poniedziałek, 30 września 2013

Moje dziecko jest wspaniałe (3). Nie straszę i nie kłamię.


Niedawno spotkałyśmy przy piaskownicy sąsiadkę z synkiem mniej więcej w wieku Zosi. Kiedyś odwiedzałyśmy się częściej, później znajomość tak trochę jakby umarła. Chłopiec, powiedzmy Pawełek, bardzo interesował się Majką kiedy u nas bywał. Jednak przy ostatnim spotkaniu zauważyłam, że trzyma się od nas z daleka i nawet wychwyciłam jak mówi „a ja się nie boję pieska”. Znaczy się, dodaje sobie odwagi. Zapytałam sąsiadkę, o co chodzi, bo wcześniej nie było takiego problemu. Odpowiedziała, że na spacerach kilka razy jakiś pies go nastraszył szczekaniem. Rzeczywiście, jeżeli wejść w domki, w co drugim jest sfrustrowany, niewybiegany pies, który jazgocze na każdego przechodnia.

I wszystko byłoby dobrze, gdybym nie usłyszała jak tłumaczy Pawełkowi „nie rzucaj piaskiem, bo cię piesek ugryzie”. Noż cholera jasna! Mój pies NIE gryzie. Rzucanie piachem nie ma też żadnego związku z psem, Pawełek był w zupełnie innym końcu piaskownicy, niż uwiązana kawałek dalej Majka i generalnie nic złego nikomu nie robił. Ciekawe, ile jeszcze podobnych mądrości młody wysłuchuje codziennie.

Nigdy nie wiem, czy reagować w takich sytuacjach. Sądzę, że sąsiadka nie myślała nic złego, kiedy mówiła, to co mówiła, z drugiej strony mam wrażenie, że w ogóle nie myślała. Z tego względu średnio mi idzie uspołecznianie Zo – do pasji doprowadzają mnie ci wszyscy rodzice opowiadający farmazony.

Podobnych sytuacji straszenia dzieci widzę mnóstwo. Jakiś babsztyl podszedł do mojej Zo, złapał ją za rękę i powiedział, że ją zabierze, wyobrażacie sobie? Mało baby nie zatłukłam.

Moi rodzice wychowali mnie w przekonaniu, ze słowo starszej osoby jest święte. Ale walczę w sobie z tym uległym potakiwaniem. Zawsze biorę stronę mojego dziecka w starciu Zo – dziwny obcy człowiek. Nie wiem skąd pomysł, że dwulatka nie wie, czy jej zimno czy ciepło i nie potrafi zdecydować czy chce założyć czapkę, czy zdjąć bluzę. Przecież już w pierwszych miesiącach życia Zo wiedziała. Albo żądania: nie stój tutaj, stój tam. Nie rozumiem, dlaczego komuś miałoby przeszkadzać, że Zosia ma w bucie czy we włosach trochę piasku. Jak jest ciepło, a ma fantazję leżeć w piasku, proszę bardzo. Byleby to nie było na środku drogi.

Nie mówię: Wstań, bo przyjdzie pani doktor i zrobi ci zastrzyk. Powiem: Wstań, Zosiu, bo będzie Ci zimno w pupę. Nie mówię: Umyj zęby, bo będzie trzeba iść do dentysty. Pytam, czy chce umyć. Zazwyczaj chce, jeśli nie teraz, to za 10 minut. A do dentysty kiedyś i tak trzeba będzie iść, po co się bać na zapas?

Moim celem jest pomóc mojemu dziecku dorastać. Świat jest duży i dziwny nawet bez dokładania niepotrzebnych strachów. Albo kłamstw. Wszystko, co napisałam powyżej, wydaje mi się i oczywiste, i logiczne. Niemniej na tle tego, jak inni opiekują się dziećmi w naszym małym miasteczku chyba jest dość nietypowe.

Na szczęście dzieci są niesamowicie odporne, i nie tak łatwo je popsuć, czy to fizycznie czy psychicznie. :) Tylko po co próbować?


14 komentarzy:

  1. KIedy jestem na spacerze z moim psiakiem ludzie często straszą nim swoje dzieci - nie rób tego/tamtego bo piesek Cię ugryzie, zobacz jakie ma zęby! I tym podobne... A pomijając kwestię psa podpisuję się pod Twoim postem całkowicie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co innego uczyć dziecko ostrożności, co innego strachu :)

