piątek, 14 lutego 2014

Na jakich kosmetykach oszczędzam?

Niektóre kosmetyki dobieram bardzo starannie. Szczególną uwagę zwracam na skład i często są one trochę droższe, niż to co spotykamy na drogeryjnych półkach (choć bywają też nieco tańsze, ale trudniej dostępne albo wymagające odrobiny pracy).


Inne kosmetyki mogę spokojnie kupować kierując się głównie ceną. :) Do takich zaliczam:

Mydło do rąk.

Mąż i ewentualni goście używają takiego w płynie, Zo i ja w kostkach Staram się, żeby było w miarę naturalne, ale nie popadam w przesadę. Mydła zużywamy dość sporo i nieszczególnie widzę różnicę między drogim a tanim. To w płynie kupuję najczęściej w Biedronce, dość często trafiam też na zestaw z płynem do kąpieli dla dzieci, gdzie jeden z kosmetyków jest gratis. Ma myć i nie podrażniać, nie musi pielęgnować. Jeśli chodzi o kostki, to przez jakiś czas były to mydła, którymi kiedyś myłam włosy i nazbierał się ich zapas, teraz jest to ogromna Luksja o prostszym składzie, lubię też te Alterry.

Krem do rąk.

Moim dłoniom i stopom nie przeszkadza parafina. Rzadko kupuję taki, który kosztował więcej niż 5 złotych. Ma się szybko wchłaniać, nie śmierdzieć i jakkolwiek działać. Poza tym zawsze mam ich kilka: w kuchni, w torebce, w łazience, przy komputerze i przy łóżku, inaczej zapominam używać.

Krem do stóp.

Używam tu wszystkiego, co nie sprawdziło się na twarzy i na ciele, w razie potrzeby wzbogacam olejami i olejkiem z drzewa herbacianego. Mój ukochany krem do stóp to Bambino w metalowym pudełku, jest bezkonkurencyjny. :)

Peeling.

Przez ostatnie 10 lat raz posiadałam peeling. Dostałam go w prezencie. Wolę solidną szczotkę do ciała i rękawicę kessa, ewentualnie mydło peelingujące. Nie cierpię uczucia, jakie drobinki peelingu zostawiają na wnętrzu mojej dłoni, sama myśl działa na mnie jak dźwięk paznokci szorujących po tablicy czy widelec skrobiący po talerzu. Włosy stają dęba i zęby chcą uciekać. Jeżeli chodzi o peeling twarzy, nie robię go wcale. Większość naturalnych mydeł działa jak peeling enzymatyczny, a jeśli na twarzy pojawią się jakieś suche skórki, znikają po zrobieniu maseczki z glinka.

Żel do mycia twarzy.

Odkąd zaszłam w ciążę, twarz myję wyłącznie naturalnym mydłem, najczęściej jest to aleppo. Poza nieszczęsnym mydłem z czarnuszki taka pielęgnacja służy mi najbardziej, a wszelkie eksperymenty kończą się podrażnieniem i irytacją na własną głupotę. Ponad rok zabrało mi znalezienie odpowiedniej pielęgnacji twarzy i mimo iż szanuję Waszą wiedzę i mądre opinie na temat prawidłowego pH – u mnie sprawdza się tylko zasadowe mydło i zasadowa woda różana. Przykro mi, jeśli kogoś to obraża.

Płyn do demakijażu/tonik.

Przez długi czas się nie malowałam wcale, teraz zdarza mi się to częściej. Większość makijażu zmywam olejem (zwilżam płatek kosmetyczny, dodaję kropelkę oleju i mam dwufazę jak ta lala), poprawiam płynem micelarnym z Be Beauty. Jest zupełnie wystarczający jak na moje potrzeby i kosztuje grosze. Jeśli chodzi o tonik, zastępuje go powyższym płynem bądź wodą różaną, ewentualnie ziołowym naparem.

Odżywka myjąca.

