piątek, 1 listopada 2013

Minimalizm na szóstkę – włosowy plan pielęgnacji na listopad.

Październikowy plan pielęgnacji trochę się pozmieniał, bo skończył mi się w trakcie miesiąca szampon, kolejny mi nie służył, a w międzyczasie odkryłam inny olejek z krótkim terminem ważności, który wylądował na moich włosach te planowe pozostawiając na później.

W tym miesiącu nie powinno być takich niespodzianek, dlatego spodziewam się 100% realizacji planu. Jak już Wam wspominałam, pracuję nad ograniczeniem przetłuszczania się skalpu, ale napiszę więcej na ten temat za kilka tygodni – liczę na większe efekty, i nie chcę zapeszać, bo na razie jest świetnie jak na moje możiwości. :)

Plan jest na szóstkę, bo tyle właśnie produktów do włosów będę używać w listopadzie (właściwie siedem lub osiem, ale jeden dotyczy tajemniczej metody, a plan na siódemkę nie brzmi tak dobrze, same przyznacie). Na zdjęciu nie ma zatem tajemniczego składnika X oraz odżywki, którą zakupiłam specjalnie do emulgowania oleju. Ale będzie o niej osobny post już niedługo – bo to całkiem fajne znalezisko i myślę, że niektórym z Was może się spodobać. :)

A zatem, moja listopadowa szóstka (zdjęcie ma jakość jak wydrukowane w „Metro”...):



Szamon proteinowy Himalaya do włosów suchych. Jestem dopiero po dwóch użyciach, ale jest moc! :) Nie wzięłam szamponu do przetłuszczających się włosów, ponieważ wysuszające zioła i proteiny jednocześnie to byłoby za dużo dla mnie. Ten nawilżający szampon to był strzał w dziesiątkę! Oparty jest na wyciągu z melona, lukrecji, kozieradki, sezamu i aloesu. W przeciwieństwie do protein mlecznych czy jedwabiu, które potrafią wywołać u mnie obciążenie i puch jednocześnie, tutaj efektem jest piorunująca objętość włosów bez przesuszu i bez przyspieszenia przetłuszczania. Mam nadzieję, że prze dłuższym stosowaniu nie wysuszy mi włosów, bo szkoda by mi było stracić taki zachwyt! :) Mimo oblepiacza w składzie (PQ-7) tak jak pisałam nie przyspiesza przetłuszczania, w roli detergentu występuje ALS (Ammonium Lauryl Sulfate), nieco delikatniejszy od okrytego mroczną sławą SLS. Szampon pod koniec miesiąca z pewnością doczeka się recenzji, a kupiłam go na doz.pl za mniej więcej 15 złotych.

Balsam turecki Planeta Organica, który jak Wam się żaliłam miał robić szał na zdjęciu wraz z szamponem z tej samej serii. Niestety myjak okazał się zbyt ciężki dla mnie i powędrował już do nowej właścicielki. :) Balsam pachnie przepięknie, korzennie ze słodka nutą, intensywnie, jest niesamowicie wydajny, w zbyt dużych ilościach może obciążyć. Jest mocno emolientowy, więc przy jego używaniu trzeba pamiętać też o nawilżaniu włosów.

Maska Calmar Style z siemieniem lnianym. W tym miesiącu używam na opak, ciężką odżywkę i lekką maskę. :) Maska jest bardzo dobra do cienkich włosów, nawilża i nabłyszcza bez utraty objętości. Używam jej po myciu. Zawiera zmywalny delikatnym detergentem silikon.

Kuracja arganowa Marion do zabezpieczania końcówek. Bardzo wydajna, będzie ze mną jeszcze długo, z czego się bardzo cieszę.

Lotion Seboradin Niger. Kupiłam go z myślą o ograniczeniu łojotoku, niestety nie widzę żadnych efektów. Ale dziewczyny sobie go chwalą w walce przeciwko wypadaniu. Wydaje się dość drogi, zapłaciłam za niego prawie 30 złotych, a skład nie powala na kolana, w przeciwieństiwe do zapachu. Za to pojemność jest podwójna, więc cenowo wychodzi podobnie do Radicala czy Saponicsu. Żużyję go, ale nie kupię ponownie.

Olejek Bringaraj od Hesh. Uwielbiam. :) Ma już całe mnóstwo recenzji, więc nie będę ich powielać. Na mnie działa, pachnie pięknie, delikatnie; nabłyszcza włosy, koi skalp, przyspiesza porost, czego chcieć więcej?


Znacie te kosmetyki? Czy macie ochotę na pełną recenzję któregoś z nich? Szampon i tak będzie ją miał, nawet jak nie chcecie.

