czwartek, 23 stycznia 2014

Jak pielęgnowałam noworodka? Nasze pierwsze tygodnie z Zo pod kątem mycia, kąpania, przewijania.

Dzisiaj post na specjalne życzenie, napisany po bardzo miłej korespondencji. :) Muszę zaznaczyć, że nie jestem wyrocznią i opisane przeze mnie metody odnosiłam jedynie do własnej córeczki: zdrowej, bez alergii, egzemy, zapalenia skóry czy innych problemów. W przypadku wątpliwości i jakichkolwiek zmian skórnych, należy postępować zgodnie z zaleceniami położnej i lekarza.


Do pielęgnacji Zosi przygotowała nas zarówno szkoła rodzenia, jak i doświadczone położne w szpitalu. Kiedy kąpały dzieci, zawsze pytały, czy któraś mama chce przekonać się, jak to wygląda. Było tu pouczające doświadczenie: zobaczyłam, że nawet takie maleństwo można umyć i wcale się od tego nie rozleci. ;) W dodatku kąpany chłopczyk sprawiał wrażenie, jakby zabieg sprawiał mu przyjemność. Dzięki temu nie bałam się wykąpać naszej Zosi po powrocie do domu.

Odczekałam jednak dwa dni – bardzo wymęczył mnie poród i wolałam wytrzeć córkę wilgotną szmatką na łóżeczku czy na leżaczku, niż upuścić ją do wanienki (a w naszym przypadku miski, potem większej miski, a potem już dużej wanny – razem z mamą lub Tatą. Zo zawsze była długa).


Czym myłam Zosię? Wodą. :) Taka mała istotka nie jest przecież brudna, najwyżej się troszkę obślini. Dbałam o to, żeby wodę czymś zmiękczyć, na przykład naturalnym mydełkiem. Bardzo dobre są również emolienty do kąpieli, w aptece polecili nam Oilatum, w szpitalu Emolium. Nie kupiliśmy żadnego, zaopatrzyliśmy się za to w olejek ze słodkich migdałów. :)
Powiem Wam, czego w żadnym wypadku nie polecam używać: żadnych kosmetyków z parafiną (to bardzo ważne! Parafina bardzo oblepia delikatną skórę, spotkałam się również z opiniami, że może również osadzać się na nerkach), silnymi detergentami (SLS, SLeS), ani nawet pseudodelikatnych żelów czy płynów do kąpieli dla niemowląt i noworodków (na przykład Jonhson&Jonhson mają niby delikatne, antyalergiczne składy, ale bardzo nieprzyjemnie ściągają i przesuszają skórę. Włosy po nich przypominają wytrawione kłaczki lalki, a skórę rąk wysuszały bardziej niż niejeden płyn do mycia naczyń. Detergenty są delikatne, ale jest ich sporo, i nie są zrównoważone substancjami nawilżającymi i natłuszczającymi).

Z naturalnych sposobów u nas bardzo dobrze sprawdzało się naturalne mydełko (aleppo, mydło oliwkowe), odrobina olejku dodana do kąpieli. Uważałabym natomiast na kąpiel dziecka w herbatce rumiankowej czy innej – zioła mogą bardzo uczulić. Dobrze sprawdzają się orzechy piorące, ale woda z takim wywarem jest gorzka i bardzo szczypie w oczy przy najlżejszym kontakcie. Ortodosyjne eko-mamy kąpią swoje dzieci w wodzie z odrobiną własnego pokarmu, jednak nigdy nie udało mi się odciągnąć większej ilości niż jedna łyżeczka. ;)

Powtórzę tutaj, bo zawsze warto to powtarzać: To, że nie możesz odciągnąć mleka laktatorem nie oznacza, że masz go za mało. Natura jest bardzo mądra i często piersi wytwarzają pokarm na bieżąco, tylko przy karmieniu malucha. Żaden laktator, choćby najdroższy, najbardziej markowy, masujący niczym najznakomitszy kochanek i w ogóle najcudowniejszy nie zastąpi Twojego dziecka, spojrzenia w oczy, dotyku małej rączki i tych rozkosznych małych stópek. Jestem najlepszym przykładem: nigdy nie udało mi się odciągnąć mleka na zapas, a z powodzeniem karmię moją córcię już ponad dwa lata. :)


A co z myciem włosków? :) Uważam, że codzienne używanie szamponu w przypadku noworodka to jakieś nieporozumienie. Wystarczy główkę umyć tą samą wodą, która jest w wannie./misce/wiaderku do kąpieli. Szampon należy wprowadzić dopiero, kiedy dziecko ma prawdziwe włoski! Zosi włoski poznały szampon dopiero, kiedy miała pół roku, i tylko dlatego, że pojawiła się ciemieniuszka. Obecnie Zosia w ogóle nie używa szamponu. Raz w tygodniu na włosy nakładam jej olej, a potem zmywam go odżywką. Odżywka do włosów o prostym składzie jest też najczęstszym dodatkiem do naszych kąpieli. :) To taki ekonomiczny odpowiednik emolientowego płynu do kąpieli.

