sobota, 9 listopada 2013

O nadwrażliwości na gluten słów kilka.

Zastrzegam, iż nie jestem ani dietetykiem, ani osobą z wykształceniem medycznym, a moja jednosemestrowa znajomość z technologią żywności i żywienia nauczyła mnie jedynie nazw niektórych sprzętów laboratoryjnych i – w bardzo ograniczonym zakresie – całek. Ta notka jest zbiorem przemyśleń osoby dopiero orientującej się w temacie, zatem jeśli znajdziecie w tekście jakieś nieścisłości, koniecznie mnie poprawcie.


Głównym źródłem, z którego korzystałam przy pisaniu tego posta, jest strona Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej (http://www.celiakia.pl/). Na fali popularności diety paleo (której, oględnie mówiąc, nie jestem fanką), coraz częściej natrafiam też na dyskusje na temat diety bezglutenowej. I bardzo dobrze, bo myślę, że warto dowiedzieć się więcej na jej temat. Zanim poczułam potrzebę zatroszczenia się o swoje zdrowie, uważałam, że nietolerancja glutenu dotyczy niewielkiego tylko odsetka małych dzieci. Dziś wiem, że jest to mit.

Celiakia jest dość znaną przypadłością, często mylnie nazywaną alergią. Jest to choroba genetyczna, która polega na niemożności strawienia białek zawartych w glutenie. Więcej na ten temat możecie przeczytać tutaj i tutaj.

Mniej znaną dolegliwością jest natomiast bohaterka dzisiejszej notki, nadwrażliwość na gluten. Mamy z nią do czynienia, kiedy przeprowadzone badania krwi wykluczają mutację genetyczną oraz alergię na pszenicę, a mimo to spożycie glutenu wywołuje szereg objawów, które ustępują po zmianie diety. (źródło)

Dietą bezglutenową zainteresowałam się przede wszystkim dlatego, że szukam zmiany sposobu odżywiania na jednocześnie zdrowy i niekłopotliwy. Podjęłam się swego czasu bardzo restrykcyjnej diety Dukana i efekty tej strasznej pomyłki odczuwam do dziś, więc tym razem przed jakąkolwiek dietą dokładnie rozważam wszelkie za i przeciw. Bardzo istotnym czynnikiem jest też to, czy w ogóle dam radę wytrzymać na takiej diecie, nie męcząc się strasznie i nie odbijając sobie ograniczeń, kiedy tylko wskazówka wagi spadnie do odpowiadającego mi poziomu.

Ponadto, jak Wam do znudzenia już powtarzam, wkrótce czeka nas przeprowadzka, a i tak zapas mąki planowałam wyrzucić ze względu na sporadycznie pojawiające się w naszej kuchni mole spożywcze. Nie chciałam ich przewozić na nowe miejsce. A skoro już będziemy bez mąki, może by tak nie kupować nowej? :)


Znalazłam również artykuły (jak np. ten), których podstawową tezą było, że dieta bezglutenowa nie jest potrzebna osobom zdrowym i może być szkodliwa, jednak mam wrażenie, że ich autorzy zapomnieli, że można jeść bezglutenowo: zdrowo, bez przetworzonych produktów, budując sensowny jadłospis, a można również bezglutenowo: w ilościach hurtowych, bardziej kaloryczne odpowiedniki dań (głównie pieczywa i słodyczy) zawierających gluten. Oczywiście w tym drugim przypadku można i sobie zaszkodzić, i nieźle przytyć.