Zmywam nią olej i nie oczekuję wiele poza możliwie najprostszym składem. Mój faworyt w tej dziedzinie to Dramers, o który wspominam chyba w co trzecim poście, ale działają też Hegrony i cokolwiek, co nie sprawdziło się po myciu.

Żel do włosów/pianka do włosów.

Są to kosmetyki, których używam bardzo rzadko, jedynie kiedy chcę utrwalić bardziej skomplikowaną fryzurę. Na 100% przeterminują się, zanim je zużyję, a ze względu na sporadyczne użytkowanie nie zdążą zrobić krzywdy włosom, stąd ich skład nie jest istotny.

Żel pod prysznic.

Używa ich tylko mój Mąż, a ma naprawdę pancerną skórę, Mają świeżo pachnieć i dziko się pienić, mogą być za 2 złote. ;)

Tusz do rzęs

Możecie mnie bić, ale nie widzę różnicy między tuszem za 50 a za 10 złotych. Podejrzewam, że jest jakaś między tym za dyszkę a takim za 200 złotych, ale wątpię, żeby kiedyś było mi dane się o tym przekonać. Nie mam problemu z rzęsami, są długie, dość gęste, nie wypadają. Tusz ma mi je lekko przyciemniać i nie sklejać. Nie podrażniać oczu.

Akcesoria higieniczne

Patyczki do uszu, płatki higieniczne, chusteczki, wkładki higieniczne. Nie odczuwam żadnej różnicy między stosowaniem Cleaniców a takimi będącymi marką własną marketów. Ba, często niby „porządne” płatki się rozwarstwiają i drą, albo na ich powierzchni tworzą się kulki jak na starym swetrze, tymczasem te marketowe oprócz tego, że tańsze, są grubsze i ładnie obszyte. W przypadku wkładek zwracam uwagę na to, żeby były bawełniane.

Mleczko do twarzy, masło do ciała, odżywka do paznokci i skórek, serum do twarzy, perfumy i wody toaletowe.

Na tych kosmetykach w ogóle super oszczędzam, ponieważ nie kupuję ich wcale. :) Zastępuję je olejami czystymi i mieszankami. Czasem solo, czasem w mieszankach gotowych lub własnej produkcji. W perfumach i wodach toaletowych przeszkadza mi zapach alkoholu, dlatego zastępiłam je perfumami w olejkach. <3
Jeśli chodzi o serum do twarzy, rano mieszam kropelkę oleju arganowego z witaminą C (kropelki Juvit: gliceryna z 10% zawartością witaminy C, do kupienia w aptekach za ok. 12 złotych), wieczorem z potrójnym kwasem hialuronowym. Zamierzam kupić gotowe serum, uśmiecha się do mnie to odmładzające z Biochemii Urody, ale dopiero po wykończeniu zapasów żelu hialuronowego. Mam opakowanie 60 ml, więc powinno mi wystarczyć na cały 2014 rok.

 
To na przykład żel pod prysznic w wersji oszczędnościowej. Wrzuciłam go do koszyka w Netto, gdzie zaglądam od czasu do czasu w poszukiwaniu ryczki. Suchy dowcip i twarz Watsona sprawiły, że byłam pewna, że Mąż doceni mój nabytek. ;)

Takie oszczędności pozwalają mi na większą różnorodność pielęgnacyjną, poza tym w przypadku mojej skóry im prostszy skład, tym mniejsze prawdopodobieństwo podrażnienia.

