czwartek, 28 listopada 2013

Rozdanie u Hexx!

Jeśli tak jak ja dopiero zauważyłyście te wspaniałości, zajrzyjcie szybko TUTAJ. Na blogu www.1001pasji.com Hexxanna rozdaje wspaniałe nagrody!


Osobiście marzę o ekoampułkach P&R, ale wszystkie nagrody są takie, że palce lizać, a jeszcze tylko przez 2 dni możecie się zgłaszać. Wysyłka na cały świat. Wszystkie szczegóły dostępne po kliknięciu w link.

Jak wpłynęła na moje włosy standardowa, mocno okrojona pielęgnacja.

Standardowa, czyli nierozcieńczony szampon + odżywka dosłownie na chwilę i nic poza tym. Wstyd się przyznać, ale przez ostatni tydzień rozczesałam włosy trzy razy, a serum na końcówki użyłam tylko raz. Spakowałam sobie te podręczne kosmetyki tak, żeby były na wierzchu, po czym ugrzęzły one na samym dnie sterty kartonów. Przy okazji pozdrawiam wszystkich, którzy musieli przez pewien czas przerzucić 5 kartonów tylko po to, żeby zrobić sobie herbatę... i zorientować się, że teraz nie ma jak wyjść z kuchni. Wiem co czujecie. :) 

google.pl

Nie mam jeszcze warunków do zrobienia zdjęć, ale prace nad tym trwają. Wracając do mojej pielęgnacji. Miałam tylko dość losowe kosmetyki i skrajnie mało siły, żeby o siebie jakoś porządniej zabrać. Nie kupowałam nic nowego, bo przecież wszystko miałam.. nie wiadomo gdzie, ale miałam.

I tak włosy myłam: mydłem w kostce, Zosi szamponem w piance, który służy nam jako mydło do rąk, oraz nierozcieńczonym szamponem Himalaya, kiedy już go znalazłam. O ile proteiny w nim zawarte podczas bogatej pielęgnacji na moich włosach czynią cuda, o tyle w wersji tak okrojonej wysuszyły mi i długość, i skalp, do spółki z ALS w składzie.

W roli odżywki sprawdził się całkiem nieźle balsam turecki, tyle że zamiast standardowych dwóch pompek na moje włosy potrzebowałam ich około 8. Nad karkiem z braku silikonów zrobił mi się kołtun, włosy przy linii czoła były sztywne i matowe. Najgorzej jednak działo się ze skalpem: okropnie swędział i nie miałam czym go ukoić.

Na szczęście wszystkie te dolegliwości ustąpiły wczoraj, kiedy wreszcie położyłam sobie na skalp i długość sprawdzoną mieszankę: balsam turecki (Planeta Organica), żel aloesowy (GorVita), olej sezamowy (spożywczy, nierafinowany). Przesuszenie ustąpiło, skóra już nie swędzi, sądzę też, że ponownie zmniejszy się przetłuszczanie.

Przekonałam się, że o ile jednorazowe mycie „standardowe” raz na jakiś czas moim włosom służy, o tyle kilka razy pod rząd zakłóca już funkcjonowanie mojej skóry.

Walczę też z twarzą, która dzięki myciu SLS-owym żelem przesuszyła się. Pojawiły się zaskórniki i pryszcze i moje „ulubione” czerwone kropki na policzkach. Znów podrażnia mnie wszystko, nawet kosmetyki, które do tej pory świetnie się sprawdzały. Utwierdziłam się w przekonaniu, że twarz muszę myć wyłącznie naturalnym mydłem. Myślę, że po kilku dniach wszystko się uspokoi.

Jestem doskonałym przykładem na to, że kosmetyczny minimalizm nie u wszystkich się sprawdza. O wiele lepiej działają niemal homeopatyczne ilości, ale kilku kosmetyków.

A jak u Was to wygląda? Służy Wam minimalizm? :)

Przez ten tydzień zebrało mi się ponad 300 Waszych postów do przeczytania. Będę miała co robić w długie mroźne wieczory. :)

sobota, 23 listopada 2013

Jak dbać o: włosy bardzo cienkie i rzadkie.

Chociaż kilka miesięcy regularnego masowania skalpu sprawiły, że na sztuki mam chyba więcej włosów niż w najlepszym czasie ciąży, jeszcze nie tak dawno cierpiałam z powodu wielu prześwitów. Mam też doświadczenie w pielęgnacji takich włosów jeszcze z czasu pracy w salonie.

Nie chodzi tu o włosy, których po prostu jest niezbyt dużo, chociaż część moich rad z pewnością będzie się i do nich nadawać. Chodzi mi o taki przypadek jak na zdjęciu: włosy przerzedzone chorobowo. Kiedy same nie potrafimy sobie poradzić, wizyta u fryzjera jest dla nas ogromnym stresem („O Boże, jakie rzadkie włoski! Ale pani biedna!”), a specjaliści załamują ręce lub zbywają nas, bo „taka nasza uroda”.

Pierwszym i chyba oczywistym krokiem jest znalezienie przyczyny wypadania. Jeśli trafiłyście już do lekarza, ale nie jesteście przekonane co do jego kompetencji, odwiedźcie jeszcze innego, a w razie konieczności kilku, także różnych specjalizacji. Odsyłam Was na bloga Siteczko Włosów,  którego autorka od lat walczy z nadmiernym wypadaniem, a także z ŁZS. Jej ogromne doświadczenie z pewnością Wam pomoże.

Nawet kiedy znamy już przyczynę, może się okazać, że bardzo trudno ją zaleczyć. Należy też pamiętać, że włosy, paznokcie i skóra są na końcu pokarmowej „kolejki” i organizm najpierw będzie uzupełniał wszelakie niedobory w innych, ważniejszych dla życia organach. Przez jakiś czas zatem stan włosów nie będzie się poprawiał. Ale możemy sobie pomóc, aby przyspieszyć ich odrastanie, albo chociaż załagodzić dalsze wypadanie. :)

Na początek opiszę Wam techniki, które powinny pomóc, a na końcu posta zamieszczę spis kosmetyków, które warto wypróbować. Jeżeli pominęłam coś o dobrym działaniu, koniecznie dajcie znać!

Często na pewno słyszycie, że cienkich włosów nie należy traktować odżywką. To nieprawda. Takie unikanie odżywki, szczególnie w połączeniu z preparatami stymulującymi wzrost na bazie alkoholu oraz stylizatorami (najczęściej lakierami i piankami) może powodować, że włosy poza właściwą im rzadkością zaczną się łamać i wykruszać z powodu przesuszenia. Jak najbardziej używamy odżywek i masek, tyle że przed myciem. Bez obaw, zdążą zadziałać, i mogą działać nawet i po myciu, jeśli użyjecie do niego delikatnego szamponu. Najlepiej, żeby taki produkt miał skład, który umożliwia położenie go i na skalp: bez nadmiernej ilości konserwantów i podrażniaczy, alkoholu i silikonów.

Oprócz odżywek wspaniałe, naprawdę wspaniałe efekty przynosi masaż skalpu, który poprawia ukrwienie skalpu i pobudza cebulki. Włosów rośnie więcej i rosną szybciej. Masaż działa nawet w przypadku łysienia androgenowego. Uwierzcie mi, że jest niesamowita różnica między skalpem masowanym i pozostawionym samemu sobie. Masaż wykonujemy delikatnie, lekko uciskając skórę głowy. Nie pocieramy, żeby nie uszkodzić krótkich, delikatnych włosków. Najlepiej połączyć go z aplikacją wcierki lub olejku, które dzięki masażowi wnikną w głębsze warstwy naskórka. Masujemy skórę głowy przed każdym myciem. Jeśli nie doskwiera Wam nadmierne przetłuszczanie się skalpu, możecie masować się nawet kilka razy dziennie.

