środa, 22 stycznia 2014

Jak mogę więcej się ruszać? Kilka rad dla kury domowej bez ambicji. ;)

Dla wielu z Was mój problem będzie pewnie zabawny, ale jestem grubasem i leniem. Jeszcze dwa miesiące temu rzeczywiście trudno było mi wygospodarować czas na aktywność fizyczną inną niż zabawa na spacerze z Zo. Potem czekała mnie przeprowadzka i remont, a zaraz po nim (zostały już tylko sprawy kosmetyczne) chcieliśmy wszyscy nieco odpocząć. Kiedy próbowałam ćwiczyć w domu z dzieckiem, natychmiast rzeczone dziecko wisiało na mnie i zanosiło się śmiechem. Jeśli było za drzwiami, straszliwie płakało, że chce do mamy. Jeżeli spało, budziło się, choćbym robiła tylko brzuszki. Innej opcji nie było, bo zwyczajnie nie miałam gdzie Męża z Zochą wysłać.


Ale teraz skończyły się moje wymówki. Mąż pracuje krócej niż w poprzednim miejscu, ma też wolne weekendy, poza tym nie jestem już jedyną osobą, która potrafi uśpić Zo, choć wciąż preferowaną. Odległość 30 km, jaka dzieliła mnie od najbliższego basenu, zmalała do 500 m. Pływanie to moja ulubiona aktywność fizyczna, razem z jazdą rowerem. Wiosną, latem i jesienią co weekend wybieraliśmy się całą rodziną na wycieczki. Na swoim rowerze wiozłam Zo, a TŻ dzielnie trzymał smycz z Majką, dla której przebiec 30 km jednego dnia to pryszcz.

Przyszła zima i zmalała ilość czasu, jaką mogłam spędzać na dworze z Zo. W międzyczasie przeżyliśmy przeprowadzkę i remont, wyczerpującą i fizycznie, i psychicznie.

Ale, ale! Przecież są też i inne rzeczy, które mogę robić, żeby zwiększyć ilość aktywności, a tym samym poprawić swoje zdrowie, samopoczucie, i – mam nadzieję – wagę. A ponieważ jak dotąd blog była dla mnie wspaniałą motywacją, postanowiłam podzielić się i z Wami moimi pomysłami, a następnie się z nich rozliczać.

Mój portfel nadal nie jest szczególnie zasobny, podobnie jak ograniczony jest czas, jaki mogę spędzić bez mojej córci. Niemniej jest kilka prostych rzeczy, które łatwo mogę zmienić.

  1. Basen 3 razy w tygodniu. Jeżeli zamiast moczyć się w jacuzzi będę energicznie pływać, stopniowo zwiększając dystans, co najmniej wzmocnię się, odciążę plecy i poprawię krążenie w nogach. Nie wspomnę o tym, że woda wspaniale mnie relaksuje, a jak wszyscy wiedzą, szczęśliwa mama to szczęśliwa cała rodzina. ;) Nasz basen oferuje bardzo korzystne karnety, a także zniżki rodzinne. Dzieci poniżej 3. roku życia nie płacą, dlatego koniecznie zabiorę czasami ze sobą Zo i jej Tatę.
  2. Przestanę prosić Męża, żeby robił zakupy po drodze do domu. Będę planować jadłospis na następny dzień lub dwa, żeby mieć wszystko, co mi potrzebne do przygotowania obiadu, a po zakupy wybiorę się sama, po południu. Albo z całą rodziną, chodzi o to, żebym wyszła z domu i poczłapała do sklepu i z powrotem.
  3. Wrócę do wieczornych spacerów z psem. Majka będzie szczęśliwa. :) Do tej pory to TŻ zajmował się ostatnimi spacerami, bo Zo zasypiała tylko przy cycu. Dosyć już tego, poradzą sobie beze mnie. Pies będzie szczęśliwszy dzięki długim spacerom, a ja będę miała chwilę, żeby spokojnie pomyśleć, albo posłuchać muzyki. <3 Moja mp3 od dwóch lat leży nieużywana, a kiedyś nie wyobrażałam sobie wyjścia z domu bez niej.
  4. Na poranne spacery z Zo przestałam już zabierać Majkę, i będę nadal tak robić. Do tej pory musiałam ogarnąć psa na smyczy, posprzątać po nim, a jednocześnie nadążyć za Zosi pędem do zabawy. Wskutek tego pies czekał przywiązany gdzieś do ławki, a ja cały czas bałam się, że jedną lub drugą pannę stracę z oczu i coś im się stanie. Taki spacer bardzo wyczerpywał mnie psychicznie, a przez to był za krótki i nikt nie był z niego zadowolony, a każde wyjście było źródłem stresu.
  5. Kiedy zrobi się cieplej, przynajmniej jeden spacer w tygodniu zastąpię marszobiegiem. Bieganie zimą u mnie zakończyłoby się natychmiastowym przeziębieniem, a siłownia wiąże się z kolejnymi wydatkami (w dodatku nigdy nie lubiłam takiej aktywności, a szczególnie z moją sporą nadwagą czułabym się tam oceniana i nie na miejscu).
  6. Odnajdę zagubioną podczas przeprowadzki matę do tańczenia i jej używać. To świetna zabawa. :)
Jestem dobrą mamą. Odkąd zaszłam w ciążę przewartościowałam swoje życie i podporządkowałam je całkowicie opiece nad córką. To bardzo ładnie, ale nie zauważyłam podczas tych zmian, że z macierzyństwa zrobiłam sobie wymówkę, aby zapuścić się, rozleniwić i roztyć. Niemal dwa i pół roku po porodzie nadal mam całą ciążową nadwagę. Przy czym mam wrażenie, że jestem mniej sprawna niż pod koniec ciąży (!), bo wiele czynności sprawia mi teraz trudność.

