czwartek, 5 grudnia 2013

Natura Siberica – Północne mydło detoks. Czy warte swojej ceny?


To najbardziej ekskluzywne mydło, którego miałam okazję używać. A wszystko to dzięki Rozdawajce. Mydełko pochodzi ze sklepu naturica.pl, sponsora nagród (klik). Polecam zakupy w sklepie: miły kontakt, szybka wysyłka i dość szeroki asortyment sprawiają, że pewnie jeszcze tam zajrzę (a jeśli prowadzicie bloga, na część kosmetyków macie z urzędu 25% zniżki).

Za 120 g mydła w zależności od sklepu płacimy 54-63,70 złotych. Czasami zdarzają się promocje i wtedy cena spada nieznacznie poniżej 50 złotych. Wydawało mi się to strasznie dużo, zważywszy na niewielką przecież pojemność. Na szczęście szalona wydajność mydła złagodziła moje wątpliwości. Używam go od półtora miesiąca, kilka razy umyłam nim całe ciało i włosy, i zużyłam mniej niż 1/4 opakowania. Biorąc pod uwagę, że jest to kosmetyk do twarzy, przeznaczony do stosowania raz w tygodniu, wydajność jest więcej niż zadowalająca. Na szczęście mimo naturalnego składu ważne jest przez rok od otwarcia.

Mydło przychodzi do nas zapakowane w efektowny kartonik. Zamknięte w solidnym słoiczku ze starannie dopracowaną grafiką, dodatkowo w zestawie znajduje się gąbeczka. Wszystko to sprawia, że jest to doskonały pomysł na prezent. Gąbeczka według filmiku pokazującego działanie mydła ma służyć do nakładania produktu na twarz, jednak kilkakrotne wkładanie do pojemnika mokrej gąbki przy każdym użyciu w moim odczuciu jest średnio higieniczne. Dlatego osobiście czystą ręką wybieram sobie z pudełka niewielką porcję produktu, zwilżam je i dopiero nakładam na twarz. Gąbką planowałam je zmywać, ale jakoś nigdy się na to nie zebrałam, leży więc i czeka.


 
Oceńcie same filmik (przy okazji macie pogląd na wschodnie poczucie humoru; grę aktorską modelki litościwie pomińmy milczeniem).


Nie używam aż tak grubej warstwy, nie mam potrzeby. Ilość, którą widzicie na zdjęciu, wystarcza mi na pokrycie całej twarzy. Jeżeli szaleję również z szyją i dekoltem, potrzebuję dwa razy tyle.


Podoba mi się konsystencja tego kosmetyku: ze względu na czarny kolor na zdjęciach wydaje się gęste i tępe, podczas gdy tak naprawdę nabranie go nie przysparza żadnych trudności. Nie klei się i nie ciągnie tak jak savon noir, za to ładnie się pieni (oczywiście nie tak jak produkt z SLS, ale lepiej niż niektóre naturalne mydła). 


Na szczególną uwagę zasługuje wspaniały skład mydła północnego(wg INCI): na pierwszym miejscu mój ukochany olej z rokitnika, dalej mamy olej z cedru syberyjskiego (dziko rosnącego!), wodę, wodorotlenek potasu, wyciąg z owoców cytryńca chińskiego, wyciąg z siemienia lnianego, węgiel brzozowy, masło shea (z upraw organicznych), ekstrakt z kory brzozy, ekstrakt z owoców maliny moroszki, ekstrakt z liści borówki brusznicy, olej z pestek malin, zapach.

Jedynie ten zapach jest zbędny, ale nie ma go dużo: moja wrażliwa skóra nie odczuła żadnych złych skutków jego obecności. Poza tym, podoba mi się. Jest nienachalny, ale wyczuwalny podczas aplikacji: z delikatną, kwiatowo-owocową nutą. Inne kosmetyki rosyjskie, których używałam, pachną aż za intensywnie, z fanfarami. Ten zapach to elegancki kwartet smyczkowy w kącie sali.