Żeby czuć się komfortowo, należy wystylizować włosy, odbić je od nasady i rozłożyć równomiernie. Najlepiej, żeby nie były całkiem krótkie, bo wizualnie zrobi się ich jeszcze mniej. Myślę że wygodna do samodzielnej stylizacji długość to od krótkiego boba po włosy odrobinę za ramiona. Waszym przyjacielem są też loki i fale. :) Możecie użyć lokówki czy prostownicy, bo papiloty lubią dawać efekt nieładu, który na rzadkich włosach wygląda niekorzystnie. Nie kręćcie wszystkich włosów, a tylko kilka pasm, taka fryzura najlepiej zwiększy ich objętość. Przed ważnymi wyjściami wybierzcie się do zaufanego fryzjera, a kiedy już znajdziecie takiego, który radzi sobie z Waszą czupryną, trzymajcie się go. :) Ciepło nie zrobi Waszym włosom ogromnej krzywdy, jeśli użyjecie do stylizacji dobrego kosmetyku ochronnego, a na pewno korzystny wygląd pomoże Wam ograniczyć stres związany z wypadaniem włosów.

Nie tapirujemy cienkich włosów, żeby ich nie niszczyć! Pasmo po paśmie utrwalamy mocnym lakierem. Jeśli każde pasmo po aplikacji lakieru osobno podsuszymy, objętość i trwałość będzie taka jak po tapirowaniu, ale włosy w o wiele lepszym stanie.

Lepiej, żeby rzadkie włosy nie były bardzo ciemne, jasna skóra głowy wtedy bardzo z nimi kontrastuje. Dobre kolory to średni brąz po jasny blond. Kilka pasemek o ton jaśniejszych lub ciemniejszych wizualnie zwiększy objętość fryzury i ilość włosów.

Nie polecam doczepiania włosów dla fryzur aż tak cienkich i delikatnych. Rozumiem, że pokusa jest silna, ale każda technika doczepiania osłabia delikatne cebulki. U klientek z ekstremalnie cienkimi włosami zdarzało się, że nawet prawidłowo doczepione, cienkie i niezbyt długie pasma włosów powodowały wyrywanie włosów przy skórze głowy. Ponadto o wiele trudniej sobie poradzić z doczepianymi włosami samodzielnie, a nie każdego stać na to, żeby myć włosy wyłącznie u fryzjera.

Do salonu fryzjerskiego możesz zabrać swój sprawdzony szampon i odżywkę, także te lecznicze. Te szampony „dla wszystkich klientów” są z reguły bardzo żrące i mogą podrażniać już i tak wrażliwy i przesuszony skalp, a fryzjer ma obowiązek dostosować się do Twojej prośby.



I teraz obiecana lista, kosmetyki, które mogą pomóc. Na zielono zaznaczyłam te, których sama próbowałam i mi pomogły. Zachęcam Was do uzupełniania listy w komentarzach.

Odżywki, do nakładania także na skalp.

Henna Treatment Wax. Ma bardzo średni skład, a mimo to działa. Dobrze opłukujemy włosy, nakładamy odżywkę i nakładamy czepek i ręcznik, aby utrzymać ciepło. Po 30 minutach spłukujemy i myjemy włosy szamponem. Można stosować przed każdym myciem.

L'Biotica, Biovax, szczególnie ta do włosów wypadających. Stosowanie jak wyżej. W komplecie z maską jest czepek.

Większość kosmetyków rosyjskich: Babuszka Agafia, Planeta Organica, Natura Siberica. Zawierają dużo ziół, więc mogą podrażnić, za to zazwyczaj fajnie dodają objętości.

Olejki.
Osobiście unikam tych parafinowych, ale wiele osób chwali sobie Amlę Dabur czy różnego rodzaju naftę kosmetyczną.

Vatika kokosowa (w okrągłej butelce). Jest dość tania i ma fajny skład. To dobry olejek na początek przygody z olejowaniem.

Hesh, Bringaraj.

Olejki Khadi, szczególnie Amla.

Olejek rycynowy (uwaga, dobrze go rozcieńczyć, bo jest bardzo gęsty i bo może przesuszyć skalp).

Czysty, nierafinowany olej kokosowy.

Olejek Sesa i Sesa Plus.

Olejki Baikal Herbals.

Olejki Green Pharmacy. Nie lubię ich, ale są tanie, łatwo dostępne i wiele osób je chwali.

Wcierki.

Joanna Rzepa. Jest odpowiedzialna za mój pierwszy wysyp baby hair i ma genialny aplikator, który warto zachować.

Seboradin Niger, lotion. U mnie się nie sprawdził, ale wiele osób go chwali.

Jantar. Jak wyżej.

Saponics, Radical, Seboravit od Farmony.

Capitavit.

Dermesa, Żyworódka pierzasta z gliceryną. Nie jest to kosmetyk typowo przeznaczony do włosów, ale u mnie sprawdza się świetnie, kiedy skalp jest podrażniony, suchy i swędzi.

Kaminomoto.

Żel aloesowy, mój ulubiony to GorVita.

Cerkogel 30 (środek keratolityczny, pomaga odświeżyć, nawilżyć, złuszczyć skórę głowy, łagodzi stany zapalne).

Szampony. Lecznicze

Szampony dziegciowe: Green Pharmacy, Pix od firmy Paramedica, rosyjskie szampony z dziegciem.

Szampon Dermesy i Garnier neril (który jest wycofywany z hurtowni).

Szampony Seboradin.

Szampony Kerastase przeciwko wypadaniu z aminexilem.

Szampony. Delikatne.

Szampony Love2mix Organic.

Płyn do higieny intymnej Facelle (gdybym zabierała go do fryzjera, pewnie przelałabym do innej butelki ;)).

Linomag, Linuś żel do mycia ciała i włosów dla niemowląt.

Babydream i Babydream Fur Mama z Rossmana.

Szampony Himalaya. Zawierają ALS, ale są dość delikatne, poza tym fajnie zwiększają objętość bez przesuszania włosów. Szczególnie polecam proteinowy do włosów suchych (KLIK).

Szampony DIY: z zieloną herbatą według Arsenic (KLIK), mój rozmarynowy z zieloną glinką (KLIK) i z białą glinką i rokitnikiem (KLIK).

Łaźnia Agafii, mydła do twarzy i ciała: cedrowe i miodowe. (KLIK)

Do stylizacji.

Pianka Loreal Volume Expand (rewelacyjny produkt profesjonalny).

Pianka Cien z lidla (może nie robi szału, ale jest tania i ma dość przyzwoity skład, można użyć od czasu do czasu).

Cement termiczny Kerastase i jego odpowiedniki.

Lakier do włosów. Nie widzę między nimi różnicy. Może być Kallos.

Hegron, Żel mocny w sprayu. Idealny zamiast tapirowania, bardzo popularny i tani.

A także: suszarko-lokówka (nie musi być obrotowa), szczotka-grzebień z włosia dzika (jeśli już musicie tapirować), czepki termiczne i/lub turbany z mikrofibry do odżywek. Lokówka lub cienka prostownica, okrągła szczotka.

Oczywiście inne marki kosmetyków profesjonalnych mają w swojej ofercie produkty dodające objętości czy przeciw wypadaniu. Nie umiem jednak nic o nich powiedzieć, bo ich po prostu nie znam.