No właśnie, a co na ciemieniuchę? Męczyliśmy się z łuską dość długo używając naturalnych i aptecznych sposobów, od tanich po dość drogie. A ostatecznie rozprawiłyśmy się z nią raz na zawsze w jedno popołudnie. Naprawdę! :) Na ciemieniuchę polecam krem ziajka, taki zwykły, do buzi (zdjęcie ze strony producenta):

Kosztuje około 5 złotych. Wprawdzie zawiera parafinę, ale uwierzcie mi, że to jedyny środek, który zadziałał. Nałożyłam go grubą warstwą na główkę Zosi, a kiedy po godzinie sięgnęłam po szczoteczkę dla dzieci, sczesałam razem z kremem całą łuskę. Całą! Główka była jak nowa. Nie mogłam uwierzyć, że to, czego nie osiągnęłam w wiele tygodniu troskliwych zabiegów, udało mi się zwalczyć w jedno popołudnie, kremem dostępnym w każdym markecie i w dodatku tanim jak barszcz. A jednak.


Co robić z paznokietkami? Dopóki się da, nie obcinamy ich. Na początku są tak mięciutkie, że same odginają się i można zdjąć nadmiar po prostu delikatnie pociągając. Przez to, że płytka paznokciowa niemowlęcia jest tak delikatna, bardzo łatwo skrócić ją za bardzo, sprawiając dziecku ból, a w skrajnych przypadkach trwale zniekształcając paznokcie. Zaleca się nie używać nożyczek przez około 6 tygodni. U nas po tym czasie świetnie sprawdziły się zwykłe, „dorosłe” nożyczki do skórek. Kiedy Zosia była jeszcze malutka, obcinałam jej pazurki przez sen, a teraz sama do mnie przychodzi, żeby obciąć. Te dziecięce sprzęty pewnie są bezpieczniejsze, ale obcięcie nimi tak małych paznokci na wystarczająco krótkie, żeby maluch się nie podrapał, w moim przypadku było niewykonalne.


No dobrze, a co z pępkiem? W pielęgnacji pępka panują „mody”, i te dwa lata temu, kiedy rodziłam Zo zalecano mycie pępka w wannie i dokładne osuszanie, oraz jak najczęstsze zapewnianie dostępu świeżego powietrza. Zwykle też pieluszki w najmniejszych rozmiarach są specjalnie wycięte, żeby nie urażać wrażliwego miejsca. Niestety, w naszym przypadku choć teoretycznie mydło powinno pępek wysuszyć, kikut był ukształtowany w ten sposób, że nie byłam w stanie osuszyć go do końca. Po kilku dniach odwiedziła nas doula i poleciła nam starszy sposób – wacik ze spirytusem. Kupiliśmy kilka takich już gotowych i po 3 dniach kikut odpadł, a ranka była ładna i czysta. :) Oczywiście nie obyło się też bez rozpaczy i rzewnych łez Tatowych, kiedy podczas zmiany pieluszki zadarł lekko strupek i wylało się z pół kropelki krwi. ;)


W pielęgnacji pupy warto odpuścić sobie używanie wyłącznie gotowych „mokrych chusteczek”. My mieliśmy muślinowe ściereczki, które przechowywaliśmy w pudełku z wodą i olejkiem lawendowym, a po użyciu praliśmy. Można kupić gotowe, albo zrobić je samemu. :) Wybraliśmy tę drugą opcję jako dziesięć razy tańszą. Kiedy Zo podrosła, po prostu myliśmy jej pupę w umywalce. Smarowaliśmy pupę, kiedy była zaczerwieniona bardzo cienką warstwą Sudocremu. Nie widzę potrzeby używania go po każdym przewijaniu, jedynie wtedy, kiedy jego działanie ochronne było szczególnie potrzebne, na przykład podczas ząbkowania (zmieniał się wtedy skład chemiczny moczu na bardziej „żrący”).