A jak to jest u Was? Jestem ciekawa, czy macie podobne listy. A może któryś z powyższych punktów to dla Was herezja? :)

67 komentarzy:

  1. Dobry pomysł. No mój też lubi pieniące się żele, jeśli spełniają ten warunek może być dosłownie każdy. Tusz też mam za niecałe 10 zł. Płatki do demakjijażu kupuję te , które się najbardziej opłaca nie patrząc na markę. Ogólnie mało pieniędzy wydaję na kosmetyki, bo ich nie mam za wiele ;/. Kupiłam sobie korektor, bo zaoszczędziłam na czym innym ;D i tak to u mnie jest. A inne braki nadrabiam konkursami - w wolnych chwilach, jak mnie d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziecko nie zamęcza! Jak teraz ;P

      Usuń
    2. Doskonale Cię rozumiem. :) Widziałam, że ostatnio Ci się poszczęściło (naturica), serdecznie gratuluję! :D

      Usuń
  2. strasznie chcę ten hobbitowy żel pod prysznic, ale nigdzie nie mogę dostać, ech :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A szukałaś w Netto? U mnie było ich całkiem sporo :)

      Usuń
  3. bardzo fajny post :) Cóż co do mojego oszczędzania to daleko mi do ciebie - aczkolwiek staram się kupować kosmetyki (tylko takie które potrzebuje ) najczęściej na promocjach. Bardzo często nie lubię sięgać po te z wyższej półki gdyż wierze że mają jakiś swój odpowiednik za niższą cenę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tym oszczędzam, na włosach szaleję. ;) Niektóre kosmetyki z wyższej półki faktycznie są cudowne, ale jeżeli wystarczają mi średnie, nie widzę powodu, żeby płacić kilka razy więcej. :) Nawet gdybym kiedyś wygrała w totka, nie kupię tuszu za 200 złotych czy pudru od Chanel. Marka nie jest dla mnie istotna, wolę płacić za zawartość. Dlatego tak mnie jarają sklepy z półproduktami albo kolorówka.com :)

      Usuń
  4. Hm, ja generalnie nie zwracam uwagi na to, ile kosztuje dany kosmetyk, chyba, że cena jest na prawdę kosmiczna. Ale i wtedy czasem skuszę się na jakiś kosmetyk, np. krem do rąk z L'Occitane za 30 zł. Wydatek spory, ale od dawna chciałam go przetestować, i przyznam, że nie żałuję. Na tusze te nie wydaję dużo, bo szkoda mi 50 czy 100 zł na co, co za 3 miesiące wylądue w koszu. Zwłaszcza, że tusze, które spełniają swoje zadanie można kupić nawet za 10 zł. Mydła w płynie też kupuję w Biedronce, czasem w Avon, żele pod prysznic - co mi wpadnie w ręce. Lubię natomiast markowe perfumy i czasami je kupuję, ale częściej dostaję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat L'occitane jakoś mnie nie kusi, nie podobają mi się opakowania, wyglądają na bardzo niewygodne. Perfumy i wody natomiast głównie śmierdzą mi wódką, niezależnie czy jest to woda z Avonu czy perfum z górnej półki. Nikt też się nie odważy zrobić mi kosmetycznych zakupów bez uprzedniej konsultacji. ;)

      Usuń
  5. To już wiem skąd ten żel :-D szkoda, że u mnie nie ma Netto, bo mojemu K. też by się spodobał :-D
    Nigdy nie miałam kremu do stóp :-D Peelingi robię z kawy, ale kusi mnie też ta rękawica, pewnie kupię jak będę mieć jakiś niespodziewany przypływ gotówki :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie są te żele jeszcze gdzie indziej, ale nie mam pojęcia, gdzie. :) Peeling z kawy robiłam kilka razy, ale uczucie jest podobne jak przy zwykłym, drobinki wibrują mi w dłoniach i bardzo mi to przeszkadza. Za to zrobiłam sobie kiedyś mydełko zdzierające z kawą i bardzo dobrze je wspominam. Rękawicę mam już dość długo, intensywnie używam, i nic się z nią nie dzieje. Mam ochotę kupić drugą, żeby móc masować obiema rękami na raz. :)

      Usuń
  6. Nie lubię wydawać niepotrzebnie pieniędzy, więc zawsze zaczynam od tańszych produktów z dobrą opinią i jak nie pasuje, idę w górę cenowo. Staram się też polować na promocje.
    Dawno nic mnie tak nie zaskoczyło jak Hobbitowy żel :D gdybym miała netto u siebie, od razu złapałabym za kurtkę i biegła kupić
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli to Cię pocieszy, żel bardziej śmierdzi niż pachnie. ;)

