wtorek, 4 lutego 2014

Mój sposób na kohl – koniec efektu pandy! :)

Jakieś pół roku temu kupiłam kohl w proszku. Naczytałam się o jego cudownych właściwościach kojących, chłodzących, wybielających białko oka dzięki obkurczaniu naczynek, chroniących przed słońcem. W dodatku miał podkreślać oko, jak czarna kredka.

No i wszystko to pięknie, ale kompletnie nie potrafię się obsługiwać szklanym patyczkiem dołączonym do opakowania. No jak sobie szklaną rurką pomalować oko? Zo mi świadkiem, że próbowałam. I to jak próbowałam! Niestety przez kilka miesięcy nie zrobiłam żadnych postępów. Nadal niemal nic proszku nie lądowało na powiece, za to bardzo dużo w oku, pod okiem i na policzku. Jeszcze nie zaczęłam robić makijażu, a już wyglądałam jak w zrobionym trzy dni temu.

Obraziłam się na kohl.

Aż zainteresowałam się kosmetykami mineralnymi. Dowiedziałam się, że istnieją miki. I że z miki można zrobić bardzo łatwo eyeliner w dowolnym kolorze. Wtedy przypomniał mi się mój osypujący się ziołowy gagatek. Na pomoc ruszył kwas hialuronowy, który razem z olejem od wielu miesięcy spełnia funkcję mojego serum do twarzy (oczywiście nie ta sama butelka).

Do szklanego lub porcelanowego naczynia wsypujemy niewielką ilość proszku. Na zdjęciu jest go o wiele za dużo. Mieszamy w proporcji 1:1 z kwasem hialuronowym. Nada się też żel aloesowy.

I już.

A takie wychodzą kreski. Na oczach też zrobiłam, ale nie będę Was katować zdjęciem podkreślającym mój brak wprawy. :) To są kreski jeszcze trochę wilgotne. Po wyschnięciu robią się całkowicie matowe. Taki „eyeliner” zasycha bardzo szybko, jednocześnie zachowując właściwości chłodzące i zwężające naczynka czystego kohlu. A jak już zaschnie, jest na cały dzień. Nie rozmazuje się, nie blaknie, nie odbija na górnej powiece.

Pamiętamy jedynie, aby kupić kohl niezawierający ołowiu, i aby wykonać próbę uczuleniową. Jestem wrażliwcem, ale bardzo dobrze reagującym na zioła, więc te z Was, którym natura nie służy, powinny szczególnie uważać.

Możecie też kupić eyeliner. Po prostu wychodzi ze mnie Poznań – nie cierpię, kiedy coś mi się marnuje. :D

Spróbujecie? Czym podkreślacie oczy? :)

29 komentarzy:

  1. Widzisz! świetny pomysł - mam i kwas hialuronowy i ten kochany kohl z którym też sobie nie dawałam rady. Dzięki ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że pomysł się przyda. :)

      Usuń
  2. Ja prościutko - zwykła kredka, najczęściej czarna, czasem fioletowa czy brązowa, albo liner w pędzelku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kupiłam raz brązową kredkę, ale zużyłam na brwi. ;)

      Usuń
  3. Spróbowałabym ale boję się że moje umiejętności w dziedzinie makijażu nawet w tym przypadku dałby o sobie znać. Ale z chęcią zobaczę twoją kreskę jak dojdziesz do wprawy

    OdpowiedzUsuń
  4. Khol nakładam tylko i wyłącznie na wodną linie oka, skradł moje serce od pierwszego użycia. Nie powiem, że się trochę z tym proszkiem nie meczę, choć nie zawsze taka sierotka ze mnie czasem, ale jak nie mam zmęczonych oczu to nawet i dwa dni mam nierozmazany makijaż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję wytrwałości w takim razie. Nie udało mi się proszku w żaden sensowny sposób nałożyć ani na górną, ani na dolną powiekę. O wiele łatwiej jest mi z kajalem, tyle że potrafi się rozmazać.