Moje własne boje o utraconą objętość planuję pokazać wkrótce w poście o zakolach. Na linii czoła najlepiej widzę różnicę między kiedyś a dziś.

piątek, 22 listopada 2013

Czy siwe włosy mogą być piękne?

Oczywiście, ze mogą. Choć większość z nas ukrywa siwe włosy, wstydzi się ich. Sama farbuję włosy, żeby ukryć siwki.

Na pewno siwe włosy, żeby prezentować się pięknie, muszą być w świetnej kondycji, nienagnanie ostrzyżone i ułożone. W przeciwnym wypadku rzeczywiście będą sprawiać wrażenie zaniedbanych. Ale staranny ubiór, lekki makijaż i zadbana fryzura tworzą komplet, którego nie wstydzą się nawet gwiazdy. :D


Kiedy moich siwych włosów będzie więcej, zastanowię się poważnie nad zaprzestaniem farbowania. Siwe włosy są piękne, kiedy ich właścicielki czują się piękne! :D


To zdjęcie dla mnie jest kwintesencją samoakceptacji. :)


Meryl Streep w zachwycającym wydaniu. :)


Coś dla młodszych i zbuntowanych. ;) Więcej zdjęć wraz z opisem wykonania fryzury tutaj.


Te włosy są przepiękne. Zdrowe, gęste, nietypowy odcień dodaje im niezwykłej głębi.


Ponadwiekowa kobieta.

Siwe włosy mogą być piękne. Podobnie jak zmarszczki są w moim odczuciu o wiele piękniejsze od "poprawianych" twarzy. :) Najważniejsze to pozytywne nastawienie wobec siebie, niezależnie od wieku. 

Nie jestem wrogiem ukrywania siwulców, sama to robię. :) Ale muszę przyznać, ze takie odważne ich pokazywanie ma według mnie wielką siłę wyrazu.

Podobają Wam się siwe włosy? Znacie osobiście kogoś, kto dobrze w nich wygląda?

*wszystkie zdjęcia pochodzą z wyszukiwarki obrazów Google.

Od jutra znikam - przeprowadzka jest w krytycznym stadium. Pojawię się ponownie już wkrótce. :)

czwartek, 21 listopada 2013

Zachorowałam

Zachorowałam - na nową szczotkę. :) Mój ukochany grzebień z TBS spadł mi chamsko i ordynarnie połamał się na 2 połowy. Rozpłakałam się, jakby to był nie wiadomo jaki skarb...

Ale wiecie, pozbierałam się. Włosy coraz dłuższe, pora pomyśleć o porządnej szczotce. Mój pierwszy dzikowy zakup doskonale służy Zo (i muszę przyznać, że bezczelnie i całkowicie niehigienicznie tę szczotkę jej teraz podbieram), a sama dojrzałam do zakupu większej szczotki.

Zobaczcie, co mi się śni po nocach:


Zdjęcia pożyczyłam sobie od TEGO sprzedawcy, bo te na stronie producenta (Gorgol, tak jak moja poprzednia szczotka) dużo ujmują doskonałym produktom. Sprzedawcę sprawdziłam osobiście i wszystko było w porządku, więc nie krępujcie się klikać, jeśli macie zasobniejsze od moich kieszenie.


Cała szczotka jest made in Poland. Włosie umieszczone bezpośrednio w korpusie, chociaż dostępne są też szczotki z poduszką pneumatyczną. Osobiście lubię taką wersję w 100% naturalną. Świetnie wyprofilowana rękojeść jest wykonana z drzewa oliwnego.

Jeżeli jeszcze się nie ślinicie, to jesteście dziwne. ;)

W tej chwili szczotka kosztuje 48 złotych plus koszt wysyłki. Szczotko ty, czekaj na mnie, bo przy pierwszej okazji - nadchodzę. :D

Spis nie jest sponsorowany. Zarówno Producent, jak i Sprzedawca nie mają pojęcia o istnieniu mojego bloga.

Dziś jest mój ostatni dzień z dostępem do internetu, więc nie pojawię się tutaj ani u Was aż do przyszłego tygodnia. Nie odpiszę też na maile.

środa, 20 listopada 2013

Calmar Style, maska do włosów z siemieniem lnianym – recenzja.

Maskę mam i mam, i wreszcie zabrałam się za jej opisanie.

Słoiczek nie prezentuje się jakoś pięknie ze względu na pomarszczona etykietkę. Taką już ją dostałam i nie zmieniła się bardziej podczas używania. Ot, taki egzemplarz. Maska znajduje się w solidnym opakowaniu, charakterystycznym da produktów profesjonalnych. Była zabezpieczona dodatkowym, wciskanym wieczkiem.

Zapach nie jest piękny, ale też nie odrzuca. Mój superczujny nos wychwytuje w nim nutę oleju lnianego, co się bardzo chwali – skoro pachnie, to znaczy, że jest tam go sporo. Po otwarciu słoiczka mam wrażenie, że ktoś wymieszał mydełko z olejem. Dodam tylko, że mam naprawdę wysoko rozwinięty zmysł powonienia i prawdopodobnie ktoś inny oceni go jako przyjemny. Podsunęłam słoiczek pod nos Mężowi, ale nie miał nic do powiedzenia.

Niestety, nie podam Wam składu, bo maska wylądowała już w jakimś kartonie, gdzie grzecznie pomieszka do przeprowadzki. Byłam pewna, że INCI pojawiło się już gdzieś na blogu. Ale nie ma. Więc dopiszę skład grzecznie po wygrzebaniu słoiczka w nowym lokum. Pamiętam, że poza olejem lnianym znalazło się tam awokado i lekki silikon.


Maska jest bardzo wydajna, na zdjęciu widać ilość, jaka pozostała mi po około 10 użyciach. Stosuję ją po myciu, bardzo łatwo się rozprowadza. Trochę „znika” na włosach, więc czasami dokładam jeszcze jedną porcję produktu, mimo to na wydajność narzekać nie mogę.


Jest dość gęsta, ale jednocześnie lekka: nie spada z rąk, ale też nie jest oleista w dotyku. Jest przeznaczona do cienkich włosów i na moich sprawdza się znakomicie. Nie obciąża, za to nadaje blasku. Lekko zwiększa objętość, ale bez efektu fruwających wszędzie włosów. Bardzo lubię używać ją od czasu do czasu, bo moje rozjaśniane końce potrzebują na co dzień trochę większego nawilżenia. Przepraszam za jakość zdjęcia, przez pomyłkę wyrzuciłam dobre, a kiepskie zostało. :(

Słoiczek 250 ml możecie kupić tutaj za 30 złotych; jest też pojemność 500 ml za 50 złotych. W sklepie dostępny jest również szampon, ale nie podoba mi się jego skład (między innymi formaldehyd!).

