sobota, 14 września 2013

Paramedica, mydło z siarką w płynie – recenzja.

Jest to jeden z kosmetyków-skarbów, które można znaleźć... przypadkiem. Mydełko kupiłam na doz.pl w połowie lipca, ponieważ zmartwił mnie zapach główki Zo i obawiałam się inwazji jakichś drobnoustrojów. Postanowiłam działać nie czekając aż do zapachu dołączą inne objawy. Okazało się, że mój strach był bezpodstawny, bowiem źródłem zapachu był zmieniony wskutek ząbkowania skład chemiczny potu córy i kiedy wszystkie piątki (hurra! Koniec zabawy z zębami, bo każdy jeden wyrastał w bólach Zo i naszych) przebiły się już przez dziąsła, problem sam zaniknął.

Mydło zamówiłam na doz.pl i zapłaciłam za nie 5,80 czy równie oszałamiającą kwotę, Mieści się w niezbyt wysokim, szczelnym opakowaniu i dlatego zabrałam je na wakacyjny wyjazd.

 
Zacznijmy od początku czyli składu, który zdecydował o tym, że zainwestowałam w ten kosmetyk tyle pieniędzy. NA stronie doz jest mydełko o uboższym składzie i z inną etykietą. Nie wiem, czy to efekt zmiany receptury, czy po prostu opis na stronie apteki nie jest aktualny. W każdym razie skład mojego wygląda tak.

INCI: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Cocamide DEA, Sodium Laureth Sulfate, Olive Oil PEG-7 Esters, Sulfur, PEG-40 Castor Oil, Panthenol, Sodium Chloride, Citric Acid, Methylchloroisothiazolinone & Methylisothiazolinone.

Zawiera SleS, ale jako ostatni z detergentów, ponadto estry oliwy z olliwek, biosiarkę, hydrogenizowany olej rycynowy i pantenol. Nieźle, prawda?

 
Tak wygląda zamknięcie. Ani kropelka z mydła się nie zmarnowała dzięki solidności i szczelności. Wygodnie się otwiera nawet ręką śliską od oleju czy odżywki.

Nie dorobiłam się jeszcze papierków lakmusowych, ale myłam skórę głowy mydłami i absolutnie to włosom nie szkodziło. Na wyjeździe używałyśmy go obie: Zo i ja, i sprawdził się na jej delikatnej, dziecięcej skórze, moim tłustym skalpie i suchej twarzy, a także jako płyn do higieny intymnej. Mąż pobiegł do najbliższego sklepu po jakieś świństwo, żeby mu pachniało cytrusami czy morzem czy też jak jakaś inna kostka toaletowa. Ma skórę grubą jak nosorożec, to niech sobie używa.

 
Zo: Skóra bez zmian. Wymagała nawilżenia, ale to efekt działania wakacyjnego słoneczka, które przedzierało się nawet przez filtr 50+.
Ciało/okolice intymne: Super. Moja skóra była czysta, ale nie „chrupiąca”, z nawilżeniem tak jak u Zosi. Zero podrażnienia czy świądu.
Włosy: Nie plątało ich, nie wysuszało. Ładnie domywało skalp, radziło sobie z olejami. Nie podrażniło mnie. Nie mam więcej wymagań. Włosy nie przetłuszczały się wolniej, ale używałam mydełka w czasie nieziemskich upałów, więc nie miały na to szans.

Mydło nie posiada zapachu (całe szczęście, bo spodziewałam się siarkowo-jajecznego smrodku) i jest dość rzadkie. Moim zdaniem to zaleta, bo łatwo się je rozprowadza. Pieni się umiarkowanie, widać że nikt nie szalał z ilością SleS. Kolor herbaciano-colowy.

Na doz.pl można kupić także szampon dziegciowy z tej samej firmy na dziegciu sosnowym i myślę, że kiedyś się na niego skuszę, tak jak z pewnością zamówię jeszcze to mydełko. :)

3 komentarze:

  1. Mąż pobiegł do najbliższego sklepu po jakieś świństwo, żeby mu pachniało cytrusami czy morzem czy też jak jakaś inna kostka toaletowa. Ma skórę grubą jak nosorożec, to niech sobie używa. - uwielbiam te 2 zdania :)

    Mnie wszystko wysusza i ściąga. Nie lubię juz szukać myjadeł do twarzy :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też trafiłam na ten produkt przypadkiem, w przychodni, ale jak dla mnie, choć to może przyzwyczajenie z innych produktów, na bardzo mocny zapach, trochę ściąga, nawet tłustą cerę, ale z pozostałymi opiniami w pełni się zgadzam :) również zamieściłam recenzję produktu na swoim blogu http://momaphilosophy.blogspot.com/. zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...