Mydło ma za zadanie dogłębnie oczyszczać twarz, a także dzięki zawartości aktywnego węgla ją wybielać. Tego działania nie można mu odmówić: skóra jest oczyszczona tak jak po maseczce z glinki, a jednocześnie nie ściągnięta. Regularne stosowanie zaowocowało zmniejszeniem się zaskórników. Wyraźnie zauważam również rozjaśnienie cery (powyżej zdjęcia przed i po), wskutek czego przebarwienia wydają się ciemniejsze, niemniej jednak ten efekt podoba mi się. Skóra wygląda promiennie i świeżo, czyli młodziej. :) Aplikacja jest wygodniejsza niż zabawa z glinką: nie trzeba nic mieszać ani odmierzać, ani myć później miseczki. Odkąd mam to mydło w kolorze czarnym, nie użyłam glinki w celach twarzowych ani razu, bo w moim odczuciu ten produkt bije ją na głowę. Moja sucha i wrażliwa twarz po zmyciu mydła nie jest w żadnych stopniu ściągnięta, a zdarzyło mi się zapomnieć o nałożeniu i trzymać je na twarzy godzinę. ;)


Żeby nie było jednak tylko różowo, kiedy zachwycona działaniem mydła użyłam go kilka razy w ciągu jednego tygodnia, skóra twarzy złuszczyła mi się. Nie potrafię jednoznacznie przypisać tego działania mydłu: zdarzyło się to podczas przeprowadzki, kiedy poza zmianą wody moja skóra otrzymała sporo oparów z detergentów, a także miała kontakt z farbą malarską... Być może mydełko wspomogło jedynie proces regeneracji, niemniej od tego czasu pilnuję, aby nie przekraczać zalecanej częstotliwości stosowania.

Nie byłabym sobą, gdybym nie umyła nim włosów. Ten kosmetyk bardzo dobrze się do tego nadaje, obecnie mycie czarnym mydłem zastępuje mi peeling skóry głowy. Zawiera idealną ilość niezmydlonych olejków: nie wysusza włosów, ale też nie oblepia ich. Włosy są czyste, ale nie skrzypiąco czyste, i nie wymagają odżywki, są puszyste i pięknie lśnią, zapewne dzieki rokitnikowi. Niestety, przetłuszczają się nieco szybciej. Szkoda, bo liczyłam na efekt przedłużonej świeżości, kiedy przeczytałam o nim u Anwen.

A zatem, podsumowując moje przydługie wywody:

PLUSY:
wydajność
działanie oczyszczające
brak ściągnięcia skóry
nie podrażnia
bardzo ładnie rozjaśnia skórę twarzy
naturalny skład
piękny zapach
ładne i funkcjonalne opakowanie, dołączona gąbeczka

MINUSY:
dostępność
cena (ale wydajność nam ją wynagradza)

Czy kupię ponownie? Ze względu na cenę raczej nie, ale bardzo chętnie dostałabym je w prezencie :)

A Wy, skusicie się? :)


EDIT: Podany wyżej skład jest już nieaktualny. Nowy skład mydła:

INCI: Aqua, Sorbitol, Sodium Cocoyl Isethionate, Stearic Acid, Coal, Parfum, Hippophae Rhaimnoides Fruit Oil*, Hippophae Rhaimnoidesamidopropyl BetaineHR, Pinus Sibirica Needle ExtractWH, Pineamidopropyl BetainePS, Picea Obovata Needle ExtractWH, Abies Sibirica Needle ExtractWH, Shizandra Chinensis Fruit Extract, Linum Usitatissimum Seed Oil*, Rubus Idaeus Seed Oil*, Rubus Chamaemorus Seed Oil, Betula Alba Sap*, Vaccinium Vitis-Idaea Fruit Extract, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Potassium Sorbate, Soidum Benzoate.

(*) Issued from organic agriculture
(WH) Wild harvested Siberian plants` organic extracts
(PS) Pinus Sibirica Seed Oil Derivative
(HR) Wild harvested Altaian seabuckthorn oil Derivative

33 komentarze:

  1. Bardzo ciekawe mydełko. Chyba wiem co chce od Mikołaja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że jest takie drogie, bo z chęcią bym je wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama też bym nie wydała tyle na kosmetyk używany tylko od czasu do czasu. Co innego fajny krem do twarzy, albo jakiś szampon-cud ;)

      Usuń
  3. wygląda nieatrakcyjnie ale i tak mam ochotę na to mydło i od dawna się na nie czaję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko na zdjęciach, w pudełku mi się podoba. :) Na twarzy rzeczywiście jest śmiesznie, ale przecież nie wygląda gorzej niż maseczka z czarną glinką lub spiruliną, no i nakładamy je tylko na chwilę :)

      Usuń
  4. Co za skład piękny ;-) ale póki co jestem wierna mydełku allep, jest dużo tańsze ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To północne to takie mydło-niemydło, na pewno nie zastąpi się nim aleppo, bo jest za mocne w roli takiego codziennego myjadła (posądzam o to węgiel). To raczej taka droższa maseczka na twarz, którą w bonusie można umyć włosy ;)

      Usuń
  5. Strasznie ale to strasznie mnie to mydełko kusi. Tylko zawsze cena odpycha....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie na pewno bym go sobie nie kupiła, właśnie z tego powodu.