To doskonała maska, jeśli macie włosy cienkie, delikatne, ze skłonnością do przetłuszczania się, ale niezbyt zniszczone. Cena nie jest wysoka biorąc pod uwagę jej wydajność, a lekki silikon przyda się na nadchodzące wielkimi krokami mrozy. :D

Słyszałyście o tej marce? Mam też serię z olejem arganowym, która na moich włosach wywołuje efekt wow. :)


EDIT: Zgodnie z obietnicą dopisuję skład:

Aqua, Cetyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Stearyl Alcohol, Linum Usitatissimum, Persea Gratissima, Tocopheryl Acetate, Propylene Glycol, Imidazolidinyl Urea, BHT, PEG/PPG-18/18 Dimethicone, Propylparaben, Metylparaben, Citric Acid, Parfum.
 

wtorek, 19 listopada 2013

TAG: Liebster Blog Award



 Do trzech razy sztuka. Już trzy dziewczyny mnie nominowały, pora wreszcie wziąć udział w zabawie. :) Pytania zadały mi:


  1. Jaka codzienna czynność sprawia Ci przyjemność?
    Masaż skalpu. Zdecydowanie.

  2. Jakie jest najpiękniejsze miejsce, w którym byłaś?
    Wiele miejsc mnie zachwyca. Potrafię zatrzymać samochód i oglądać sobie pola. ;) Jeśli mam wybrać jedno miejsce, to chyba będą to Beskidy.

  3. Co uznajesz za swą największą zaletę i dlaczego?
    Do tej pory zastanawiałam się nad tym pytaniem jedynie pod kątem otrzymania przyszłej posady. ;) Idąc tym tropem, myślę, że będzie to umiejętność szybkiego uczenia się. Czy chodzi o przyswajanie wiedzy, opanowanie nowego języka, czy praktycznych umiejętności, uczę się całkiem szybko. Nie jestem mistrzem w żadnej dziedzinie, ale śmiało mogę powiedzieć, że jestem niezła w wielu rzeczach.

  4. Co uznajesz za swą największą wadę i dlaczego?
    Słomiany zapał. Jestem mistrzem zaczynania. Zaczęłam dwa kierunki studiów i kurs fryzjerski, zaczęłam uczyć się hiszpańskiego, zaczęłam szyć nosidełka, zaczęłam pisać bloga.. ups. Mam nadzieję, że blog zostanie ze mną na dłużej. :)
  1. Co uznajesz za największy sukces, jaki osiągnęłaś?
    To, że Zo tak pięknie, zdrowo rośnie i codziennie potrafi co innego. :D

  2. Jaki cytat/motto najbardziej zapadł/o Ci w pamięć?
    „...iloraz inteligencji tlumu równy jest IQ najgłupszego jego przedstawiciela podzielonemu przez liczbę uczestników”. (T. Pratchett)

  3. Co potrafi sprawić, że się uśmiechniesz?
    Zo. Mój mąż. Nieopisana radość psiego ogona. Pyszna herbata. Dobra książka. Lody. Jakiś drobiazg od bliskiej osoby. Uśmiecham się też, kiedy mam coś w zębach i usiłuję dojrzeć to w lustrze.

  4. Z jakim kosmetykiem nie jesteś w stanie się rozstać?
    Sądząc po ilości, jaką mam do spakowania przed przeprowadzką, absolutnie z żadnym. ;p

  5. Czy gdybyś miała szansę cofnąć się w przeszłość, zmieniłabyś coś w swoim życiu? Dlaczego (nie)?
    Nie poszłabym na studia zaraz po maturze, a prawdopodobnie wcale. Ale wtedy nie poznałabym męża i nie miała Zo... Wszystko chyba jest po coś. Nie mówię, że życie ma jakiś większy plan, ale że wyciągamy cenne lekcje z wielu doświadczeń. I że zdarzają się miłe niespodzianki. :)

  6. Jeśli miałabyś szansę zmienić coś w swoim wyglądzie, co by to było i dlaczego?
    40 kilogramów. Dlatego, ze nadwaga jest niezdrowa i jest mi z nią źle. Piękne jest to, że mogę to zmienić i zamierzam! :)

  7. Jakie masz plany na przyszłość, związane z własną osobą, blogiem, życiem?
    Odliczamy z mężem dni do Zosi pójścia do przedszkola. Odetchniemy, kiedy wrócę do pracy. Mam nadzieję, że będę mogła robić, to co lubię. :)

  1. Kawa czy herbata i dlaczego?
    Herbata. Mam nadciśnienie i po kawie źle się czuję. Poza tym pozostał mi uraz z czasów całonocnego zakuwania na studiach.

  2. Wanilia czy czekolada?
    Tak. :)

  3. Najpiękniejsze włosy ma.... (imię nazwisko celebrytki lub adres bloga)

  4. Moim największym grzechem przeciwko urodzie było
    Przybranie na wadze. Po troszku, po troszku, i potem jeszcze bardzo dużo w ciąży.

  5. Największa wada i zaleta.
    Odpowiedziałam na to pytanie powyżej.

  6. Część ciała, której w sobie nie lubię to......, ponieważ....
    To dla mnie trudne pytanie. Moje ciało bardzo się zmieniło w czasie ciąży i po niej i na pewno odbiega od tego, co widzi się w TV, czasopismach i reklamach. Ale nie mam jakiejś jednej części ciała, której nie lubię. Chcę schudnąć, ale poza tym chyba wyrosłam już z kompleksów. Kompletnie nie przeszkadza mi cellulitis, rozstępy czy niekształtne kostki. Może chciałabym mieć mniejszą stopę, a raczej chciałabym móc sobie kupić buty w zwykłym sklepie. ;)

  7. Największy kosmetyczny bubel to...(i dlaczego)
    Niestety, ale większość drogeryjnych kosmetyków. Moja skóra nie toleruje parafiny, alkoholu i ogólnie nadmiaru „chemii”.

  8. Bez czego nie możesz żyć? (Nie uznajemy odpowiedzi bez tlenu czy bez wody)
    Nie bez czego, ale bez kogo – oczywiście Zo. Poza tym kilka razy w roku powtarzam Mężowi „ani mi się waż umierać przede mną”. ;) Rodzina to dla mnie wszystko. Jeśli jednak mam wybrać przedmiot, to z przykrością przyznaję, że jest to komputer z łączem internetowym. ;)

  9. Co kojarzy ci się z dzieciństwem?
    Całe mnóstwo rzeczy. :) Wraz z Zo odkrywam dzieciństwo na nowo: plastelina, kredki bambino, cymbałki, rysowanie patykiem po piachu, zjeżdżalnie i huśtawki. Guma orbit i skakanie przez gumę. Gra w klasy i lepienie bałwana.

  10. Jaki kosmetyk jest wart swojej (kosmicznej) ceny?
    Ciężko mi powiedzieć. Raczej nie używam drogich kosmetyków. Gdybym miała zaszaleć, sprawiłabym sobie Kaminomoto, ale nie wiem, czy okaże się tego warte.

  11. Kiedy jestem sama to:
    Oglądam seriale, których nie chcę pokazywać Zo. W tej chwili jest to Mentalista, Elementary, Castle, i oczywiście czekam na jubileuszowego Doktora. :D Bo Star Treka Zo ogląda z nami (to znaczy zdarza nam się go włączyć, kiedy Zocha nie śpi).


