niedziela, 27 października 2013

Moje dziecko jest wspaniałe (5). Chusta.

W zamierzchłych, przedciążowych czasach chusty „obiły mi się” o oczy i uszy, ale nie poświęcałam im więcej uwagi. Jak zresztą wszystkiemu, co dotyczyło dzieci i niemowląt. Już ze sporym brzuszkiem trafiłam do szkoły rodzenia, na szczęście nie przyszpitalnej, tylko prowadzonej przez wspaniałą Doulę, która przygotowała nas do porodu, a poza informacją jak zmieniać pieluszki nauczyła nas czegoś najważniejszego: bliskości.

To właśnie na zajęciach w szkole rodzenia pierwszy raz miałam kontakt z chustą i pokochałam ją natychmiast. Co dziwne, nie bałam się zawijać w nią dziecka (ani lalki), skoro inni rodzice z powodzeniem to robią, to znaczy, że się da, prawda?

Zanim zarzucicie mi, że ślepo podążam za modą, odpowiem Wam: nawet jeśli, to co? To wspaniała moda: kochanie swojego dziecka, bycie dla niego, bycie blisko, słuchanie swojej intuicji. Przecież miłość i bliskość jest ponadczasowo wspaniała i ważna, i właściwie dopiero w XIX-XX wieku, kiedy za wychowanie dzieci zabrali się „specjaliści”, a nie rodzice, pojawiły się dziwne teorie i praktyki typu „cry it out”, „ćwiczenie płuc” czy uczenie kilkumiesięcznego dziecka samodzielności (!). Bliskość działała przez setki, tysiące lat i osobiście bardzo się cieszę, że ponownie wraca do łask. Żałuję jedynie, że niewystarczająco szybko, że większość rówieśników mojej córki dotyka jeszcze „zimny wychów”.

Nie mam jak tego sprawdzić, ale czytałam gdzieś informację, że w Niemczech chusty są stałym elementem wyposażenia oddziałów neonatologicznych i że każdej matce wcześniaka wręcza się jedną. Kangurowanie najbardziej przypomina przebywanie w brzuchu Mamy: doskonale słychać bicie jej serca i jej głos, dziecko otula jej znajomy zapach i kojące ciepło.



Pierwszy raz Zosię włożyłam do chusty, kiedy tylko wygoił jej się pępek, miała wtedy około 10 dni. I choć pierwszy raz był nieporadny i trudny (Zo to wyczuła, zdenerwowała się i rozpłakała), przy drugim wiązaniu zdobywa się wprawę, a trzecie i setne robi się samo. ;)

Kiedy mój Mąż zaproponował, że na kolejny spacer zabierzemy wózek, nic nie powiedziałam. Ale w połowie wyjścia zawróciłam do domu po chustę. Moje dziecko, które do tej pory niemal każdą minutę spędzało przytulone do mnie, nagle znalazło się dalej (moje ręce plus ramię wózka), gdzie nie wiedziałam, czy jest jej ciepło, czy zimno. Leżała, takie maleństwo, w o wiele za dużej gondoli wózka i podrzucało nią i trzęsło na każdej nierówności. Też jej to nie odpowiadało, te kilka razy, gdy używaliśmy wózka Zo krzyczała z całych sił.

Nie mówię, że wózek jest zły, nie jest to celem dzisiejszej notki. Chcę Wam tylko napisać, że my go nie lubiłyśmy i dość szybko z domu zniknął.

A dlaczego chusta?

Kiedy Zo była mała:

  • włożona w chustę i przytulona do mamy natychmiast się wyciszała i w bezpiecznym otoczeniu chłonęła tyle wrażeń i bodźców, ile potrzebowała. Jeżeli hałasu lub barw było za dużo, odwracała głowę i już jej nie dotyczyły. :)
  • bardzo, bardzo dużo ją karmiłam piersią. Potrafiła przez godzinę ssać pierś i po 10 minutach domagać się jej znowu. Chusta to był sposób, żebym mogła odpocząć. Bo odkładanie dziecka do łóżeczka i słuchanie jak płacze to dla mnie średni relaks.
  • mogłam wtulić ją w siebie i spokojnie poodkurzać, pozmywać, uszykować obiad.
  • Zawsze wiedziałam, czy akurat śpi, czy się uczy, czy jest jej ciepło czy zimno, czy jest spokojne, czy czymś się denerwuje.
  • chusta była lekarstwem na „kolki” (w cudzysłowie, bo moje dziecko ich nie miało, bolał ją brzuszek od kropli z witaminami; kiedy zrezygnowaliśmy z suplementacji wit. D dolegliwości zniknęły jak ręką odjął), pomogła nam przetrwać ząbkowanie, katarki i gorączki.
  • dzięki chuście przeżyliśmy katarki (nie wiem czy wiecie, ale małe dzieci nie potrafią oddychać przez usta, wobec czego katar = duszenie się), gorączki, bolesne ząbkowanie.
  • czasami usypialiśmy ją bardzo długo.. a wystarczyło 5 minut w chuście, żeby zasnęła mocno i głęboko.
  • prawidłowo rozwijały się jej stawy biodrowe, zaczęła chodzić jeszcze przed roczkiem, ma prawidłową postawę i prosty kręgosłup.
  • przez 3 miesiące miałam w domu dziecko, które ledwo tupta i dwa hiperaktywne psy. Zarzucałam Zo do chusty i mogłam iść z nimi na dwugodzinny spacer. Średnio widzę taką możliwość przy użyciu klockowatego wózka.
  • chusty są przepiękne! Można kupić różne kolory i wzory i trochę żałuję, że już z naszej nie korzystamy.