      Usuń
  2. masz bardzo dobre i wartościowe podejście, niestety nie mogę się zgodzić z tym, że dzieci nie jest łatwo "popsuć" psychicznie, bo bardzo łatwo to zrobić, a konsekwencje będą się za takim dzieckiem ciągnąc aż do jego dorosłości:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci mają wbudowane niesamowite mechanizmy obronne i naprawdę sporą część nieprzyjemnych spraw potrafią zwyczajnie zignorować. Żeby popsuć dziecko, trzeba tego chcieć, albo go naprawdę nie kochać... Nie mówię tutaj o takich skrajnych przypadkach jak przemoc, chore ambicje opiekunów i znęcanie się, tylko o zwykłych rodzicielskich pomyłkach i błędach, jakie chyba wszystkim się przytrafiają (głownie przez bezmyślne powielanie wzorców z własnego dzieciństwa). Jeżeli naprawdę, naprawdę się starasz być dobrym rodzicem - tylko i aż - dziecko będzie miało dobry start, niezależnie od "szkoły" wychowania, za jaką podążasz.

      Usuń
    2. Piękne ostatnie zdanie...

      Usuń
  3. Niektórzy ludzie powinni mieć zakaz posiadania dzieci, serio

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, jestem za przymusową kastracją, choć to strasznie niepoprawne politycznie. Niektórzy nawet rybki nie powinni mieć, nie wspominając o większym zwierzaku czy dziecku.

      Usuń
  4. Zgadzam się absolutnie ze wszystkim co napisałaś, ludzie strasza dzieci psami i innymi rzeczami, najbardziej mnie zaszokowala ta pani ktora podeszla i powiedziala ze ja zabierze... nie znam sytuacji ani na jakiej podstawie to powiedziala ale to okropnie, mnie by bylo wstyd, bo rozumiem podejsc do obcego dziecka kiedy placze i spytac co go boli, gdzie mama ale podejsc i powiedziec ze je zabiore... w zyciu. Z kolei nie rozumiem tez jak ludzie karmia swoje dzieci, bo tu z jednej strony boja sie psa a np moj chrzesniak dostaje czekolade, czipsy, ciastka najgorsze oczywiscie czipsy ;o a nie ma nawet 2 lat... a takie edzenie jak dla mnie w tych czasach jest wiekszym zagrozeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sytuacja była niemal pedofilska, byłyśmy na placu zabaw, Zo śmiała się i broiła, zjeżdżała ze zjeżdżalni i wchodził na drabinki. Byłam zaraz obok i Zosia wyciągnęła rękę w moim kierunku nie patrząc i wyszło, że w stronę tej kobiety. Ta złapała ją za rączkę, rzuciła jakiś komplement i (chyba to miał być żart???) powiedziała, że Zo jest fajną dziewczynką i zabierze ją sobie do domu. Zosia momentalnie z zabawy przeskoczyła w strach.
      O czipsach nic mi nie mów, zdarzyło mi się, że wbrew moim zakazom sąsiedzi usiłowali ją częstować. Ech, ucz to z jednej strony szacunku i posłuchu, a z drugiej broń swojego dziecka... To jest dla mnie trudne.
      Czekoladę czy ciacho Zosia czasem dostanie, ale jak ma do wyboru słodycze albo mięsko to wybierze to drugie. :D

      Usuń
    2. No to rzeczywiście chora sytuacja... Myślałam że czymś ją zdenerwowała i ona tak nerwowo że zabierze ją do siebie. To smutne jak ludzie od małego dają dzieciom niezdrowe jedzenie bo potem z czasem dziecko jest przyzwyczajone do tego i nie umie jeść nic innego. Tak jak mój Szymek jak poprosi to dostanie takie czipsy a nawet 2 lat nie ma... :(

      Usuń
    3. Brr co za kobieta. Masz wspaniałe podejście.

      Usuń
    4. Ja myślałam, że straszenie dziecka to metoda "wychowawcza" już dawno zapomniana, aż nie usłyszałam, jak pewna kobieta straszyła dziecko lekarzem! (w stylu "bądź grzeczna, bo inaczej przyjdzie lekarz i zrobi ci zastrzyk"). Brak słów na taką bezmyślność...

      Usuń
    5. Eve - mam nadzieję, że normalne, a te inne zachowania to odstępstwa od normy jednak, a nie standard. :)
      Aniu - dokładnie, brak słów.

      Usuń
  5. Bardzo mądry post. Oby więcej tak mądrych rodziców.
    Mam trzylatka a drugie w drodze :) też na codzień słyszę takie okropne rzeczy i to jak się straszy dziecko. Niepotrzebnie wpajają dziecku, że świat to niebezpieczne miejsce, zabijają spontaniczność mówiąc np jak ma się bawić na placu zabaw, ale najgorzej boli mnie jak rodzice biją dzieci, zawsze reaguje w takich sytuacjach, chociaż widzę że rodzice będący na placu zabijają mnie wtedy wzrokiem :) nadal uważają, że dziecko to przecież własność rodziców i się nie powinno wtrącać. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...