  1. Błyszczyk czy szminka?
    Nic z tego, obawiam się. :) Bardzo lubię swoje usta i nie mam potrzeby ich upiększania. Absolutnie wystarczy mi ochronna pomadka.
  1. Podkład czy krem BB ?
    I znów, nie używam żadnego, ale zamierzam sobie sprawić podkład mineralny; może na Gwiazdkę?
  1. Lakier do paznokci w delikatnym czy wyrazistym kolorze?
    Nie maluję paznokci wcale. :) Nie jest mi to do niczego potrzebne, w dodatku jest upierdliwe i śmierdzi.
  1. Blondynka czy brunetka?
    Ruda! :) Z natury szatynka.
  1. Jaka jest Twoja ulubiona książka?
    Jedna? Ojej... To może tak: moja ulubiona książka Pratchetta to Pomniejsze bóstwa. :) Polonistyka zabiła we mnie trochę przyjemność z czytania książek, dlatego chętnie wracam do sprawdzonych. Czytam Kinga, Pilipiuka, oczywiście Sir Terry'ego, ostatnio polubiłam Grzędowicza, a teraz czytam Pierumowa.
  1. Jaki film który dotąd obejrzałaś najbardziej Cię wzruszył?
    Forrest Gump, po stokroć.
  1. Pies czy kot?
    Pies, pies, pies! Chociaż kota też kiedyś będę miała i krzywdy mu nie zrobię, to jestem i zawsze będę psiarą.
  1. Morze czy góry?
    Kocham góry, ale z małym dzieckiem o wiele wygodniej jest pojechać nad morze.
  1. Kraj w którym spędziłabyś wymarzone wakacje?
    Maroko. Chciałabym odwiedzić też Szwecję, Włochy, Hiszpanię i Rosję.
  1. Ulubiony kolor?
    Od kilku lat jest to fioletowy. Właściwie zawsze pałałam do niego sympatią, ale jako młódka byłam zbyt „mrocna”, żeby się do tego przyznać. ;)
  1. Jaki prezent chciałabyś znaleźć pod choinką?
    Do niedawna moim marzeniem było, aby mój mąż mógł mniej pracować, ale to już wkrótce się spełni. :) Z rzeczy materialnych: marzy mi się wygodny, przepastny fotel. :)



Moje pytania:

  1. Czy chciałabyś być starsza lub młodsza? Dlaczego?
  2. Czy jest coś, czego kiedyś bardzo pragnęłaś, ale zrezygnowałaś z realizacji tych planów?
  3. Twoja największa pomyłka kosmetyczna.
  4. Jakiego smaku po prostu nie cierpisz?
  5. Co najbardziej denerwuje Cię u innych?
  6. Opisz siebie w pięciu słowach.
  7. Najwcześniejsze wspomnienie.
  8. Gdybyś mogła udomowić każde zwierzę na świecie, co by to było?
  9. Co najgorsze: pies, kot, małe dziecko. ;)
  10. Jaki film oglądałaś już milion razy i obejrzysz jeszcze jeden milion?
  11. Czy jakiś przesąd, wróżba, albo klątwa miały wpływ na Twoje życie?


Nominuję blogi:


Starałam się wybrać blogi, na których jeszcze się ten TAG nie pojawił, i takie które są dość mało znane. :) Długo się wzbraniałam przed tym posten, ale więcej niż trzy razy nie dam się prosić. ;)


EDIT: Odpowiem też na pytania Ewy, bo bardzo ją lubię. :D Napisałyśmy posty nominując się nawzajem w tym samym czasie, tyle, że mój opublikował się dzisiaj. ;) Jeżeli jeszcze tutaj jesteście, przeczytajcie proszę.Jednocześnie obiecuję nie brać więcej udziału w tym tagu, bo blog ma być o włosach, nie o mojej osobowości. ;)

1. W jakim jestes przedziale wiekowym, np. 15-20, 20-25, 25-30, 30-35, itd. ?

25-30, dokładnie w środku tego przedziału. :D

2. Twoja najwieksza fobia.

Kiedy Zosia była mała, budziłam się w nocy i słuchałam, czy na pewno oddycha. Często jej nie słyszałam i budziło to we mnie przerażenie. Dość często zdarza mi się też budzić się z przekonaniem, że umarł ktoś z mojej najbliższej rodziny. Okropieństwo.

3. Najlepszy wedlug Ciebie kosmetyk (jeden), do pielegnacji wlosow- podaj nazwe.
Mój obecny hit: szampon proteinowy Himalaya do włosów suchych. To pierwszy szampon, z którego jestem w 100% zadowolona i sprawdza się zawsze. Niemniej wpływ na to może mieć tez ogólnie coraz lepsza kondycja moich kłacząt.

4. Twoja najwieksza wpadka.
Kiedyś jechałam autobusem z dawno nie widzianą znajomą. Droga długa, rozmowa kompletnie się nie kleiła. Byłam wtedy młodsza i moje umiejętności społeczne leżały i kwiczały. Rozpaczliwie poszukując tematu do rozmowy ujrzałam rozsypującą się chałupinkę w samym środku pola i zastanawiałam sie głośno, kto może mieszkać w takich strasznych warunkach. Taaak, zgadłyście - mieszkała tam rodzina tej znajomej.

5. Ulubiona potrawa.
Ojej, zadać takie pytanie łasuchowi jest po prostu okrutne! Bardzo lubię smażone warzywa z soczewicą w sosie curry (dahl) i ryżem.


6. Zwierzeta- tak/nie, jakie?
Nie lubię tylko robali, mam też mieszane odczucia co do myszy w domu. Jestem psiarą, ale kiedy warunki pozwolą z pewnością przygarnę tez kota. A jak już będę całkiem bogata, przynajmniej jeszcze ze 3 psy! Bardzo mi żal zaniedbanych, bezpańskich zwierząt i chciałabym pomóc wszystkim. 

7. Najszczesliwszy moment w Twoim zyciu.
Dzień, kiedy urodziłam Zo. :) To było wielkie święto, a mój poród dzięki Mężowi i wspaniałemu lekarzowi i położnej był piękny. :)



8. Twoje marzenia.
Marzę o własnym salonie fryzjerskim, w którym poza tradycyjnymi zabiegami będę oferować również farbowanie henną i indygo. Niestety, to marzenie musi poczekać. :)



9. Jak lubisz spedzac wolny czas?
Razem z Mężem i Zo. Jedziemy do zoo albo bujamy się rowerami po okolicy, albo po prostu chodzimy na spacer. Rzucamy psu badyla. Bardzo często jeździmy też do moich Rodziców.



10. Znak zodiaku.
Waga.


11. O czym najchetniej czytasz u innych Blogerek?
O sprawdzonych, domowych metodach pielęgnacji.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Listopadowe nowości.

Jestem z siebie zadowolona: na nadprogramowe kosmetyczne zakupy wydałam zaledwie 5,95. :D Po pierwszej wizycie w naszym nowym lokum przekonałam się, że bardzo niedaleko znajduje się całkiem przyjemnie zaopatrzony sklep zielarski. Był ze mną Mąż, więc przeczytałam zaledwie kilka składów i zaopatrzyłam się w wodę brzozową Kulpol w ww. cenie. Nic nowego w tym miesiącu sobie nie sprawię: obawiam się, że zebranie wszystkich kosmetyków razem, och ciężar i kubatura mają doskonały wpływ na moją słabą silną wolę. ;)


Ponieważ oprócz zielarskiego właściwie pod nosem będę miała basen, przygotowałam się na częste tam wizyty. Wszystkie planowe zakupy przeznaczone są do stóp. Mydło BingoSpa z wyciągiem z ziół, olejek z drzewa herbacianego i mój ulubiony dezodorant Nivelazione od Farmony. Ostatnio, kiedy regularnie chodziłam na basen – w ciąży – nabawiłam się niemiłej niespodzianki i nie zamierzam ponownie popełnić tego błędu.