      Usuń
  7. o ludu, żel hobbitowy ;o;o już lecę po niego, netto za rogiem xd :D ja oszczędzam na płynach do kąpieli żelach do mycia i balsamach. tusze najwyżej za 20 zł kupuję;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, na płynach tez oszczędzam, nie kupuję wcale. ;) Na balsamach nie muszę oszczędzać, bo i tak używam głównie oleju i jeden balsam wystarcza mi na pół roku.

      Usuń
  8. U mnie jest troszkę inaczej - lubię gotowe produkty i zdarza mi się zaszaleć cenowo :) Natomiast wszelkie mydła w płynie, mydła w kostce, żele pod prysznic, płatki kosmetyczne czy patyczki kupuję często z marek produkowanych dla danej sieci sklepu.
    Zdecydowanie szanuję czyjeś wybory i uważam, że kazdy powiniem kupować to, co i za ile mu pasuje. Ja na wiele kosmetyków które chciałabym wypróbować nie mogę sobie pozwolić finansowo, za to chętnie czytam o nich na innych blogach. Lubię także podglądać i wypróbowywać wszelkie kosmetyki za przysłowiowe "grosze" ;) U Ciebie bardzo podoba mi się oszczędność i to, że dużo kosmetyków robisz sama. Ja niestety lubię sięgać po wszelkie "gotowce" i póki co dobrze mi z tym :) Choć jak kiedyś napisałam, nie wykluczone że kiedyś i ja coś "ukręcę" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie całkowita zmiana cery podczas ciąży, pewnie nadal wklepywałabym w siebie drogeryjne specyfiki, po prostu nie mogę już tego robić. Z drogeryjnych rzeczy sprawdzają się u mnie odżywki do włosów, dezodoranty (wspomagane naturalnym ałunem) i tusz do rzęs. Pozostałe pasują z reguły jedynie do kategorii podrażnia/uczula/zapycha/wysusza, i zwyczajnie boję się eksperymentować.
      Kiedy okazuje się, że nie możesz używać parafiny, odpada prawie wszystko co na drogeryjnych półkach i siłą rzeczy trzeba szukać czego innego. A że w przypadku kosmetyków często im prostszy skład tym wyższa cena - i czegoś przecież używać trzeba - siłą rzeczy musiałam poszukiwać alternatyw.
      Oszczędność to zaleta, ale też konieczność, przynajmniej dopóki nie wrócę do pracy. :)

      Usuń
  9. Nie mam w zwyczaju przepłacać za kosmetyki tak w ogóle, a za te z Twojej listy to już na pewno. Akcesoria higieniczne zawsze najtańsze. Ostatnio widziałam u kogoś na blogu patyczki do korygowania makijażu, które tym różniły się od zwykłych, że w przezroczystym patyczku mieścił się zbiorniczek na odpowiedni płyn (kilka sztuk w opakowaniu). I za takie wynalazki każą sobie więcej płacić, a przecież proste rozwiązanie za grosze jest takie, ze swój patyczek mogę sobie umoczyć w płynie do demakijażu i po sprawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałam o takim wynalazku, faktycznie wygląda na zbędny gadżet ;)

      Usuń
  10. Mi do oszczędzania na wielu rzeczach daleko, chyba że ich nie używam wcale wiec nie kupuję. Chyba na pewnych rzeczach nigdy nie nauczę się oszczędzać, ale to bardziej z powodu moich skórnych problemów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie na: kremach, żelach, odżywkach, szamponach i tym podobnych kosmetykach oraz przede wszystkim do makijażu oczu nie patrze na cenę.