Im więcej wiem o diecie bezglutenowej, tym bardziej dochodzę do wniosku, iż może być doskonała dla mnie, i na zdrowie wyjść także mojemu mężowi i dziecku. Zo i tak z glutenowych rzeczy je tylko słodkie płatki śniadaniowe, które z łatwością zastąpię kaszką czy owsianką, a TŻ zgodził się, że wyrzucenie pustych kalorii z naszych posiłków nam obojgu wyjdzie na zdrowie. Naprawdę, dać mojemu dziecku kanapkę, to zje mięso czy ser z wierzchu, masło wyliże niemal do czysta, a sam chleb zostawi nietknięty. Mądrzejsza jest ode mnie. :)

Nie będzie to oczywiście dieta odchudzająca per se, niemniej jednak liczę, iż ograniczenie ilości białej pszennej mąki, czyli bułeczek, chlebków, kanapeczek, tostów, batoników i ciasteczek w połączeniu z rozsądną dawką ruchu pozwoli na stopniową zmianę wagi na mniej wielorybią, a bardziej ludzką. Oczywiście wykluczam z jadłospisu także biały cukier i będę pilnować ilości tłuszczu, choć nie wykluczam sporadycznych frytek czy lodów domowej roboty. :)

Początkowo planowałam odstawienie również białka mleka krowiego, ale po pierwsze jestem ciekawa, co da nam sama dieta bezglutenowa. Po drugie, TŻ i Zo nie mają najmniejszego problemu z tolerancją mleka, a u mnie dyskomfort wywołuje jedynie mleko niesfermentowane. Być może za jakiś czas zweryfikuję ten pogląd. :)

A teraz najważniejsze, czyli jakie objawy mogą być wywołane nadwrażliwością na gluten. W swoim prywatnym kajeciku zapisałam sobie te, które mnie dotyczą, a po dwóch miesiącach sprawdzę, czy nadal je mam. Zapisałam, ponieważ jak chyba większość ludzi, mam skłonności do bagatelizowania dolegliwości, kiedy tylko ustąpią i mogę nie docenić na nie wpływu diety. Możliwe objawy nietolerancji glutenu to:

  •  ból brzucha
  • wysypka, egzema
  • bóle głowy
  • uczucie ciągłego zmęczenia
  • splątanie
  • biegunka
  • wzdęcia
  • zaparcia
  • anemia
  • drętwienie i bolesność kończyn
  • osłabienie/omdlenia
  • pieczenie w przełyku
  • nudności i wymioty
  • uczucie przelewania w jelitach
  • zapalenie języka


Swoją przygodę z dietą bezglutenową rozpoczynam pod koniec listopada. Uderzam głównie w mięsa i warzywa, a także owoce, jaja, orzechy i zboża naturalnie bezglutenowe. Zdaję sobie sprawę z niewielkich ilości glutenu, jakie mogą być w owsie z powodu zanieczyszczeń, ale nie zamierzam z niego rezygnować. Mleko słodkie zastąpię kefirem, jogurtem, twarogiem.

Dziewczyny, wiem, że kilka z Was od jakiegoś czasu już je bezglutenowo. Jak zmieniło się Wasze samopoczucie? Czy wydajecie teraz na jedzenie więcej, mniej, podobnie?

36 komentarzy:

  1. Ja uważam że wszystko stosowane nierozsądnie może być szkodliwe dla nas samych ;) Więc róbmy wszystko z głową ;)
    powodzenia !! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza, jeśli zmiany mają dotyczyć też małego dziecka. Przetrawiałam tę decyzję kilka tygodni :)

      Usuń
    2. Zgadzam się z tym w 100%.
      W tych czasach trzeba uważać na wszystko co się je...

      Usuń
  2. Często mam dzieci, które są bezglutenowcami. Faktycznie ich dieta jest wymagajaca i podziwiam i je i rodziców, którzy o nie dbają. : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli się zastanowić, to jest to po prostu zdrowa dieta. :) Główne utrudnienie to fakt, że odpada około 90% gotowych produktów ze sklepowych półek. Ale na razie jestem w domu, więc mogę sama kucharzyć :)

      Usuń
  3. Masz moje wsparcie, niezmiennie uważam, że bezglutenowa to najłatwiejsza dieta na świecie. Trzeba myśleć pozytywnie, że to normalne gotowanie, tylko bez glutenu - zmieniasz jedynie jedną grupę makroskładników, a resztę możesz robić jak zwykle. Mąka ziemniaczana ułatwia psychice podejście do sprawy, a właściwie jedynym dużym problemem jest "jedzenie na wynos" czyli to, co musimy sobie przygotować tak, by dobrze smakowało na zimno poza domem. Już nawet nie wspominam o bólu odstawienia gotowców, bo to jest tak daremne, jak mówienie o tym, że na redukcji nie jesz słodyczy. Oczywista oczywistość, o której nie warto myśleć.