W listopadzie miałam także szczęście do rozdań. Wygrana u Ekocentryczki jest tym przyjemniejsza, że mam okazję testować kosmetyki, których sama raczej bym nie kupiła ze względu na dostępność. Otworzyłam już masło Alverde (nie nadaje się do włosów ;)) i balsam do ust Balance Me. Ten ostatni mnie zachwycił! Całkowicie naturalny, i uwaga, działa! Usta są nawilżone i odżywione, fajnie błyszczą, a zapach jest obłędny. Pachnie prawdziwą różą (z ukłonami w stronę P&R, którego przeczytałam ostatnio parę kiepskich recenzji). Do tego tusz do rzęs The Body Shop i próbki kremu i balsamu z filtrem słonecznym Green People. Idealnie! :)


Dostałam też balsam Farmony: Sensitive Eco Style o całkiem miłym składzie. Jeszcze go nie otworzyłam, bo bardzo powoli zużywam takie kosmetyki i najpierw wykończę jego poprzednika. Angel przepięknie zapakowała butelkę, sprawiła mi tym wiele radości. To bardzo miły gest, który doceniła też Zo (zainteresowały ją szczególnie koraliki, które bardzo szczegółowo bada).

Nowością jest także mydło północne Natura Siberica, które bezbłędnie rozpoznałyście na zdjęciu w poprzednim poście. Pochodzi ze sklepu naturica.pl, sponsora Rozdawajki. Na pewno napiszę o nim więcej, kiedy odetchniemy po przeprowadzce.

A co u Was nowego? :)

sobota, 16 listopada 2013

Pielęgnacja twarzy: cera wrażliwa, mieszana w kierunku suchej, płytko unaczyniona.

Nieśmiałe pytanie o post o mej własnej facjacie spotkało się z pozytywnym odzewem, toteż napracowałam się mocno i oto jest: moja twarzowa historia. ;)
Przed ciążą zmywałam makijaż mleczkiem, chlapałam ją wodą z żelem do mycia, a następnie wklepywałam krem, który wybierałam na zasadzie „o, nawilżająco-matujący i tani”, i to się sprawdzało. Zimą ewentualnie dokładałam krem bez dodatku wody. Na to obowiązkowo lądował podkład lub krem niby-BB, tusz do rzęs i w drogę.

I wszystko pięknie, aż do rewolucji hormonalnej. Kupiłam sprawdzony krem – podrażnił. Przeszłam przez kilka kremów, oczywiście coraz droższych, a potem je porozdawałam. Wszystko, wszystko mnie podrażniało. Po kolei pojawiali się winowajcy: alkohol, parafina, dużo konserwantów. Ale nawet delikatne kremy do dzieci potrafiły mnie podrażnić. W końcu znalazłam jakiś, który „uszedł”. W międzyczasie większość kosmetyków kolorowych i pielęgnacyjnych poszło w świat. Przez jakiś czas używałam tylko masła shea, oleju migdałowego i kokosowego.

Następnie odkryłam mydło aleppo i okazało się, że moja skóra nie jest tłusta, a raczej sucha. Od aleppo poszło już łatwiej. Wiedziałam, czego nie lubię i udało mi się znaleźć plan pielęgnacji, który mniej więcej się sprawdza, o ile nie eksperymentuję z czymś dziwnym (jak ostatnio maseczki Eveline), albo nie użyję parafinowego kremu z braku innego.

Po tym przydługim wstępie pora przejść do konkretów. Zarówno rano, jak i wieczorem staram się zapewnić skórze: oczyszczenie, nawilżenie, odżywienie i natłuszczenie. Znacznie lepiej sprawdza się u mnie nałożenie kilku kosmetyków bardzo cienką warstwą, niż wysmarowanie się grubo jednym kremem.


Oczyszczanie. Mój faworyt to mydło aleppo, ale czasami robię sobie od niego przerwy. Nie myję twarzy niczym z SLS, zawsze kończy się to zaczerwienieniem, podrażnieniem, szczypaniem. Obecnie używam głównie mydła savon noir z olejem arganowym, od czasu do czasu zamieniam je na żel Jonhson&Jonhson 3w1. Żel przelałam do butelki pianotwórczej i sprawdza się też pod prysznic i jako szampon dla mnie i dla Zo. A savon noir bardzo lubię, chociaż następnym razem kupię mniejsze opakowanie: mimo że bardzo uważałam, trochę wody musiało mi się kiedyś dostać do środka, bo pod koniec opakowania zaczęła mi się zmieniać konsystencja.

Do mycia mojej twarzy świetnie sprawdzały się także mydła z Lawendowej Farmy. Używałam kilku i każde było dobre. ;) Mam też micel z biedronki, którym usuwam tusz do rzęs, jeśli jakiś się pojawi. Przez 3 miesiące zużyłam może 1/5 małego opakowania, co wybitnie świadczy o tym, jak rzadko się maluję. Najczęściej tego micka używam, kiedy odruchowo wysmaruję się kremem albo olejem, a miałam robić maseczkę (czyli prawie zawsze przed maseczką). Zdejmuję nim warstewkę kremu i smaruję się maską.


Odżywianie. (Zawiera elementy nawilżenia, oczywiście, ale w tej kategorii przedstawię Wam sera, a w następnej kremy, które jak najbardziej poza nawilżaniem są także odżywcze).

Serum Babuszki Agafii 35-50 lat. To moje pierwsze serum z Piervoje Reshenije, ale na pewno nie ostatnie. :) Wybrałam je, bo jest bardziej gęste i odżywcze od tego z mojego przedziału wiekowego. Pięknie pachnie, łatwo się rozprowadza, jest bardzo wydajne. Natychmiast się wchłania. Nie nawilża jakoś specjalnie, ale uspokaja i dokarmia skórę. Przy regularnym używaniu trochę ją rozjaśnia. Po 3 miesiącach używania nadal mam jeszcze pół butelki.

Kwas hialuronowy 1%, Pharmavera. Zawiera lekkie silikony, przez co bardzo łatwo się rozprowadza i idealnie nadaje do masażu twarzy. Jest w wygodnej buteleczce z pompką. Przygotowując ten post, przekonałam się, że w składzie jest DMDM Hydantoina, której nie cierpię... Tutaj musi jej być jednak dość mało, bo absolutnie mi nie szkodzi. Kwas już mi się kończy i na jego miejsce upatrzyłam sobie serum z witaminą C z kolorówki (klik).

Woda różana, choć nie jest to typowe serum. Przelewam ją sobie do butelki z atomizerem i zraszam twarz zaraz po myciu i osuszeniu, czasami także w ciągu dnia. Przyjemnie pachnie i odpręża, tonizuje skórę, sprawia, że mogę użyć naprawdę niewielką ilość serum czy kremu i cieszyć się nawilżoną skórą. Moja miłość do wody różanej jest wielka, ale przy okazji zakupów półproduktowych zaopatrzę się też w inne hydrolaty.

Żel aloesowy GorVita, który wskutek straszliwego przeoczenia nie załapał się na zdjęcie. Zawsze mam go w domu, a więcej o nim pisałam na samym początku mojej radosnej twórczości: tutaj.


Nawilżanie. Przez jakiś czas nie używałam kremów w pielęgnacji twarzy, ale po kilku miesiącach okazało się, że czegoś mi brakuje. Obecnie stosuję je co kilka dni.

Bioluxe, Organic Aloe. Doskonały krem za grosze (ok. 6 złotych, dostępny w sklepach z kosmetykami rosyjskimi). Miałam również jego brata z zieloną herbatą, a przy następnej okazji z pewnością sprawię sobie też avocado. Szybko się wchłania, nienachalnie pachnie, przyzwoicie nawilża, jest bardzo lekki. Solo dla mnie aż za lekki.