      Usuń
  11. Ja to chyba na wszystkim oszczędzam, byle nie na włosach ;) Choć też nie kupuję bardzo drogich masek i odżywek, ale np. czasem skusi mnie coś rosyjskiego, co kosztuje już 30zł, a dla mnie to już sporo jak na maskę, zwłaszcza, że są cudowne maski do włosów za niecałe 10zł ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. W przypadku tuszy mam tak samo:) Jak dla mnie to nie ma między nimi praktycznie żadnej różnicy:))

    OdpowiedzUsuń
  13. UWAGA! Widziałam Dramersa w Swarzędzkim (koło Poznania, bo stamtąd jest Dramers) Carrefourze :)

    OdpowiedzUsuń
  14. podziwiam i też muszę się zastanowić nad gospodarowaniem kasą wydawaną na kosmetyki

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja ogólnie nie lubię za dużo wydawać na kosmetyki. Jeżeli chodzi o kolorówkę to fakt...nie oszczędzam na podkładach i tuszach, ale za cienie do oczu, błyszczyk lub szminkę nie lubię dużo płacić. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajny post :) U mnie podobnie, wiele kosmetykow wogole nie uzywam, wiec oszczedzam ;) Jesli kupuje jakies drozsze, to staram sie "wyrwac" je o co najmniej polowe taniej na Ebayu ;) Jedynie faktycznie spirale do rzes kupuje od lat drozsza, ale dlatego, ze bardzo mi podpasowala i nie znalazlam jeszcze jej zamiennika, no dobra i jeszcze podklad ;P. Z pewnoscia ostatnimi czasy raczej nie oszczedzam tez na produktach do wlosow ;) Ok., niech bedzie, jednak srednio mi wychodzi to oszczedzanie ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ujęła mnie Twoja galopująca szczerość. ;) Podkład kupiłam z kolorówki i starczy mi chyba na dwa lata, a co do tuszu to naprawdę mam znikome wymagania.

      Usuń
  17. Ja oszczędzam na produktach do ciała (żele, balsamy)na paznokcie też nie wydaję dużo :)

    OdpowiedzUsuń
  18. drogie nie zawsze znaczy lepsze, to w sumie dobrze. :) jako przykład dam oleje do włosów: stosowałam różne, a największą miłością darzę mieszankę BDFM, która w promocji kosztuje 10zł za 250ml :)

    Gdybym mogła mieć jakąś sugestię co do szablonu to prosiłabym Cię o jakiś kolor do linków lub odznaczenie. Nie traktuj tego jako przytyk, wiem że po najechaniu myszką link się podkreśla itd, aczkolwiek ja czytam bloga na telefonie i łatwiej byłoby gdyby linki były jakoś lekko odznaczone w tekście ;) może fioletem, pogrubieniem albo czymś takim? Przepraszam, że tak marudzę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tymi linkami to oczywiście mówiłam ogólnie, na podstawie tego, że przeglądałam ostatnio Twojego bloga od początku :)

      Usuń
    2. Bardzo Ci dziękuję za uwagę, kurczę, u mnie one się wyróżniają wyraźnie na komputerze - literki są szare, linki niebieskie. Ale już u Męża też wszystko jest czarne. Zaraz coś z tym zrobię. :)

      Nie traktuję tego jako przytyk, dobre rady zawsze mile widziane :)

      Usuń
    3. :) :*
      ja zazwyczaj czytam na telefonie (dlatego tak rzadko cokolwiek gdziekolwiek komentuję, żyję na zasadzie włączam kompa-robię to co muszę-zaglądam na bloga i piszę posta-wyłączam kompa) i tam mi się te linki nie bardzo odznaczają :(

      Usuń
  19. Naprawdę ciekawy post, faktycznie sporo można zaoszczędzić na takich produktach, żeby móc kupić sobie na przykład coś wymarzonego. A co do demakijażu, to jakiego oleju na ten zwilżony płatek używasz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej chwili alterry z limonką albo migdałowego, płatek zwilżam hydrolatem lipowym albo nawet wodą z kranu. ;) Nada się też każdy spożywczy, o ile Twoja skóra go lubi, może być rzepakowy przelany dla wygody do butelki z pompką. U mnie to są te dwa, bo otworzyłam je już jakiś czas temu, a nie mam dla nich za bardzo innego zastosowania. Alterra zawiera olejki eteryczne, więc może podrażniać oczy.

