poniedziałek, 7 października 2013

Moje dziecko jest wspaniałe (4). Tysia.

„Tysia” nam ewoluowała z „cycusia”. Zosia dość często tak ma, że nauczy się jakiegoś słowa doskonale, a po czasie je zapomni i tworzy swój zastępnik. Stąd znamy takie ciekawe słowa jak „gin”, czyli nóżka, albo „nioko”, czyli mleko. Podoba mi się ta „Tysia”, unikamy przez to zdziwionych, zniesmaczonych spojrzeń, kiedy Zosia na przykład w sklepie sygnalizuje potrzebę bliskości, a także zawdzięczamy jej brak mądrości w stylu „po co pani karmi, przecież mleko jest już bezwartościowe”. To o mleku Zosia wypowiedziała najdłuższe zdanie w swoim życiu: "Mama Dzidzia tysia taaak, Dzidzia mleko mniam mniam" :) (Tak, na siebie Zo mówi "Dzidzia", albo "Dyzia").

Nie będę się rozwodzić nad tym, jakie korzyści zdrowotne dla dziecka przynosi karmienie piersią, ani o tym, że było nam bardzo trudno na początku karmienia. Zamiast tego napiszę, że u pediatry (nie licząc szczepień) byłyśmy tylko dwa razy przez całe życie Zo, a w szpitalu Zofka była tylko w pierwszych dobach życia.

Propagowanie karmienia piersią (przy jednoczesnym braku dobrego wsparcia merytorycznego w szkołach rodzenia i zwłaszcza szpitalach) to temat na osobą dyskusję, więc sobie go podaruję. Na szczęście miałyśmy z Zosią wspaniałe wsparcie w postaci naszej douli i Zosiowego Taty. :)


 Napiszę Wam, o czym rzadziej się pisze i mówi: o tym, co mnie dało karmienie piersią jako mamie:

Poczucie niesamowitej, nieporównywanej z niczym więzi. Kiedy kilkudniowy bobas ściska Ci palce i patrzy głęboko w oczy, czujesz się ważna, potrzebna, niezastąpiona. Masz swoje miejsce na świecie i niepowtarzalny cel: ochrona i wspieranie tego maleństwa. Doświadczam tej cudowności do teraz, chociaż ciężko Zo nazwać bobasem. :)

Cierpliwość. Nie wiem, jak radziły sobie z płaczem, kolkami, ząbkowaniem, wiecznym niewyspaniem Mamy, które nie dostawały zastrzyku oksytocyny. Nawet zmęczona, zniechęcona, wyczerpana i zła, po kilku minutach karmienia doświadczałam spokoju, miłości, cierpliwości i w ogóle byłam na lekkim haju i super zen. To samo widziałam po Zosi.

Zdrowie. Mówi się często o zaletach zdrowotnych karmienia dla bobasa, ale rzdziej dla Mamy. Po pierwsze, karmienie piersią znacznie przyspiesza proces obkurczania się macicy (i jej okolic ;)) po porodzie, zmniejsza krwawienie i ryzyko anemii. Po drugie, według Niemieckiego Centrum Badań Nad Rakiem (Deutsches Krebsforschungszentrum) karmienie piersią przez przynajmniej pół roku obniża o 14% prawdopodobieństwo zachorowania w przyszłości na raka sutka w stosunku do kobiet, które nigdy nie karmiły piersią. Znacznie zmniejsza się także ryzyko raka piersi czy szyjki macicy.

Przyjemność. Karmienie piersią jest przyjemne. Kiedy matka i dziecko są spokojne, ułożone wygodnie, czynność jedzenia to obopólny masaż: dziecko ssie, co jak wszyscy wiedzą doskonale je uspokaja, a także przygotowuje do nauki mówienia. Matka z kolei doświadcza przyjemności ze stymulacji sutka. Jeżeli karmienie piersią jest nieprzyjemne, prawdopodobnie robicie coś źle.

Wygoda. Piersi mam zawsze przy sobie i choć obecnie karmię Zo tylko w nocy, nie zliczę sytuacji, kiedy „Tysia” pomogła mi Zosię uspokoić, ochronić przed nadmiarem czynników zewnętrznych, uśpić i oczywiście nakarmić. Jedyne czego potrzebowałam to dziecko i ja: bez sterylizatora, smoczków, laktatora, butelek, proszków, wody o określonej temperaturze i tak dalej.

Dieta. Ciąża i karmienie zmusiły mnie do zrewidowania mojej diety. I choć nie jest ona idealna, bo mam wielką słabość do słodyczy, brak alkoholu, papierosów, przetworzonej żywności, kawy, coli i całej reszty spożywczej tablicy Mendelejewa wyszedł mi tylko na zdrowie.