    Jeśli nie czytałaś Williama Daviesa "Dieta bez pszenicy", to polecam, pomaga podjąć słuszne decyzje i w nich wytrwać :)

    Co do Twoich pytań na koniec: samopoczucie zmieniło się na plus, nie ma wzdęć, problemów z trawieniem. To był strzał w 10., każdemu mogę polecić odstawienie pszenicy. Nie mam pojęcia, czy to wychodzi taniej, czy drożej, ale na logikę: jestem zmuszona brać na uczelnię swoje jedzenie, bo nie kupuję kanapki tam, która kosztuje ok. 5 zł (a pokusa była duża). Większość rzeczy, które jem, trzeba dopiero przetworzyć, więc są również tańsze od gotowych chlebków itd. Nie kupuję typowo bezglutenowych produktów, w sensie chleba, bo mój żołądek to nie laboratorium technologii żywności :) podejrzewam jednak, że zdrowe jedzenie ogólnie jest droższe od masówki i nie mówię tu o produktach ze znaczkami eko itd. Po prostu zamiast jeść chleb z pasztetem jesz owoce i warzywa, jakieś lepsze mięso, więc tej różnicy nie unikniesz. Wolę jednak teraz dopłacić do jedzenia dobrej jakości niż potem wydawać kupę kasy na leki. Co się odwlecze, to nie uciecze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za słowa wsparcia, i za polecenie książki. Jest ich dużo i wolę kupić sprawdzoną. :)

      Też nie skuszę się na gotowe produkty bezglutenowe (no chyba że sucharki albo chrupki kukurydziane), bo mam takie samo o nich zdanie, jak Ty. Z drugiej strony myślę, że obmyślanie mężowego śniadania do pracy i przygotowywanie trzech posiłków dzienie zamiast jak do tej pory tylko obiadu, będzie czasami wrzodem na d*pie... Ale zdrowie rodzinki najważniejsze, a w przypadku tej diety mam poczucie, że nawet jeśli jakoś znacząco nie pomoże, to na bank nie zaszkodzi.

      I spodziewam się, że będzie nieco drożej, z drugiej strony teraz często kupujemy chlebki, ciasteczka, batoniczki i płateczki, które darmowe nie są. ;) No i o wiele skuteczniej najem się jajkiem niż pszenną bułką.

      Usuń
    2. No dokładnie (ostatni akapit)! Wiesz, z czasem sobie wyrobisz schematy i własne sposoby, miliony ludzi tak żyje i dają radę :) a niektórzy mają gorzej, bo jeszcze inne alergie. To fakt, że jak się zorganizujesz, to wszystko idzie jak powinno, ale wystarczy czegoś nie dopatrzyć i już się sypie cała dieta i trzeba jeść wafle ryżowe w robocie :D

      Usuń
    3. Jak to ujął mój Mąż, "najważniejsze że będzie mięcho i majonez" ;)

      Usuń
    4. Wiele produktów w sklepach jest bezglutenowych, np. czekolady Goplany, słodycze Jutrzenki, jogurty Ben Creme (chyba ;) owocowe, majonez Roleski (przekreśłony kłos), Kielecki- firma reklamuje jako bezglutenowy, czekolady Milka chyba też nie zawierają pszenicy :)