Ten weekend to Zosi pierwsza wizyta na cmentarzu. Nie zrozumie jeszcze zbyt wiele, ale co najmniej piękne kwiaty i światełka zrobią na niej wrażenie.

25 komentarzy:

  1. Szkoda że seria turecka od Planeta Organica słabo się sprawdziła - ja mam ochotę na coś z tej serii, ale bardziej mnie kusi na maskę ajurwedyjską i serię marokańską (mam mydło marokańskie i jest to mój najukochańszy kosmetyk od kiedy używam:D)
    Olejek Bringaraj też chcę hehe ale muszę pierw pokończyć trochę zapasów...może na święta sobie coś zażyczę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Turecką kupiłam korzystając z promocji a Skarbach Syberii latem, bo marokańska już była wykupiona. Za to maska ajurwedyjska też mi się marzy :) Mnie baardzo kusi szampon DIY według receptury Arsenic, ale chyba rok zajmie mi wykorzystywanie tych myjadeł, które już mam ;)

      Usuń
    2. ja robiłam szampon ale zmodyfikowałam recepturę Arsenic - z mleczka kokosowego, bazy detergentowej i chyba jakiś dodatków typu HA czy mocznik..nie pamiętam już bo to było dość dawno, ale chyba kokos się u mnie nie sprawdza zbytnio, za to jak będę miała jakieś detergenty to ukręcę na bazie zielonej herbaty

      Usuń
    3. No właśnie ta zielona herbata mnie kusi bardzo. :)

      Usuń
  2. Narobiłaś smaka na ten szampon, z Twojego opisu wynika, że byłby idealny dla mnie. Bringraj jest świetny, moje włosy go ubóstwiały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje też bardzo Bringaraj lubią. Szampon na razie robi bardzo dobre wrażenie. :) Więcej będę mogła powiedzieć po dłuższym stosowaniu. :)

      Usuń
    2. Ojj, no to czekam z niecierpliwością :)

      Usuń
  3. Ciekawi mnie maska calmar, zwłaszcza że piszesz, że nie odbiera objętości :)
    Balsam turecki nie spisał się u mnie, też używałam go w październiku, włosy były spuszone i szorstkie, dodatkowo właśnie obciążał.

    Jak skończę jedwab gp, to może znajdę tą kurację arganową marionu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na maskę jest bardzo lekka. :) Wkrótce napiszę o niej więcej.

      Usuń
  4. moja siostra kupiła tą kurację arganową i teraz cięgle jej podkradam, bo zapach jest cudowny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyne co mnie denerwuje, to zbyt duża ilość produktu, która się wydobywa po naciśnięciu pompki. Idealna ilość dla mnie to 1/2 pompki.

      Usuń
  5. U mnie szampon turecki też powoduje szybsze przetłuszczanie, dlatego zaczęłam go stosować na zmianę z seboradinem i jakoś daję radę. A zapach uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pachnie przepięknie, na szczęście balsam niewiele się różni zapachem. :)

      Usuń
  6. nie używałam nic z rzeczy, które wymieniłaś. A pomysł na minimalizm, bardzo fajny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oprócz większej pewności co do działania używanych kosmetyków, liczę na szybsze zmniejszenie ilości zalegających w łazience butelek. :)

      Usuń
  7. Chyba kupię tą kurację arganową :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie używałam jeszcze żadnej z rzeczy którą tu pokazujesz a jestem w trakcie poszukiwaniu dobrego nawilżającego szamponu.
    Też powinnam zrobić plan na listopad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie taki plan znacznie ułatwia miesięczną pielęgnację. :)

      Usuń
  9. Ja mam balsam marokański, przed kupnem czytałam wiele recenzji i doszłam do wniosku, że jest lepszy niż turecki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też chciałam marokański, ale już nie było. :) Poza tym zawsze recenzje recenzjami, ale czasem warto też wypróbować coś na sobie.

      Usuń
  10. Włosy zachowują się podobnie jak skóra. Odpowiednie nawilżenie ogranicza produkcję łoju:)

    Zaintrygowała mnie maska Calmar Style. Moje włosy uwielbiają siemię lniane:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie łojotok ma podstawy genetyczne, nie pielęgnacyjne.

      Usuń
  11. Chyba musze wrocic do silikonu na koncowki bo tym wysokoporowatym wybrednym wredotom olej nie sluzy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza teraz, kiedy są narażone na zmiany temperatur myślę, że warto postawić na zabezpieczanie końców silikonem. Moim zdaniem rzadko które końcówki lubią pielęgnację bezsilikonową, niezależnie od CG.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...