Apis, Regenerujacy krem z mleczkiem pszczelim i witaminami A i E. Dostępny w aptekach, za 150 ml zapłacimy około 12 złotych. Pięknie pachnie, jest bardziej bogaty, ale nie zapycha. Trzeba go zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia i naprawdę trudno to zrobić. ;) Zawiera SPF 15, więc w bardzo pochmurny dzień może się nadać nawet na krótkie wyjście.

Brakuje kremu z wysokim filtrem, skończył mi się i szukam nowego. Co myślicie o tonującej ziai SPF 50? Nie zawiera parafiny i jest niedroga. A może polecicie coś innego?


Natłuszczanie.
Olej z czarnuszki, osobny post tutaj. Stosowany codziennie spowodował rozszerzenie zaskórników i inwazję czarnych kropek. Raz na jakiś czas, kiedy skóra woła o coś bogatszego, sprawdza się całkiem dobrze. Trzeba przyzwyczaić się do zapachu.
Olej arganowy. Zobaczcie, jak niewiele zużyłam przez miesiąc! Buteleczka ma ok 40 ml. Używam go codziennie do twarzy i szyi, trzy razy wylądował też na włosach. Ta niewiarygodna wydajność sprawia, że jego cena przestała mnie straszyć i na pewno kupię go jak mi się skończy. Wchłania się szybciutko i do matu, skóra jest ujędrniona i rozjaśniona. Jest lekki, w żadnym wypadku nie zapycha. Ma charakterystyczny zapach, ale przy czarnuszce to perfumy. ;) Na włosach spisuje się równie wspaniale jak rokitnik, a nawet lepiej, bo mogę nim też zabezpieczyć końce bez obciążenia. To moja nowa olejowa miłość.

Dużo czasu zajęło mi dobranie pielęgnacji dla mojej mieszanej cery. Jak pisałam w tytule, łatwo ją przesuszyć i zapchać, poza tym często się czerwieni (np. spod prysznica zawsze wychodzę w barwach buraczanych), choć pękniętych naczynek na szczęście mam niewiele. Nie maluję się, więc dobry wygląd skóry jest dla mnie szczególnie ważny.

Staram się użyte kosmetyki, ich kolejność i ilość dopasowywać do aktualnych potrzeb skóry. Możliwe warianty:

Mycie, mgiełka, serum, żel aloesowy lub hialuronowy + olej. To jest najczęstsza opcja.
Mycie, serum, krem, olej.
Mycie, żel aloesowy, olej, krem. Czasami kremu nie nakładam od razu, a dopiero przed wyjściem z domu. A czasem muszę dołożyć kilka warstw, bo skóra wypija go natychmiast. Im bardziej jestem niewyspana, tym więcej kremu potrzebuję. Twarz jest bardziej ściągnięta i opuchnięta także wtedy, gdy za mało wypiłam danego dnia. Sporo jeżdżę samochodem i nie mogę sobie pozwolić na cogodzinne postoje. ;)

A skoro już jesteśmy przy twarzy: kto wie, co teraz testuję? :) Wygląda tak:

Post wyszedł bardzo długi, ale mam nadzieję, że przyda się komuś z podobnymi do moich kłopotami. Jeśli macie jakieś pytania albo wątpliwości, podzielcie się nimi w komentarzu. Odpowiem najprawdopodobniej dopiero jutro, bo kiedy Wy to czytacie, ja właśnie macham pędzlem albo wykonuję inne prace wykończeniowo-remontowe. ;)

Dobrego dnia! :)

piątek, 15 listopada 2013

Google Analytics, cz. I

Jest sława, dziewczyny, coraz częściej ktoś trafia do mnie po hasłach w google ;) Wybrałam dla Was te, które mnie rozśmieszyły i te, które naprawdę, ale to naprawdę nie wiem, jakim cudem zaowocowały wizytą na włosowelove. :)

Pisownia oryginalna.

ziolo ulatwiajace wyciskanie fal fryzjerstwo

Wyciskania fal po prostu nienawidziłam na kursie. Przydałoby mi się wtedy zioło, które łagodzi stres z nim związany. ;) Zapewne komuś chodziło o żel lniany.

warkocz sciagniety na węża

Kojarzy mi się to z osłonką na kucyk, którą kiedyś pokazywała Balbina (klik). Ale na to wpadłam dopiero po dłuższym osłupieniu.

oleje straganów na rzęsy

Pielęgnacja rzęs u straganów musi być dość... niezwykła.

jak połamać włosy fryzura

Jeśli ktoś się zgłosi na ochotnika, mogę zamieścić krótki film instruktażowy. ;)

czy plukance octowej można używać w spray

Jeśli się nie ma zmysłu węchu, to pewnie można.
.
czarna pomasda do wasow uzywana dawniej

Piękne, prawda? I jakoś tak Piłsudskim zaleciało :D

czy przeczesywanie wlosow w przeciwnym kierunku

Nie. Tak. Nie wiem. Lepiej we właściwym.

kwiatki owoc jajko

...Wielkanoc?

poduszka banan z twarza

Jak? Jak ktoś trafił tutaj? I kto chce mieć banana z twarzą?

świat żywych, świat zmarłych

czerniuszka rzesy

czysty olejek herbaciany a intymność

Mam nadzieję, że ktoś nie próbował wysmarować sobie okolic intymnych olejkiem eterycznym... Bo intymność będzie mocno obolała...

Pielęgnacja twarzy pojawi się wkrótce, zdjęcia już są zrobione, tyle że jestem znów w rozjazdach i brakuje mi internetu. ;) Jutro malujemy z TŻ nowe mieszkanie. :)

czwartek, 14 listopada 2013

Olej z pestek dyni – sprawozdanie po 5 tygodniach suplementacji.

Więcej o właściwościach samego oleju w tym poście.


Jak być może pamiętacie, wraz z Zo rozpoczęłyśmy suplementację olejem w związku z moimi wątpliwościami, czy córcia nie przyniosła z piaskownicy pasożytów wewnętrznych. Zarówno pestki dyni, jak i zimnotłoczony z nich olej, są naturalnym środkiem zwalczającym niechcianych lokatorów. Ponadto doskonale uzupełniają dietę w NNKT i mikroelementy.

Co zauważyłam u Zosi?

Po pierwsze, nic nie wskazuje na to, że Zo miała pasożyty. Nie ujawniło się nic nowego, co wskazywało na ich obecność i z pewnością nie znalazłam ich śladów w kale. Stosowałyśmy olej bardzo regularnie (raz miałyśmy kilkudniową przerwę, kiedy zapomniałam zabrać buteleczkę do Dziadków) i jestem przekonana, że do tego czasu już by zadziałał.

Po drugie, Zosi spanie w nocy ogólnie nieco się poprawiło. Nadal zdarzy jej się zaburzyć rytm dobowy i potrafi przyjść o 3 w nocy informując, iż nie chce już spać, ale zwykle jest to wywołane skokiem rozwojowym. Po ostatnim moje dziecko wreszcie zaczyna mówić „prawdziwe” wyrazy! :):):) Powtarza nowe dźwięki i wyraźnie zwiększył jej się zasób słownictwa.

Olej nam podkręcił odporność. Od 5 tygodni Zo nie ma nawet katarku i ja też. ;) Zo w ogóle rzadko choruje i było dość ciepło, ale na blogach innych Mam widzę, że ich dzieciaki teraz chorują, więc sezon trwa.