      Usuń
    5. Musztardy Roleski również mają znaczek i w dodatku są bardzo dobre smakowo. Czasem się można zdziwić, np. moja mama powiedziała mi ostatnio, że przecież od lat robi bezglutenowy sernik (bo bez spodu). I życie ma sens :D

      Usuń
    6. Dzięki za wstępną listę, będę ją systematycznie powiększać. :)

      Usuń
  4. nie zaobserwowałam u siebie takich objawów. na tyle substancji jestem uczulona, dobrze , że chociaż na gluten nie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat w tym tekście, z którego korzystałam tego nie znalazłam, ale pamiętam, że już jakiś czas temu czytałam, że różne inne alergie skórne czy pokarmowe tak naprawdę są wynikiem nietolerancji glutenu, a jego wykluczenie redukuje lub całkiem likwiduje ich objawy.

      Jestem bardzo ciekawa, czy pokarmy bezglutenowe pomogą mi zlikwidować całoroczny katar albo część nadwrażliwości skórnej. :)

      Usuń
  5. W tematyce bezglutenowej jestem raczej zielona, choć ostatnio trochę czytałam na ten temat i mam plan na początek ograniczyć jego spożycie. Raczej nie mam nietolerancji pokarmowej ale po prostu jestem ciekawa jak mój organizm zareaguje. Zdrowe żywienie preferuję od dawna, komponowanie posiłków nie jest problemem - nie jem mięcha od 15 lat i jakoś jem zbilansowanie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie problemem jest przede wszystkim własne lenistwo. Mój ulubiony w przygotowaniu obiad to smażona pierś z kurczaka i warzywa na patelnię. ;) Ale Zo jest już coraz większa, i o wiele chętniej je, kiedy może mi pomagać w kuchni Takie wspólne gotowanie będzie dla nas obu frajdą.

      Mniej więcej połowę posiłków przygotowuję wegetariańskich. Tylko bardzo często zapominam zalać na noc fasolkę czy cieciorkę i sprytny plan idzie w łeb. ;)

      Usuń
  6. nawet się nigdy nie zastanawiałam czy jestem uczulona na gluten

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawy post :) o takiej diecie myślę od ok. 7 miesięcy :D u mnie problemem jest moja teściowa - ciągle robi jakieś smaczne jedzenie i cały mój plan idzie na marne (jak nie zjeść krokiecików czy chrustów ??? :D).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tak jest z moją Mamą. Tyle, że nie mieszkamy razem, i Mam mówi, że szykuje takie frykasy tylko na nasz przyjazd. Uprzedziliśmy ją, że zastanawiamy się nad taką dietą, a przy następnej okazji poprosimy grzecznie, żeby tego nie robiła. Na pewno zrozumie. :)

      Usuń
  8. Jestem za, czekam na to jak ci to wyjdzie, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. w Londynie bardzo popularne jest jedzenie gluten free, pracuje w Tesco i non stop ktoś mnie o nie pyta:) jest mnostwo produktow specjalnie wyrabianych bez glutenu:) nie wiem czy w Polsce tez tak latwo je dostac, ale jesli nie to szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W większości marketów można coś znaleźć na pólkach ze zdrową żywnością. Chciałabym jednak sama przygotowywać jedzenie, i unikać pokarmów wysokoprzetworzonych. Bo mam odczucie że np. gotowe chlebki bezglutenowe zawierają dużo zbędnych dodatków. Jeśli mnie przyciśnie, sama upiekę chleb, ale przynajmniej na początku chciałabym w ogóle zrezygnować z pieczywa.