      Usuń
    2. Ja w tej chwili używam płynu micelarnego BeBeauty z Biedronki naprzemiennie z płynem dwufazowym z Delii, w zależności od tego, jaki mam makijaż. Do mocniejszego używam płynu dwufazowego. Ale Twój pomysł z olejami wydaje się być całkiem ciekawy, muszę wypróbować :)

      Usuń
  20. Jaki fajny że pod prysznic :D
    Ja również oszczędzam na tych samych kosmetykach co Ty. Mimo wszystko co do micela- wolę dac ciut więcej i mieć pewność, że mnie w oczy szczypać nie będzie, niż kupować jakiś podrażniający.
    Ale przecież nie od dzisiaj wiadomo, że są tańsze i dobre :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam na próbę, bo kosztuje grosze - działa, nie podrażnia, więc nie szukam dalej. :)

      Usuń
  21. Mój chłopak potrzebuje żelu który mega super się pieni, przeważnie kupuję mu szampon z Syossa, ja oszczędzam na tusza do rzęs, płatkach kosmetycznych, żelach i w ogóle nie potrzebuję drogich kosmetyków, no chyba, że są to włosy to tu już mogę wydać trochę więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten hobbitowy żel spróbuje capnąć w Netto :) Super post! Ja tez zwracam uwagę na składy, zawsze, zawsze nawet przy kremach do stóp (choć tu rzeczywiście czasem robię akcję typu smarowanie stóp kremem do rąk itp ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazuje się, że stopom moim nawet parafina niestraszna, więc się aż tak nie przejmuję. :)

      Usuń
  23. A mi się tryb oszczędzania włączył ostatnio, bo wszystkiego mam pod dostatkiem i wykańczam zapasy. Lubię denkować, mieć mało rzeczy, zupełnie inaczej niż rok temu. A wytaniam na płynach do demakijażu, bo mają spełniać dwa warunki - mieć jedynie fazę wodną i zmywać tusz. Używam je tylko, gdy zmywam tusz z powiek, po makijażu (strasznie się papram). Poza tym podobnie, jak u Ciebie - nieistotne jest np. czym się myję, bo i tak skóra sucha, czasem tylko po zapachu szukam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nieistotne czym się myję, pod warunkiem, że jest to naturalne mydło. ;)

      Usuń
  24. niedawno zmieniłam pielęgnację na naturalną i ciągle jeszcze jestem w trakcie poszukiwań, także wydaję krocie na swoje kosmetyki, by się przekonać, co jest dla mnie dobre a co niekoniecznie... pomału znajduję swoje perły i myślę tym sposobem zakończę czas eksploracji wkrótce;)

    pozdrawiam serdecznie
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość kosmetyków już znalazłam, jedynie w przypadku wlosów obsesyjnie szukam jeszcze lepszych. ;)

      Usuń
  25. Nie wyobrażam sobie życia bez płynu micelarnego! Zmywam nim makijaż (leżąc w łóżku - kiedyś po imprezach nie zmywałam makijażu, a teraz mam płyn pod ręką i po kłopocie), a także przemywam rano - nieźle odżywia cerę. Za to oszczędzam na tuszach do rzęs oraz na lakierach do paznokci i akcesoriach :) Największa oszczędność jest na perfumach, bo kupuję FM

    OdpowiedzUsuń
  26. Ciesze się, że poruszyłaś ten temat. Często nie zdajemy sobie sprawy, że kupowanie droższych produktów (w tym kosmetyków) nie musi być równoznaczne lepszą ich jakością!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami płacimy wyłącznie za markę, i można spokojnie znaleźć tańsze odpowiedniki o podobnym składzie. Jestem w stanie dużo zapłacić jedynie za naturalne produkty, a jeśli skład i tak średnio mi odpowiada, wolę kupić coś taniego. Zostanie mi wtedy więcej pieniędzy do wydania na włosy ;)

