrupka kukurydzianego. Teraz ma rok i wcina dużo rzeczy (+cycek oczywiście), najbardziej smakuje mu mięso i ryba.. W kawałki do ręki i już :) Według mnie rozszerzanie diety należy zacząć jak dziecko kradnie kanapki z rąk mamy, właśnie tak jak to było u Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, dziecko samo daje znać kiedy jest gotowe na nowości. U nas zresztą tak samo było z nocnikiem, a ostatnio z kibelkiem.

      Usuń
  8. Jakoś tak w połowie się mi to podoba a w połowie nie , bo owszem lepiej samemu przygotować dziecku obiadek niż ma jeść coś ze słoików , nie płacimy za reklamę , markę , opakowanie itd , tylko robimy samemu i wiemy co tam tak naprawę w tym posiłku jest , ale w druga stronę nie wyobrażam sobie że dziecko ma upaprać pół pokoju "bo ono je" siedzonko , ubrania i wszystko czego dotknie rączkami , może jakieś produkty lekko twarde , ale nie coś co rozleje rozchlapie wokół siebie , z reszta to też kwestia wieku myślę , inaczej będzie jadło dziecko 6 miesięczne a inaczej 2 latek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak mówię, ten sposób nie nadaje się dla obsesyjnych czyściochów. :) Zupełnie inaczej je też roczniak, który od początku je sam, a inaczej taki, który dopiero się uczy. I nie jest tak, że papki są zjadane bez najmniejszej plamki. ;)

      Usuń
  9. Jak patrzę na Twoją Zo, to normalnie taki z niej zbój jak z mojego Ksawcia. Też lubi jeść sam, a potem wiadomo jak to się kończy. Nie dość że on uciapany, ja też ,pies ma radochę bo na podłodze smaczne kąski dla niego. Czyli kolorowo ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspaniały post,jak i wspaniała mama.Ja piersią karmiłam do trzeciego miesiąca,potem utrata ukochanej osoby równała się z brakiem pokarmu.Masz prześliczną córunię!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami dzieją się smutne rzeczy, na które nie mamy wpływu. Twoja córcia (może już panna?) też niczego sobie ;)

      Usuń
    2. Pięć latek-panna!Poczekaj kochana ,jak zacznie Zosia dorastać,,,ale za to właśnie kocha się dzieci.

      Usuń
    3. 5 lat to panna jak nic, w prównaniu do moje 2,5-letniej Zo :)

      Usuń
    4. a,kochana i to jaka-sama się przekonasz:))buziole

      Usuń
  11. Akurat dzisiaj rozmawiałam z moją mamą, która pracuje w sklepie spożywczym i dziwiła się sposobowi żywienia niektórych dzieci - dzisiaj pewna pani kupiła swojej kilkunastomiesięcznej córeczce paczkę chipsów lays i do tego kolorowy napój...

    Przemawia do mnie BLW i zamierzam ją stosować. Nie czytałam jeszcze książki, więc nie wiem jak w tej metodzie wygląda z napojami, ale jeżeli chodzi o to, to trafia do mnie podejście ze szkoły Montessori, gdzie nie stosuje się kubków-niekapków, tylko od razu szklankę (na początku raczej coś mniejszego, chociażby kieliszek do wódki).

    Świetny post i super zdjęcia :) Jestem raczej z tych nielubiących rozpaćkanego w kuchni jedzenia, ale w tym wypadku dam spokój, jako że korzyści dla dziecka zdecydowanie przeważają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam na śmierć o napojach, ale jest tak jak mówisz: zwykły kubek zamiast niekapków (Zosia bardzo szybko zrozumiała, o co chodzi, w jeden dzień), do picia Zo teraz już dostaje soczki, bo chude to to że szok, ale na początku to była woda lub herbatka rooibos. :)

      Czasem zje chipsy, jasne, i wyhodowała obsesję na punkcie jajek z niespodzianką. ;) Ale większość tego, co jemy to zdrowe, domowe posiłki, a ulubiony chrupak to marchewka.

      Usuń
  12. Czytałam sporo o BLW, ale ostatecznie do tematu podeszłam tradycyjnie. Ale mój synek sam decyduje ile zje, a jedzenie miał wprowadzane na tyle rozważnie i rozsądnie, że teraz bardzo lubi jeść i ma swoje ulubione smaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, to nie jest jedyna słuszna metoda. :)

      Usuń
  13. "Robiłam" z moim synkiem BLW, trochę z tym brudu, nie ma co się oszukiwać, ale efekty są warte i nerwów z krztuszeniem i wiecznie zapaskudzoną podłogą :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...