Przez ostatni rok ogarnęłam się nieco „urodowo”: zadbałam o włosy, twarz, poprawiłam dietę. Jednak nadal zajadam doły słodyczami. I przecież wiem doskonale, jak krótkoterminowe i głupie w gruncie rzeczy jest dbanie o siebie wyłącznie od zewnątrz. Pora to zmienić. Zaczynam rozliczać się z codziennej aktywności. Trzymajcie mnie za słowo.

Może same przechodziłyście lub przechodzicie przez coś podobnego? Gdzie szukać pomocy i wsparcia? Znacie jakieś ciekawe społeczności dla zasiedziałych leniuszków, które chcą coś zmienić?

Może z odchudzania uda mi się zrobić hobby i pasję, tak jak to miało miejsce z włosami? :)

30 komentarzy:

  1. Masz dobry plan. Ja też walczę ze swoim lenistwem, ale nie mam dziecka, więc odpada mi większość Twoich problemów... Po prostu ćwiczę z Youtube ;)) A co do słodyczy - spróbuj zastąpić je suszonymi owocami. Nie wierzyłam, dopóki sama nie spróbowałam, ale organizm naprawdę daje się oszukać! W końcu takie owoce też mają sporo cukru, ale przy tym wiele dobroczynnych substancji. Trzymam za Ciebie kciuki. Napisz od czasu do czasu jak Ci idzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię suszone owoce, podobnie jak orzechy. Z braku kuchni (dopiero w przyszłym tygodniu będę miała gotową, z meblami i kuchenką ;) jednak często jedliśmy co popadnie. A niestety jak już zjem coś słodkiego, to potem reszta idzie lawinowo. U mnie to tak jak z paleniem - jak już raz się złamię, cała silna wola znika. ;) Muszę się pilnować cały czas.

      Zamierzam co miesiąc się rozliczać, więc na pewno coś wytworzę. ;) Dziękuję za miłe słowa. :)

      Usuń
  2. Super post! Będę trzymać kciuki i jestem pewna, że Ci się uda. Najważniejsza jest metoda małych kroczków i stawiania sobie celów, które są możliwe do osiągnięcia:)
    I to jest z pewnością coś, co może stać się kolejną pasją:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wielką nadzieję, że mi się uda. Nie będę określać sobie celów wagowych, ale zadaniowe, myślę, że lepiej się u mnie sprawdzą. Fajnie by było, gdyby samo wykonywanie zadań sprawiało mi przyjemność, a nie tylko odhaczanie ich na liście. ;)