      Usuń
  27. Tuszy do rzęs nie używam mam indygo, kohl kosztuje(w proszku) 8 zł a jest mega wydajny, lepszy niż kredka, nie kupuje toników, coś do oczyszczania także czasami sama zrobię, nie kupuję odżywek do paznokci(pomaga mi dieta), odżywek do skórek, peeling do stóp i naturalną gąbkę z wyspy mam za darmo :D.Czasami zdarzy mi się złamać jakąś zasadę ale rzadko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy jest u Ciebie gdzieś opisane jak używasz indygo na rzęsy (nie mogę znaleźć)? Bardzo by mi pomógł taki post - mam długie, opadające rzęsy i kiedy maluję je tuszem, dotykają szkieł okularów i je brudzą. Kolorówki w ogóle mam bardzo niewiele, większość to wygrana u Kaczmarty ;), więc nawet zapomniałam o tym, żeby ją wymienić w tym poście.
      Gąbka mi zaczęła rwać się i pękać po dwóch użyciach, czy to normalne? Traktowałam ją bardzo delikatnie, ale widzę, że to i tak za mało...

      Usuń
  28. podobnych list nie tworzę, bo jestem mistrzem w ich łamaniu :) mam pewne ograniczenia jeśli chodzi o kosmetyki, ale czasami trafiają się wyjątki. staram się jednak nie przekraczać pewnych kwot na daną kategorię :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przynajmniej dzielnie zużywasz swoje zapasy! :)

      Usuń
  29. Oszczędzam na tym samy. Co prawda nie przepadam za kremami do rąk na parafinie, ale wśród tańszych bez problemu można znaleźć te o "lepszym" składzie.
    Peelingi lubię, ale robię je sama, albo w ogóle ich nie robię, a do złuszczania używam odpowiedniej gąbki, to najtańsza i najskuteczniejsza opcja.
    Co do tuszy - też nie widzę większej różnicy, między drogimi a tanimi. W obu przedziałach cenowych można znaleźć niewypały i bardzo dobre produkty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie przepadam za kremami na parafinie, ale kiedy nie ma żadnego bez niej, a jestem w potrzebie, biorę co jest. ;) Zrobiłam kiedyś mydle peelingujące z ziarenkami kawy i byłam z niego zadowolona, w ogóle lubię takie mydełka.

      Usuń
  30. Bardzo mi się podoba ten wpis o oszczędzaniu. Mnie także konsumpcjonizm nie pochłonął. I całe szczescie, że zyje w dobie Internetu. To moja kopalnia wiedzy i dzięki niemu oszczedzam na czym się da, ha ha ;) Czytam, czytam i zawsze coś się w głowce zaświeci.
    Mąz myje się mydłem Alterra, a ja i synek, żelem Babydream. Do tego multiuniwersalny płyn Facelle, do mycia ciała, wlosow i od czasu do czasu na buzię, jako mieszanki przy wlasnej roboty peelingu (cukier lub kawa). Żele pod prysznic w naszej lazience i tak nie miałyby juz miejsca. Co takze jest ogromnym plusem przy otaczaniu się przedmiotami. Mam sporą łazienke, niestety z brakiem szafek i półek. Dlatego produkty wielokrotnego zastosowania są u nas na wagę złota. Oboje z mezem walczymy o każdy skrawek. Oleje używamy do kąpieli, do "olejowania" (?) ciala i buzi i rzecz oczywista na wlosy. Do tego pólprodukty, profilaktycznie na zmarszczki ;-) Oszczedzamy nawet na pascie do zębów. Nasza ukochana <3 najlepsza - COLODENT Super Biel, za całe 2.50zł.
    Od jakiegoś czasu uzywam podpasek zwykłych, bawelnianych, tak samo wkladek. Nie dosc, ze zdrowsze, bo naturalne to w koncu przestałam miec uczucie "odparzenia" i dyskomfortu przy miesiączce. Tak rozwinąwszy temat hehe. Jedyne na czym nie oszczędzam, to perfumy i oleje.
    Odbiegając od kosmetyków.. Piorę orzechami piorącymi, ktore są niezwykle tanie i wydajne. Zniszczone ubrania wykorzystujemy do sprzątania.Nie kupuję żadnego rodzaju sciereczek z mikrofibry, nawet z kozich jajeczek bym nie kupiła ;-)
    Poza tym, prócz kosmetykow robię własnej roboty: wegetę, przyprawy różnego rodzaju, odświeżacze powietrza oraz srodki do utrzymywania czystosci w domu.