I największa zaleta oleju: Zo ma ogromny apetyt! :) Nie była może niejadkiem, ale bardzo przebierała w jedzeniu. Od miesiąca je niemal wszystko, co przed nią postawię, aż miło patrzeć. Przez ostatnie 6 tygodni przybrała na wadze niemal kilogram. Sporo przy tym urosła i jest szczupła, a poprzednią wagę trzymała przez prawie rok, więc ta zmiana masy bardzo mnie cieszy. :)

Bałam się uciążliwości picia oleju prosto z łyżeczki, ale córcia już na widok butelki krzyczy „Dynia! Mniam, mniam!”. :)

Co zauważyłam u siebie?

Nie schudłam ani nie przytyłam, apetyt bez zmian. Podniosła mi się odporność. Włosy urosły mi nieco szybciej w poprzednim miesiącu, ale tutaj raczej podejrzewam olejek Bringaraj o takie działanie. Włosy są w dobrej kondycji. Paznokcie rosną mi długie i mocne i nie mam problemu ze skórkami. Po 3 latach (ciąża, karmienie), mój organizm znalazł dość budulca, żeby porządnie odżywić nawet paznokcie. Jestem zadowolona.

W przyszłym roku z pewnością powtórzymy kurację. Jedna butelka wystarczyła nam na te 5 tygodni stosowania i wystarczy jeszcze co najmniej na 2 przy dawkowaniu 1 łyżeczka dla Zo i 1,5 dla mnie, dwa razy na dobę.

Suplementujecie oleje, czy raczej dbacie o urozmaiconą dietę? ;)

środa, 13 listopada 2013

Jak umyć włosy odżywką? I po co?

Zacznę od odpowiedzi na drugie pytanie. Osobiście, jak wiecie, walczę o ograniczenie przetłuszczania skóry głowy. Obecnie myję włosy co półtorej doby, a jeśli muszę umyć wcześniej (z powodu dyskomfortu skóry, albo przed wyjściem), robię to właśnie przy pomocy odżywki, żeby nie zakłócać równowagi skóry. Jestem dość pewna, że gdybym wróciła do codziennego mycia szamponem, włosy przyzwyczaiłyby się do niego w ciągu tygodnia. A zajęło mi dużo czasu doprowadzenie skalpu do obecnego stanu.


Mycie odżywką chwalą sobie również osoby kręconowłose, które stosują pielęgnację bezsilikonową (CG). U niektórych prostowłosych samo mycie wyłącznie odżywką również się sprawdza, na przykład w przypadku wrażliwego skalpu, albo bardzo suchych włosów. Moje włosy na dłuższą metę wolą jednak oczyszczenie szamponem, ale raz na jakiś czas takie rozwiązanie bardzo się u mnie sprawdza.

Odżywką możemy umyć włosy bez naruszania warstwy lipidowej naskórka. Mówiąc prościej, zmywamy nadmiar sebum ze skóry głowy, ale nie stymulujemy skóry głowy do produkowania większej ilości łoju, ponieważ nie wysuszamy jej zanadto. Przecież odżywki lekko nawilżają lub natłuszczają. Nie wysuszamy bardziej skóry suchej ani wrażliwych włosów na długości. Wiele razy czytałam, że komuś mycie włosów odżywką pomogło zwalczyć przetłuszczanie się albo nadmierną suchość skóry.

No właśnie, odżywki mają odżywiać. Więc jak to możliwe, że myją?

Nie każda odżywka się do tego nadaje (choć akurat każdej z pierwszego zdjęcia można swobodnie w tym celu użyć.). Musi zawierać ona substancję kondycjonującą powierzchniowo czynną. Prościej mówiąc, musi się lekko pienić. :) Substancje, które w odżywkach pełnią rolę detergentu to:

Behentrimonium chloride, Cetrimonium chloride, Benzalkonium chloride, Tallowtrimonium chloride (ta jest pochodzenia zwierzęcego), Tricetyldimonium chloride.

Ponadto, nie powinna zawierać ciężkich silikonów, które wymagają użycia szamponu z SLS. Szukamy takich bez silikonów lub zawierajacych te lekko zmywalne czy zmywalne wodą. Zatem dopuszczalne substancje to:

PEG-silikony, Cyclomethicone, Cyclopentasiloxane, Cyclotetrasiloxane, Cyclohexasiloxane, Octamethyl Cyclotetrasiloxane, Amodimethicone, Dimethicone, Dimethiconol, Beheonoxy Dimethicone, Phenyl Trimethicone, Dimethicone Copolyol, Lauryl Methicone Copolyol, Hydroxypropyl Polysiloxane.

Odżywka przeznaczona do mycia nie powinna zawierać również parafiny, ani olejów wysoko w składzie. Jeśli zdarzy się jakiś za zapachem nie powinien zrobić różnicy. Niektóre osoby mogą obciążyć także guma ksantanowa i guma guar, chociaż mi akurat nie szkodzą.

Są jeszcze dwie zasady dotyczące odżywki myjącej: powinna mieć jak najkrótszy skład i być tanio sprzedawana w dużej pojemności. Zużywa się jej do mycia o wiele więcej niż szamponu. Do mycia odżywką nadadzą się tez balsamy od Babuszki Agafii na propolisie, chociaż nie spełniają do końca tych warunków. Jeśli jednak dzielnie smarujecie nimi włosy od kilku miesięcy, a one nie chcą się skończyć, możecie zużyć je właśnie do mycia. :) Są jeszcze odżywki Hegron dostępne właściwie wszędzie w cenie ok. 8 złotych za 500 ml lub maski Bingo, które dobrze myją. Oraz te ze zdjęcia: Dramers (na razie nie widziana nigdzie poza Intermarche), Cien (najlepiej zielona, Lidl), Mrs. Potters, balsamy Babuszki Agafii – na zdjęciu domowy.

Google.pl

Lubię myć włosy odżywką, kiedy się spieszę. Zwykle mycie wygląda u mnie tak: olej, odżywka, szampon, balsam lub maska. Każdy z tych kosmetyków przynajmniej chwilę trzymam na włosach, inaczej jego nakładanie nie miałoby sensu. Mycie odżywką wygląda tak: (olej), odżywka. Koniec.

Więc skoro już Was przekonałam do tego, że mycie odżywką jest łatwe, opowiem Wam bardzo szczegółowo jak przebiega samo mycie. Dlatego, że długo byłam przekonana, że moich włosów domyć odżywką się nie da. Bo robiłam to źle.

Obficie spłukuję włosy wodą. Lekko masuję, staram się je zmiękczyć.
Nakładam spore ilości odżywki na skalp i na długość włosów. Rozprowadzam równomiernie.
Jeszcze zwilżam wodą (inaczej może się nie pienić).
Spieniam i dokładnie masuję skalp.
Wmasowuję odżywkę w długość włosów: przeciągam dłońmi pasmo po paśmie, wygładzając włosy.
Myję zęby i ciało, odżywka w tym czasie sobie działa.
Dokładnie spłukuję.

Włosy są bardzo miękkie po takim myciu. Ważne, żeby odżywka była na głowie przez kilka minut (inaczej nie zdąży zadziałać myjąco), i żeby dokładnie ją spłukać. Jeśli na włosach miałam większą ilość oleju, myję odżywką dwa razy, chociaż zwykle po jego zemulgowaniu używam szamponu. Choć rozsądną ilość oleju bez problemu zmyjecie odżywką, osobiście psychicznie mi lepiej, kiedy wiem, że na głowie był jeszcze szampon. ;)

Polecam Wam Wiedźmowy spis odżywek do włosów z silikonami zmywalnymi wodą, części 1, 2 i 3.

Myjecie włosy odżywką? :) Na co dzień, czy tak jak ja, czasami?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...