      Usuń
  6. bardzo lubie takie produkty więc chętnie bym wypróbowała, ale gdyby cena była niższa :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cena...
    A tak bardzo kusi, może kiedy zużyję wszystkie produkty do twarzy, zaszaleję i zaopatrzę się w nią? ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli będziesz miała taką możliwość gorąco polecam. :)

      Usuń
  8. mam bon od Rozdawajki i tak myślę i myśle, bo mają dużo fajnych kosmetyków
    o tym mydle też myślałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli nie masz żadnych pilnych potrzeb, to warto się skusić :)

      Usuń
  9. cena kosmiczna :D za połowę ceny może i bym się skusiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba by przeliczyć na ile użyć wystarczy opakowanie i podzielić przez tę liczbę wysoką cenę. Zapewne wyszłoby podobnie lub mniej od drogeryjnych maseczek za powiedzmy 3 złote. ;) Tylko, że wydanie takiej sumki na raz na jeden nieduży słoiczek na pewno boli ;)

      Usuń
  10. Fajna, konkretna recenja :)
    Rzeczywiscie, mydelko moze byc idealnym prezentem ;) Sklad cudny, do tego jesli dzialanie jest takie fajne jak opisujesz, mysle ze warto w nie zainwestowac.
    Oj tam, czepiasz sie umiejetnosci aktorskich owej Pani ;D
    P.s. Urocze serduszka na oczach :)))!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na pewno nie obraziłabym się za taki prezent :D A działanie przynajmniej u mnie (większość drogeryjnych kosmetyków w najlepszym wypadku nie działa, ale zwykle szkodzi) jest rewelacyjne i nie do podrobienia.
      Oglądam sporo programów dla kilkulatków i przesadzona mimika tej dziewczyny dokładnie kojarzy mi się z dziećmi udającymi zdziwienie albo radość ;)
      Serduszka musiały być, zrobiłam bardzo nieciekawą minę, a na tym zdjęciu najlepiej widać było efekty :)

      Usuń
  11. uśmiałam się z tego filmiku i szczerze powiedziawszy ta reklama w ogóle mnie nie zachęciła do kupna, za to Twoja bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się ten filmik w ogóle nie spodobał :)

      Usuń
  12. We Wrocławiu jest dostępne stacjonarnie, ale dużo droższe, kosztuje chyba 69 zł. Fajnie, że o nim napisałaś, bo myślałam o zaopatrzeniu się w któreś z rosyjskich czarnych mydeł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma mniejszą pojemność, ale lepszy skład od tych babuszkowych. Mimo to białe mydło Agafii i tak sobie kupię :)

      Usuń
  13. Cena mnie przeraża, ale sam produkt bardzo kusi :D jako prezent wezmę, ale na pewno nie kupię :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Cena faktycznie może odstraszać, ale jak jest mega wydajne to na dłuższą metę może i się skuszę kiedyś po promocyjnej cenie:))
    Ja mam mydło marokańskie z glinką które ubóstwiam i jak kiedyś dobije dna to z chęcią kupiłabym to północne - lubię takie wynalazki i jeszcze kolor na plus:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Twoje mydło też bym dorwała w swoje łapska ;) To mydełko jest fajne, ale nie na co dzień, więc jeszcze jakieś trzeba kupić oprócz niego. :)

      Usuń
  15. Pomimo ceny myślę, że się na nie skuszę.
    Tak jak mówisz wiele osób je chwali, a mnie tym bardziej korci do jego kupna :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kupiłam już dwa mydła w podobnej cenie, za to wielkich, cztery razy większych opakowaniach i używam ich do ciała i twarzy (może być także do włosów). Wiem, że działanie i przeznaczenie trochę inne, ale właśnie ze względu na cenę i pojemność raczej się nie skuszę, choć dla mnie taka czarna maź wygląda zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, ale np. mydła Babuszki zawierają SLS, z którym moja skóra bardzo się nie lubi (chociaż na białe na pewno się kiedyś zdecyduję). Tutaj do składu nie mam żadnych zastrzeżeń. :) Ale jeśli Tobie służą, to jasne, że większe objętości fajniejsze.

      Usuń
  17. no i czuję się mocno skuszona... wizja oczyszczenia bez wysuszenia bardzo mi się podoba! teraz tylko wystarczy je znaleźć i kliknąć :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzadko mam same pozytywne odczucia co do jakiegoś produktu tak jak tu :) Polecam, polecam! ;)

      Usuń
  18. Ach nie wiem po co oni tak z tym składem kombinują :/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...