    I taka refleksja mi się nasuwa na koniec.. Tak cięzko pracujemy, oszczędzamy, a i tak biednie żyjemy :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  31. Z orzechów musiałam zrezygnować, bo przeprowadziliśmy się do miejsca z bardzo twardą wodą i nawet z wspomagaczami nie dawały już sobie rady z praniem, ale przez kilka lat używałam do prania tylko ich. Łazienkę mam z kolei bardzo małą, i choć mam w niej dwie małe szafki, to niezbyt dużo się w nich zmieści. Mimo wszystko mam trochę więcej kosmetyków, na przykład sam olej to za mało dla mojej twarzy, potrzebuję jeszcze czegoś z emulgatorem, no i kremu z filtrem.
    Od kilku lat używam podpasek bawełnianych i jestem z nich bardzo zadowolona. Tradycyjnych używam tylko na wyjazdach.
    Ściereczki czasem kupuję, ale również używam w tej roli starych ubrań (ktorych zaas nam się znacznie skurczył podczas remontu). ;) Vegety nie używam i rzadko sięgam po gotowe mieszanki, najczęściej mieszam sama zioła i przyprawy, dzięki czemu ograniczam tez ilość soli w potrawach. Środków czystości również używam już tradycyjnych 0 twarda woda i tutaj daje się we znaki, ale kiedy Zo była malutka prawie po nie nie sięgałam - wszędzie soda, ocet i orzechy. ;)

    I nie zgodzę się, że skromnie znaczy biednie! :D

    OdpowiedzUsuń
  32. he he to był taki dowcipasek na zakonczenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. To się nazywa swiadoma konsumpcja :-)
    A propo refleksji : smutno mi się robi kiedy słyszę od kogoś że ledwo wiąże koniec z końcem,a w koszu na śmieci niezjedzone kanapki.
    sorry że nie na temat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jak najbardziej wiąże to się z tematem, nie ma za co przepraszać. :) Też nie cierpię marnowania jedzenia, choć muszę przyznać, że w ostatnim tygodniu zdarzyło mi się wyrzucić kilka przeterminowanych rzeczy. Bardzo nie lubię tego robić i jestem potem kilka dni na siebie zła. Na szczęście nie muszę być zła często. ;)

      Usuń
  34. Oszczędzam na :
    -kupowaniu kolorowych,coraz to innych mydełek-mam jedno sprawdzone
    -pachnących i wypchanych milionami składników żelów pod prysznic,mam wrażenie że te wszystkie żele i płyny tylko oblepiają skóre,
    -kupowaniu niewiadomo jakiej ilośc chemi do domu,płyn do toalety i do okien wystarczy(ba,nawet mogę powiedzieć że mam w domu czysto :-))
    -glutaminian sodu to nie dla mnie witamina,więc nie kupuje gotowych sosów,przypraw itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tuż po urodzeniu Zo też używałam tylko orzechów, octu i sody+ mikrofibry. :) Teraz jednak od czasu do czasu doceniam superhiperwybielające właściwości Domestosa. Glutaminianu tez unikam, a najbardziej lubię sama łączyć przyprawy.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...