Jeszcze jeden wątek poruszę: dlaczego karmię tak długo? Najprościej odpowiem tak: ponieważ moje dziecko tego potrzebuje, a mnie to nic nie kosztuje. Nie widzę sensu farmakologicznego zmniejszania ilości pokarmu i stresowania mojego dziecka, jeśli z obserwacji wynika, że za kilka tygodni Zo sama z karmienia wyrośnie, a ze względu na stopniowe zmiany ilość produkowanego pokarmu bezboleśnie się zmniejsza. Karmię jeszcze, ponieważ żaden pokarm na świecie nie jest tak wartościowy jak mleko mamy, niezależnie od tego, czy dziecko ma 2 dni, 2 tygodnie, czy 2 lata. Wreszcie karmię, ponieważ jest to wygodne i piękne. Po prostu.

Nie zrozumcie mnie źle, nie uważam, że Mamy karmiące butelką są gorsze. Prawdopodobnie, gdybym przed ciążą rozwijała jakąś niesamowita karierę, moje zapatrywanie na dziecko i karmienie byłoby inne. Mam też to szczęście, że mogę spędzać z moim dzieckiem tyle czasu, ile ono potrzebuje i wiem, że nie jest to luksus dostępny wszystkim. Dziękuję za to całym sercem rodzinie mojej i Męża, której wsparcie nam to umożliwia. :) Przykro mi tylko w imieniu tych mam, które chciałyby i mogły karmić, ale z powodu braku wiedzy i fachowej pomocy nie udaje im się to. Wiem, że następne dzieci też będę karmić tak długo jak będą tego chciały.

Jeżeli macie jakieś pytania o karmieniu (nawet jeśli wydają Wam się głupie), piszcie w komentarzu lub na adres fightthedull@gmail.com. Nie jestem specjalistą, ale posiadam wiedzę o karmieniu z pierwszej ręki i może będę mogła pomóc jakiejś Mamie i dziecku karmić prościej i szczęśliwiej.

18 komentarzy:

  1. Ja swojego synka karmiłam piersią dwa i pół roku. Ogólnie załamała mnie niewiedza dotycząca karmienia nawet wśród lekarzy, nie wiem czy oni dostali jakiejś amnezji czy po prostu są niedouczeni. Pediatra już w 4 miesiącu kazał dokarmiać synka papkami, bo rzekomo samo mleko nie wystarczy. Nowe produkty wprowadziłam dopiero po koniec 9 miesiąca, gdy synek zaczął samodzielnie siedzieć, nie był przez ten czas niedożywiony miał świetne wyniki krwi, a pediatrę olałam i gdy pytał w 6 miesiącu czy synek już zaczął jeść mięsko to po prostu kłamałam. Czy ja zwykły żuczek mam ich edukować?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że są niestety niedouczeni i/lub wychowani przez koncerny produkujące mieszankę i papki... Też kłamałam pediatrze (innej, naszej nie musiałam, ale raz nam zachorowała), że Zo je zupki. Moje dziecko je zupki dopiero teraz, kiedy uczy się sama posługiwać łyżką, przedtem wyjadała kawałki warzyw z miseczki. Wróciłam tak samo zbulwersowana: dlaczego mam dokarmiać zdrowe, prawidłowo przybierające na wadze 4-miesięczne niemowlę?

      Zosia pierwszy niemleczny posiłek zjadła w wieku 5 miesięcy, bo się już tego domagała: zabierała mi jedzenie z talerza, więc zaczęła dostawać swoje. O BLW też kiedyś napiszę. :)

      Usuń
    2. No jak wyjadała to faktycznie głupio, by było jak byś jej zabroniła :)
      BLW świetna sprawa trochę brudna, ale czego się nie robi dla dzieci ;) Mój nie jadł wcale papek swoją przygodę z jedzeniem zaczął od gotowanego brokuła i marchewki.
      Wszyscy dookoła byli mocno zbulwersowani, że tak głodzę dziecko, bo przecież on nic nie je tylko wypluwa :)
      A lekarza już nawet nie chciałam wtajemniczać w tą naszą "dziwną" metodę karmienia.

      Usuń
    3. Najbardziej się dziwili dziadkowie, zwłaszcza na początku, kiedy to było bardziej plucie i rozmazywanie niż jedzenie. Ale jak zobaczyli jak świetnie sobie taki berbeć radzi, zaczęli propagować takie "karmienie", a właściwie umożliwianie jedzenia :D

      Usuń
  2. mnie to jeszcze nie dotyczy, może za 5 pięć lat... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie tak dawno mówiłam to samo, ba, w ogóle nie zamierzałam się rozmnażać. :) A później z dnia na dzień zapragnęłam dziecka z całego serca.