Ponieważ nasze kąpiele rzadko były wysuszające, a zwykle wręcz lekko natłuszczały, pozostało nam jedynie od czasu do czasu zadbać o nawilżenie. U nas świetnie się sprawdzał w tej roli balsam Hipp (szampon i oliwka również mają fajne składy i dostępność), a wielka butla sprawiała, że musiałam też go używać, żeby nie przekroczył terminu ważności. ;). Zosię smarowałam balsamem 2-3 razy w miesiącu, za to codziennie jej skóra dostawała ogromną dawkę oleju ze słodkich migdałów albo winogronowego, dzięki masażom Shantali. BTW, polecam Wam Shantalę i żałuję, że Zosia dość szybko z niej wyrosła.

Jak już pisałam, to są nasze metody. Nie traktujcie ich jako jedyne słuszne, zawsze najważniejsze jest zdanie lekarzy i położnych. Choć myślę, że ograniczenie ilości chemii w pielęgnacji tak małego osobnika, z bardzo cienką i przepuszczalną skórą, będzie korzystne w każdym przypadku. :)

Chodzi mi po głowie jeszcze jeden post noworodkowy: co nas jako świeżo upieczonych rodziców najbardziej przerażało. Chcecie? :)

18 komentarzy:

  1. Na początku tez nie uzywałam specjalnie szamponu do włosów dla brzdąca i ograniczałam środki do mycia do minimum;)
    Paznokcie dośc szybko musieliśmy obcinać, tzn mój TŻ robi to do tej pory- gdyż pazurki u rąk jak i nóg rosną synkowi w ekspresowym tempie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ile ma lat Twój synek? :) Zosi pazurki nieco zwolniły w okolicach drugich urodzin, wcześniej tez bywało, że trzeba było obcinać co drugi dzień ;)

      Usuń
  2. Obym ja kiedyś była taką rozsądną, na spokojnie pewną siebie mamą. Z taką wiedzą :) Dziękuję za post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, to ja dziękuję za wspaniały komplement :D

      Usuń
  3. Mimo że mnie tak jak KamiluŚce do mamy jeszcze daleko to wiele jest informacji zawartych które zapamiętam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mam dzieci, ale w razie czego wiem, do kogo się zgłosić. Piękny wpis! Rozśmieszyły mnie słowa "Główka była jak nowa" - odkręcili, wymienili :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie takie miałam wrażenie, że dokładnie tak się stało. :D Dzięki za dobre słowo. A że wymądrzać się bardzo lubię, chętnie doradzę w razie potrzeby ;)

      Usuń
  5. Genialny post!
    Nie mam swoich dzieci, ale Twoje porady są bardzo przydatne i widząc, jak to wszystko wyglądało w przypadku moich siostrzeńców czy siostrzenic to dopiero teraz dostrzegam, że można inaczej:)
    Z chęcią przeczytałabym kolejne posty o takiej tematyce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :)
      W takim razie na pewno napiszę więcej. Na blogu zresztą jest już malutki cykl o naszym rodzicielstwie - Moje dziecko jest wspaniałe ;)

      Sama nie lubię, kiedy ktoś uparcie "pomaga" mi w sprawach dziecka, kiedy wcale tego nie potrzebuję. Na przykład sąsiadka przy każdym spotkaniu uparcie doradzała, jaki wózek mam sobie kupić. ;p A przecież jakim wózkiem by nie był, to wciąż wózek. Kiedy szłyśmy razem na spacer ze zdumieniem obserwowałam, jak bardzo musi się natrudzić omijając różne przeszkody i jak wiele wysiłku wkłada w to rzekome "ułatwienie". Zocha siedziała sobie w tym czasie w chuście i nie rozumiała po co te przystanki ;)

      Usuń
  6. WIęcej takich postów Kochana! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty na pewno też masz sporą wiedzę matczyną ;)

      Usuń
    2. Już tak :) Ale jakoś w 8 miesiącu gorączkowo szukałam takich informacji, a potem to wszystko przyszło tak samo, prawda :)

      Usuń
  7. Świetne porady, chętnie przeczytam więcej takich postów :) Mam nadzieję że też osiągnę taki spokój i pewność, bo na razie jestem delikatnie przerażona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też byłam. :) Wiele przychodzi z czasem, bardzo dużo dała nam też szkoła rodzenia.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...