Korzyści z chustowania, jakie widzę teraz:

  • moje dziecko prawie się nie przewraca. Ma doskonałe wyczucie równowagi. Potrafi balansować na głowie podpierając się czubkami paców jednej stopy. Włazi samodzielnie na piłkę do ćwiczeń i z niej nie spada. Maszeruje po wąskim krawężniku bez zmrużenia okiem. Wie, jak nie spaść z huśtawki.
  • Zo przychodzi się przytulić, kiedy jest jej źle. Reguluje swoje emocje korzystając z bliskości rodzica.
  • Zo chodzi na spacery o własnych siłach. Kiedy się zmęczy, woła „apa!”, ale wystarczy jej chwila, żeby odpocząć i tuptać dalej. Coraz częściej widzę 3- i 4-latki w wózkach, często te dzieci są powyginane w paragrafy, bo się nie mieszczą, zwykle też już mają problem z nadwagą lub wręcz otyłością.
  • Kilku innym mamom pomogłam chustować swoje dzieci i wierzę, że są one dzięki temu szczęśliwsze. :)

Pamiętajcie, że żeby chusta nie szkodziła, musi być wykonana z odpowiedniej tkaniny i prawidłowo zawiązana. Najlepiej poprosić o pomoc wykwalifikowanego doradcę, ewentualnie doświadczonego w chustowaniu rodzica. Używając nieodpowiedniej techniki i/lub tkaniny możecie i sobie i dziecku zrobić krzywdę. Przed noszeniem zapytajcie pediatry, a najlepiej również ortopedy, czy nie ma przeciwwskazań.

Na koniec podam Wam przykłady co można usłyszeć od przechodniów, kiedy się idzie na spacer z chustą. :)

  - Niech pani rozplącze to dziecko, przecież umarznie!

  - Mamo, co ta pani tam ma?
  - Ta pani ma dzidzię na brzuszku.
  - Ja nie widzę żadnej dzidzi, tylko skarpetki.
(Zosia była jeszcze malutka, akurat sobie spała, więc podparłam i schowałam jej główkę. Po przyjściu do domu przekonałam się, że faktycznie było widać tylko malutkie skarpetki.)

  - Ale grzeczne, uśmiechnięte dziecko! :)

  - Ale fajnie, na pewno jej tam cieplutko!

  - Ale ma dobrze, przy mamy biuście, sam bym tak chciał. ;)

  - O rety, przecież to dziecko się udusi! To tak można?

  - Nie bolą panią plecy?

Niektóre wypowiedzi były śmieszne, inne głupie, ale zdecydowana większość bardzo pozytywna i sympatyczna. Jeśli choć jedna osoba na nasz widok też postanowiła nosić swoje dzieci w chuście, bardzo się cieszę. Bo warto, i dla nas samych i dla maluchów.

13 komentarzy:

  1. Super wartościowe informacje, mimo ze mi do dziecka jescze daleko to zawsze sid przyda :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha. Nam do dziecka daleko, minimalnie 6 lat, ale od kiedy trafiłam na chusty w "Zwierciadle" wiem, że będę ich używała. I ze względów technicznych (dla siebie i dziecka) i tych psychologicznych, przede wszystkim. Zimny wychów mnie przeraża, odpycha wręcz. Za to w 200% popieram bliskość.
    Bardzo dziękuję za ten post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama zdecydowałam się na dziecko dość nagle, i nagle takie wszystkie informacje stały się potrzebne. :) Bardzo mnie cieszy, jak ktoś nie chce bezkrytycznie powielać schematów wychowawczych. Będziesz kiedyś dobrą mamą ;)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że będę :) To właściwie jeden z moich głównych celów w życiu. Póki co nie czuję się gotowa psychicznie a obiecałam sobie, że dopóki nie będę pewna, że będę umiała wesprzeć dziecko, dopóki sama siebie nie ułożę, nie zdecyduję się na wychowanie innego człowieka. Do tego dochodzi prozaiczny fakt braku dochodu, braku mieszkania... Dopóki studiujemy dzieciątka nie będzie. Chociaż bardzo nie podoba mi się to, że sytuacja w kraju zmusza ludzi do takiego planowania czegoś (kogoś!) tak ważnego jak dziecko, jego urodzenie, wychowanie i utrzymanie.

      Usuń
    3. Też mi to przeszkadza, niestety. Chciałabym mieć następne dziecko, ale jest tak jak mówisz: nie ma jak, bez własnego mieszkania i stabilności finansowej. Teraz czekamy z utęsknieniem aż będę mogła wrócić do pracy.

      Usuń
  3. jeśli kiedyś będę stała przed takim wyborem, z pewnością chusta znajdzie się na mojej zakupowej liście :) chociaż na początku ten "trend" szokował, tak teraz widzę same pozytywy :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to nowe, sezonowe i nieco niebezpieczne. Tymczasem i polskie chłopki nosiły swoje dzieci w zapaskach :)

      Usuń
  4. moja Hela też była noszona w chuście :D dla mnie to była ogromna wygoda- dwie ręce wolne :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to! :) I ze współczuciem patrzyłam na te mamy, które nadrabiały kilometry drogi, żeby znaleźć niski krawężnik albo wystarczająco szerokie przejście/przejazd. Zapomniałam o tym napisać ;)

      Usuń
  5. Dla mnie, jako pedagoga szkolnego, pracującego z dziećmi i młodzieżą - tak pozytywną i mądrą notkę powinno się powiesić w każdej szkole rodzenia : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło mi to czytać. :) Każde ciepłe słowa są dla mnie bardzo ważne i utwierdzają mnie w przekonaniu, że obrałam słuszną drogę. :)

      Usuń
  6. Kiedy bede miala swoje dziecko - za jakies 6 lat? tez bede stawiac na bliskosc. Chusta to wspaniala sprawa :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...