      Usuń
  3. Oj ja tez jestem leniem i to strasznym.. i jestem większa niż rok temu ;x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś trzy kilo w jedną czy w drugą stronę to był dla mnie drobiazg.. Ale potem zaczęło iść zawsze nie w tę co trzeba i niemal podwoiłam swoją najniższą wagę. :( Przy czym najniższa była za niska, wtedy żyłam po drugiej stronie zaburzeń odżywiania.
      Trzymam kciuki, żebyś nie urosła za bardzo, jak ja ;)

      Usuń
  4. Ja z natury nie mam we krwi skłonności do aktywności fizycznej (taki bardziej mól książkowy ze mnie), ale wiem, że bardzo jej potrzebuję i zawsze staram się coś robić w tym zakresie. Od świąt robiłam marszobiegi, ale od ponad tygodnia zimno wydaje mi się zbyt nieznośne i w dodatku jest zbyt ślisko w moich sportowych butach (mieszkam na północy Polski). Czuję, że luty przeczekam w mieszkaniu, a w mieszkaniu miejsca nie mam do ćwiczeń. Ech, co tu dużo gadać, jak przeczytałam co napisałam to widzę jak to wszystko głupio brzmi. Byle do wiosny, ale Ty kuj żelazo póki gorące, żeby tylko weszło w nawyk, później już łatwiej. No i byle do wiosny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie brzmi głupio, w nowym mieszkaniu tez nie mam dość miejsca na podłodze, żeby się spokojnie położyć, co zdecydowanie zmniejsza możliwości ćwiczeniowa ;)

      Usuń
  5. Powodzenia i trzymam kciuki! Ja przestałam biegać jesienią i od razu przybyło mi kilka kilo, bo uwielbiam słodycze, zwłaszcza wieczorem. Postanowiłam się trochę wziąć za siebie, ograniczyć słodycze (nie kupuję do domu) i wrócić na siłownię. Staram się też jeść sensowniej, więcej nabiału, mniej tłustych potraw. Zobaczymy co z tego będzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki i podziwiam i bieganie i siłownię :)

      Usuń
  6. Bardzo dobry plan :). Myślę, że bez problemu się u Ciebie sprawdzi.
    Też należę do leniuchów, ale ostatnio mam jakąś motywację. Wzięła się znikąd, ale ćwiczę sumiennie od grudnia i nie czuję się tym zmęczona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam, zwłaszcza tej motywacji troszkę zazdroszczę. U mnie wszelkie próby rozbijały się o notoryczny brak snu: No bo mam biegać, jak ledwo widzę na oczy ze zmęczenia? A nie przespałam całej nocy ani razu przez pierwsze dwa lata życia Zo. Nie było mi dane ;)

      Usuń
  7. Jestem strasznym leniem, ale nie zauważyłam aby brak ruchu wpłyną jak na razie niekorzystnie na moją wagę, na szczęście :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę. :) U mnie najpierw to było niepostrzeżenie: kilogram, pół kilograma w ciągu miesiąca. I tak z tych połówek się nazbierało i z 38 zaczęłam nosić 44-46... A potem w ciąży to już w ogóle masakra.

      Usuń
  8. Trzymam kciuki ;-) ja ćwiczę jakieś 4 razy w tygodniu.
    A słodycze wyrzuć precz ;P jest tyle lepszych rzeczy ;-) ja sobie bez niech radzę to Ty też na pewno sobie poradzisz ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W domu ich w standardzie po prostu nie mam, gorzej jest na wyjazdach, albo właśnie było jak nie miałam jak przygotować obiadu i faktycznie jadłam byle co. Dzięki za kciuki, to wiele dla mnie znaczy :)

      Usuń
  9. trzymam za Ciebie kciuki, bo sama mam wielki problem z motywacją ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :) Może mój gruby ;) przykład kiedyś będzie dla kogoś motywacją :)

      Usuń
    2. na pewno ! nie zapomnij o zdjęciach :)

      Usuń
    3. Zdjęcia "przed" już zrobiłam. Nie chcę ich publikować przed posiadaniem zdjęć chociaż trochę "po" ;)