      Usuń
  10. Ciekawa sprawa, na pewno wyrzucenie pustych kalorii z diety pozwoli Ci schudnąć:) Będę czekać na kolejne wpisy o Twoim samopoczuciu przy tym sposobie odżywiania i o efektach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Taki komentarz to bardzo cenna motywacja, żeby wytrwać na diecie! :*

      Usuń
  11. Jestem potwornym uczuleniowcem, ale na cale szczescie nie na gluten :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem zupelnie zielona w tym temacie, ale zycze powodzenia i wytrwalosci :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo fajny post.
    Ja generalnie mam problem z oceną tego, czego dokładnie nie toleruję.
    Nie toleruję albo samego mleka i pochodnych albo i mleka i glutenu.
    Mleko krowie i przetworzone z niego produkty staram się ograniczyć do minimum (nie umiem sobie odmówić niektórych jogurtów i wybranych serów). Na diecie beglutenowej przetrwałam 2 tygodnie i wymiękłam czując w sklepie zapach świeżo upieczonej bagietki.
    Niestety gluten to chyba taki cichy nałóg jak cukier. Staram się je ograniczać ale przychodzi mi to z trudem.
    Ciągle walczę z tymi swoimi słabościami, ale z tego co pamiętam to schudło mi się podczas tych 2 tygodni i czułam się po prostu lżejsza. Nic mnie nie obciążało tak jak produkt mączny, zaklejający mi wnętrze.

    Chyba muszę sięgnąć po lepszą lekturę i jeszcze raz sprawdzić jak mogę się postarać o utrzymanie diety bezglutenowej, która JEST ZDROWA :)
    ps. po Dukanie i ja do dziś mam konsekwencje...

    Powodzenia w wytrwaniu przy postanowieniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam problem z samodzielną oceną, najgorzej czuję się właśnie po połączeniu glutenu z niesfermentowanym mlekiem. Na razie wykluczę gluten, bo tak jak Ty nie jestem gotowa na całkowitą rezygnację z nabiału. Za to nie będę pić mleka.

      Podstawa to nie rozstawać się ze zdrową, dozwoloną przekąską. Jak głód przyciśnie, rzucamy się na wszystko, a zapach pieczywa to już w ogóle straszna pokusa. Jestem mądra - teoretycznie ;)

      Zielpy wyżej poleciła książkę "Dieta bez pszenicy" i zamierzam się w nią zaopatrzyć.
      Bardzo się cieszę, że zainspirowałam Cię do weryfikacji Twojej diety. :)

      Usuń
  14. Trzymam kciuki. Polecam książkę "Zycie bez chleba" napisana przez lekarza, który sam żył na takiej diecie bezglutenowej. Do Twojej diety dołożyłabym jeszcze migdały i owoce goji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za polecenie. :) Migdały jem bardzo chętnie, tak jak siemię lniane, pestki dyni i inne pestki, traktuję je jak orzechy ;) Kupiłam też pierwszą paczuszkę suszonych goji. :)

      Usuń
  15. P.S.ksiązkic- Wolfgang Lutz (autor)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja na diecie bezglutenowej jestem od miesiąca - Twoją stronę znalazłam szukając info na temat nasion chia, które właśnie kupiłam - po dwóch tygodniach stosowania przestały boleć mnie stawy. Stawy bolały mnie od ok. roku i po serii badań, z których nic nie wynikało, leczono mnie dość silnymi lekami przeciwzapalnymi (każdorazowo ze skutkiem krótkotrwałym). Tak więc na razie jestem zachwycona efektami, pozdrawiam
    PS. Ale jak dopadnie mnie ogromna chęć na pierogi, albo świeżą bułeczkę, to po prostu je jem - zdarza się to b. rzadko, więc rozgrzeszam się natychmiast :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo się cieszę, że widzisz pozytywne efekty - i że nie dajesz się zwariować. Patrząc na skład pieczywa bezglutenowego - dłuższy od szamponów, które stoją u mnie w łazience - o wiele zdrowiej zjeść bułeczkę czy chleb pszenny albo żytni, najlepiej domowe. :)

    Muszę chyba znów przyciąć pszenicę, bo odpuściłam ostatnio - i znów pobolewają mnie stawy. Chociaż dałam im wycisk dźwigając meble w niskiej temperaturze, więc mogły się po prostu zmęczyć. ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...