      Usuń
  5. czuje że nie byłabym wstanie sobie z tym poradzi i moje kreski byłyby jeszcze gorsze niż są ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konsystencja jest bardzo wygodna, nie spływa z pędzla, nie robią się grudki ani zacieki, a kryje bardzo dobrze. Linie są krzywe, bo nie mam ani wprawy, ani dobrego pędzla :)

      Usuń
  6. kohl mi się marzy ale wydałam ostatnio za dużo kasy ;x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ps. sposob świetny ;p

      Usuń
    2. Ten mój kosztował 6 albo 8 złotych :) Ciekawe na jak długo mi wystarczy, na pewno szybciej się zużywa taki mieszany. Chociaż.. biorąc pod uwagę ile rozsypywałam proszku to może na jedno wyjdzie. Na pewno używa mi się go całkiem przyjemnie. Żadna ze mnie profeska, kredkę robię pędzelkiem do plakatówek. ;) Myślę, że to fajny, tani sposób, żeby się nauczyć robienia kresek, po szkoda by mi było tak wypaćkać całe opakowanie jakiegoś porządnego linera.

      Usuń
  7. Mam kohl w kredce i jestem bardzo zadowolona:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam manhattanową kredkę Kohl Kajal i jestem bardzo zadowolona, mam już dwa odcienie - trwałe i nierozmazujace sie choc watpie, by mialo tak liczne efekty jak czysty kohl ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też się zastanawiałam co poza nazwą mają wspólnego te kredki z kohlem. :)

      Usuń
  9. Wersji proszkowej jeszcze nie miałam ale kiedyś w gratisie do paczki dostałam kajal sheetal, wcześniej miałam coś z allegro chyba hashmi ale mazal się okrutnie.Ten ma zdecydowanie mniej czarną czerń, ale dla takiego bladziocha jak ja to nawet dobrze ktoś trafił z gratisem :) I twardo trzyma się na linii wodnej cały dzień. Zainteresował mnie Twój patent I napewno spróbuję go w najbliższym czasie.Do listy plusów używania kohlu oprócz wybielania oczu warto też dodać, że te typowo ziołowe indyjskie nie arabskie działają jak serum do rzęs często bazują na triphali lukrecji I bhringraju :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to nie wiedziałam. Ale akurat mam arabski. Za to kajal indyjski, ale bez składu. :(

      Usuń
  10. Jak trafie na taki sproszkowany kohl, sprobuje :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ładna kreseczka :)
    Dobrze, że znalazłaś nie niego sposób.

    Ja zazwyczaj stawiam na kredkę i eyelinera.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ty to masz zdolności! :)
    Ja używam najczęściej kredki, eyelinera dopiero niedawno zaczęłam używać i wciąż się uczę robić ładną kreskę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jaka tam zdolna? Wymieszałam tylko dwa składniki :) Tez mam nadzieję kiedyś opanowac truną sztukę malowania kreski, na razie maluję raczej kropki i zygzaki ;)

      Usuń
  13. pięknie sobie porudziałaś:D Obawiam się, że u mnie by wylądował w koszu, no chyba, że akurat znalazłby się nabywca;)

    pozdrawiam ciepło
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę coś musi mnie baaaardzo zdenerwować, żeby wylądowało w koszu. Do tej pory wyrzuciłam tylko Jantar (za to dwa razy) i to nieszczęśliwe mydło z wielbłądem. Bardzo nie lubię wyrzucać, znacznie chętniej komuś oddam, albo właśnie pokombinuję. Również pozdrawiam :)

      Usuń
  14. Świetny pomysł ! Z chęcią wypróbuję, bo też mam kohl w proszku, którym się nie za bardzo umiem posługiwać i kwas hialuronowy (też używam go razem z olejem do twarzy;)) Mam tylko pytanie, jak zrobię większą ilość i będę trzymała w zamkniętym słoiczku to nie zaschnie, prawda ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zaschnie, ale za to bakterie są wszędzie i taką mieszankę lepiej by było zakonserwować, poza tym kohl będzie opadał na dno. Dlatego wolę się bawić w pojedyncze porcje. :)

      Usuń
    2. Hmm.. to muszę coś wymyślić ;) Dziękuję za odpowiedź :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...