      Usuń
  10. znam to .... moje wymówki- praca, dojazdy, hela, pózniej usypianie heli przy cycu...21 i zasypiam. W weekendy szkoła, a jeśli nie,to wyjazd do rodziców. Wmawiam sobie, że nie mam życia, więc nie mam kiedy ćwiczyć.....teraz jestem w trakcie zmiany pracy, zmiany mieszkania i sesji, ale za ok. 2 miesiące zabiorę się za siebie :D życze Ci powodzenia i trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, to ja Tobie życzę powodzenia, bo chociaż to Mąż zmieniał pracę, a nie ja, to przeżywałam to podobnie - u mnie była jeszcze zmiana miasta. A co do cyca, to dzisiaj pierwszy raz EVER Zocha zasnęła bez niego. Poszłam na godzinny spacer (półbieg na pocztę, bo mi zakną) zakończony dźwiganiem siat z warzywami, a Tato i Zocha w tym czasie zaliczyli kąpiel i bez najmniejszego problemu i choćby szczątkowego płaczu dzieciątko zasnęło przed moim powrotem. Nie jestem tak niezbędna, jak mi się wydawało i to jest super :D
      I też obiecywałam sobie że zabiorę się za siebie za dwa miesiące i dzisiaj nadszedł ten dzień. :) Jestem z siebie dumna, to niezły początek. :)

      Usuń
  11. 3mam za slowo i 3mam kciuki :) Maz z pewnoscie sie ucieszy, jak po pracy nie bedzie musial jeszcze gnac do sklepu po zakupy ;) Poza tym, moze ciezko w to uwierzyc i moze troche bolec (przechodzilam taki etap), ale zdanie sobie sprawy, ze we dwojke dadza rade, to podstawa :) Niedlugo wiosna, wiec i wycieczek rowerowych bedzie wiecej (rowniez jezdzimy po tyle km., ale pieski jednak zostaja w domu ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, jak napisałam wyżej, jestem znacznie mniej niezbędna niż mi się wydawało. :D Na razie mnie nie boli, tylko cieszy. :) Też czekam na wiosnę i rowerki!

      Usuń
  12. Nie ma większej motywacji niż facet :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy, jaki facet. Mój mnie akceptuje, a chęć udawania kogoś innego niż jestem to dla mnie płytka motywacja. Chyba, że źle Cię zrozumiałam - na przykład ćwiczenia razem z facetem to moim zdaniem świetna sprawa, jeśli oboje to lubicie :)
      Przeżyłam kilka takich powierzchownych związków, stąd może moje przewrażliwienie w tym temacie.

      Usuń
  13. Nigdy nie odchudzałam się, ale ćwiczę dość regularnie (choć mam swoje gorsze momenty, kiedy nie robię nic ;)) i potwierdzam, że do aktywności bardzo łatwo się przyzwyczaić. Na początku ciężko z motywacją, ale gdy widać pierwsze efekty to od razu chce się ćwiczyć więcej i więcej osiągać. Bez względu na to czy zrzucamy wagę, pracujemy nad rzeźbą, kondycją czy czymkolwiek innym. Nic tak nie motywuje jak świadomość, że ćwiczenia faktycznie coś nam dają :)
    Życzę dużo cierpliwości i regularności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za słowa otuchy! :) Na razie idzie mi nieźle, a w razie zwątpienia będę sobie wracać do Twojego komentarza.. :)

      Usuń
  14. Ah, cudowny post! Życzę ci wytrwałości i pożądanych efektów. Ja przed ciążą byłam umięśniona, wysportowana i podobało mi się moje ciało. Obecnie z mięśni nic nie zostało, a o ćwiczeniach dawno zapomniałam. Miałam kilka zrywów do porannych rozgrzewek i rozciągania się, ale jakoś o tym zapomniałam:/ Co dziwne schudłam 13 kilo z ciąży i 10 kilo z wagi przed ciążą i moja obecna waga waha się między normą a niedowagą. Moim celem było by przybranie na wadze na mięśniach i powrót do dobrego rozciągnięcia tkanek. Ah no i pozbycie się cellulitu. Muszę o tym pomyśleć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak źle i tak niedobrze! ;) Ja nie byłam nigdy umięśniona, ale tez nie zależało mi na tym jakoś szczególnie. Ale ta nadwaga teraz to jakaś porażka. Życzę i Tobie nowej motywacji! :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...