      Usuń
  3. Ja karmiłam Adasia rok i doświadczyłam wszystkich tych zalet, októrych piszesz. Adaś zaraz po najedzeniu się zaykał oczka i się błogo usmiechał. Ten uśmiech widziałam tylko ja bo w żadnej innej sytuacji go nie pokazywał:) skończyłam go karmic jak zaczął mnie namiętnie podgryzać;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zosi też się czasem zdarzy niechcący ugryźć. Ale ten uśmiech, o którym piszesz jest bezcenny! :)

      Usuń
  4. Popieram i zgadzam się ze wszystkimi punktami wymienionymi przez Ciebie, bo o korzyściach dla mamy się często zapomina!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, tłucze się tym mamom, że powinny karmić, ale ani nie powie jak, ani nie wytłumaczy, że to obopólna korzyść. :)

      Usuń
  5. Karmiłam każdego z moich dwóch synów przez rok. Około 11 miesiąca zaczęłam eliminować po jednym karmieniu co tydzień lub dwa i takim sposobem w wieku 13 miesięcy byli już odstawieni bez żadnego stresu, a ja nie miałam problemu z pokarmem.

    Jestem mamą pracującą na pełnym etacie, a mimo tego moje chłopaki słoiczkowe jedzenie dostawali tylko awaryjnie, gdy nie naprawdę nie miałam czasu ugotować. Najczęściej gotowałam większą porcję w kilku wariantach,wekowałąm i wkładałam do lodówki. W ten sposób gotowałam raz w tygodniu zupę, a drugie danie chłopaki normalnie jedli z nami po moim powrocie z pracy.
    Obecnie mają 4 i pół roku oraz dwa i pół. Obecnie niestety już chorują, bo straszy różne rzeczy przynosi z przedszkola, ale dopóki byli w opiekunką w domu to faktycznie nie chorowali

    Polecam karmienie piersią jako najwygodniejsze na świecie. Ja miałam to szczęście, że chłopaki świetnie ssali nie miałam wcale pogryzionych sutków, żadnych problemów z brakiem pokarmu, no i nie zdarzyło mi się zapalenie piersi. Z mojej perspektywy takie karmienie ma same plusy, ale ja jednak nie chciałam karmić dłużej niż do półtora roku. Całe szczęście chłopaki nie protestowali przy odstawianiu i udało mi się skończyć karmienie kiedy chciałam


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 13 miesięcy to przecież kawał czasu! Gdyby wszystkie Mamy podchodziły do tego zagadnienia tak jak Ty, całe społeczeństwo byłoby o wiele zdrowsze, że nie wspomnę o tym, że szczęśliwsze. :)

      Usuń
    2. Właśnie zauważyłam, że odpowiedziałam na komentarz z "zaledwie" miesięcznym opóźnieniem. Jeśli jeszcze tu kiedyś zajrzysz, Kochana, serdecznie Cię przepraszam. Moderację kilkudniowych komentarzy włączyłam za późno, ale teraz już żaden mi nie umknie.

      Usuń
  6. Ja ,że się tak wyrażę ... kochałam karmienie piersią i chciałam to robic do końca życia - hahaha - a bynajmniej najdłużej jak tylko będzie się dało . Niestety dało się tylko do 9 mieś . , po tym czasie wylądowalam w szpitalu , miałam operację itp i niestety laktację zatrzymano mi farmakologicznymi specyfikami .
    Karmienie piersią to same korzyści , a dla mnie jednym z większych bylo błyskawiczne tracenie na wadze ( a następnie figura "top modelki") , nie wspominając juz o wygodzie (zadnych butelek,podgrzewaczy itp)
    Dołączam się i polecam każdej matce próbować !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że z Twoim zdrowiem już wszystko dobrze! :) Niestety, sama nie traciłam na wadze ani błyskawicznie, ani powoli od samego karmienia. Miałam to szczęście, że ani przyczyny zdrowotne, ani losowe nie zmusiły mnie do zaprzestania karmienia wcześniej niż chciałam.

      Usuń
  7. Ja swojego synka karmiłam równo 1,5 roku i nie żałuję podjętej decyzji. Jest to w 100% najwspanialszy moment w życiu kobiety oraz w życiu dziecka. A o chorobach można zapomnieć my chodziliśmy do pediatry tylko na szczepienia. Przy drugim dziecku również będę karmiła tak długo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepraszam Cię najmocniej miałam otworzone dwie strony twojego bloga i wcześniejsze komentarze o karmieniu miały być tutaj. Przepraszam - mój błąd. Ehh gapa ze mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co :) Domyśliłam się, którego posta dotyczy Twoja wypowiedź. :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...